-

rotmeister : Wspomnicie moje słowa

Życie i śmierć męczeńska Jana Sarkandra.

Ks. Teodor Czaputa, Niezłomny rycerz chrystusowy. Życie i śmierć męczeńska błog. Jana Sarkandra. Cieszyn 1932 (fragmenty).

Drugie śledztwo i pierwsze tortury

Następnego dnia, tj. 14 lutego (1620 r.), wieczorem o 6 godzinie, zebrali się wrogowie Jana dla przeprowadzenia nowego śledztwa. Wezwany ku temu sędzia Scyntylla, nie mogąc się wymówić, ukrywał się w domu, ale odnaleziony, pod groźbą niełaski stanów i kary, uległ i przybył do więzienia. Tym razem w nieobecności Żerocina oddano przewodnictwo procesu Bitowskiemu. Do poprzednich sędziów dołączyli się: Wilhelm Ullersdorfer, rządca Bitowskiego imieniem Henryk, Prokop Podstacki i kilku innych.

Bitowski rozpoczął łagodnym tonem od tych samych pytań, jak za pierwszym razem, tyczących się celu jazdy do Polski, na co Jan dawał te same spokojne, ale stanowcze odpowiedzi. Wtedy rozwścieczony Bitowski zawołał kata i rozkazał Jana wyciągnąć na tak zwanym skrzypcu, grożąc jeszcze sroższymi mękami, jeśli te nie wystarczą. Usłyszawszy te słowa, poznał Jan, iż nadeszła godzina ofiary, padł na kolana przed sędziami i tak do nich przemówił:

„Czcigodni panowie, ponieważ widzę, że Wszechmoc Boża dopuszcza, by mnie z waszej ręki dla mojej podróży do Polski taka męka spotkała, tedy dziękuję za to nieskończonej Dobroci Boskiej i błagam Ją z całego serca, by wam za grzech nie poczytała tego, coście ze mną uczynić postanowili, a także, by wam wszystkim wasze winy łaskawie darować raczyła. Przy tym wszystkim oświadczam jednak uroczyście przed Panem nieba i ziemi, że nie tylko o sprawach, o które mnie posądzacie, nic nie wiem, ale też w nich żadnego nie brałem udziału. Nie taiłbym przed wami, gdybym wiedział cokolwiek, nawet wówczas, gdyby się to tyczyło własnego ojca lub matki mojej. Gdybym mówił inaczej niż dotąd, dopuściłbym się kłamstwa i obciążyłbym me sumienie, naruszyłbym prawdę i traciłbym duszę przed Bogiem. Zaklinam was przeto w imię Boże, abyście mi uwierzyli i zaprzestali tego niesprawiedliwego śledztwa. Uszanujcie godność moją kapłańską, dusz waszych i zacnych imion waszych nie poniewierajcie, bo takim postępowaniem hańbę tylko potomstwu waszemu pozostawicie.“

Słowa te poruszyły do łez niektórych obecnych katolików, nawet na heretyckich sędziach zrobiły wrażenie, lecz nieugięty Bitowski powtórzył swój rozkaz do kata Z jeszcze większą zawziętością. Gdy kat począł zdzierać z Jana suknię kapłańską, ten padł na kolana i tak się modlił:

„Najlitościwszy Boże, wyznaję szczerze, że za grzechy moje, którymi niezliczone razy Twą dobroć obraziłem i gniew Twój na siebie ściągnąłem, zasługuję na najsroższe męki; mimo to proszę Cię, najdobrotliwszy Panie i Boże, 'ponieważ nic nie wiem o tym, o co mnie oskarżają, anim w tym żadnego nie brał udziału, byś mi wszechmocną łaską Swoją dopomógł wszystkie czekające mnie męki i boleści cierpliwie przenieść. Już naprzód ofiaruję Ci je w łączności z tą męką, którą niegdyś Syn Twój najmilszy, Jezus Chrystus, na krzyżu poniósł. Kieruj Ty moim sercem, moim językiem, każdym zmysłem i każdym słowem moim i prowadź mnie łaską swą po ciężkiej drodze boleści, abym siłą mąk pokonany, ani myślą, ani słowem prawdy świętej, a Tobie drogiej, nie odstąpił. Gdyby mi się jednak jakie słowo wymknęło przeciw woli mojej, niezgodne z dotychczasowymi zeznaniami moimi, a obrażające Najwyższego i świętą prawdę, — to je teraz, będąc jeszcze przy zdrowych zmysłach, najuroczyściej wobec Ciebie, Boże mój, i całego dworu niebieskiego odwołuję; was zaś, którzy tu jesteście obecni i cały świat, wzywam na świadectwo, że je już teraz i na zawsze uznaję jako niewyrzeczone, lecz tylko boleścią wymuszone. Ty zaś najłaskawszy Panie i Boże, przyjm litościwie to moje oświadczenie i uznaj je za święte i niewzruszone przez zasługi Twojego najmilszego Syna, Najśw. Marii Panny i wszystkich Świętych. Amen.“

Po odmówieniu tych modlitw powstał Jan, sam zdjął ze siebie szatę kapłańską i podszedł do katowni, zwanej skrzypcem. Był to ogromny, drewniany kozioł, w środku górnej belki poprzecznej znajdował się krążek, przez który przechodziła lina. Do jednego jej końca przywiązywano ręce skazańca, wyciągnięte ponad głową, podczas gdy stopy jego przymocowane były do żelaznych haków, tkwiących w kamiennej posadzce. Drugi koniec liny, wiodący od związanych rąk, nawinięty był na wielkie koło, które obracane korbą, zwijało linę i rozciągało dowolnie rozpięte ciało skazańca.

Gdy kat począł skręcać koło, ciało Jana wyprężyło się tak, że członki z trzaskiem powychodziły ze stawów. Tylko cichy jęk i słowa modlitwy wydobyły się z ust męczonego: „Panie, wybaw duszę moją od ust przewrotnych i od języka zdradliwego“ (Ps. 119,2). „Postaw o Panie straż ustom moim i bramę obronną wokoło warg moich. Nie daj, by serce moje skłaniało się do rzeczy złych, do szukania wymówek z grzechów moich“ (Ps. 140, 3. 4). „Prześladowcy moi radować się będą, gdy ja się zachwieję“ (Ps. 12, 5). „Wielbić będę Pana każdego czasu; chwała jego zawsze na ustach moich“ (Ps. 33, 2). „Bogu mojemu śpiewać będę, póki mi życia stanie“ (Ps. 145, 2).

Krzyki i złorzeczenia sędziów głuszyły szept modlitwy. Raz po raz powtarzał Bitowski pytania, po co Jan chodził do Polski, co tam robił, jakie mu tam sprawy powierzono, — ale nie otrzymał z ust męczonego kapłana innej odpowiedzi prócz powtarzanych słów psalmów i westchnienia: „Jezus, Mar ia, Anna“. Zniecierpliwiony Benedykt Prażma krzyknął: „Ty buntowniku, zdrajco ojczyzny, jeszcze śmiesz się zapierać i chcesz być bardziej męczony?“ Hartman Buchheim wołał na oprawcę: „Mocniej naciągnij łotra, aby wszyscy zdrajcy, którzy się w nim kryją, z niego wylecieli.“ — Bitowski, przerywając mowę tamtemu, odzywa się: „Idźmy do rzeczy! Gdzieś zostawił koniuszego Lobkowica? Co ten niegodziwiec w Polsce robił? Czy to prawda, że ci się z niczym nie zwierzył?“

Na te (pytania odpowiedział Jan: „Dokąd koniuszy Lobkowica dalej się udał i w jakiej sprawie, czy poselstwie, nie wiem, gdyż mi się z niczym nie zwierzał, ani zwierzać nie mógł, o ile, że ja nie rozumiem ani języka niemieckiego, ani włoskiego, którym on mówi, on zaś nie zna ani języka morawskiego, ani łacińskiego, którymi ja mówię, tak, że o rzeczach ważnych i doniosłych nie mogliśmy ze sobą rozmawiać.“

Nowy wybuch złości i przekleństw towarzyszył tej odpowiedzi Jana. Jednomyślnie nawoływano kata, by mękę podwoił, aż stałość Jana, głośne objawy współczucia i oburzenia wśród obecnych, zmusiły sędziów, że po całą godzinę trwającej męczarni dali znak katowi, by mąk zaprzestał i więźnia do celi odprowadził. Przed opuszczeniem sali grozili Janowi jeszcze sroższą męką, że ognia i krwi nie pożałują, jeśli się nie namyśli, a oporu swego nie porzuci.

Ale Jan odrzekł: „Cokolwiek Bóg najlepszy na me grzeszne ciało dopuścił i jeszcze dopuści, za to wszystko chwalę i błogosławię święte imię Jego. Jemu nietajno, że nic o tym nie wiem, o co mnie podejrzewacie i wypytujecie. Ufam także najmocniej, że tenże najmiłosierniejszy Bóg i tak języka mego i nadal strzec i nim kierować będzie, abym w niczym przeciw prawdzie i Jego najświętszym przykazaniom nie wykroczył. Zresztą uznaję, że z Boskiego dopuszczenia w waszej mocy jestem tak długo, jak się Bogu podoba. Niechże się ze mną dzieje według najświętszej woli Jego, której się zupełnie poruczyłem i jeszcze teraz się oddaję. Za was zaś, szanowni panowie, będę się jak najgoręcej modlił, by wam Bóg najmiłościwszy tego za grzech nie poczytał, co ze mną robicie, ale by was strzegł od wszystkiego złego i Swej łaski i błogosławieństwa wam udzielił.“ Szydząc z tych wzniosłych słów Jana, opuścili sędziowie więzienie.

CDN.



tagi: zbrodnie  protestanci  jan sarkander 

rotmeister
23 lutego 2018 20:23
6     660    4 zaloguj sie by polubić
komentarze:
pink-panther @rotmeister
24 lutego 2018 02:28

Wstrząsające.  Protestancka praworządność plus miłość bliźniego swego.  Bardzo potrzebna notka w rocznicę Lutra.

zaloguj się by móc komentować


qwerty @pink-panther 24 lutego 2018 02:28
24 lutego 2018 10:16

mechanizmy wykonywania sądownictwa są ponadczasowe

zaloguj się by móc komentować


rotmeister @qwerty 24 lutego 2018 10:16
24 lutego 2018 11:59

Mord sądowy ma długą tradycję, niestety.

zaloguj się by móc komentować

Tytus @rotmeister
24 lutego 2018 20:13

Jan Sarkander, wielki święty i męczennik.

Autor X. Teodor Czaputa, ostatni spowiednik Św. Faustyny,

autor liturgicznego dzieła WIELKI TYDZIEŃ w KOŚCIELE.

[gdzieś mi się ta książka zapodziała, wielka szkoda].

Bóg zapłać!

 

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować