-

rotmeister : Wspomnicie moje słowa

William Cobbett, Społeczne skutki reformacji. Część 2.

William Cobbett. Społeczne skutki reformacji. Cz. 2.

 

William Cobbett, Społeczne skutki reformacji. Część 1.

Co zaś do zagadnienia wolności, to chyba nie znajdzie się nikt, kto by mógł mi powiedzieć, że reformacja wniosła nam jakiekolwiek korzyści w tej dziedzinie, chyba że ktoś uważa jako zdobycz w tej dziedzinie fakt, że zamiast jednej powszechnej wiary, mamy obecnie około czterdzieści różnych wierzeń religijnych. Wolność to nie puste słowo, to nie abstrakcyjna idea, to nie stan niemożliwy do odczucia. Wolność to właśnie niezakłócone i w całej pełni korzystanie z praw własności, to — i nic więcej. Ale jednak jeżeli ktoś tego nie posiada, jeżeli to nie jest mu zapewnione, to jakkolwiek on sam siebie będzie nazywał, ja nazwę go niewolnikiem. Nasi katoliccy przodkowie poświęcili specjalną uwagę temu zagadnieniu. Nie cierpieli oni najdrobniejszej kontroli swej własności czy to przez króla, czy parlament, chyba że była jasna po temu przyczyna. Nie czytywali oni gazet, ani nie dyskutowali parlamentarnych debat, ale oni wyobrażali sobie, że głód i pragnienie to dwie największe klęski i nie znieśliby aby ktokolwiek zmusił ich do życia na zimnych kartoflach i wodzie. Oni uważali łachmany za niezbity znak niewolnictwa i przeciwstawiliby się każdemu, kto by próbował ich w nie odziać. Można sobie wolność tłumaczyć jak komu wygodniej, ale zawsze w dyskusji dojdzie się do kwestii korzystania z praw własności, chyba że się nie dojdzie do niczego. Dlaczego ludzie dążą do osiągnięcia tego co nazywają politycznemu prawami i przywilejami? Dlaczego na przykład żądają wyborów członków parlamentu? Och! tylko w tym celu, aby mieć wpływ na swych posłów. Dobrze, ale co im z tego przyjdzie ? No, przecież wtedy będą mogli zabronić swym posłom uchwalania niesprawiedliwych nakazów. Na przykład? Na przykład nakładania podatków, które są niesłuszne. Tak i to jest wszystko. To jest ich cel i to jest jedyny cel każdego prawa i przywileju w ogóle dla ludzi osiągalnego.

Zobaczmy teraz jak my pod tym względem wyglądamy w porównaniu z naszymi katolickimi przodkami? Bardzo możliwe, że oni nie wszyscy mieli prawo powszechnego głosowania. Ale czy my je mamy? Czy choć jedna pięćdziesiąta z nas bierze w nich udział?

 

I czy większość z nas ma jakikolwiek, choćby nieznaczny wpływ na nasze prawa i nakładanie podatków? Ale ta większość miała wtedy ostoję w Kościele katolickim, który ją otaczał opieką. Kościół miał ówcześnie wielką władzę i naturalnie był opiekunem szarego człowieka ; ani królowie, ani parlamenty nie poważyły się przeciwstawiać tej władzy, cala nasza historia potwierdza, że Kościół był zawsze rzecznikiem ludności i zajmował kierownicze stanowisko we wszystkich tak okrzyczanych tryumfach naszych przodków nad królami i szlachtą. A mógł to robić dlatego, gdyż był całkowicie niepodległy od króla i szlachty, dlatego i tylko dlatego, że był podległy inne j władzy; ale myśmy utracili wsparcie Kościoła, i nic nie zajęło jego miejsca a raczej cała władza, którą Kościół piastował przeszła na różne organa państwowe i wzmogła ich uprawnienia, pozostawiając szare masy na ich łasce.

 

Słynna angielska wolność jest frazesem na ustach całego świata, ale co to właściwie jest ta wolność? Ta wolność, to prawa które regulują spadkobranie i posiadanie nieruchomości, to pewność, że nikt nie może być aresztowanym bez przeprowadzenia specjalnego postępowania, to niemożność nałożenia kary bez procesu przeprowadzonego przed znanymi sędziami i poważanymi urzędnikami, to sądy przysięgłych, to środki ostrożności przedsiębrane przy sporządzaniu dokumentów i pozwów, to jawność postępowania sądowego i elastyczność jego procedury. To są te słynne “wolności angielskie”. I czyż nasi katoliccy przodkowie mieli ich mniej niż my? Czy czasem my właśnie im tego wszystkiego nie zawdzięczamy ? Czy mamy może jakiekolwiek prawo, które gwarantuje nam własność czy życie którego byśmy po nich nie odziedziczyli? Młyny poruszane siłą ludzką, prawa niezezwalające ludności opuszczania domów od zachodu do wschodu słońca, prawo banicji za każdy pomruk nieukontentowania przeciw naszym “przedstawicielom”, tego z całą pewnością nie odziedziczyliśmy po naszych przodkach, jednak wielu wyraża się o tych metodach z aplauzem, podkreślając czysto protestanckie ich pochodzenie.

 

Ubóstwo jednak mimo wszystko zawsze będzie piętnem niewolnictwa. Łachmany i nagie członki zawsze będą prawdziwą stanu niewolniczego oznaką. A co winno być najważniejszym celem dla każdego rządu? Umożliwienie obywatelom szczęśliwego życia! A czyż mogą oni żyć szczęśliwie bez obfitości żywności i odzieży ? Dobry rząd winien cechować taki porządek rzeczy w państwie, który by umożliwiał ogółowi ludności dobre wyżywienie i dostatnie odzienie. Głównym zadaniem rządu winno być przeciwdziałanie takiemu stanowi, w którym część społeczeństwa powoduje biedę pozostałej reszty.

 

Do jakiego stopnia większość ludności w Anglii żyje obecnie w niedostatku i bez nadziei, aż nadto dobrze zdajemy sobie sprawę, a teraz przypatrzmy się, jakie było ich życie przed tą tak zalecaną “reformacją”. Ja będę tu bardzo skrupulatny w cytowaniu autorytetów. Nie będę wypowiadał żadnych swoich wniosków ani opinii, lecz tylko odwołam się do autorytetów, których nikt nie może poddać w wątpliwość, i to w kwestiach które są niezbitymi dowodami, jak niezbitą jest przysięga świadka przyjęta przed sądem.

 

Rozpocznę od relacji jaką daje Fortescue co do poziomu życia Anglików za czasów panowania Henryka VI, to znaczy w piętnastym stuleciu, kiedy to Kościół katolicki był u szczytu swej chwały. Fortescue był głową sądownictwa Anglii przez dwadzieścia prawie lat, Henryk VI mianował go wielkim kanclerzem koronnym. Będąc na wygnaniu we Francji razem z synem króla, księciem Edwardem, podczas wojny domowej między York’ami a Lancastrami, kanclerz napisał całą serię listów do księcia, wyjaśniających istotę prawa angielskiego w celu zachęcenia tego ostatniego do poznania go i utrzymania w mocy. Praca to napisana była po łacinie i nosiła tytuł “De Laudibus Legum Angliae” czyli “Pochwała Prawa Angielskiego”. Książka ta przed laty została przetłumaczona na język angielski i jako autorytet prawa jest często cytowana w naszych sądach po dzień dzisiejszy. Nikt nie może wątpić w prawdziwość faktów podanych w takiej pracy. Była to praca pisana przez wybitnego prawnika dla syna królewskiego, a przeznaczona do czytania dla ówczesnych i przyszłych prawników. Ponadto rozdział który mam zamiar zacytować był czysto przypadkowy; nie było jego celem poparcie jakiegokolwiek argumentu. A więc musi to być relacja z całą pewnością prawdziwa.

 

I to jest jego opis ówczesnego życia Anglików, tych “zaksiężonych” Anglików, których Chalmers i Hume i inni z ich rodzaju chcieli przedstawić jako nędzną bandę żebraków: “Król Anglii nie może zmienić istniejących praw, ani ustanowić nowych, bez wyrażenia zgody przez cały naród za pośrednictwem parlamentu. Każdy mieszkaniec ma całkowite prawo rozporządzania wszystkim cokolwiek wyprodukuje jego farma, owocami które wyda jego rola, trzodą która mu się rozmnoży i innymi podobnymi dobrami; wszystkie inwestycje przez niego wprowadzone, czy też przez tych, którzy dla niego pracują, stanowią jego niezaprzeczoną własność, którą on może dowolnie rozporządzać. Jeżeli zostanie on zraniony lub poddany uciskowi będzie miał prawo uzyskać zadosyćuczynienie od swego ciemiężyciela. To jest przyczyną, dla której nasi obywatele są zasobni w złoto i srebro i wszelkie konieczności i dostatki życiowe. Nie piją oni wody, chyba przy obrzędach religijnych lub za pokutę. Żywią się obficie wszelkimi rodzajami mięsa lub ryb, które mają wszędzie pod dostatkiem. Odziani są w dobre wełniane tkaniny, a także ich pościel i inne pokrycia są z dobrej wełny i w dużych ilościach. Ponadto są dobrze zaopatrzeni w przedmioty domowego użytku i konieczne narzędzia gospodarskie. Każdy, zależnie do swych potrzeb, posiada wszystkie urządzenia, które czynią jego życie łatwym i szczęśliwym”.

 

Spróbujcie to przeczytać tym nieszczęśnikom, którzy jedzą wodorosty w Irlandii, których się wykrywa rabujących strawę świńską w Yorkshire, którzy jedzą końskie mięso i ziarno (zielone) w Lancashire i Cheshire, którzy pracują w uprzęży jak konie, holując żwir w Hampshire i Sussex, którzy dostają dziennie dwa peny przyznane im przez urzędników w Norfolk i którzy w całej Anglii są żywieni gorzej niż więźniowie. Powiedzcie im gdy wyjmują swe ręce ze świńskich koryt czy buszli świeżego ziarna i swymi spiekłymi ustami krzyczą “precz z Papiestwem” — powiedzcie, przeczytajcie im, tym nieszczęsnym, zdegradowanym i oszukanym, ten obraz kraju ich katolickich przodków, którzy żyli pod tym co się tak bezczelnie nazywa “papieskim zabobonem i tyranią” i w latach, które my mamy czelność nazywać “latami ciemności”.

 

Ale ktoś może powiedzieć, że to nie Kościół Katolicki, ale prawo angielskie uczyniło Anglików tak szczęśliwymi, boć przecież Kościół istniał także np. i we Francji, a nie tylko w Anglii. Zgoda. Ale Kościół w Anglii był podstawą prawa. Już pierwszy rozdział Magna Charta zapewniał zabezpieczenie własności i praw do niej. Zaopatrzenie biedoty i to wydatne jej zaopatrzenie, było unormowane prawem w odniesieniu do Kościoła i jego własności, tak więc Anglicy stracili znacznie więcej na “reformacji” niż jakikolwiek inny naród mógł stracić.

 

Już sama opinia Fortescue winna być wystarczająca, ale ja na niej nie poprzestanę. White, ówczesny rektor kolegium w Selborne w Hampshire, podaje w swojej historii tej sławnej niegdyś wsi wyjątek z dawnych kronik stwierdzający, że za złe prowadzenie się ludzie byli tam karani “skazaniem na dwutygodniowy post o chlebie i piwie”. Miało to miejsce około 1380 roku za panowania Ryszarda II. O nieszczęsne “lata ciemności”! A fakt ten musi być prawdą, boć White nie miał żadnych ubocznych celów pisząc historię swej wsi. Wspomnienie przez niego tego faktu, a raczej zapodanie go ze starej kroniki jest czysto przypadkowe; i jakkolwiek błahy to jest fakt, to jednak daje on ogólny pogląd na ówczesny stan życia w owych czasach. Pójdźcie i nakażcie tym uprzężą omotanym holownikom żwiru w Hampshire, by wołali “Precz z Papieżem”, bo jeszcze gotów on tu przyjść i ukarać ich postem o chlebie i piwie, zamiast ich smakowitych zimnych kartofli i zimnej wody.

 

Ale przejdźmy teraz do aktów Parlamentu, a przede wszystkim do Aktu Henryka VIII, który już poprzednio cytowałem. Tego, który ustanawia ceny mięsa. Po wyliczeniu 4-ch jego rodzajów jako to wołowiny, wieprzowiny, baraniny i cielęciny, tak je określa : “Jako będących żywnością gorszego gatunku”. To jest miarodajne.

 

I to jest tylko uboczna wzmianka, a do tego jeszcze w Akcie Parlamentu. To już musi być prawdą. A to także jest fakt, którzy wszyscy dobrze znamy, który nawet sędziowie w sądzie znają : dziś jedynym rodzajem uboższego rodzaju jest tylko i jedynie chleb. Jakiegoż więcej dowodu chcieć możemy aby nabrać przekonania, że większość Narodu zubożała przez reformację?

 

Ale ja udowodnię jednak dla pewności prawdziwość tego za pomocą innych jeszcze Aktów Parlamentu. Akty te określają wynagrodzenie robotników. Jest tych Aktów kilka, ale chyba jeden lub dwa aż nadto nam wystarczą. Akt Edwarda III z 23 roku jego panowania, ustanawia wynagrodzenie (bez wyżywienia), jak następuje. Wymienia on dużo rodzajów wynagrodzenia, ale chyba następujące wystarczą nam w zupełności.

Ceny te wzięte są z “Preciosum” Biskupa Fleetwood, który zebrał je z rachunków burs i klasztorów. Cały świat zna dobrze książkę biskupa i wie, że autorytet jej jest nie zachwiany.

Teraz więc możemy łatwo uwierzyć, że “wołowina, wieprzowina, baranina, i cielęcina były żywnością gorszego gatunku”, jeżeli zarzucający nawóz dostawał za swą pracę przeszło półtorej gęsi za dzień, a kobieta za dzień pielenia 1/4 galona czerwonego wina. Dwa jardy samodziału wystarczają na kurtę dla pasterza i ponieważ to kosztowało 2sh. 2d.,(sh-szyling; d-pens) żniwiarz mógł je zapracować w 6 i pół dnia. Gnojarz mógł zapracować na tuczoną strzyżoną owcę w 4 dni i zarobić parę butów prawie codziennie, mógł zarobić wołu pastwiskowego w ciągu pięciu dni a więc z pewnością możemy uwierzyć, że “wołowina, wieprzowina, cielęcina i baranina” to “żywność drugorzędnego gatunku”. I, uwaga: to wszystko miało miejsce w czasach “papieskich zabobonów” i w “zaksiężonym narodzie”. W naszych czasach protestanckiego oświecenia i “umysłowej rozkoszy” zdolna do pracy biedota dostaje dziennie po 3d.(pensy) na głowę, to j. o pół pensa mniej niż katolicki gnojarz i za te trzy pensy “niepapieski” gentlemen może sobie kupić około 6 uncji żylastego starego barana, kiedy “papieski” gnojarz za dzień swej pracy mógł kupić przeszło ćwiartkę tłustej owcy.

 

Ale “papieżnicy” mogli pracować ciężej niż “oświeceni protestanci”, mogli pracować wydajniej. Taki punkt widzenia stoi w pełnej sprzeczności z dowodzeniami “filozofów”, którzy twierdzą, że właśnie katolicyzm rozpróżniaczył ludzi. Żeby skończyć z tym zagadnieniem, najlepiej porównajmy wynagrodzenie za skoszenie akra zboża i wymłócenie ćwiartki ziarna, i to porównajmy te ceny z uwagi na współczesne ceny żywności. Ostatnie sprawozdanie parlamentarne z 1821 r. zawiera wzmiankę o wynagrodzeniu, zrobioną przez Mr. Ellman’a Sussex i wzmiankę co do ceny zbóż przez Mr. Georg’a z Norfolk. Sprawozdanie to wydrukowane na żądanie Izby Gmin nosi datę 18 czerwca 1821 r. Zestawienie daje nam przeciętną za ostatnie 20 lat od 1800 roku włącznie. A więc przyjrzyjmy się jak przedstawia się “zaksiężony papieżnik” w porównaniu z “niepapieżnikiem”.

 

Ale musimy to porównać z cenami zboża, które ten parobek musiał sobie kupić z jego zasług. Jak widzieliśmy przed tym “przesądny niewolnik papiestwa” płacił za buszel pszenicy 5d. (Buszel angielski = 8 galonów angielskich = 36,36872… litra; wycofany jako oficjalna miara brytyjska w 1970 r.), natomiast Mr. George stwierdza, że “oświecony protestant” musi za ten buszel zapłacić 10sh. t.j. 24 razy tyle, co “zaksiężony papieski idiota”. Tak więc “oświecony” człowiek jeżeliby chciał utrzymać się na poziomie dobrobytu “czasów ciemnoty” musiałby zamiast 3-ch szylingów 7 i 3/4 pensa dostać 12sh.(szylingów) za skoszenie akra zboża, a za wymłócenie ćwiartki ziarna 8sh. zamiast otrzymywanych 4sh. Jeżeli mielibyśmy zestawienia z Irlandii to na pewno znaleźlibyśmy w nich to samo.

Chyba zagadnienie należy uważać za rozstrzygnięte i gdyby te wszystkie towarzystwa biblijne, “edukacyjne”, i “wiedzy chrześcijańskiej” sprawiły, że ta moja książka dostałaby się do rąk wszystkich tych milionów ich uczniów, to na pewno w całym naszym kraju kwestia religii zostałaby przesądzona. Udowodniłem, że Fortescue podając obraz życia naszych katolickich przodków miał rację. Dowód ten nie był nawet potrzebny, ale ja go dałem. Mógłbym tu odwołać się do różnych innych aktów parlamentarnych, wydawanych przez stulecia, które wszystkie potwierdzają stanowisko Fortescue. A także w książkach biskupa Fleedwood znaleźć można wiele przykładów dobrego traktowania pracowników przez pracodawców, a w szczególności przez duchowieństwo. Między innymi podaje on pozycje z wydatków klasztornych : “trzydzieści par jesiennych rękawiczek dla służby”. Czyż to nie “smutne zacofanie” ! A któż w naszych “oświeconych” czasach czytania biblii myśli o rękawiczkach dla parobka. Jesteśmy zaksiężeni tak samo, jak w owych “wiekach ciemnoty”. Nasi księża tak samo nami orzą, ale tamci przynajmniej dobrze żywili; wszyscy nami jeżdżą, ale tamci używali więcej uzdy niż ostrogi.

 

Ciekawym jest, że płace osób na wysokich stanowiskach w zestawieniu z placami dzisiejszymi, były raczej niskie w porównaniu z zarobkami warstwy robotniczej. Jeżeli wyprowadzimy roczny zarobek gnojarza i pomnożymy go przez 20, aby przeliczyć na naszą obecną monetę, to wyniesie on 91 funtów rocznie, podczas gdy pensja sędziego nie przekraczała 60 funtów ówczesnych, czyli 1.200 funtów obecnych. A więc sędzia zarabiał mniej więcej tyle ile 14 gnojarzy. W dodatku, jak podają w Littleton i Fortescue sędziowie ówcześni prowadzili bardzo wygodny tryb życia i nigdy nie zasiadali w sądzie na dłużej niż 3 godziny dziennie od godź. 8 do 11. Z całą pewnością, gdyby oni mieli więcej pracy, to ich stanowiska nie byłyby uważane za synekurę i nawet 10 razy wyższe wynagrodzenie byłoby nie wystarczające za ich pracę. Fakt, że nie byli oni zbyt zajęci jest niezbitym dowodem ogólnego szczęścia, harmonii, szlachetności i cnoty, które królowały ówcześnie w naszym kraju. Sędziowie mieli spokojne życie. Ten jeden fakt stwierdzony przez człowieka, który sam przez lat 20 był przewodniczącym Sądu Królewskiego, daje pełne świadectwo co do charakteru tak spotwarzonej religii naszych ojców.

Co zaś do faktu, tego niezbitego interesującego faktu, że znaczna większość ludności zubożała i spodlała od czasów panowania katolicyzmu ; co do tego faktu to chyba nikt nie może mieć najmniejszej wątpliwości po przeczytaniu tego, co dotąd powiedziałem. Ani też chyba nikt nie może powątpiewać, że jest to wynikiem procesu zwanego “reformacją”, tym bardziej jeżeli zwróci uwagę, że w poprzednich rozdziałach wyraźnie przedstawiłem obdłużanie społeczeństwa i wzrost podatków. Nie mógłbym jednak zakończyć tej pracy bez podkreślenia ubożenia narodu i to we wprost katastrofalnym stopniu. Fakt, że nigdy nie mieliśmy przymusowych zbiórek na biednych, że nikt w katolickiej Anglii nie słyszał pogardliwego przezwiska, “żebrak”, aż do czasu “reformacji”, samo to już jest świadectwem i to świadectwem w zupełności wystarczającym, jednak zapoznajmy się dokładniej z tym protestanckim postępem ogólnego ubożenia.

 

27 akt Henryka VIII 25 rozdziałem zapoczątkował serię przepisów o biedocie. Wprawdzie majątki klasztorne zostały ostatecznie wywłaszczone dopiero w następnym roku, ale Kościół katolicki już trząsł się w posadach i jako rezultat cały kraj pokryty został rojem żebractwa i natarczywe domaganie się o jałmużnę, które zaczęło napełniać przerażeniem sfery rządzące, okryło hańbą tą tak do ostatnich czasów szczęśliwą Anglię. Aby skończyć z tym stanem, wyżej wspomniany akt upoważnił policję, urzędników i zarządców kościołów do zbierania dobrowolnych datków, równocześnie nałożył on na natarczywych żebraków karę obcięcia kawałka ucha, a w razie przyłapania go na żebractwie po raz drugi, karę śmierci, jak dla zwykłego zbrodniarza. Taki to był wschód tej “reformacji”, którą nam się każe podziwiać i wychwalać.

 

“Św. Edward pobożny”, jak go wbrew wszelkiej prawdzie nazywa Fox Martyman, rozpoczął pierwszy krok swego protestanckiego panowania jako Edward VI aktem, w którym (rozdz. 3) karał żebraków przypalaniem gorącem żelazem i oddaniem ich w niewolę na przeciąg dwu lat, z tym że ich panowie mieli prawo nałożyć im żelazną obrożę na szyję i żywić ich o chlebie i wodzie i nigdy nie dawać mięsa. Boć w ówczesnych czasach klasy pracujące jeszcze miały możność żywienia się mięsem, czasy zimnych kartofli, chleba i wody miały dopiero przyjść później, one były zachowane na nasze dni “oświecenia” i “czytania biblii” na nasze dni “umysłowych rozkoszy”. Jedzenie koniny i surowego ziarna jeszcze wtedy nikomu nie przeszło przez głowę. W razie jeżeli niewolnik był krnąbrny lub starał się uciec, tymże protestanckim aktem był momentalnie skazany na dożywotnie niewolnictwo. I ten akt był jakby zwiastunem aktów, które wprowadzał w istnienie kościół anglikański. Cóż za okropna tyrania? Naród został ograbiony ze skarbów, które miał dzięki Magna Charta, powszechnej sprawiedliwości, rozsądkowi i prawu natury. Nie otrzymał on żadnego innego wyrównania, ale zszedł do rzędu niewolników za to, że w modlitwie chciał szukać sprzymierzeńca przeciw grozie głodu.

 

Następnie przyszły czasy “dobrej królowej Bess’y” (Elżbiety), która ośmiokrotnie próbowała bezskutecznie zaradzić biedocie przez jałmużny, aż wreszcie wydała “akt przymusowy”, który do dziś dnia obowiązuje. Posługiwano się wszelkimi możliwymi wykrętami, aby uniknąć wspomagania biedoty. W czasie dwu poprzednich panowań wydawano koncesje na żebranie, aż wreszcie musiano wprowadzić “akt przymusowy”, ten niezatarty pomnik protestanckiego kościoła. Wprowadzenie tego prawa było odwlekane do możliwie ostatniego momentu, i nigdy nie spotkało się z uznaniem tych, którzy obłupili i kościół i biedotę, ale wprowadzenie go było absolutną koniecznością. Żadne nadzwyczajne sądy ani prawa tego pełnego terroru panowania nie byłyby w stanie uspokoić ludności bez wprowadzenia wspomnianego aktu, którego autorzy wstydzili się zaopatrzyć uzasadnieniem konieczności jego wprowadzenia i dlatego niema on żadnej przedmowy wprowadzającej. Ludzie niegdyś tak szczęśliwi, ludzie których dobrobyt był opisywany przez Fortescue’go, ludzie ci stali się narodem obdartych łachmaniarzy. Defoe w jednym ze swych traktatów podaje że Elżbieta w czasie podróży po swym królestwie widząc wszędzie nieszczęsny wygląd ludności często powtarzała “pauper ubique iacet” to jest „biedota okrywa cały kraj”. I to jest ten sam kraj, którego mieszkańców opisuje Fortescue jako “mających wszystko, co jest w stanie uczynić życie łatwym i szczęśliwym”.

 

W czasie panowania Stuartów nic się nie zmieniło na lepsze za wyjątkiem rezultatów spowodowanych przez prawo o biedocie W każdym razie powstrzymało ono terror uprzednio wydanych przepisów; jak długo podatki były stosunkowo niskie, tak długo ilość ubogich była niewielka. Z chwilą jednak kiedy podatki wzrosły, natychmiast różni projektodawcy znaleźli zatrudnienie nad wynajdywaniem sposobów przeciwdziałania ubóstwu. Między niemi znalazło się jedno niewiniątko, kupiec i bankier w jednej osobie, na imię było mu Josiah, który nazywał się Sir Josiah, gdyż został uszlachcony, czy też otrzymał tytuł baroneta. Projekt lego jest godny wspomnienia, gdyż wystąpił on z wnioskiem, aby ustanowić urzędników o nazwie “Ojców biedoty”, i jednym z uprawnień tych Ojców miała być władza mocą której mogliby oni wedle swego własnego uznania wysyłać biedotę do kolonii królewskich, to znaczy skazać ich na wygnanie i na niewolnictwo! Wielki I Boże, to wszystko dzieje się w kraju Fortescue’go ! To ma miejsce w kraju słynnej Magna Charta! I ten potwór miał czelność wystąpić z takim projektem ! I nie mamy żadnego dowodu, że ktokolwiek odważył się wtedy wystąpić z potępieniem wniosku tego nędznika bez serca.

 

Kiedy przyszły czasy “Oswobodziciela”, kiedy nadeszła “chwalebna rewolucja” i rozpoczęła się wojna kościelna i skarb został obdłuzony (obciążony) i to wszystko z jedynym celem wytępienia na zawsze papiestwa, ubóstwo zaczęło się szerzyć tak nagminnie, że parlament zażądał od rządu sprawozdania i projektu zapobieżenia nędzy. Locke był jednym z komisarzy, a sprawozdanie komisji jest naprawdę ciekawe: “Wielka liczba biednych i wzrost podatków przeznaczonych na ich utrzymanie przedstawia ogromny i zbyt oczywisty problem, niema ponadto wątpliwości, że ta klęska dotknęła nas jeszcze przed wojną, nieszczęście to było ciężarem naszego kraju przez lata całe, a obecnie jak i w czasie ostatnich dwu panowań daje się odczuć znaczne pogorszenie sytuacji. W wyniku badań z pokorą musimy stwierdzić, że zagadnienie to nie jest wynikiem braku środków do życia, lub pracy dla rzesz biednych, Bóg bowiem błogosławił nas przez cały ten okres urodzajami niemniejszymi niż uprzednio, ponadto długi okres pokoju przyczynił się do wzmożenia handlu. A więc rozrost biedoty musi mieć inne przyczyny, którymi mogą być tylko upadek dyscypliny i korupcja; cnota i pracowitość zawsze idą w parze, z drugiej zaś strony gnuśność pociąga za sobą występek”.

Na tym kończę moje dzieło, uzasadniwszy wszystkie moje tezy z którymi je rozpocząłem. Jako urodzony protestant kościoła anglikańskiego, którego żona i liczne potomstwo wyznają tą samą wiarę, którego rodzice spoczywają na protestanckim cmentarzu i który gorąco wierzy, że przy ich boku znajdzie wieczny spoczynek — w pracy tej nie miałem żadnego ubocznego celu, żadnego celu jak tylko szczere i bezinteresowne umiłowanie prawdy i sprawiedliwości. Podjąłem się tej pracy nie dla możnych i bogatych rodaków, ale w imię tych prześladowanych i potępianych biedaków.

 

Nie mam złudzeń co do niechęci i uprzedzenia z jaką spotka się moja praca, gdy jednak zastanawiałem się nad długim, bardzo długim okresem tryumfu oszczerstwa nad religią tych, którym zawdzięczamy całą naszą sławę i wielkość, kiedy zastanowiłem się jak wiele mógłby on uczynić dla ukrócenia tych oszczerstw, gdy wreszcie ten święty obowiązek nakazał mi przemówić, byłoby podłością gdybym zamilczał, a jeszcze większą podłością, gdybym mając siły i możność po temu, dał się opanować bojaźni przed rozpanoszoną obłudą i deprawacją. Największym ukojeniem człowieka, to wolność od wyrzutów sumienia, teraz zaś, po dokładnym przedstawieniu tej największej klęski, jaka kiedykolwiek nawiedziła moją ojczyznę, modląc się gorąco do Boga, aby odwrócił od niej dalsze nieszczęścia i ruinę mogę z całym spokojem przyznać, że ani przez swoją akcję, ani nawet przez jej brak nie ponoszę żadnej wobec niej winy.



tagi: reformacja  anglia  henryk viii  anglikanizm  william cobbett 

rotmeister
6 stycznia 2018 23:01
24     1263    10 zaloguj sie by polubić
komentarze:

Magazynier @jestnadzieja 7 stycznia 2018 00:05
7 stycznia 2018 04:16

Rzekłbym nawet bomba seryjnego użycia. Czegoś się ten trotyl w niej nie wyczerpuje. Trudno uwierzyć, że on do końca życia był tylko krypto-katolem. Ale być może taki los poczciwych Brytoli walczących o życie, czyli o każdy funt. 

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @rotmeister
7 stycznia 2018 05:09

A jednak portet zalinkowany przez panią Gancarz w poprzednim odcinku nasuwa mi złośliwą myśl, że Cobett mógł być też pionkiem w grze, acz niesfornym. Musiał tak czy inaczej zabłysnąć. Bez swojego geniuszu nic by nie osiągnął. Ale na rewolucję by się raczej nie poważył bo w całkowitą autonomię ruchu radykalnego, w który się zaangażował, raczej nie wierzę. W końcu nie o to chodziło, żeby poddani Imperium byli łachamaniarzami. Imperium może sobie szafować ich losem i życiem, ale niech wyglądają na zamożnych, zdrowych i szczęśliwych. Niewolnicy ale tacy którzy nie są świadomi swego niewolnictwa, bo pułapka średniości od 1 do 1 nie przesłania im tego, że za rok będzie lepiej, tak jak to jest dzisiaj. W końcu Imperium promuje zuchwałych, jak pisał deszcznocity. Cobett zaś pokazywał, że nawet katolicyzm angielski in merry old England czyli Imperium przedimperialnym był super. Wiek 19 to szmaciarstwo. I nie po to Rotschild odmówił sobie tych kilku milinów na koncie, żeby Imperium wciskało taki kit. Niech sobie Cobett pochasa, niech nasoli premierowi Jenkinsowi i Torysom na ogon, niech wywróci cła ochronne na rodzimą produkcję zboża (w końcu sam Disraeli dobiej te Corn Laws w la) byleby nie został księdzem katolskim. Zresztą Rotschild dopiero dochodził do władzy tajnej. Wojny napoleońskie musiały być czasem przetasowań nie tylko w parlamencie ale i w City. W takich momentach pojawia się luka dla harcowników w rodzaju Cobetta.

Ale i tak przegiął bo w 1829 zaatakował Malthusa, tego od maltuzjanizmu, oczko w doktrynie imperialnej, a potem w 1834 reformę którą Malthus inspirował zwaną Poor Law zamieniającą workhouses na obozy pracy. Czyli tego było już za dużo. A dalej to było tak: "Cobbett still wanted to be elected to the House of Commons. He was defeated in Preston in 1826 and Manchester in 1832 but after the passing of the 1832 Reform Act Cobbett was able to win the parliamentary seat of Oldham. In Parliament, Cobbett concentrated his energies on attacking corruption in government and the 1834 Poor Law." Katolikiem nie mógł zostać bo inaczej nie zrobiłby kariery parlamentarnej. Ale: "In his later life, however, Macaulay, a fellow MP, remarked that Cobbett's faculties were impaired by age; indeed that his paranoia had developed to the point of insanity." I tak mówił o Cobetcie Macaulay, że Cobettowi starość mu rzuciła się na mózg i że miał paranoję, i że to go wykończyło, co jest ciekawą ilustrację zależności wszelkich ruchów politycznych w UK. Za tą legendę, którą jak się wydaje przykrył jakąś mokrą medyczną robotą wykonaną na Cobetcie, dostał ów Whigowski MP, posadkę Sekretarza wojny w 1839 r. i wprowadzał wyższą cywilizację do kolonialnej edukacji Hindusów.  

 

 

Mimo to, materiał dowodowy Cobetta jest super.  

zaloguj się by móc komentować

saturn-9 @rotmeister
7 stycznia 2018 07:45

 

Ciekawa postać na scenie politycznej, zamieciona pod dywanik zapomnienia, ponownie wyciągnięta i odrobinę teraz lansowana jako postać "świętego słupnika" demokracji i równości powszechnej. Przyjaciel biednych... 

Jego krytyka korupcji w panującej klasie politycznej, jest orzeźwiająca i nadal aktualna. Żadkie wśród przeciętności parlamentarnej wyczucie momentu kiedy i jak zaistnieć na scenie.

Emigrantem, uciekinierem będąc przemieszczał się z portu do portu, wylądował w bezpiecznej Filadelfii. Powraca do portu rodzinnego, by ponownie szukać portu skrytego, gdzie przeczekać można niespokojne czasy. W tjurmie dwa lata też gnił...

Biografia osobliwa, pełna skoków i wolt tajemnych. Mógłby przygodami i myślami obdzielić życiorysów kilka...Na ten przykład co to za historia mroczna z wygrzebywaniem kości Tomasza Paine? Legenda czy bilet wstępu do kręgu wtajemniczonych? Przypis nr. 31 

Przy tylu osobliwych zawijasach, raz na wozie raz pod....z automatu rozglądam się za Eskimosami...   Dopatrzyłem się liczb kilka wskazujących w kierunku ... Filadelfii  ;) Ale to jednak wieczna zmarzlina!

Dzięki wielkie za lekturę, takie tłumaczenie czasu kosztuje, wyszło dla czytelników bardzo dobrze.

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @rotmeister
7 stycznia 2018 13:08

jak dobrze, że wrzucił Pan tego Cobbetta...tłuste gęsi i jesienne rękawiczki dla służby zawojowały mnie dokumentnie i książka już zamówiona, bardzo się przyda

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @saturn-9 7 stycznia 2018 07:45
7 stycznia 2018 13:27

Wygrzebywania kości raczej nie wiązałabym z kręgami dla wtajemniczonych ;) 

Pod koniec życia Cobbet, rzeczywiście mógł mieć jakieś niezbyt rozsądne pomysły jak ten przeniesienia Paine do Anglii, by jak mówił pochować go z honorami...Jak to opisywał dla gazety National Advocate, niejaki Benbow, którego Cobbett wynajął do przeniesienia szczątków:

“Sir, In answer to numerous questions relative to the removal of the bones of the greatest man of the age, in which he lived, who lay in a state of degradation, and whom, as an Englishman, I claim as my countryman, I have to say we mean to raise a colossal statue in his memory, which will prove to you, in the first place, the value we as Englishmen set upon the merits of Mr. Paine; and on the other hand, will prove to you, as Americans, your ingratitude, neglecting, as you have done, the man, who had done more, ten times told, than any other person, towards emancipating America from British slavery. However, Mr. Paine’s remains are gone to the land where they will be honored; and, being instrumental in the removal, forms one of the happiest periods of my life.”

Potem wpadł na pomysł, że szczątki wystawi, by jak najwięcej osób mogło go zobaczyć i rozpocząć zbiórkę pieniędzy na jego wielki pomnik.  Sam zbankrutował i poszedł do więzienia, a szczątki do jego śmierci z "honorami" przebywały w jego piwnicy w kartonie...

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @Magazynier 7 stycznia 2018 05:09
7 stycznia 2018 13:28

być może Cobbettowi na starość się rzuciło na głowę, trochę się nie dziwię, jeśli przez całe życie walczył z wiatrakami

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @rotmeister
7 stycznia 2018 13:34

All

Jeżeli chodzi o poprawę bytu poddanych głoszoną przez wszystkich rewolucjonistów to podobnie było we Francji w dobie rewolucji. Jest taka książka 

Rene Sedillot "Le cout de la Revolution francaise (Koszt rewolucji francuskiej) gdzie dokonuje on bilansu zysków i strat jakich doznała Francja w wyniku rewolucji. Jest w necie. Może się kiedyś ktoś za to weźmie

http://www.marie-julie-jahenny.fr/le-cout-de-la-revolution-francaise.pdf

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @ainolatak 7 stycznia 2018 13:28
7 stycznia 2018 13:36

W to nie uwierzę. Facet nie był jeszcze taki stary. Owszem mogli dosypać mu coś do 5 oclock tea. I zapędzić w kozi róg jak Gibsona. 

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @rotmeister
7 stycznia 2018 13:42

W necie jest też pełna wersja książki Cobbeta. Napisana w formie listów, po polsku. Coś tam przejrzę i jak znajdę ciekawe fragmenty to podrzucę.

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @Magazynier 7 stycznia 2018 13:36
7 stycznia 2018 13:56

Uwagi Macaulaya, miłośnika postępu i nauki, odnosiły się już chyba, kiedy Cobbett był w podeszłym wieku? A co do herbatki, to możemy tylko gdybać, a że Cobbett uważany był za bardzo kłótliwego, to kto wie kto mu coś tam dosypywał ;)

zaloguj się by móc komentować

Tytus @rotmeister
7 stycznia 2018 14:23

Super tekst.

A fragment "Łachmany i nagie członki zawsze będą prawdziwą stanu niewolniczego oznaką" jak ulał pasuje do współczesnych jeansów, tak usilnie lansowanych jako ideał modności.

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @rotmeister
7 stycznia 2018 18:02

Bardzo dziękuję za obydwa artykuły z pismami Cobbetta. To bardzo ważne źródło. Mysle, że tu właśnie znajduje się wyjaśnienie faktów i statystyki z artykułu pana Deszcznocity (http://deszcznocity.szkolanawigatorow.pl/epoka-wiktorianska-fakty-i-mity)

i mojego wpisu

(http://stalagmit.szkolanawigatorow.pl/geboka-geneza-cz1-z-nie-tak-dawnej-historii-z-dedykacja-dla-pana-deszcznocity )

plus dyskusja pod tym tekstami.

To właśnie w przytoczonym przez Pana źródle wychodzi głęboka geneza wielu zjawisk współczesności. Bardzo dziękuję i gratuluję. Doskonałe artykuły.

zaloguj się by móc komentować


rotmeister @Stalagmit 7 stycznia 2018 18:02
7 stycznia 2018 19:06

Poczytałem tego Cobbetta w pełnej wersji i to jest bardzo ciekawe. Niby protestant a pisze jak w pełni świadomy katolik. Możliwe że takie a nie inne prawo w Anglii mu to uniemozliwiło .

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @rotmeister 7 stycznia 2018 19:06
7 stycznia 2018 19:09

No właśnie, myślę że mogło tak być, bo wielu ludzi się ukrywało, po prostu ze strachu.

zaloguj się by móc komentować

saturn-9 @ainolatak 7 stycznia 2018 13:28
8 stycznia 2018 06:58

być może Cobbettowi na starość się rzuciło na głowę, trochę się nie dziwię, jeśli przez całe życie walczył z wiatrakami

Bohater tego wpisu to jeden z tych niepokornych, któremu temperament nie pozwalał łykać bez popitki [a popijać pecunią ponoć nie chciał] nonsensów dni mu współczesnych. Nie tyle z wiatrakami walczył co z wiatrem dziejów. 'Młynarze', uważni na półcienie w tekście jakie Historia poszczególnym populacją rozpisuje, rozpieli go na skrzydłach propagandowego młyna niczym ....

Do kości w piwnicy jeszcze powrócę ... inaczej odczytałem to co czytałem i być może nasze lektury się nie pokrywają  ;)

Pozdrawiam

zaloguj się by móc komentować

JarekBeskidy @rotmeister
8 stycznia 2018 08:39

Bardzo dziękuję za teksty o Williamie Cobbett! Pierwszy raz usłyszałem o nim z filmu Brauna o Lutrze. Wielkie dzięki!

zaloguj się by móc komentować

saturn-9 @rotmeister 7 stycznia 2018 19:06
8 stycznia 2018 09:38

... swymi spiekłymi ustami krzyczę  “więcej, proszę o więcej” ... Ponieważ oddźwięk w masie czytelników nie jest wart nakładu pracy to proszę o link do pozycji. Właśnie kwadrans spędziłem na wyłapaniu z sieci właściwego adresu i cosik nie tak wychodzi, bowiem ciągle kuglarz wypluwa na pierwszym miejscu to .... ;) 

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @saturn-9 8 stycznia 2018 09:38
8 stycznia 2018 12:00

Trzeba wejść na federację bibliotek cyfrowych i tam to jest

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @ainolatak 7 stycznia 2018 13:56
8 stycznia 2018 19:17

Przeciw tezie o demencji Cobetta w skutek jego nadpodubliwości świadczy jego sprawność umysłowa i ciągła aktywność. Jego pamięć i ciągła aktywność intelektualna to jest antidotum na demencję a nawet na rzekomą chorobę psychiczną. Jak się czyta jego króciutką biografię, sprawia on wrażenie człowiek młodzieńczego i energicznego nawet w starości. Tacy ludzie nagle nie zapadają na paranoję. Zaś paranoja, według mojej wiedzy, nie uśmierca tak niespodziewanie.

zaloguj się by móc komentować

saturn-9 @ainolatak 7 stycznia 2018 13:27
9 stycznia 2018 14:37

W pierwszych dziesięcioleciach XIX w. panowała jakaś elitarna przypadłość wśród możnych tego świata na spoglądanie w oczodoły osób znaczących za życia a które były już zeszły z tego łez padołu... Vanitas vanitatum ... Świadectwo osobliwe niesie wiersz jaki popełnił Goethe o Schillerze. Było to w roku 1826

W nam bliższym czasie, w roku 2008, stwierdzono zgodnie ze standardami DNA, że to co uważano za czaszkę i kości klasyka niemieckiego to jednak inny materiał genetyczny.

Johann Wolfgang von Goethe przynależał do bractw tajemnych a tym przeciwstawiał się - jak niektórzy twierdzą - Friedrich von Schiller.

W przypadku kości Thomasa Paine'a mogłoby się rozchodzić o podobne podejście do doczesnych szczątków osoby, która myślą i czynem wpłyneły na bieg dziejów. Co do udziału Paine'a w wolnomularstwie jedni powiadają, że był bratem inni zaprzeczają i przytaczają swoje argumenty.

Autorka z historiaobscura.com w przyczynku o tułaczych losach szczątków doczesnych Thomasa Paine nie bawi się w 'pruskie przypisy', cytując różne źródła nie podaje dokładnych namiarów. Szkoda, dobrze by nam zrobiło namierzyć to i owo czyli coś ciekawego...

Ceniony w anglosaskich kręgach literackich eseista William Hazlitt skwitował ten 'romantyczny' epizod z powrotu Cobbetta wraz ze skrzynką pełną kości krótko: "had he landed in Liverpool, when he left the bones of the great man to shift for themselves;...".

Autor biograficznej pozycji Przyjaciel biednych sprowadza problem do krótkiego: "Though there has been speculation, no one seems to know what became of the bones of Thomas Paine."

Również w tak dobrze uporządkowanych Niemczech nikt nie wie co się stało z czaszką, której tak wnikliwie przyglądał się tajny radca Goethe wraz z innymi luminarzami owych czasów.

A że kości i ich oględziny to ciekawy motyw dowiedzieć się można było całkiem niedawno w związku z ponownym podejściem prokuratury Rosji do kości męczenników rodziny carskiej. Był to czy nie był mord rytualny, that is the question ?

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @saturn-9 9 stycznia 2018 14:37
9 stycznia 2018 22:39

jak twierdzi autorka guardiana (2015)

Gavin Jacobson says nothing is known of Thomas Paine’s remains following William Cobbett’s death in 1835. In fact, it is known that the remains passed immediately to Cobbett’s neighbour George West and then to Cobbett’s old friend Benjamin Tilly, who acted as their guardian from 1844 until his own death in 1869.

It is also known that eventually the remains became dispersed, with the skull acquired by the Rev Robert Ainslie in the 1850s and finding its way to Australia in the 1980s; the brain returned to Paine’s original burial place in New Rochelle, New York state, around 1900; and most of the skeleton acquired by Alexander Gordon following Tilly’s death, and given a secret burial in the mid-1870s, probably in the Manchester area where Gordon worked as a Unitarian minister. 

https://www.theguardian.com/books/2015/jun/22/thomas-paine-remains-lie-mainly-in-manchester-area-probably

a tu w stowarzyszeniu Paina dużo wiecej info o przygodach kości Paine, niestety muszę już uciekać, więc dokładnie się nie zapoznam, ale wrzucam linka, żeby nie uciekł z pamięci ;) 

http://thomaspaine.org/aboutpaine/the-adventures-of-thomas-paine-s-bones-by-moncure-conway.html

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować