-

rotmeister : Wspomnicie moje słowa

Wyższa szkoła kompromitacji czyli jak to Ebenezer Coryllusa recenzował.

Czymże jest kompromitacja? Według internetowego słownika języka polskiego kompromitacja to „narażenie siebie lub kogoś innego na wstyd, śmieszność lub utratę dobrej opinii”. Znany tu i ówdzie tropiciel zła, niechlujstwa i zakłamania wszelakiego Ebenezer Rojt, tak nazwał swoją stronę internetową. Kogoż tam nie przyszpilił swoją klawiaturą do udeptanej ziemi czy też karczemnego blatu? Jest Zbigniew Herbert, jest Waldemar Łysiak, Olga Tokarczuk, Leopold Tyrmand, Jarosław Marek Rymkiewicz, Wojciech Orliński. Ten ostatni dorobił się nawet (jeśli dobrze liczę i czegoś tam nie pominąłem) pięciu notek. Zbigniew Herbert trzech albo czterech. Dlaczego ta wyliczanka? A bo takie tuzy, znane w całym świecie i nawet w Bułgarii, a raptem jedna, lub w najlepszym wypadku 3-4 notki. I w całej tej plejadzie pojawia się raptem niejaki Maciejewski Gabriel, Coryllusem zwany. I kimże on jest? Pisarz, wydawca, „blogerzyna” z pewnością „nędzny”. Zaraz, zaraz, nie taki nędzny jak się okazuje. Dorobił się chłop 10 (!) notek na kompromitacyjnej stronie. Dziesięciu! I to wszystko na temat jednej chyba tylko książki – „Baśni jak niedźwiedź tom II”.

 

Cóż tam zatem widzimy? Są wpadki, są błędy, bo się ktoś nie w tym roku urodził, nie w tym roku umarł, pojechał nie tam gdzie naprawdę pojechał i nie w tym czasie w którym miał. To są błędy i nie ma co tego ukrywać. Tylko jak się to ma do wizji historii, sposobu jej interpretowania, wyciąganych (wreszcie!) wniosków? Do historii uprawianej dotychczas ma się to jak najbardziej. Przecież za wybuch tej czy tamtej wojny odpowiada „wzrost napięcia międzynarodowego”. I wojna światowa wybuchła bo dał się zastrzelić arcyksiążę Ferdynand, z Napoleona najważniejsza jest pani Walewska, a Stalin przegrywał na początku wojny bo „dał się zaskoczyć”. Pojawia się jednak „nędzny blogerzyna” i zaczyna widzieć historię zupełnie inaczej. Skoro wojna dzisiaj kosztuje, dajmy na to godzina lotu jednego amerykańskiego myśliwca F-22 to koszt ponad 60 tysięcy USD, to choć koń z wozem i jego jazda po tej czy innej równinie były tańsze niż owe 60 tysięcy baksów, to i tak swoje kiedyś kosztowały. I Maciejewski pyta skąd się wzięły pieniądze na chabetę i wóz, i kto z nawiązką wyłożone pieniądze dostał do zwrotu. Tego nie znajdzie się w pięćdziesiątej już książce pod tytułem „Tajemna historia wojen”. W książce którą spłodzi profesor w bonżurce, z imponująca listą katedr i uczelni w których onegdaj pracował. Książkę wyda uczelniane wydawnictwo, będzie droższa niż wydana przez amatora-zapaleńca, trafi do magazynu, a resztę będą musieli kupić studenci z wyraźną sugestią, że na egzaminie bez tego może być ciężko.

 

Zupełnie inne spojrzenie na historie prezentuję Coryllus. Jaką? Oddajmy głos samemu Ebenezerowi (fragment dotyczy konkretnie innej sprawy, ale da się w nim zawrzeć ogólną charakterystykę metody a’la Coryllus): „Ledwie trzy zdania zacytował, a zwróćcie uwagę, ile w komentarzu do nich detektywistycznej dociekliwości, jaka puszczona w ruch imaginacja. A co to za panny? A czy cnotliwe, czy nie? A skąd mają klejnoty i stroje? A czemu najładniejsza z nich biega z pokrzywą za synem znanego bogacza? Ani chybi jakaś intryga...”. I o to właśnie chodzi niestrudzonemu tropicielowi odstępstw o kanonicznej reguły przestrzeganej przez profesorów w bonżurkach. Za dużo tej cholernej dociekliwości! Ba! Detektywistycznej!

 

Poniżej pokażę jak można ujawniać kompromitację samemu korzystając z metod przypisywanych kompromitowanemu. Notek o Coryllusie jest 10, ja odniosę się do jednej, pokazującej, że jak się chce, to można przyganiać garnkowi samemu będąc kotłem.

Chodzi mianowicie o tekst Cz. 2: Baśń jako świat uproszczony.

Maciejewski wg Ebenezera oczywiście myli się, zmyśla etc. Tu dochodzimy do sprawy księcia niemodlińskiego Mikołaja II, jego życia i śmierci. Nie o to jednak najbardziej chodzi. Chodzi o metodę i … język niemiecki. Jego znajomość lub brak znajomości przez księcia Mikołaja II. Ebenezer tak to opisuje: „Maciejewski wprawdzie tej PRL-owskiej baśni niby w całości nie uznaje, ale z drugiej strony powiela legendy PRL-owskich historyków, twierdząc (Baśń, s. 75), że Mikołaj II oraz jego brat Jan II nie znali niemieckiego [3]”. Zapamiętajmy – powiela legendy PRL-owskich historyków. Przy tym rzecz jasna ściemnia, konfabuluje i popełnia niechlujstwa jedne za drugimi. Ale skoro „powiela legendy PRL-owskich historyków” w kwestii znajomości lub nie języka niemieckiego przez Mikołaja II, to znaczy, że Ebenezer uważa, że Mikołaj II język niemiecki znał. Boć przecie inna opinia to „legenda PRL-owskich historyków”.

 

Ebenezer jak widać wyżej [3] dał tu przypis- jak na prawdziwego badacza w bonżurce przystało. Wklejmy go więc tutaj: Zob. Roman Sękowski, Koniec średniowiecza i kształtowanie się podstaw ustrojowych księstw opolskiego i raciborskiego (Szkice i wypisy źródłowe), Opole 2011, s. 33-34: "O znajomości przez książąt języka niemieckiego świadczą także dokumenty wystawiane przez nich w tym języku oraz korespondencja z biskupami wrocławskimi i książętami dolnośląskimi. Również w owym feralnym dniu w Nysie zaczęło się wszystko od kłótni z biskupem. Biskup Jan IV Roth posługiwał się tylko językiem niemieckim, więc kłótnia księcia Mikołaja II musiała być w tym języku". Warto przeczytać w tej książeczce cały rozdział "Mikołaj II - legendy i prawdy", a także przedrukowany w niej wraz z polskim przekładem testament księcia Mikołaja II (s. 42-47), o którego istnieniu Maciejewski w ogóle nie wspomina.

 

Sięgnijmy zatem do tego Sękowskiego (jest w internecie).

 

Roman Sękowski, Koniec średniowiecza i kształtowanie się podstaw ustrojowych księstw opolskiego i raciborskiego. Szkice i wypisy źródłowe. Str. 33.

 

Legenda polska chciała z niego zrobić prawie bohatera narodowego: mówił tylko po polsku, nie znał zupełnie niemieckiego a i prawdopodobnie czeskiego (?), zginął dlatego że prowadził politykę propolską i miał uroczysty pogrzeb. Naukowe umocowanie  legendy o rzekomej  nieznajomości  i to zupełnie języka niemieckiego  i  posługiwaniu się  polskim  dał w latach 50-tych Z. Boras, powtórzył to po nim  S. Rospond. Nawet w tak poważnym dziele jak „Rodowód Piastów śląskich”, autor powtarza to twierdzenie jednocześnie korygując  Borasa który poszedł tak daleko, że włożył w usta Jana II zdanie które nigdy nie wypowiedział a powiedział to o nim król czeski: „gdyby nie znał języka polskiego byłby niemym bałwanem”. Naturalnie autorzy polscy uznali to za dowód  że  innego języka książę nie znał.  I tak zrodziła się legenda. Nie mamy źródłowych informacji jakim językiem książęta mówili na co dzień i takich prawdopodobnie nie znajdziemy a tylko pośrednie,  ale zacznijmy rozważania od innej strony: czy jest możliwe żeby nie znali języka niemieckiego. I  od  razu można odpowiedzieć nie, nie jest to możliwe. Ich matką była Magdalena, córka Ludwika II legnicko-brzeskiego i Elżbiety margrabianki brandenburskiej. Na dworze tym posługiwano się wyłącznie językiem niemieckim. Z całą pewnością Magdalena przybywając do Opola mówiła wyłącznie po niemiecku, to był jej język rodzinny. Być może, że w Opolu nauczyła się języka czeskiego albo dialektu śląskiego,  ale  niekoniecznie,  dwór  przynajmniej  na  początku przywiozła ze sobą a więc dworki mówiące również tylko po niemiecku. W jaki sposób wychowywała więc swoje dzieci kiedy były małe i znajdowały się po  jej opieką. O znajomości przez książąt języka niemieckiego świadczą także dokumenty wystawiane przez nich w tym języku oraz korespondencja z biskupami wrocławskimi i książętami dolnośląskimi.

 

Również w owym feralnym dniu w Nysie zaczęło się wszystko od kłótni z biskupem. Biskup Jan IV Roth posługiwał się tylko językiem niemieckim, więc kłótnia księcia Mikołaja II musiała być w tym języku. Skąd więc takie twierdzenie?. Historycy polscy powtarzają opinię tą za kronikarzami niemieckimi. Tylko że kronikarze niemieccy umieścili twierdzenie to jako opinię negatywną -  był to rodzaj  zarzutu że rzekomo  nie znał języka niemieckiego, czy raczej nie mówił po niemiecku”. (Tu pojawia się u Sękowskiego przypis – „A nie jest to jedno i to samo. Precyzyjnie by było powiedzieć, że nie posługiwał się językiem niemieckim”).

 

No i do czego się teraz Ebenezer przyczepił? Do tego, że Mikołaj II nie znał niemieckiego, czy do tego, że tego języka nie używał? Nie za bardzo wiadomo. Ale jest inna kwestia dotycząca księcia niemodlińskiego Mikołaja II i jego znajomości języka niemieckiego. Przypomnijmy słowa Ebenezera, które są ogólnym zarzutem dotyczącym pisarstwa Coryllusa. Cytuję: ”Ledwie trzy zdania zacytował, a zwróćcie uwagę, ile w komentarzu do nich detektywistycznej dociekliwości, jaka puszczona w ruch imaginacja”.

 

Bo przypisu brak, op.cit. nie ma. Nie ma też ibidem i idem. Żałość człowieka bierze, że ktoś tak historie może pisać, choćby i w formie Baśni!. Tylko zwróćmy uwagę co zrobił przywoływany przez Ebenezera Roman Sękowski. Zero przypisu, nawet jest stwierdzenie autora: „nie mamy źródłowych informacji jakim językiem książęta mówili na co dzień i takich prawdopodobnie nie znajdziemy a tylko pośrednie,  ale zacznijmy rozważania od innej strony”. I co robi Sękowski? To co robi Coryllus a co Ebenezer u Coryllusa krytykuje. Sękowski wykazał się „detektywistyczną dociekliwością”. Sękowski może, z jego „detektywistycznej dociekliwości” Ebenezer korzysta, ale Coryllusowi detektywistyczną dociekliwość wyrzuca jako błędy, niechlujstwa i temu podobne. Tfu! Na psa urok!

 

Ale, ale, zaraz. A kimże jest Roman Sękowski? I w czym jest lepszy od blogerzyny i to nędznego (wiem, wiem, Ebenezer takich słów nie użył, ale wpisują się w klimat)? Sięgnijmy do opinii profesora co to może i nawet w bonżurce chadzał a na pewno jest prawdziwym, uczelnianym profesorem, co to z niejednego komina wygartywał i ma na sumieniu niejedną, porządną publikację naukową. Chodzi o profesora Jerzego Sperkę. Jak podaje wikipedia, Jerzy Sperka (ur. 1962) – profesor, dr hab., polski mediewista, pracownik naukowy Instytutu Historii Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach.

 

I napisał ów profesor coś takiego jak „Otoczenie Władysława Opolczyka w latach 1370-1401. Studium o elicie władzy w relacjach z monarchą”. Tam zaś zawarł taką opinię „Niestety, wysokiego poziomu naukowego nie prezentują także publikacje Romana Sękowskiego dotyczące średniowiecznego rycerstwa śląskiego, ponieważ autor wielu stwierdzeń nie poparł źródłami”. Coryllus czasami też nie podpiera czegoś tam źródłami i jest wg Ebenezera „be”. Sękowski jak widać robi to samo ale dla Ebenezera jest „cacy”. Można? Można.

 

Żeby jeszcze naświetlić sprawę zdolności lingwistycznych księcia niemodlińskiego Mikołaja II (bo nie wyjaśnić, przecie materiału źródłowego nie ma) powołajmy się na artykuł naukowca, uczelnianego - a jakże. W dodatku zupełnie nie PRL-owskiego. Karol Ludwik Piotrowicz – bo o nim mowa -  herbu Leliwa (ur. 23 października 1901 w Bochni, zm. 1940 w Charkowie) – polski filozof, doktor nauk filozoficznych, dyrektor Biblioteki Polskiej Akademii Umiejętności (PAU), członek Zarządu Głównego Towarzystwa Historycznego, członek POW, porucznik piechoty rezerwy piechoty WP, ofiara zbrodni katyńskiej. Tako rzecze wikipedia.

 

Karol Ludwik Piotrowicz popełnił artykuł pt. „Tragiczny zgon Mikołaja II księcia opolskiego”. Wydane w Krakowie w 1938 roku. I czytamy tam, że: „Nie inaczej też przedstawia się obiektywizm historyczny nauk i niemieckiej w opracowaniu dziejów przedostatniego księcia opolskiego, Mikołaja II, który nie tylko nie mówił językiem niemieckim, ale nawet go nie rozumiał. Wychowany w antyniemieckiej atmosferze, jaka od wojen husyckich panowała na grodzie opolskim, otaczał się książę Polakami, którzy na dworze jego dzierżyli wszystkie godności. Nic też dziwnego, że Mikołaj nie czuł najmniejszej potrzeby uczenia się języka niemieckiego, a to tym więcej, że wyszedł on zupełnie z użycia w książęcej kancelarii, całkowicie zastąpiony przez czeski. Przypuszczenie Idzikowskiego, że Mikołaj znać musiał język niemiecki, gdyż był on w użyciu na zjazdach książęcych, nie wytrzymuje krytyki. Językiem zjazdów, podobnie jak kancelarii książęcych na Śląsku, był język czeski i w tym też języku prowadzono obrady w r. 1497, na co mamy dowód w dosłownie zanotowanym odezwaniu się Kazimierza cieszyńskiego do Mikołaja „...day te se wtom uzit abychme to scownali...” (Narratio de interitu illustrissimi ducis Oppoliensis Nicolai ab oculato teste descripta, Script. Rer. Sil. XII, Breslau 1883, 136)”.

 

Dalej Piotrowicz pisze tak:

 

„Przez ciężką zapewne dla siebie noc książę zdołał się oswoić z myślą o śmierci. Ze spokojem i godnością wysłuchał niezrozumiałego zresztą dla niego wyroku, a domyślając się jego treści, kwalifikował go jako jawne bezprawie. W oczekiwaniu na wykonanie wyroku przyjął spowiednika i sporządził testament. Również i z tego aktu przebija zupełna równowaga ducha, co najlepiej świadczy o pełni władz umysłowych Mikołaja. Testament księcia spisany w języku czeskim zachował się w rękopisie w Archiwum Państwowym w Wrocławiu (Rep. 661). Tutaj cytuję za niemieckim tłumaczeniem Pola”.

 

Niejaka Lidia Hanakówna w pracy  „Tragedia nyska, czyli rzecz o okrutnej śmierci Mikołaja II opolskiego Piasta”. Saeculum Christianum: pismo historyczno-społeczne 4/1, 27-36 1997 pisze tak: „Tak więc w gronie zgoła sobie nieprzychylnym znalazł się Mikołaj II, przybywszy do Nysy. Jak relacjonują naoczni świadkowie, w przerwie obrad 26 czerwca 1497 roku, do księcia Mikołaja zbliżył się jego sekretarz Neuhauser i powiedział mu kilka słów po czesku” (str. 31). Po czesku. I może faktycznie nie da się wyjaśnić czy ten Mikołaj II znał czy mówił po niemiecku. Chodzi o to, że jak się chce kogoś uderzyć to kij zawsze się znajdzie. I tak też czyni Ebenezer. Przy oczywistych wpadkach Coryllusa, dokłada coś, co uświadamia nam, że był/jest jakiś konkretny powód tych aż 10 notek o Baśni jak niedźwiedź. Może sobie na tematy historyczne w takim ujęciu ktoś inny ostrzył zęby?

 

Dodam tutaj, bo przy Piotrowiczu zaburzyło by tempo, że jeżeli chodzi i język kancelarii książęcych na Śląsku to możemy przeczytać to (Izabela Winiarska):

„Po przyjęciu chrześcijaństwa w obrządku łacińskim, w czasach monarchii wczesnopiastowskiej językiem urzędowym była łacina (w początkowym okresie z wyraźnymi wpływami romańsko-lotaryńskimi, potem cesarsko-niemieckimi). Język lokalny (tzw. wernakulany) pojawiał się w dokumentach w postaci nazw własnych czy krótkich cytatów. Dość późno w kancelarii książęcej pojawił się język niemiecki. Z danych przytaczanych przez Stanisława Rosponda wynika, że na 113 dokumentów łacińskich spisanych w latach 1334-1336 przypada 13 niemieckich. Do 1324 roku język niemiecki nie pojawiał się w korespondencji miejskiej Wrocławia (unikatem jest wystawiony po niemiecku akt z 1301 r.). Odmiana niemieckiego języka kancelaryjnego upowszechniała się z czasem na Śląsku pod wpływem oddziaływań czeskich. Na dworze bowiem Karola IV (1346-1378) wykształcił się wariant wzorowej niemczyzny kancelaryjnej, stamtąd promieniowała ona na państewka śląskie w pasie: Ząbkowice – Kłodzko – Paczków – Opawa. Tą odmianą języka niemieckiego spisany został Psałterz z Paczkowa, oddziaływała też na warstwę niemiecką trójjęzycznego Psałterza floriańskiego, którego część pierwsza była kopiowana w Kłodzku.

 

Od połowy XV wieku (wraz ze wzrostem aspiracji narodowych w Czechach w związku z husytyzmem) językiem urzędowym kancelarii Górnego Śląska i Opolszczyzny stała się czeszczyzna. Stanisław Rospond, który przeglądał piętnastowieczne dokumenty z kancelarii książęcej z Opola oraz księgi miejskie Niemodlina, Raciborza, Woźnik, Pszczyzny i stwierdził, że były one silnie przetykane polonizmami, język tych dokumentów uznał za nienaturalną, „sztuczną” czeszczyznę. Na Dolnym Śląsku zaś wzrastał udział języka niemieckiego.

 

Cechą piśmiennictwa śląskiego czasów habsburskich jest wielojęzyczność (polilingwizm). Okres habsburski rozpada się na dwa podokresy – czeski (z dominacją języka czeskiego do 1620 r.) oraz austriacki (1621-1742 z rosnącą rolą języka niemieckiego). Alina Kowalska, badaczka dokumentów pochodzących z tego okresu, stwierdza, że obserwowane tuż po roku 1620 osłabienie wpływów czeskich okazało się w początkowym okresie korzystne dla języka polskiego, który zaczął się w większym zakresie pojawiać się kancelariach miejskich, sądownictwie, dokumentach związków rzemieślniczych. Koniec panowania Habsburgów przyniósł natomiast wzrost roli języka niemieckiego w instytucjach. Wciąż jednak na Śląsku w korespondencji i dokumentach współwystępowały w różnych zakresach trzy języki: polski, niemiecki i czeski”.

http://www.dialektologia.uw.edu.pl/index.php?l1=mapa-serwisu&l2=&l3=&l4=slask-jezyki

 

Co wprawdzie może niewiele znaczyć, pokazuje tylko, że Piotrowicz nie będąc PRL-owskim historykiem mógł też twierdzić, że Mikołaj II nie znał niemieckiego. Bo być może faktycznie tak było.

 

I jeszcze jedno. Na stronie http://kompromitacje.blogspot.be.hypestat.com/ jest poniżej taka rubryka jak: Wykorzystaj buforowanie w przeglądarce następujących zasobów pamięci podręcznej: Leverage browser caching

I poniżej coś takiego: http://www.ogryzki.lechstepniewski.info/wp-content/themes/journalist%20-%20classic/images/quote.gif (expiration not specified)

 

329,3 miliona – tyle funkcjonujących w globalnej sieci adresów WWW zarejestrowanych było na koniec 2016 roku, a ktoś kto potrzebował głupiego graficznego symbolu cudzysłowu znalazł go akurat na witrynie z „lechstepniewski” w adresie…. Może nie chciało mu się szukać a ten akurat był pod ręką?



tagi: coryllus  baśń jak niedźwiedź  gabriel maciejewski  ebenezer rojt  książe niemodliński  mikołaj ii  baśń jak niedźwiedź tom 2 

rotmeister
15 listopada 2017 09:07
33     3176    14 zaloguj sie by polubić
komentarze:
Shork @rotmeister
15 listopada 2017 09:24

a wiesz, że metoda stosowana przez pana E jest dziedziczna?
Otóż w pewnej grupie nomen omen katolickiej na fb, pewna internautka i jak się później okazało administratorka, chciała błysnąć przekierowując rozmowę na tematy SF&F, które miała zaledwie liźnięte w porównaniu z moją na ten temat wiedzą. Przyciśnieta do muru na nieścisłościach, broniła się tym, że hołubiąc (czyli udostępniając wpisy) Coryllusa, jestem niewiarygodny, bo niejaki ebenezer z wdziękiem prestigitatora, wszelkie występujące w jego książkach tezy obalił z hukiem.

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @Shork 15 listopada 2017 09:24
15 listopada 2017 09:28

Bo tak to działa. Tylko jedna z drugą nie rozumie, że błąd w jednej czy kilku datach nie pozbawia sensu całego wywodu. Do reszty ebenezerowego pisania też się można przyczepić, tylko cholera czasu trochę brakuje. Panienka z fb też z tych co to za powody wojen uznają wyłacznie "wzrosty napięcia międzynarodowego".

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @Shork 15 listopada 2017 09:24
15 listopada 2017 09:29

Ale on też obalił tezy Łysiaka, Agaty Bielik Robson, Herberta i Roberta Stillera, dlaczego o tym nie mówią?

zaloguj się by móc komentować

qwerty @gabriel-maciejewski 15 listopada 2017 09:29
15 listopada 2017 09:40

bo nie o to chodzi w tej zabawie w opiniowanie

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @rotmeister
15 listopada 2017 09:58

Fantastyczna praca! Nie zasłużył Rojt (albo to, co się pod tą nazwą kryje) na takie dowartościowanie, ale skoro już go ten zaszczyt spotkał, to może warto powyższy tekst w innych miejscach upowszechnić, a na Kompromitacjach dać przynajmniej link do niego? Niech się zoil trochę zastanowi nad sobą, jeśli potrafi. Wielkie dzięki.

Jakiś czas temu (po wystąpieniu pewnej Gizeli od Woyniłłowicza) miałam napisać coś o takich wszystkowiedzących krytykach, ale z innego nieco punktu widzenia. Na zasadzie przeciwstawienia Boskiej twórczej mocy - szatańskiej bezsilności, objawiającej się w ośmieszaniu i zohydzaniu tego, czego bezpośrenio zniszczyć się nie da. Powstały nawet 2 strony tekstu i tytuł (O Rojtach, Gizelach i innych Zoilach), ale jak to w życiu: przerwa stała się końcem pracy i tekstu nigdy nie dokończyłam, bo i Coryllus zdążył już napisać kilka nowych notek, więc pisanie o sprawie w Internecie dawno przebrzmiałej, wydawało mi się nonsensem. A tu proszę: TAAAKA praca!

Chapeaux bas!

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @jolanta-gancarz 15 listopada 2017 09:58
15 listopada 2017 10:07

Nie zastanowi się, nawet jeśli ogólnie potrafiłby. Pewnie ma zapłacone, a tu jakieś raty do spłacenia nad głową

.

 

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @gabriel-maciejewski 15 listopada 2017 09:29
15 listopada 2017 10:31

Jak widać pan Lech nie jest nieomylny a zapiekłość przesłania mi obraz całości.

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @jolanta-gancarz 15 listopada 2017 09:58
15 listopada 2017 10:36

Dziękuję. Tak sobie kiedyś usiadłem i pomyślałem: a czy przypadkiem ów Ebenezer się tu i ówdzie nie pomylił? Mimo że przypisów u niego od groma to przecież nikt nie jest nieomylny. I dodam że warto pod tym kątem przejrzeć całe jego pisarstwo. I już nawet wiem jak tę jego "metodę" przeanalizować. I co wytknąć.

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @rotmeister 15 listopada 2017 10:31
15 listopada 2017 10:37

Przesłania mu a nie mi

zaloguj się by móc komentować

marek-natusiewicz @rotmeister
15 listopada 2017 10:53

To jednak chyba nie "wyższa szkoła kompromitacji" lecz jedynie wyższy poziom. Gdyż szkoła to miejsce nauki, a wyższa szkoła to miejsce analizy kompromitacji, a nauki takowej.

Kompromitować się można zawsze i wszędzie. I to bez kończenia jakiejkolwiek szkoły.To zawsze jest kwestia poczucia własnej wartości. Ci co takowej nie posiadają kompromitują się notorycznie...

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @rotmeister
15 listopada 2017 10:53

To jest wiele warstw poszukiwań. Doświadczenie mówi mi, że tzw zwykły (ambitny) czytelnik wcale nie ma ochoty tego ogarnąć. Przypisy go płoszą, bo wtłoczony szacunek do 'naukowości' generalnie paraliżuje tych co maja wyższe wykształcenie.

Trzeba pisać swoje...i nie koniecznie 'coryllusem'. 

Ludzie generalnie rozumieją tzw powody ekonomiczne, tylko nie można spłoszyć rozmówcy, czy odsyłać go do poczytania czegoś. To jest dużo dalszy etap - wezwanie: przeczytaj.

.

 

zaloguj się by móc komentować

marek-natusiewicz @marek-natusiewicz 15 listopada 2017 10:53
15 listopada 2017 10:54

Miało być "a nie nauki takowej"... Znów ta klawiatura.

zaloguj się by móc komentować

Jacek-Jarecki @rotmeister
15 listopada 2017 11:22

Ojoj. Będę go bronił, bo facet jest naprawdę niezły. Nadmiar naszego Gabriela ( nie jestem pewien ) ale chyba wynika, że on od tego zaczął. Jest, owszem, przyczynkarzem, ale wyjątkowo zręcznym. Moim zdaniem, brakuje tego typu recenzentów. Hmm... W zasadzie, w ogóle brakuje recenzentów, zastąpionych przez towarzyskie kółka zainteresowań. 

Krzywdy Gabrielowi nie zrobił, a to, że jego wrogowie powołują się na Ebenezera, świadczy o tym, że sami żadnego rozeznania nie mają i nie potrafią we własnym zakresie przeprowadzić jakiejkolwiek analizy krytycznej. 

 

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @Jacek-Jarecki 15 listopada 2017 11:22
15 listopada 2017 11:26

Naprawdę uważasz, że nie zrobił mi krzywdy? Ja mu na pewno zrobię krzywdę, jak tylko dowiem się kto to jest i jak go spotkam. Żaden, powtarzam, żaden z autorów których opisał nie jest tak flekowany jak ja. On nie zaczął ode mnie, on dostał na mnie zlecenie i to dobrze opłacone. To jest sprzedajna małpa i należy mu się za to łomot. 

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @Jacek-Jarecki 15 listopada 2017 11:22
15 listopada 2017 11:34

Że tak powiem... Gdyby Coryllus nosił bonżurkę i zasiadał w jakiejś katedrze uniwersyteckiej to te wytknięte błędy byłyby wielbłądami. Wzrost napięcia międzynarodowego i te sprawy. Kolejną napisana cegła o niczym, dwurzędowy garniak, Mohacz to jakieś peryferie. OK. Tylko że Baśnie to jest inny level a Ebenezer tego nie rozumie bo zamiast rozumu ma op.cit. Albo właśnie rozumie aż za bardzo dlatego pisze co pisze.

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @marek-natusiewicz 15 listopada 2017 10:53
15 listopada 2017 11:36

W jedności siła Panie Marku..

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @Jacek-Jarecki 15 listopada 2017 11:22
15 listopada 2017 11:47

" a to, że jego wrogowie powołują się na Ebenezera, świadczy o tym, że sami żadnego rozeznania nie mają i nie potrafią we własnym zakresie przeprowadzić jakiejkolwiek analizy krytycznej"

I to niestety wystarcza żeby kogoś oczernić. Jeden klik i załatwione. Nie trzeba mieć rozeznania. Rozeznanie przeszkadza nawet...

zaloguj się by móc komentować

Wolfram @Jacek-Jarecki 15 listopada 2017 11:22
15 listopada 2017 12:47

Pozwolisz, że się polemicznie nie zgodzę - rolą  bytu niejawnego, ER, nie jest jakakolwiek krytyka - a stygmatyzacja. Tzn. to, co napisał o innych, to jest tzw. portfolio, coś, co się pokazuje klientowi, próbka możliwości. Co na to wskazuje? Chociażby proporcje (proszę nie sprawdzać, by nie nabijać licznika, bo gugiel jest głupi i to uwzględni).

Merytorycznie jest to miałkie, jak papier toaletowy, kiedy już zbliża się do oczyszczalni ścieków kanałem czy rurą - co pokazał rotmeister, a co każdy mógł sobie sprawdzić sam - i co wyrywkowo kilka osób sprawdziło. To ma ładnie wyglądać, inteligencko, merytorycznie i profesjonalnie - i tak wygląda. Ale takie nie jest. Najbardziej zręczne osobniki... cóż, pewnie każdy dzieckiem będąc widział je w zoologu.

Dla mnie jest to ubecka robota anonimów o intelekcie pachnącym stajnią pewnego periodyku - a nawet kilku, których też nie będę wymieniał. Napiszę tylko, co jest cechą prawdziwego ubeka, diabła w ludzkiej skórze. Tą cechą jest zdolność by być rozpoznawanym jednocześnie jako ponętna, niewinna dziewczyna i prostytutka u schyłku kariery - a każdy ma widzieć to, co jest dla niego przeznaczone. Potrzebują człowieka "prawicy" - damy im takiego, przy którym papież to komunista - potrzebują lewicy - damy takiego, przy którym Lenin to konserwatywny katolik. Potrzeba umiarkowanego i "po środku" - tak, mamy i takiego. Czy zostanie rozpoznany? Nie. Jak ktoś rozpozna, to go przerobimy na wariata i zestygmatyzujemy.

Mnie martwi co innego - że odwołują się do niego ludzie, którzy uważają się za niezależnie myślących i zbuntowanych. Jednocześnie dają dowód, że to, czym się kierują - to podporządkowanie się grupie, uleganie niejawnym komunikatom i osobom, działanie w stadzie - a więc niesamodzielność i zależność, brak charakteru. To z kolei podważa ich etos - i powinni być tego świadomi. Napiszę to wprost, by nie było, że posługuję się jakimś ezopowym językiem - jeżeli ktoś powołuje się na swoją odwagę za komuny - a obecnie sięga po ER - to sam kwestionuje tę swoją odwagę, bo to jest tak, jakby cytował za komuny Trybunę Ludu - bo to szczera prawda.

Na innym portalu, uznawanym za fachowy nikt się nie zająknął na pytanie o Coryllusa - ale zalogowało sie tam kilka osób tylko po to, by stworzyć wrażenie debaty - i znikły po umieszczeniu jednego, max. dwóch wpisów. To jest typowo ubecka robota - stwarzanie pozorów. To tak, jakbym ja Ciebie, Jacku zaprosił na plebanię i usiłował sprzedać kradziony samochód - żebyś myśłał, że jak jesteś w przybytku administrowanym przez księdza, to transakcja będzie uczciwa. To jest klasyka oszustów - bo to są oszuści. W tym, konkretnym przypadku jest jeszcze gorzej, bo "kapłan" tego przybytku wiedząc, co jest sprzedawane udawał, że nie wie, bo być może zna sprzedawcę jumanych fur ze starych dobrych czasów i ta lojalność jest ważniejsza - szczególnie, jak się kontynuuje dęcie w tę samą trąbę narracyjną.

Nie ma kogoś takiego, jak ER - jest tylko jakiś niejawny byt, co pierze mózgi. Polemika z nim nie ma sensu - bo nie o sens tu chodzi - a o etykietowanie. Prawidłową odpowiedzią jest nie tłumaczenie (czy tłumaczenie się), a wysyłanie władczych komunikatów, ponad głową wroga - i najlepiej zakodowanych, żeby widział tylko język jakiegoś plemienia, którego nie rozumie - więc krytykuje tylko warstwę dźwięków. 

Podobno ludzie są legalistami - tzn. 80-90% akceptuje, taki stan, jak jest i ulega powszechnym narracjom - jakiekolwiek by one nie były. Dobrze by było, żeby ci, co uważają się za tych z pozostałych 10% - np. za buntujących sie za komuny nie dawali przesłanek, że ten bunt, to tylko wymysł ich oficera prowadzącego.

p.s.

Odpowiadm Tobie, ale nie "do ciebie" - mam nadzieję, że to rozmiesz.

zaloguj się by móc komentować

qwerty @Wolfram 15 listopada 2017 12:47
15 listopada 2017 14:53

odwaga staniała a rozum podrożał; - im dalej od tzw. komuny tym bohaterów coraz więcej;- tak - to są ordynarne, modelowe oszustwa w celach m.in.: wskazywania odniesień [pozytywnych i pejoratywnych], nadawania oznaczeń [stygmatyzacja], etc

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @Wolfram 15 listopada 2017 12:47
15 listopada 2017 16:12

Piękny opis zjawiska i streszczenie tego problemu. Ja tylko naświetle od innej strony:

Ci którzy żyją z ogłupiania i oszukiwania ludzi, rozsiewania fałszywej propagandy oraz ukrywania faktów historycznych przyjeli wobec Coryllusa i treści przez niego rozpowrzechnianych strategię zamilczania. Gdyby zaczęli jakąkolwiek polemikę to szybko okazałoby się że po pierwsze kłamią, a po drugie wcale nie są tacy mądrzy i wykształceni, a stanowiska, tytuły i pozycje które posiedli nie odpowiadają wcale ich talentom i zaletom, a te ich hierarchie są całkowicie fałszywe i awans w nich zdobywa się przez coś innego niż próbują ludziom wmawiać. Z drugiej jednak strony chcą jakoś utrudnić życie Gabrielowi i zminimalizować jego wpływ, więc puszczają w obieg ten mechanizm który Pan w komentarzu tak pięknie opisał, a tego rodzaju mechanizm można zmontować przeciwko każdemu, dzięki temu dalej udają, że Coryllus nie istnieje, a w razie czego jest młotek którym można przyłożyć i się "nie pobrudzić", to jest również świetny młotek dla ich wyznawców. Tak właśnie wyznawców, bo oni wierzą w hierarchie i w to co ludzie z tej hierarchii powiedzą.
 

zaloguj się by móc komentować

Shork @gabriel-maciejewski 15 listopada 2017 09:29
15 listopada 2017 17:32

bo wybierają to co dla nich wygodne. Poza tym ja do czasu poznania Konecznego dat nie pamiętałem, teraz też dat nie pamiętam, ale widzę co z czego wynika i moge ustawić chronologicznie

zaloguj się by móc komentować

Shork @Kuldahrus 15 listopada 2017 16:12
15 listopada 2017 17:37

no pewnie, wyobraź sobie jakiegoś historyka, który stwierdza, że Kościuszko to był pijus, a podchorążowie, których święto będziemy za dwa tygodnie obchodzić to dezerterzy i mordercy własnych oficerów.

 

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @rotmeister
15 listopada 2017 18:12

"Z całą pewnością Magdalena przybywając do Opola mówiła wyłącznie po niemiecku, to był jej język rodzinny. Być może, że w Opolu nauczyła się języka czeskiego albo dialektu śląskiego,  ale  niekoniecznie,  dwór  przynajmniej  na  początku przywiozła ze sobą a więc dworki mówiące również tylko po niemiecku. W jaki sposób wychowywała więc swoje dzieci kiedy były małe i znajdowały się po  jej opieką."

Dzeici były wychowywane przez mamki, bony czy damy dworu (potem guwernantki).

Nie wiadomo, czy akurat w tym konkretnym przypadku one były niemieckojęzyczne.

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @stanislaw-orda 15 listopada 2017 18:12
15 listopada 2017 21:28

Wlasnie. Jeden Rojt to wie...

zaloguj się by móc komentować

qwerty @valser 15 listopada 2017 22:14
16 listopada 2017 06:40

to jest bardzo potrzebny tekst - od strony poznawczej oraz od strony sposobu analizy [rozbierania problemu na czynniki pierwsze]- valser, wrogów oraz ich metody trzeba znać [zamilczanie, udawanie, ze nie istnieja nic nie daje a wręcz jest oslabianiem własnego morale oraz motywacji]

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @valser 16 listopada 2017 07:24
16 listopada 2017 07:38

Dlaczego piszesz w ten sposób do Rotmeistera? To jest nasz człowiek, tekst ten omawiał ze mną jeszcze latem, rozpoznajemy się i on mi pomaga. 

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @rotmeister
16 listopada 2017 09:32

Valser już tu nie będzie się udzielał.

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @rotmeister
16 listopada 2017 21:25

Czytam ten pana tekst po raz drugi. I po raz drugi mnie zatyka. Uczciwa ciesiółka mistrzowska. Mój plus. Szkoda że tylko jeden.

Ebenezer Rojt na imię ma Lech? A nazwisko?

Nie mam za bardzo czasu ani zdrowia grzebać się w jego wypocionach. Dlatego pytam się też czy on komentował Kredyt i wojnę. Bo od strony warsztatu i spójności, oprócz Śmierci socjalizmu, właśnie Kredyt i wojna jest najmocniejsza. A raczej jest tam klasyczna jedność akcji, nawet jeśli narrator przeskakuje o całe 800 lat. Jedność ta daje najmocniejsze fortyfikacje pisarskie. To jest po prostu książka profesorska. Dlaczego o tym piszę? Bo to znaczy że najlepiej prowadzić dyskusje na blogach o Kredycie i wojnie i o Śmierci socjalizmu. Ja tam do niego wchodzić nie zamierzam, niech zdechnie blog tego trolla, ale gdyby ktoś chciał to może mu zadać pytanie: "A czytałeś, ściemniasie, Kredyt i wojnę? No to se poczytaj tylko uważaj żeby ci zwoje się nie przepaliły". Coś w tym stylu. Pewnie będzie szukał jakiegoś haka, ale trudniej będzie mu go znaleźć. Niech szuka zatem i niech straci trochę swego "cennego czasu". 

Zresztą zlecenie musiało być zainspirowane nie tylko blogiem, ale i  książkami, zwłaszcza tymi dwoma. 

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @Magazynier 16 listopada 2017 21:25
16 listopada 2017 21:42

"Ebenezer Rojt na imię ma Lech? A nazwisko? "- jest na końcu notki. Kredytu i wojny chyba nie komentował. Ale gwarantuję, że tam też coś by znalazł. Bo u wszystkich można znaleźć. U niego jak widać też. Ebenezer stosuje metodę rzekłbym "na kobrę". Człek stoi jak sparaliżowany wzrokiem kobry, bo przecież tyle u Rojta przypisów i odsyłaczy, a tak naprawdę to co jest najważniejsze w tym czasie umyka i chowa się w cieniu. Rojt uznaje tak naprawdę starą pruską szkołę historyczną która przypisem stoi. Coś jak w książkach Moczulskiego. I dlatego ci co go czytają zwracają uwagę tylko na to że data gdzieś tam jest źle. Rojt jest jak wydawnictwa typu "Kalendarium historii Polski".Coś takiego:

966 – chrzest Polski
1000 – zjazd w Gnieźnie (misja św. Wojciecha)
1025 – koronacja Bolesława Chrobrego
1138 – testament Bolesława Krzywoustego, początek rozbicia dzielnicowego
1226 – sprowadzenie Krzyżaków do Polski przez Konrada Mazowieckiego
1320 – koronacja Władysława Łokietka, koniec rozbicia dzielnicowego
1364 – powstanie Akademii Krakowskiej
1385 – układ polsko-litewski w Krewie
1411 – I pokój toruński

 

To ma być historia? Magistra vitae est? Czego to uczy? To jest "historia" gdzie najważniejsze pytanie to kto i kiedy. A tak naprawdę najważniejsze pytanie w historii to "dlaczego"? I wtedy jak najbardziej historia magistra vitae est. Ebenezer czepia się tego "kto i kiedy", a omija to "dlaczego".

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @rotmeister 16 listopada 2017 21:42
16 listopada 2017 22:16

Zgadza się. To jest historia paluszkowa. Na paluszkach po kolei daty i przypisy. System dziesiętny względnie dwudziestkowy jeśliby uruchomić paluszki moczące się w misce poniżej. Ściema po prostu. Historia dla ubogich krewnych, którzy służą do tego żeby ich nieustająco doić. Ale to ma jeden plus, nie wymaga myślenia. 

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @Magazynier 16 listopada 2017 22:16
16 listopada 2017 22:22

Nie ja jeden pamiętamlata 90-te gdy uczenie historii czy to na poziomie licealnym czy na uniwersyteckim wyglądały mniej więcej tak:

1. Potop szwedzki mial miejscew roku:

a. 1644

b. 1655

c. 1478

2. Pierwszy rozbiór Polski miał miejsce w roku:

a. 1788

b. 1772

c. 1790

I tak dalej..... Uczyło to życia jak cholera.

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @rotmeister 16 listopada 2017 22:22
17 listopada 2017 21:16

To był i jest koszmar. Jak te dzieciaki, po tych kilkuset testach, przychodzą do mnie nawet na same ćwiczenia, i jak zaczynam coś od nich wymagać, to po prostu widzę czyste przerażenie w ich oczach, śmierć w oczach. Potem się uspokajają, bo ja się znęcam nad nimi, ale nie często oblewam. Za to ja dostaję palpitacji. Po całym tygodniu takiej jazdy, ja się czuję tak jak dzisiaj. W poniedziałek chybę będę musiał sobie zrobic kardiogram. 

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować