-

rotmeister : Wspomnicie moje słowa

Wspomnienia żołnierza 5 Brygady Wileńskiej AK.

Marian Jankowski ps. "Marek", Wspomnienia. 5 Brygada Wileńska AK mjr. „Łupaszki”, „Zeszyty Historyczne”, nr 21, Paryż 1972.

 

Jestem byłym żołnierzem AK. Część swojej służby w Armii Krajowej spędziłem w szeregach 5 Brygady Wileńskiej AK majora Łupaszki. Piszę z pamięci o wypadkach sprzed wielu lat. Niektóre miejscowości, pseudonimy, dokładny czas, poszły w niepamięć. Niektóre zostały, utkwiły; pamiętam je dokładnie. W wypadkach gdzie by zachodziła obawa zaszkodzenia ludziom jeszcze żyjącym, nie będę używał ich pseudonimów. To samo dotyczy pewnych miejscowości, nazw wsi i osiedli. Politycznie nigdy nie byłem zaangażowany. I nie jestem. Obchodziła mnie kwestia wolności. Wolności osobistej i kraju w którym się urodziłem i żyłem. Tak jak i ojca mego i dziadka mego. Za wroga uważałem najeźdźcę, bez względu czy był z Zachodu czy ze Wschodu rodem. Może trochę prymitywnie jak na smak polityków, ale tak było, tak jest. O instytucjach zaś takich jak Gestapo, NKWD i tego ostatniego ramię - UB, ich celach, działaniach, metodach, i o ludziach tym instytucjom służącym - każdy dziś już dobrze wie.

Na łamach Kultury ukazało się parę wzmianek o Pawle Jasienicy. Z. Siemaszko w swym artykule „Najwyższy czas mówić głośno” wspomniał o nim jako o adiutancie mjr. Łupaszki, oraz parę słów o 5 Brygadzie. Wspomina też o 5 Brygadzie Józef Mackiewicz w swojej ostatniej książce. Trochę inaczej Jerzy Koźliński w wydanej w Kraju (1959 roku) książce „Podziemie na Pomorzu 1945-57 roku”. A w roku 1969 wydano w Kraju książkę pt. „Front bez okopów”. Autorzy: Jan Babczenko i Rajmund Bolduan. Tak J. Koźliński jak i J. Babczenko opierali swe prace na materiałach udostępnionych im przez archiwum UB, wspomnieniach byłych członków UB; J. Koźliński wykorzystał też relacje przypadkowo spotkanych zarówno „pozytywnych jak i negatywnych bohaterów swojej opowieści”. Na stronie 9 wzmianka o ujawnionych wypaczeniach aparatu bezpieczeństwa publicznego. Zrozumiałe są trudności pisarza w kraju, starającego się o względną chociażby obiektywność. Nawet w 1959 roku. Jan Babczenko zaś w 1969 roku już tych trudności nie ma. Jan Babczenko jest byłym, długoletnim oficerem UB, uczestnikiem wielu akcji i zdarzeń swojej „pracy”. Obaj autorzy czerpali dane z tego samego źródła. Jak różne są jednak opisy, powołam się np. na aresztowanie „Zagończyka”, lub śmierć ppor. „Żelaznego” („Podziemie na Pomorzu” str. 32, „Front bez okopów” str. 220). Jako uczestnikowi większości opisanych przez autorów akcji nie trudno byłoby mi wykazać, że nie tak było. Do Bobolic, o których autorzy piszą raczej mało, ppor. „Żelazny” wjechał z dwoma drużynami w biały dzień z zamiarem odbicia aresztowanych przez UB, którzy (o czym nie wiedział) w tym samym dniu zostali przewiezieni do więzienia w Bydgoszczy. W Bobolicach i okolicy znajdowała się dywizja wojska sowieckiego. Błądząc po ulicach wjechaliśmy do koszar sowieckich śpiewając „Katiuszę”. To właśnie sowieci wskazali nam drogę do posterunku UB i Milicji. Oba posterunki, pomimo że przywitały nas z bronią gotową do strzału, zostały rozbrojone bez strzału.

 

Patrząc wstecz, po 25 latach, był to samobójczy wypad. 25 lat temu! 25 lat, to dużo w życiu człowieka. Gdyby nie historia sanitariuszki „Inki” oraz niezupełnie znane mi, jeśli chodzi o szczegóły, zarzuty stawiane Pawłowi Jasienicy chyba bym tego listu nie pisał. Według autorów, na podstawie danych z archiwów UB, sanitariuszka „Inka” - według J. Koźlińskiego na rozkaz ppor. „Żelaznego” - a według Jana Babczenki - samowolnie dobijała rannych po egzekucji w Starej Kiszewie na Pomorzu. (Samowoli w 5-tej Brygadzie nie było. Za to groziła kara śmierci. Za nią w Białostockim, w 1945 roku został skazany na śmierć przez rozstrzelanie dowódca kompanii por. Piast. O wysokim poziomie dyscypliny w 5 Brygadzie mogą poświadczyć tysiące naocznych świadków od Wilna aż po Bory Tucholskie). Ani siostra Inka ani żadna z sióstr 5 Brygady nigdy nawet nie były świadkami egzekucji. W Starej Kiszewie na rozkaz ppor. Żelaznego zostali rozstrzelani: 2 enkawudzistów (Rosjanin podający się za majora kontrwywiadu NKWD oraz enkawudzista pochodzenia litewskiego), 3 ubowców oraz członek PPR, który był konfidentem UB. według danych zdobytych przez ppor. Żelaznego na posterunku UB. Wyrok został wykonany przez sekcję drużyny „Marka”, poza miasteczkiem. Ani ppor. Żelazny ani sanitariuszka Inka nie byli obecni przy egzekucji. Oboje (jak i piszący te słowa) znajdowali się wraz z drugą drużyną przy naszej ciężarówce na środku rynku. Sanitariuszka Inka, jak i reszta nas, słyszała tylko strzały. Poza tym, dopiero po Starej Kiszewie sanitariuszka Inka została poinformowana przez ppor. Żelaznego, że będzie pełniła obowiązki sanitariuszki-łączniczki. Przydzielono jej pierwszą bron (z której bodajże nigdy nie oddała strzału), była to „szóstka” zdobyta przy rozbrajaniu tegoż właśnie enkawudzisty kontrwywiadu. Miał ją ukrytą w cholewie buta, oprócz pistoletu który miał za pasem.

„Dziennik Bałtycki” którego odbitkę zamieszcza w swojej książce Jan Koźliński, nie mówi o enkawudziście kontrwywiadu. Pisze o nim Jan Babczenko jako o poruczniku. Stanowiska w UB były obsadzone przez NKWD, ale o tym się oficjalnie nie mówiło. Według danych zdobytych przy rozbiciu posterunków UB na Pomorzu mieliśmy sporą listę konfidentów UB w terenie. W większości wypadków składali się na nich byli konfidenci Gestapo oraz byli żołnierze Armii Polskiej na Zachodzie, których szantażem zmuszono do współpracy z UB. Na stronie 204 i 205 „Frontu bez okopów” J. Babczenko opisuje naszą potyczkę z Milicją Obywatelską w Tulicach koło Sztumu. Było inaczej, ale to nieważne. Wspominam dlatego że w konsekwencji tej potyczki sanitariuszka Inka straciła życie. Na rozkaz ppor. Żelaznego, który sam był ranny w szyję, zostawiła wszystkie posiadane opatrunki dla rannych milicjantów. Milicjanci poinformowali nas, że wśród nich jest dwóch ubowców (którzy pierwsi otworzyli do nas ogień) oraz uprzedzili o okrążających nas jednostkach UB i KBW. Zdziwieni byli, że jesteśmy oddziałem AK nie zaś - jak byli poinformowani przez UB - „bandą ukraińską”. (Przy sposobności chciałbym zaznaczyć, że przy spotkaniach z oddziałami polskimi obowiązywał rozkaz wydany przez mjr. Łupaszkę w końcu 1944 roku - o unikaniu walki. Strzelaliśmy tylko w wypadkach gdy strona przeciwna oddała pierwszy strzał). Po pewnym czasie, już w Borach Tucholskich, ppor. „Leszek”, który objął dowództwo po Żelaznym, wydał sanitariuszkę Inkę do Gdańska po opatrunki i lekarstwa. Została tam aresztowana przez UB. Na stronie 53 J. Koźliński w „Podziemiu na Pomorzu” pisze: „Ujęcie jej nie przyczyniło się do dalszego rozwoju akcji, bowiem nie zeznała ona nic w śledztwie. Została skazana wyrokiem Sądu Wojskowego na karę śmierci. Wyrok wykonano”. Później, ktoś kto ją widział przed śmiercią powiedział „śmierć była dla niej zbawieniem”. Tyle o sanitariuszce Ince ze szwadronu ppor. Żelaznego z 5 Brygady AK „Łupaszki”.

Jak już zaznaczyłem konkretnego zarzutu stawianego Pawłowi Jasienicy nie znam. Jerzy Andrzejewski w przemówieniu na pogrzebie powiedział, że był oskarżony o czyny, których nie popełnił, że był publicznie spotwarzony, znieważony i poniżony. Że odjęto mu prawo druku, prawo obrony, prawo powiedzenia prawdy. Ktoś zaś ostatnio przybyły z Kraju twierdził, że zarzucano mu udział w paleniu jakiejś wsi w białostockim.

Spotkał mnie zaszczyt służenia w tych samych szeregach 5 Brygady Wileńskiej AK z Pawłem Jasienicą. Był też on moim bezpośrednim dowódcą przez krótki co prawda, lecz ciężki, chyba najcięższy, okres służby w AK. Z tych czasów przy życiu pozostało niewielu. Jest bardzo możliwe, że kronika 5 Brygady oraz księga rozkazów pokrywająca okres od października 1944 roku znajduje się w archiwach AK w Londynie. Nie wiem. Zaś kronika Brygady pokrywająca działania na Wileńszczyźnie oraz przemarsz Brygady na Zachód Kraju zginęła wraz z wachmistrzem Oranem w lasach - jeśli mnie pamięć nie myli - Różańskich, położonych 30-40 km na wschód od Puszczy Białowieskiej. Mjr Łupaszka przeszedł w woj. białostockie nie ze swoją 5 Brygadą a z bardzo małą garstką żołnierzy. Od Niemna 5 Brygada przebijała się na Zachód grupkami. Mjr Łupaszka wraz z drużyną „Nieczuji” z ppor. Maksem oraz wachmistrzem Oranem przeszedł w Puszczę Białowieską od północo-wschodu. Dwie pierwsze próby przejścia już obstawionej granicy Curzona nie udały się. Był to lipiec-sierpień 1944 roku. Z powodu epidemii dyzenterii, wycieńczenia, bliskości frontu i licznych wojsk sowieckich zdecydował się „przesiedzieć” w napotkanych przypadkowo bunkrach w Puszczy. Były opuszczone i nie dowiedzieliśmy się do kogo kiedyś należały. W tym krótkim okresie czasu był zmuszony do przyjęcia pod swoje dowództwo kilkunastu żołnierzy AK z oddziałów lidzkich i nowogródzkich.

Byli to ci, którym udało się uniknąć rozbrojenia i aresztowania przez NKWD. Niektórzy jak „Żwirko” i „Koliber” (pseudonimu trzeciego nie pamiętam) zdezerterowali z Armii Sowieckiej, do której byli siłą włączeni jako żołnierze AK. Dołączyli w pełnym uzbrojeniu i umundurowaniu sowieckim. Mjr Łupaszka został okrążony przez wojsko sowieckie w tych właśnie bunkrach, gdzie przy przebijaniu się zginęło z naszej strony około 10 żołnierzy. Powtórnie zostaliśmy okrążeni po paru zaledwie dniach na wschód od Puszczy, gdzie zginął wspomniany już wachmistrz Oran a z nim kronika Brygady, księga rozkazów i sztabówki. Zginął przy stogu siana, który został w czasie akcji zapalony. Z powodu bardzo silnego ognia nieprzyjaciela jedyna rzecz która była możliwa, to upewnienie się że stóg zostanie dobrze objęty ogniem.

Granicę Curzona mjr Łupaszka przeszedł z grupką 30-40 żołnierza gdzieś w końcu października lub początku listopada 1944 roku na rzece Swisłocz (jeśli mnie pamięć nie myli - piszę bez pomocy mapy) na północ od szosy Białystok-Wołkowysk. Pomimo ostrożności (dobry przewodnik, ostatnie parę kilometrów szliśmy boso) nie obeszło się bez strzelaniny z posterunkami granicznymi. Z powodu wycieńczenia, braku map i słabych kontaktów z okoliczną siatką AK, zakwaterowano się w paru domach szeroko rozrzuconej wsi, tuż za granicą. Tutaj dołączyli do Łupaszki por. „Nowina”, „Żelazny” oraz (nie jestem pewien trzeciego) chyba „Lufa”. Dwaj ostatni żołnierze plutonu „Kitka” 5 Brygady, poprzedniej zaś jednostki AK - por. Nowiny pomimo że wiedziałem, nie pamiętam. Byli w pełnym umundurowaniu i uzbrojeniu tzw. Armii Kościuszkowskiej - Berlinga. Po „wyzwoleniu” przez armię sowiecką, jako żołnierze AK, zostali przydzieleni do służby przy komendzie miasta w Białymstoku. Po krótkim czasie NKWD zaczęło aresztować b. żołnierzy AK. Nie orientując się w sytuacji na Wschodzie Kraju, starali się powrócić w swoje strony na Wileńszczyznę.

W tym czasie dołączył też do oddziału niejaki „Pająk” podający się za żołnierza AK z okolicznego, białostockiego oddziału. Jako człowiek miejscowy, znający okolicę, utrzymywał kontakt pomiędzy rozkwaterowanym oddziałem. Pająk okazał się wtyczką NKWD. Gdzieś w połowie listopada NKWD okrążyło nad ranem wszystkie znane przez Pająka punkty i okoliczną siatkę AK. Z tej wsypy wyszło oprócz mjr. Łupaszki, ppor. Maksa, 2 sanitariuszek (Lala i Aldona) siedemnastu żołnierzy z por. Nowiną włącznie. Mjr Łupaszka powierzył dowództwo nad resztą oddziału por. Nowinie zaś sam wraz z chorym ppor. Maksem oraz dwoma siostrami, z krótką tylko bronią, po cywilnemu, udał się bardziej na Zachód w okolice Bielska Podlaskiego, z zamiarem nawiązania kontaktów z tamtejszą siatką AK. Por. Nowina dostał rozkaz przesiedzenia gdzieś w Puszczy Białowieskiej do 20 grudnia. Kontakt został umówiony na ten dzień w pewnym punkcie koło Hajnówki. Było ciężko. Z powodu mrozów, śniegów, braku narzędzi zdołaliśmy sklecić b. prowizoryczny szałas. Brak żywności - mieliśmy tylko worek żytniej mąki - b. słabe umundurowanie i obuwie, wszy, szkorbut, świerzb. Minimalne ogniska, jak najmniej dymu. Żeby nie zostawić „białego tropu” por. Nowina ograniczył ubezpieczenie do posterunków alarmowych. Był dobrym dowódcą. Utrzymywał dyscyplinę. Pobudka, modlitwa, apel, meldowanie się. Był zarazem przyjacielem. „Swój Malec” jak to się mówiło. O niespotykanym poczuciu humoru. Władał dobrze rosyjskim, sypał jak z rękawa kawałami w tym języku. Grzebiąc w zamarzniętej ziemi na palenisko naszej „kuchni” natrafiliśmy na jakieś stare gliniane garnki, stare resztki - zdawałoby się - postoju.

Pamiętam jak przypatrywał się tym szczątkom z tym swoim specyficznym uśmieszkiem. 20 grudnia na umówiony punkt przyszło dwóch żołnierzy w mundurach armii kościuszkowskiej. Mieli podobno służyć przy Komendzie Miasta w Bielsku Podlaskim. Byli to byli żołnierze AK oddziału Jastrzębca, okręgu Białystok. Nazywali się plut. „Ziutek” oraz kapr. „Pędzelek”. (Bodajże obaj nie żyją. Wiem że „Pędzelek” zginął w 1946 roku w Gdańsku. Będąc ranny w nogę bronił się do ostatniego naboju. Ostatnim odebrał sobie życie. Tu, chciałbym też sprostować wzmiankę Jana Babczenki o „Moskicie” (Bory Tucholskie) i jego śmierci. J. Babczenko pisze że „Moskito” wpadł w depresję i popełnił samobójstwo. Nieprawda. „Moskito” zawsze mówił, że żywcem nie da się wziąć i że gdy będzie ciężko ranny, niezdolny do marszu, to „plaśnie sobie w łeb”. Dotrzymał słowa. Będąc ranny w nogę - strzaskane kolano - strzelił sobie w skroń. Nie wiedział biedak, że będzie jeszcze żył całą noc. W zagrożonym terenie, trzęsącym się i skrzypiącym wozem chcieliśmy go dowieźć do najbliższego szpitala. Nie odzyskawszy przytomności skonał wczesnym rankiem). Ziutek i Pędzelek mieli rozkaz przeprowadzenia nas na punkty w okolicach Bielsk Podlaski-Brańsk. Dwie noce marszu. Przemarsz zajął trochę więcej czasu.

Na punkty dobrnęliśmy nad ranem w Boże Narodzenie 1944 roku. To była tak zwana „Mała Polska”. Dobrze zorganizowana i ciągle zakonspirowana siatka AK. Życzliwości i opieki jakiej zaznaliśmy od tych ludzi po prostu nie potrafię opisać. W okolicach znajdowały się grupki żołnierzy AK niemal wszystkich Brygad Wileńskich, którym udało się uniknąć rozbrojenia i aresztowania przez NKWD i którym udało się dostać aż tutaj. W styczniu zaczęły się i tu aresztowania. Tak jak i na Wschodzie Kraju, NKWD systematycznie wykańczało Armię Krajową. Mjr Łupaszka był zmuszony wyruszyć w pole już w końcu lutego czy w początkach marca 1945 roku. Por. Nowina został mianowany adiutantem mjr. Łupaszki. Powstały zalążki 5 Brygady (por. „Mścisław”), 3 Brygady „Szczerbca” (ppor. „Bury”), kompania szturmowa 6 Brygady „Tonki” (ppor. Zygmunt) oraz kompania „Piasta” złożona przeważnie z żołnierzy Armii Kościuszkowskiej, którzy przeszli na naszą stronę. W terenie znajdował się oddział podlaski „Młota”, który chociaż pozostał samodzielnym jednak współdziałał z nami, przeważnie z kompanią szturmową ppor. Zygmunta. Poza tym w okolicach były oddziały NSZ, oraz bardziej na zachód małe oddziały BCh (bodajże Zenona - ale dobrze nie pamiętam). W początkach lata 1945 roku kpt. Nowina (awansował do stopnia kapitana) na własną prośbę został zwolniony z funkcji adiutanta i został nim nb. b. niepopularny por. Stefan z AK Białystok. Kpt. Nowina był od tej pory bez funkcji i „chodził” jak to się mówiło przy oddziałach. Przeważnie z kompanią szturmową 6 Brygady oraz z 4 szwadronem 5 Brygady. Podlegał pod rozkazy dowódcy danego oddziału. Latem 1945 roku kompania szturmowa wraz z oddziałem Młota posunęła się na zachód aż pod Warszawę. Zajęli nawet Jabłonnę. Kpt. Nowina był wtedy przy tych oddziałach. W drodze powrotnej, gdzieś w okolicach Siedlec, weszli w zasadzkę. Kpt. Nowina został ranny w nogę, w udo, i zostawiony na punkcie sanitarnym w tej okolicy. Po przyjeździe Mikołajczyka do Kraju mjr Łupaszka dostał rozkaz rozwiązania oddziałów. Na ostatniej koncentracji rozkaz został wydany żołnierzom. Reżym w tym czasie ogłosił amnestię czyli tzw. ujawnianie. W rozkazie dla żołnierzy mjr Łupaszka zostawił wolną rękę każdemu co do własnej decyzji, czy się ma ujawnić, czy nie. Zaznaczył, że sam ujawniać się nie będzie.

Został wypłacony skromny żołd na zakup cywilnego ubrania i bilety kolejowe. Kto chciał, mógł dostać lewe dokumenty. Jak się okazało już w bardzo krótkim czasie, reżym nie dotrzymał słowa danego ujawnionym. Posłużyło im to tylko do szybszego i łatwiejszego zlikwidowania AK. W terenie na krótki okres pozostał pluton likwidacyjny Kompanii Szturmowej 6 Brygady pod dowództwem ppor. „Wiktora” oraz drużyna likwidacyjna 4 szwadronu 5 Brygady, drużyna Żelaznego.

Mjr Łupaszka wraz z por. Stefanem, siostrą Lalą oraz „Mieciem” udał się do Gdańska. Por. Zygmunt wraz z żoną, byłą sanitariuszką „Krystyną”, w przebraniu oficera NKWD dostał się do Berlina a potem na Zachód. Por. Bury bodajże ujawnił się. Część jego kompanii pod dowództwem „Rekina" przeszła pod rozkazy NSZ, które się nie ujawniło. Młot z częścią swego oddziału zdecydował się „poczekać i zobaczyć czy dotrzymują słowa” i dołączył później do plutonu likwidacyjnego ppor. Wiktora. Żelazny dostał zadanie przekazania rozkazu o rozwiązaniu oddziałów AK kpt. Nowinie oraz przewiezienia go na nowy punkt położony nad Narwią. Mieliśmy rozkaz podawania się za UB. żeby zachować maksimum ostrożności i nie związać się w żadną potyczkę. Biorąc nas za UB i podejrzewając wsypę, kpt. Nowina przywitał nas z odciągniętym MP i z palcem na spuście. Po rozpoznaniu nas polały mu się łzy. „Śmiał się” tym swoim specyficznym uśmieszkiem a po policzkach, zawsze zarumienionych, ciekły mu łzy. Wyzywał zarazem nas od ostatnich niemytych harłapanów. Rana chociaż już się goiła, wyglądała paskudnie. Wylot duży, jak od dum-dum. (Przy rozbrojonych ubowcach zdarzały się wypadki, że posiadali przy sobie naciętą amunicję). Twierdził, że dostał z CKM. Przewóz furmanką zajął parę nocy. Dnie spędzaliśmy na rozmowach. Smutne były one, kpt. Nowina twierdził, że z chwilą gdy będzie się mógł „ruszać” - ujawni się. Martwił się o rodzinę. Mówił, że tęskni do pracy, która da mu przyjemność. Pamiętam, że zapytałem się jakoś głupio i powiedziałem, że nigdy go nie podejrzewałem i wyobrazić sobie nie mogę jako belfra Zostawiliśmy go nad Narwią na bardzo dobrym punkcie. I tak skończyła się służba czynna kpt. Nowiny czyli Pawła Jasienicy w 5 Brygadzie Wileńskiej AK mjr. Łupaszki.

Czy po ujawnieniu się był jak wielu innych ujawnionych żołnierzy AK aresztowany - nie wiem. Jesienią 1947 roku spotkałem Pawła Jasienicę ostatni już raz w życiu, na ulicy we Wrocławiu. Ja byłem ciągle „spalony” po Pomorzu, pod rozkazami płk. Olechnowicza. Rozmawialiśmy krótko. Wyglądał dobrze, mówił że się ujawnił, że odnalazł rodzinę, że powodzi mu się nieźle i że noga, chociaż nawala czasami to jednak „chodzi na sto dwa”. Pytał czy byłem na Pomorzu, czy wiem co jest ze Zdzisiem (Żelaznym). Posmutniał, gdy mu powiedziałem że zginął. Zapytał czy zdaję sobie sprawę z beznadziejności mojej sytuacji. Można by dużo napisać z tego krótkiego rocznego okresu czasu mojej styczności z Pawłem Jasienicą. Był dobrym, odważnym żołnierzem i dowódcą, był zarazem przyjacielem drogim, łubianym przez wszystkich. W okresie październik/listopad 1944 - październik/listopad 1945 żadna wieś w białostockim przez żaden z naszych oddziałów nie była spalona. Spłonęło parę domów i stodół we wsi Miodusy nad Bugiem, w czasie akcji. Teren Młota jeszcze za czasów okupacji niemieckiej. Teren skąd właśnie V-1 zaczęło swą drogę do Anglii. Sowieci weszli dosłownie w wieś i walka trwała prawie cały dzień. Straty z naszej strony: 12 zabitych i ponad 20-tu rannych. Po stronie sowieckiej zginęło ponad 70 żołnierzy. Kpt Nowina udziału w tej akcji nie brał. W czasie wielkiej wsypy w czerwcu 1948 roku zostało aresztowanych tysiące byłych żołnierzy AK Wilno. Na Podlasiu „chodził” jeszcze Młot. Byli to ci, których nie można było ulegalizować, którzy po prostu nie mieli już wyjścia. Staraliśmy się przerzucić ich kutrem rybackim do Szwecji. Wsypa 1948 roku to uniemożliwiła. Co się z nimi stało - nie wiem. Najprawdopodobniej wyginęli.

Na zakończenie tych moich smutnych wspomnień chciałbym jeszcze napisać parę słów o powstaniu 5 Brygady.

Zaznaczam, że dane poniższe są mi znane wyłącznie z opowiadania samego mjr. Łupaszki oraz kilku byłych żołnierzy polskiego oddziału partyzanckiego na Wileńszczyźnie „Kmicica”, z którymi później służyłem w AK. Rotmistrz Łupaszka miał dołączyć wraz z paru ludźmi do oddziału „Kmicica”, który nie tylko że współpracował z partyzantką sowiecką ale nawet stacjonował w tej samej bazie - bunkrach. W drodze natknęli się na kilku partyzantów z oddziału „Kmicica”. Od nich dowiedzieli się, że „Kmicic” wraz ze swoim sztabem został podstępnie zastrzelony przez sowietów a żołnierze wcieleni do oddziałów sowieckich. Mówili też o próbach ze strony sowieckiej założenia czerwonego oddziału polskiego, podległego Moskwie. Tych kilku byłych żołnierzy „Kmicica” było zalążkiem 5 Brygady. Mjr Łupaszka był aresztowany przez Gestapo zaraz po bitwie z jednostką SS (pod Wordzianami) w której zginęło około 90 SS-manów. Drugi raz był aresztowany wraz z por. Stefanem w Sopotach przez UB, zimą 1945-1946 roku. Kiedyś powiedział „udało mi się dwa razy, a mówią że do trzech razy sztuka”. Po raz trzeci został aresztowany w 1948/49 roku. Wraz z płk. Olechnowiczem oraz ppor. Wiktorem, zostali skazani na karę śmierci.

20 listopada 1971 r.



tagi: żołnierze wyklęci  5 brygada wileńska ak  łupaszko  zygmunt szendzielarz  zdzisław badocha  żelazny  danuta siedzikówna  inka  bobolice  podziemie niepodległościowe  marian jankowski 

rotmeister
24 marca 2019 13:11
7     713    8 zaloguj sie by polubić
komentarze:
DYNAQ @rotmeister
24 marca 2019 17:59

Zdziwieni byli, że jesteśmy oddziałem AK nie zaś - jak byli poinformowani przez UB - „bandą ukraińską”---

Lata temu rozmawiałem w Sztumie z byłym członkiem KBW,mówił mi o tej potyczce ,z tym , że ''walczyli z Werwolfem''.

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @DYNAQ 24 marca 2019 17:59
24 marca 2019 18:05

A co dopiero dzisiaj? Znam nauczycieli historii, którzy nie gorsze brednie powielają. Nie przeczytawszy oczywista żadnej książki na ten temat, a opierając się na czymś w stylu okopress i inny szajs.

zaloguj się by móc komentować

DYNAQ @rotmeister 24 marca 2019 18:05
24 marca 2019 18:38

Inny zaś,klawisz sztumskiego kryminału opowiadał jak to ''na ogrodzie''kryminału kopali rów pod rury co. i dokopali się kości ludzkich.Zgłosili wyższemy naczalstwu,przyjechało,popatrzyło i kazało zakopać.Rury puszczono naokoło.

zaloguj się by móc komentować



Maryla-Sztajer @rotmeister
25 marca 2019 23:50

Dziękuję. 

.

 

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @rotmeister
26 marca 2019 20:39

Autorem tych wspomnień jest Marek Jankowski ps. "Marek".

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować