-

rotmeister : Wspomnicie moje słowa

Zamordowanie namiestnika Andrzeja Potockiego. Ze wspomnień Stanisława Głąbińskiego.

Stanisław Głąbiński, Wspomnienia polityczne. Pelplin 1939.

Rozdział: Zamordowanie namiestnika Andrzeja Potockiego str. 104-107.

 

Lojalne, uczciwe wybory do sejmu galicyjskiego, przeprowadzone na wiosnę r. 1908 przez namiestnika Andrzeja Potockiego, miały radosne echo we wstąpieniu ludowców do Koła polskiego, ale niemal równocześnie inne jeszcze głośniejsze i arcysmutne echo w zamordowaniu Potockiego przez młodego Ukraińca za dopuszczenie do sejmu kandydata staro-ruskiego czy rusofila z okręgu brodzkiego. W tym wypadku lojalne, sprawiedliwe wybory, stały się przyczyną takiego rozjątrzenia partyjnego w obozie radykalnym ruskim, że ofiarą namiętności partyjnych stał się namiestnik kraju tylko za to, że nie użył gwałtów i innych środków bezprawnych w tym celu, aby ów rusofil wbrew woli wyborców nie był wybrany. Ci sami ludzie, którzy przy każdej sposobności w kraju, w parlamencie i w świecie biadali na „wybory galicyjskie”, na gwałty i oszustwa wyborcze, domagali się sami tych gwałtów i oszustw, gdy zagrażał im wybór ich przeciwników politycznych.

Młody człowiek, nazwiskiem Siczyński, uzyskawszy w dniu 12 kwietnia audiencję u namiestnika Potockiego, skierował rewolwer w jego piersi i położył trupem męża w kwiecie wieku, szanowanego w całym kraju, za to, że lud ruski wybrał swym posłem sejmowym, bez przeszkody ze strony rządu, rusofila. Gdy otrzymałem telegraficzną wiadomość o tym strasznym mordzie udałem się do prezesa gabinetu bar. Becka o bliższe informacje.

Baron Beck był widocznie dobrze poinformowany o przyczynach mordu. „Ja” powiedział mi „przestrzegałem zawsze Potockiego, aby był ostrożny z tymi rusofilami”. Przemawiał przez Becka duch biurokracji austriackiej: Potocki zawinił swoją neutralnością w stosunku do starorusinów, którzy stracili łaskę w Wiedniu. Rusini opowiadali nadto Beckowi, jakoby ów rusofil był wybrany dzięki poparciu Potockiego. Wynik wyborów okazał, że poparcia takiego kandydat rusofilski wcale nie potrzebował, gdyż miał za sobą ogromną większość głosów. Aby zatrzeć wyrażenie ohydnego mordu posłowie ruscy w parlamencie znaleźli powód do wytoczenia w izbie nowej „debaty galicyjskiej” na podstawie, że w jakiejś bójce z żandarmerią miał zginąć jakiś ruski chłop. Wnieśli więc wniosek nagły przeciw „rządom polskim” w Galicji i domagali się dla zbadania sprawy wyboru osobnej „komisji śledczej”, wyładowując przy tej sposobności cały arsenał swoich krzywd i cierpień doznawanych w kraju ze strony Polaków i rządu krajowego. Zamiast przemówień odczytywali przygotowane mowy z apelami do narodów austriackich i do świata całego o pomoc w ich strasznym położeniu. Za każde bezprawie w kraju, każde nadużycie żandarma czy policjanta, nawet strażnika lasowego, zdaniem tych wnioskodawców odpowiadali Polacy i rząd polski, a żałoby ich były tak głośne, że dał się nimi wzruszyć nawet poseł Masaryk mający za sobą drobną grupę wolnomyślnych Czechów i oświadczył się za wnioskiem klubu ruskiego. Koło polskie w debacie tej nie milczało. Oprócz mnie Wojciecha Dzieduszyckiego przemawiał tym razem także nowy członek Koła Jan Stapiński. Po raz pierwszy ujrzano go na ławach Koła polskiego, nie oszczędzali mu Rusini rozmaitych wyzwisk i zarzutów: Stapiński dzielnie sekundował mówcom Koła polskiego, wykazując kłamliwość wymyślań ruskich. Gdy Rusini zawołali, że służy szlachcie polskiej, Stapiński replikował głośno: „Wolę iść z szlachcicami, niż z mordercami”. Debata galicyjska skończyła się jak zawsze klęską Rusinów, nie przeszkodziła jednak wypuszczeniu w świat tendencyjnych elaboratów ruskich.

Tragiczna śmierć Andrzeja Potockiego była wielkim ciosem dla kraju. Człowiek ten bowiem piastował urząd nie dla kariery osobistej lub dla celów partyjnych, ale dla rzetelnej służby publicznej. Zaliczał się wprawdzie cło partu krakowskiej, umiał jednak zachować swoją niezależność od względów partyjnych. Przy wyborach do sejmu w r. 1908 pozostawałem z nim w żywym kontakcie i przekonałem się, jak bardzo cenił swą niezależność i jak liczył się z publiczną opinią narodową. W porównaniu z innym: możliwymi kandydatami na to stanowisko miał nadto tę wyższość, że miał bezpośredni wpływ na cesarza, wskutek czego był niezawisły od rządu centralnego.

Sprawca mordu Mirosław Siczyński został ujęty i zasądzony na śmierć przez powieszenie, gdy moralni sprawcy tego czynu usiłowali odwrócić od siebie uwagę opinii publicznej wnioskami nagłymi i żałobami w parlamencie wiedeńskim. Wobec powszechnego oburzenia i okropności zbrodni wydawało się niepodobieństwem, aby cesarz ułaskawić mógł zbrodniarza.

A jednak stało się inaczej. Moralni sprawcy mordu musieli poruszyć bardzo czułe sprężyny u góry, skoro cesarz przed podpisaniem wyroku zawahał się i decyzję przekazał ... prezesowi Koła polskiego. Rozpoczęły się więc instancje do mnie ze wszystkich stron. Głównym pośrednikiem, jak zwykle, był Leon Biliński, który może sam podsunął cesarzowi myśl włożenia tego ciężaru na moje barki. Biliński stale przemawiał za zgodą narodową w kraju i w tym wypadku uważał ułaskawienie Siczyńskiego za prostą drogę do zgody. Gdy mnie te argumenty nie przekonały, zjawił się w izbie prezes klubu ruskiego Kość Lewicki z instancją do mnie. Lewacki widział również w ułaskawieniu Siczyńskiego najskuteczniejszy środek dla zbliżenia obu narodowa. Zdaniem jego „trup Siczyńskiego stanie się nieprzezwyciężoną przeszkodą („ścianą”) na drodze pojednania Rusinów z Polakami”. Było dla mnie widoczną rzeczą, że chodzi znowu o przerzucenie odium powieszenia Siczyńskiego na Koło polskie i jego prezesa. Po dalszych interwencjach bezskutecznych oświadczyłem Bilińskiemu jako pośrednikowi, że nie mogę się uważać za kompetentnego w tej sprawie, albowiem tylko cesarz ma prawo łaski i proszę, aby cesarz zechciał wydać sprawiedliwą decyzję po rozważeniu wszelkich obciążających okoliczności. Nie wiem, w jakiej formie ta moja odpowiedź była cesarzowi podaną, sam bowiem w tak drażliwej sytuacji nie chciałem jej osobiście cesarzowi udzielać. W rezultacie Siczyński został ułaskawiony na dożywotnie więzienie, a wkrótce potem został „wykradziony” z więzienia w Stanisławowie i dostał się do Ameryki, gdzie rozwinął szeroką akcję przeciwko Polakom jako bohater narodowy, otoczony aureolą i ofiarnością swoich rodaków.

Biliński poczuwał się do pewnej odpowiedzialności za zwolnienie Siczyńskiego od należnej mu kary i zapewniał mnie, że doprowadzi do ugody z Rusinami na możliwych warunkach. Wygotował w tym celu obszerny projekt, który ku wiecznej pamięci wydrukował w swoich pamiętnikach. Zdaniem jego Klub ruski zgodzi się chętnie na ten projekt, byle z mojej strony była aprobata. Wedle tego projektu pewna część posad administracyjnych i sądowych w kraju, aż do wiceprezydentów i prezydentów włącznie, miała być zapewniona Rusinom, którzy w zamian za to mieli związać się politycznie z Polakami, wspólnie z nami w parlamencie głosować, stanowić wspólne ciała polityczne we wszystkich ważniejszych sprawach. Oświadczyłem zaraz Bilińskiemu, że łudzi się nadzieją, aby Rusini naprawdę podobny projekt przyjęli, nie liczy się bowiem z ich zasadniczym programem podziału kraju i opanowania Galicji Wschodniej. Biliński upierał się przy swoim zapatrywaniu . prosił mnie o odbycie konferencji z prezydium Klubu ruskiego w jego gabinecie w Banku austro-węgierskim. Zgodziłem się na to, pod moim przewodnictwem odbyła się ta konferencja. Rusini byli uprzejmi, wysłuchali cierpliwie referatu i oświadczyli, że przedłożą projekt Klubowi swemu do uchwały. Na tym skończyła się akcja Bilińskiego, co z góry przewidziałem.

 

O zamordowaniu Andrzeja Potockiego i socjaliźmie więcej w "Baśni jak niedźwiedź. Socjalizm i śmierć" tomy 1 i 2. Do kupienia tutaj:

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/basn-jak-niedzwiedz-socjalizm-i-smierc-tom-i/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/basn-jak-niedzwiedz-socjalizm-i-smierc-tom-ii/



tagi: socjalizm  siczyński  stanisław głąbiński  andrzej potocki  namiestnik 

rotmeister
16 lutego 2019 22:30
0     568    7 zaloguj sie by polubić
komentarze:
zaloguj się by móc komentować