-

rotmeister : Wspomnicie moje słowa

Zdzisław Morawski, Sacco di Roma - Zmrok Odrodzenia

Zdzisław Morawski, Sacco di Roma - Zmrok Odrodzenia

 

Postęp ten istotny mógł był przecież tylko wystarczyć w czasach spokojnych, normalnych, ale wystarczyć nie mógł w chwili, kiedy Kościół i społeczeństwo chrześcijańskie domagały się głębszej i radykalniejszej naprawy. Zanim ją przyniósł Sobór Trydencki musiały jeszcze ten Kościół i to społeczeństwo najcięższe przebyć katastrofy i najboleśniejszego dożyć rozdarcia, a Leona X charakter nie nadawał się do tego, żeby klęskę odeprzeć, lub przynajmniej uzbroić siebie i drugich w bart na chwilę starcia. Bo najtrafniej go oceniał Marco Minio, jeden z tych cichych weneckich posłów, którzy na obcych dworach otwierali oczy, nadstawiali ucha, wnikali we wszystko, rozeznawali się wszędzie i z mrówczą pilnością sporządzali owe najdokładniejsze relacje, podstawę tradycyjnej wszechwiedzy rzeczpospolitej weneckiej: „Il papa e docto e amador di docti, ben religioso, ma vuol vivere”. I rzeczywiście ten papież, „uczony i przyjaciel uczonych, pobożny ale chcący używać życia”, nie mógł się dostroić do zadań chwili, nie chciał czy nie zdołał spostrzec, że na tej niwie, przeoranej przez humanistów, chwasty zaduszały zwolna zdrowe ziarno, rozsiane przez pierwszych, prawdziwych odnowicieli świata z trecenta, że ci, których zadaniem było zdrowy napój podawać spragnionym, zamiast czerpać z odnalezionego źródła starożytności tylko to, co w niej tkwi zawsze zapładniającej prawdy i piękna na kordiał i podnietę życia, jęli zeń czerpać wszystko, bez wyboru i bez wyjątku, na samąż tego życia treść. Mściło się teraz wielkie złudzenie XV wieku: trup odgrzebany wskrzesić się już nie dat i przechodził w zgniliznę. W wyższych warstwach objawiała się ta zgnilizna w wyszydzaniu prawd świętych i bluźnierstwie, które się stały niejako kanonem dobrego tonu, w niższych zaś tak dalekim powrotem do zabobonów, że w rok śmierci Leona X, a w przeddzień wyboru jego następcy, lud rzymski dla odwrócenia zarazy wyprawił na Forum hekatombę i w pogańskiej ofierze zarżnięto na ołtarzu byka. Na górze i na dole wiał duch pogański, jak żeby na hasło ostatniego buntu, wydane przez wykopywanych z pod gruzów świątyń bogów starego Olimpu.

 

Niesprawiedliwymi przecież są te sądy, które ówczesne w świecie zepsucie na Włochy i Rzym ograniczyć pragną. Było ono powszechne, tylko się gdzie indziej w grubszych jeszcze przejawiało formach, a na zarzut monopolizowania korupcji w Rzymie, odpowiada już dosadnie Ambroży Gumppenberg, Bawarczyk z rodu, a protonotariusz apostolski przy Kurii rzymskiej za Klemensa VII, który z pewnością równie dobrze znał Włochy, jak swe Niemcy rodzinne, a którego cenną kronikę o wypadkach r. 1527 niejednokrotnie nam jeszcze w ciągu lego opowiadania przytoczyć przyjdzie: Jeżeliby złe wszystko w Rzymie się tylko znajdować i z Rzymu wychodzić miało, „skądże się natenczas — pyta — biorą ci wielcy hultaje i łajdaki w Niemczech, którzy przecież Rzymu i Włochów nie widzieli na oczy, i gdzież się oni zaprawili do wszystkich swych bezeceństw, pijaństwa, rozpusty?”. „Pod osłoną wolności ewangelicznej pisał ze swej strony w r. 1523, a więc już po wybuchu Reformacji, Erazm Rotterdamski — szukają tu, na północy, jedni bezmyślnej swobody, aby cielesnym chuciom dogadzać, inni spoglądają pożądliwie na dolna kościelne, inni znowu puszczają wszystko na trunki, gry i rozpusty, obiecując sobie ratunek w rabunku”. A już najbardziej chyba nie podejrzanym świadkiem jest sam Luter, który w tymże roku 1523 pisał w Niemczech, że „siedzi tam jak w Sodomie, Gomorze i Babilonie”, a później w pamiętnym dodawał zwrocie, że „nasi ewangelicy są siedem razy gorsi, aniżeli byli przedtem, bo nauczywszy się Ewangelii, kradniemy, kłamiemy, oszukujemy, oddajemy się obżarstwu, opilstwu i wszelkim sprośnościom”.

 

Włochy nie były więc w tej epoce z pewnością wyjątkiem, a wina Rzymu leżała tylko w tym, że nie umiejąc być przykładem, nie potrafił nieść lekarstwa. Dwór papieski, niezdolny do położenia tamy rozpierającym prądom, musiał z niemi płynąć, stawał się coraz bardziej świecki, albo stwarzał najdziwaczniejszą mieszaninę świeckiego i duchownego pierwiastku. Drobny epizod maluje nieraz najtrafniej ducha czasu i działających w nim ludzi. Takiego epizodu opis znajdujemy w liście, przesłanym w roku 1519 z Rzymu przez ferraryjskiego posła Paulucciego księciu Alfonsowi d’Este: U Kardynała Cibo w Zamku św. Anioła, według innej wersji u samego papieża w Watykanie, grano komedie Ariosta „I Suppositi”: dekoracje malowane były przez Rafaela, świeczniki ustawione w litery, składające napis Leo X pont. max. „Wstęp pisze Paulucci—ułatwił mi kardynał Rangone; papież z młodszymi kardynałami przechadzał się w przedsionku, dozwalając wpuszczać tych gości, których chciał widzieć. Kiedyśmy po cichu przechodzili ku sali, w której się przedstawienie odbyć miało, stanęła Jego Świątobliwość we drzwiach, udzielając nam błogosławieństwa; gdy się już sala wypełniła, wszedł na końcu papież i zajął miejsce na podwyższeniu pomiędzy kardynałami i posłami zagranicznymi”. To błogosławieństwo, udzielane na przyzbie teatru Ariosta, głębiej daje wniknąć w epokę i w jej obyczaj, niż cale, długie tomy.

 

Teatr, polowanie, szachy, improwizacje lub muzyka wypełniały chwile wypoczynku tego świetnego mecenasa, który świadectwem Fracastora

 

Dulcia jam profugas revocavit ad otia Musas.

 

Na polowanie jeździł on w okolicę Viterbo, lub pod Corneto, gdzie go wspaniale podejmował kardynał Farnese, albo jeszcze do bliższej swej willi nad drogą Ostyjską, Magliany. Tam na

w pół po świecku, na wpół po duchownemu przybrany w krótki purpurowy płaszcz, z czarnym, hiszpańskim kapeluszem na głowie, ale ku wielkiemu zgorszeniu mistrza ceremonii Parisa de Grassis „bez stuły i komży”, a natomiast „z butami na nogach”, dosiadał konia i ruszał na łowy. W Rzymie inaczej schodziły otia. Wypełniały je ulubiona gra w szachy, oglądanie nowych obrazów nadwornych malarzy albo starej jakiej, z pod rumowisk świeżo odgrzebanej rzeźby lub medalu. Taką chwilę wypoczynku uwiecznił Rafael, przedstawiając w znanym portrecie papieża ze szkiełkiem w ręku nad zdobnym w miniatury kodeksem, a zamiłowanie to medyceuszowskie do starych ksiąg znać musiał dobrze historyk wenecki Navagero, kiedy wzywając Leona X w przedmowie jednego ze swych dzieł do krucjaty, kusił go i nęcił skarbami starożytnych rękopisów, które mu tajemniczy Wschód otworzy.

 

Wieczorem cały swój świetny dwór gromadził często papież przy uczcie. Sam wstrzemięźliwy w jadle i napoju, drugich podejmował suto i wystawnie. Ale były to przede wszystkim uczty duchowe, prawdziwe sympozjony starożytne: roztrząsano tam tezy religijne i filozoficzne, poeci czytali swoje utwory, innych dostojny amfitrion wyzywał na improwizacje, sam nieraz zapuszczając się w klasycznej łacinie w skandowany z nimi dialog. Udany utwór na miejscu wynagradzanym bywał hojnie; nieudany karano czasem doraźną chłostą. A był Leon X i w tym do ojca swego Lorenza podobny, że nie gardził ulubionymi w owej epoce „facecjami” a nawet grubym i pospolitym żartem, i w tym celu musiało być zawsze u dworu kilku trefnisiów, którzy do poważniejszych dyskursów lub improwizacji dorzucali źdźbło błazeńskiej soli, nieraz pieprzu. Największą też uciechą bywało pojawienie się w tym gronie jakiego bardzo nieudolnego a pewnego siebie wierszoklety, jak np. owego opata z Gaety, Barabella, któremu obiecano uwieńczenie na Kapitolu: na białym słoniu, darowanym papieżowi przez Emmanuela Portugalskiego, ruszył zmistyfikowany wieszczek w dziwacznym na pół starożytnym stroju z dziedzińca watykańskiego na Kapitol, ale już na moście św. Anioła wystraszony dźwiękiem trąb i okrzykami rozbawionych tłumów słoń stanął i iść dalej nie chciał. Pamięć tej buffonady, opisanej szeroko przez Paola Giovia, uwiecznioną jest w intarsji na drzwiach, prowadzących ze Stanzy Sygnatury do sąsiedniej Heliodora.

 

Z wszystkich atoli sztuk najbardziej kochał Leon X muzykę. Toteż nadwornym jego muzykantom dobrze się działo: Giovan Maria, którego portret rozpoznają niektórzy w pięknym Wioloniście z galerii Sciarra, otrzymał tytuł hrabiowski i miasteczko w darze; inny, Jacopo Sansecondo, nie mniej hojnie nagradzany, służyć miał za model do Apollina z Parnasu Rafaela w Stanzach. Wieczorem po uczcie, rozpoczynały się śpiewy, przygrywali muzykanci i, jak opowiada przytaczany już przez nas kilkakrotnie Anonim Watykański, „dźwiękami cały rozbrzmiewał pałac, a papieża słodycz tych tonów tak przejmowała, że aż omdlewać się zdawał i nieraz półgłosem sam wtórował pieśni”. Może nucił tę canzonę ojca swego Lorenza, tak znamienną dla filozofii każdej obumierającej, a więc i własnej epoki, kończącą się zwrotką:

 

Chi vuol esser lieto, sia,

Di doman non c’e certezza.

 

“Kto chce wesołym być, niech nim będzie, bo jutro nasze niepewne”.

 

I rzeczywiście niepewnym było jutro po tym rozkosznym i pogodnym wieczorze Odrodzenia pod „słodkim jarzmem” — suave jugum — które papież Medyceusz przyjął za godło, wśród tych kołyszących dźwięków zamykającego się okresu i świata ustępującego z widowni, którymi „cały rozbrzmiewał pałac”, a które wreszcie zgłuszyć miało, nagle i na zawsze” złowrogie stukanie młotka, przybijającego tezy protestu na bramie nadwornego kościoła w Wittenbergu.



tagi: morawski  sacco di roma 

rotmeister
13 października 2017 22:38
15     548    8 zaloguj sie by polubić
komentarze:
pink-panther @rotmeister
14 października 2017 14:50

Bardzo dziękuję. Niezwykle cenny tekst i paradoksalnie, bardzo aktualny. Na przykład takie zdanie:

"...Mściło się teraz wielkie złudzenie XV wieku: trup odgrzebany wskrzesić się już nie dat i przechodził w zgniliznę. W wyższych warstwach objawiała się ta zgnilizna w wyszydzaniu prawd świętych i bluźnierstwie, które się stały niejako kanonem dobrego tonu, w niższych zaś tak dalekim powrotem do zabobonów..".

Wczoraj był 13 października 2017 r. i setna rocznica "finałowych" objawień w Fatimie , wraz z cudem słońca. W tym czasie św. Maksymilian Kolbe oglądał w Rzymie "obchody" 200-lecia założenia masonerii , połączone z jakimiś "pochodami" aż pod Watykan. Masoneria we Włoszech była "ufundowana" przez pasierba Napoleoba Buonaparte Eduarda de Beauharnais, który był w Wielkim Mistrzem Grand Orient Włoszech w latach 1805-1814. Potem widzimy m.in Wielkiego Mistrza Giuseppe Garibaldiego (1864) aby w roku 1917 widzieć aż dwóch Mistrzów: Ettore Ferrari, rzeźbiarza (15.02. 1904-25.11.1917) i pana Ernesto Nathana zasadniczo urodzonego w Londynie, syna Meyera Mosesa Nathana, Żyda niemieckiego i pani Sary Levi z Pesaro. Pan Nathan po śmierci ojca zaczynał skromnie w kraju matki w jakichś "przedsiębiorstwach bawełnianych" aby w 1870 r. przenieść się do Rzymu i "zorganizować centrum dyskusji literackich i filozoficznych" a w 1887 już był członkiem Wielkiego Orientu. A od 1889 r. był członkiem rady miasta Rzymu a od 1899 r. Wielkim Mistrzem. W 1907 r. został burmistrzem Rzymu.  Historia milczy o tym, który to Mistrz Wielkiego Orientu zorganizował "huczne obchody" w Rzymie połączone z publicznym obrażaniem Pana Boga i z bluźnierstwami jak również - pogróżkami, ale stawiam na "duet": rzeźbiarz Ferrari wspomagany przez pana Nathana.

Niby daleko od Sacco di Roma, a jakże blisko. Św. Maksymilian Kolne po obejrzeniu "festiwalu masońskiego"w  Rzymie - zorganizował "Militia Immaculata" w kilka dni po ostatnim objawieniu fatimskim.

 

Tak to się plecie. Szalenie pouczająca jest historia lekkomyślnych dostojników Kościoła, którzy mieli silny kult bożka "świętego spokoju" i "dobrego deseru po jeszcze lepszym obiedzie".  No i te niekończące się "reformy Kościoła", które jeżą włos na głowie (przenosiny tabernakulum do bocznego ołtarza, Komunia św. na stojąco, Najświętszy Sakrament na rękę). Zegra bije. Dobrą wiadomością jest to, że planowane huczne obchody Lutra i 300-na rocznica założenia masonerii - okazały się znacznie mniej "huczne". W zasadzie wcale ich nie widać.

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @rotmeister
14 października 2017 14:53

Jeszcze jedna obserwacja i jeszcze jedno zdanie: "...Dwór papieski, niezdolny do położenia tamy rozpierającym prądom, musiał z niemi płynąć, stawał się coraz bardziej świecki, albo stwarzał najdziwaczniejszą mieszaninę świeckiego i duchownego pierwiastku...".

To mi przypomniało opisy życia braci krzyżackich przed tym, jak Wielki Mistrz Albrecht "sprywatyzował" Zakon Najświętszej Marii Panny - w prywatny biznes rodziny Hohenzollernów i "przeszedł na luteranizm". Herezja wchodziła jak w masło.

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @rotmeister
14 października 2017 15:20

Świetne. Mój plus. Komentarz Pantery w punkt.

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @pink-panther 14 października 2017 14:50
14 października 2017 20:32

To jest to. Gdzieś czytałem i sobie przypomnieć nie mogę gdzie, o tym, jak "humaniści" spotykali się w jakiś katakumbach czy parkach rzymskich i odstawiali pogańskie misteria. Bo tym był humanizm- katolicki Bóg miał byc zastąpiony przez człowieka który sam w sobie stawał sie bogiem (z małej litery). Jak zawsze polecam Christophera Ferrarę "Wolność, Bóg ktory zawiódł" i na dokładkę książkę Lisickiego o Lutrze.

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @Magazynier 14 października 2017 15:20
14 października 2017 20:33

Dzięki. Bedzie jeszcze jeden fragment. Też-mam nadzieję-ciekawy.

zaloguj się by móc komentować

JK @pink-panther 14 października 2017 14:50
14 października 2017 23:58

Wielkim specjalistą od reform Kościoła to ja nie jestem, ale wydaje mi się, że pojawienie się tabrnakulum w kościele (budynek) było też jakąś zmianą w stosunku do wcześniejszych zwyczajów, czy rozumienia obecności Jezusa. Kościół Wschodni (Bizantyjski) - a był to przed schizmą jeden Kościół - nie znał i do tej pory nie zna tabernakulum. W kościele w Tyńcu tabernakulum jest w bocznej kaplicy. W kościele Matki Boskiej Łaskawej w Warszawie też. Trudno podejżewać Benedyktynów lub Jezuitów o jakieś nieuzasadnione nowinkarstwo, tym bardziej, że obydwa kościoły (w Tyńcu i w Warszawie) mają dosyć długą tradycję.

Te rozważania o tabernakulum to tak na marginesie poważniejszego zagadnienia. Zewnętrzne objawy religijności czy sprawowania kultu nie są tak bardzo istotne. Zmieniały się one wielokrotnie na przestrzeni dziejów Kościoła Katolickiego. Co więcej, były różne w różnych krajach w tym samym czasie. Odczytywanie takich zmian jako jakiegoś memnto dla Kościoła jest chyba zbyt powierzchownym traktowaniem tematu.

Tak samo tzw. "reformy". Ja rozumiem niechęć współczesnych Polaków do słowa "reforma". Kościół jednak stale podlega jakimś zmianom - świadomie wprowadzanym bądź nie. Te zmiany to chyba przejaw żywotności, twórczości członków wspólnoty - Eclesia. Może wręcz poszukiwania lepszych środków/sposobów adoracji Boga w Trójcy Jedynego, że tak patetycznie zakończę.

P.s. Że nie wszyscy hierarchowie właściwie rozpoznają znaki czasu to jeszcze nie tragedia. Są inni biskupi i księża którzy lepiej rozpoznają te właśnie i jest jeszcze lud boży, który rozpoznaje Dobrego Pasteża, jakto ujął Papież Franciszek - po zapachu.

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @rotmeister 14 października 2017 20:32
15 października 2017 14:24

Dzięki za info. To chyba w Wydawnictwie Wektory. No a dyskusja wokół książki Lisickiego o Lutrze dopiero się rozkręca.

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @JK 14 października 2017 23:58
15 października 2017 14:31

Trzy nawy w kościele, zanim weszły projekty w stylu "poczekalnia na lotnisku) były wyraźnie rozróżnione: jedna główna i dwie boczne czyli mniej ważne. Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie w sposób oczywisty należało uczccić w nawie głównej. W ostatnich miesiącach posługiwania PapieżaBenedykta zakaz przenoszenia tabernakulum z głównego ołtarza w kościołach "starego typu" - do naw bocznych - został oficjalnie potwierdzony na synodzie biskupów z zaznaczeniem, że Papież zdaje sobie sprawę z nieposłuszeństwa niektórych biskupów w tej sprawie. Nieposłuszeństwa jawnego i mającego tajemnicze źródło. Te "przenoszenia tabernakulum' to jest "moda" ostatnich 10 mniej więcej lat w Polsce i nie dziwi mnie, że "u jezuitów". Jeśli coś było dobre, to dlaczego to zmieniać. Przenoszenie do bocznej nawy to jest w oczach prostego człowieka - obniżenie chwały Jezusa Chrystusa w Najświętszym Sakramencie. Bo jakie jest najważniejsze miejsce w każdym kościele? Co jest jego "sercem"? Właśnie tabernakulum.
Co do "reform' to już widać, że wiele z nich odbija się czkawką a najwięksi "reformatorzy" czyli nasi bracia protestanci - mogą się odnosić już tylko do pozorów istnienia "kościołów protestanckich" dzięki temu, że pastorowie są na etatach państwowych opłacani przez podatnika.

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @pink-panther 15 października 2017 14:31
15 października 2017 14:36

Urzędnicy państwowi (referenci, specjaliści, kierwonicy , dyrektorzy) ds. kultu religijnego. Tak mniej więcej było w społecznościach pogańskich (np. przedchrześcijańskie Imperium Rzymskie, a wcześniej Republika)

Czyli jest to neopogaństwo. 

zaloguj się by móc komentować

JK @pink-panther 15 października 2017 14:31
15 października 2017 18:42

Kościł Jezuitów p.w. Matki Boskiej Łaskawej na ul. Świętojańskiej to najmarniej XVII w. Oczywiście nie wiem jak było wcześniej, ale odkąd pamiętam, czyli pewnie jszcze przed Vaticanum Secundum tabernakulum było umieszczone w nawie bocznej, gdzie odbywa nieustanna adoracja Najświętszego Sakramentu.

Chyba trochę myli Pani wymogi architektury ze znaczeniem sakralnym. Kilka naw budowano po to by więcej ludzi się zmieściło i mogło jednocześnie uczestniczyć w zgromadzeniu. Dzisiaj kiedy mamy inną technologię nie trzeba wnętrza dzielić na "nawy".

Proszę pamiętać, że bocznych nawach równierz umieszczano ołtarze, bo nie pamiętam do którego soboru Mszę Św. ksiądz musiał odprawiać na czczo i nie było koncelebry. Więc w kościołach gdzie było wielu księży odprawiano msze przy kilu ołtarzach jednocześnie z prozaicznej przyczyny - trzeba było coś zjeść o jakiejś sensownej porze dnia.

Zresztą to nie jest najważniejsze. Nie mogę zgodzić się z tezą, że jak coś zmienimy w zewnętrznych wyrazach pobożności (sposób przyjmowania komunii, ulokowanie tabernakulum, używanie języków narodowych) w stosunku do dawnych czasów to będzie/jest gorzej niż było wcześniej. Ja mam też wiele zastrzeżeń do praktyki odprawiania Mszy Św. szczególnie na prowincji, do współczesnej architektury sakralnej, do oprawy muzycznej, której poziom pozostawia wiele do życzenia. Nie zmienia to faktu, że powrotu do tzw. "starych dobrych czasów" już nie ma.

Swoją drogą to nie słyszałem o zakazie przenszenia tabernakulum doknanym przez synod za czasów Papieża Benedykta XVI. Przestudiowałem dosyć uważnie Jego książkę "Duch Liturgii" i nie kojarzę, by coś o tym pisał, ale może czegoś nie wiem.

zaloguj się by móc komentować

chlor @rotmeister
15 października 2017 19:53

No nie wiem. Dla mnie Kościół jest ostatnią instytucją od której bym wymagał nadążania, reform, unowocześniania, itp. Choćby ten betonowy kloc w Wilanowie z ogromną "halą konferencyjną", albo hipernowoczesny "termos - gigant" w Łagiewnikach.

zaloguj się by móc komentować

chlor @chlor 15 października 2017 19:53
15 października 2017 19:54

Kurcze, to miało być do JK

zaloguj się by móc komentować

JK @chlor 15 października 2017 19:53
15 października 2017 20:43

No jasne. Ja tylko nie zgadzam się z twierdzeniem, że jakby było tak jak kiedyś, to było by lepiej niż jest teraz. To jest teza nieweryfikowlna.

Dając przykład tabernakulum można powiedzieć: a czemu nie cofnąć się do czasów Św. Franciszka, gdzie w ogóle nie było tabernakulum a tenże Święty dokonał ogromnej reformy/naprawy Kościła. Oczywiście wraz ze Św. Franciszkiem działali tam inni ... Święci.

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @JK 15 października 2017 18:42
15 października 2017 20:52

Chodzi o to że to nie są tylko zewnętrzne akty pobożności. Tak to rozumieją protestanci: tylko symboliczna obecność Chrystusa w eucharystii, msza to nie msza jako ofiara tylko wspólne przeżywanie wieczerzy pańskiej itd. Taka komunia święta na stojąco- chociaż dozwolona jest i na klęcząco i na stojąco z przyklęknięciem lub pochyleniem głowy-tylko kto to robi? Albo jest to przeistoczenie i Chrystus jest realnie obecny albo tylko "zewnętrzny akt pobożności". Albo się jest religijnym albo wierzącym. 

 

" Nie zmienia to faktu, że powrotu do tzw. "starych dobrych czasów" już nie ma."  To nie stare dobre czasy tylko cały czas prawdziwe i nigdy nie zabronione msza trydencka czy wszelkie sprawy okołolitirgiczne. Te czasy nie wracają tylko ciągle są. A że niejako w podziemiu? Samo się to nie zrobiło.

zaloguj się by móc komentować

chlor @JK 15 października 2017 20:43
15 października 2017 21:03

Cofać się do czasów św. Franciszka nie potrzeba, bo nie moglibyśmy ich zrozumieć. Wystarczy nic nie zmieniać w czasie życia człowieka, tak by kościoł w dzieciństwie wyglądał tak samo jak pod koniec życia. Czyli robić zmiany nie częściej niż co 70 lat.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować