-

rotmeister : Wspomnicie moje słowa

William Cobbet o tym jak się za Henryka VIII rabowało angielskie klasztory. Plus lista rozwiązanych klasztorów.

„Zaraz obaczymy, pod jakimi to pozorami spustoszenie Anglii zostało rozpoczęte…”

 

Wilhem (William) Cobbett, Historia reformy protestanckiej w Anglii i Irlandii przetłumaczona przez J. Kropiwnickiego, nauczyciela języka angielskiego przy C. K. Uniwersytecie Franciszka Józefa, dwóch gimnazjach i szkole realnej we Lwowie. Poznań 1877, str. 75-90 (fragmenty).

 

A gdy spojrzymy na te wspaniałe posiadłości owych zakładów i na te piękne i urodzajne miejsca, w których się po większej części znajdowały: jeżeli wspomnimy na zazdrość, jaką miłość i przywiązanie ludu do tych klasztorów wzbudzały w sercach wielu szlachty i panów; gdy mówię, wszystko to weźmiemy na uwagę: natenczas nie będziemy się dziwili, że oni gorąco pragnęli Reformy, która miała uczynić ich posiadaczami tych majętności.

Kiedy kto posiada taką władzę, iż może dopuścić się bezkarnie niesprawiedliwości, to dla takiego nie trudno o pozory. Zaraz obaczymy, pod jakimi to pozorami spustoszenie Anglii zostało rozpoczęte; do tego potrzeba było jednakowoż kogoś, jakiegoś robotnika, co by się był podjął tego dzieła, tak jak np. potrzeba rzeźnika, aby zabić wołu. Aby wydrzeć prawomocnym właścicielom ich dobra, poniszczyć zakłady, które lud od samego dzieciństwa był przyzwyczajony szanować: aby pogwałcić naraz wszelkie ludzkie i boskie prawa i wstrząsnąć z gruntu zasady, na których się opiera prawo własności: aby odebrać ubogim środki utrzymania; słowem: aby przewrócić do góry nogami cały porządek w kraju i zamienić wszystko w gruzy: na to trzeba było szczególnego człowieka. Takiego agenta znalazł tyran w Tomaszu Cromwellu, nazwisko którego razem z nazwiskiem Cranmera powinno na zawsze być przeklętym. Cromwell ten, syn kowala z Putney w hrabstwie Surrey, był w jakichś obowiązkach przy rodzinie kardynała Wolsey. Zdradą, jakiej się dopuścił względem swego dobroczyńcy i pochlebstwami królowi, pozyskał tegoż łaskę. Henryk, gdy został naczelnikiem Kościoła i mianował Cranmera prymasem królestwa, powołał także do siebie Cromwella, człowieka równie nikczemnego i bezbożnego jak Cranmer; był on nawet może jeszcze nikczemniejszym, a z pewnością występniejszym od niego. Na całym może świecie nie można by było znaleźć człowieka stosowniejszego na królewskiego vice-regenta i namiestnika nowego, prawem ustanowionego Kościoła angielskiego.

Takim tytułem zaszczycono tego dzikiego kowala. Miał on dzierżyć całą władzę duchowną, należącą do króla w sprawach kościelnych; karcić wszystkie błędy w rzeczach wiary i zapobiegać wszelkim herezjom i nadużyciom, które by się chciały zakraść do Kościoła. Będziemy mieli zaraz dosyć dowodów podłości tego człowieka, którego nazwać łotrem jest jeszcze zanadto łagodnie. Czegóż się mogły klasztory spodziewać po takim człowieku? Mianowany parem królestwa, zasiadał w parlamencie przed prymasem; na zgromadzeniach księży przed wszystkimi biskupami; a we wszystkich innych okolicznościach, chociażby nawet występował nieurzędownie, przed całą, szlachtą; słowem: był on pierwszą figurą po samym tyranie.

Vice-regent kowal, aby rozpocząć Reformę, tj. dzieło rabunku, zaczął zwiedzać klasztory. O! było to coś okropnego, to zwiedzanie. Pomimo swej wielkiej czynności, spostrzegł się jednakowoż, że mu trudno będzie dokonać samemu dzieła; mianował więc delegowanych, którzy mu pomagali zwiedzać klasztory. W tym celu podzielono całe królestwo na pewne obwody i do każdego przeznaczono po dwóch delegowanych, których obowiązkiem było przyjmować zażalenia przeciwko zakonnikom i zakonnicom. Łatwo sobie wystawić, jakich to ludzi wybrano na delegowanych; byli to, krótko mówiąc, podwładni godni swoich przełożonych: ludzie najpodlejsi w całej Anglii; niektórzy z nich byli zbrodniarze niedawno wypuszczeni z więzienia; inni ulegli niedawno hańbiącej karze piętnowania; każdy z nich zasłużył już niezawodnie po kilka razy na stryczek. Wystawmy sobie szacowne bogobojne i ciche rodziny, napadnięte, naraz przez bandę rozbójników, którym zbrodnia z oczu patrzy, żądających oddania im natychmiast pieniędzy, klejnotów, praw do posiadłości; wystawmy sobie — mówię — podobną scenę, a będziemy mieli prawdziwe wyobrażenie o odwiedzinach tych potworów, wchodzących wszędzie z nazwiskiem tyrana na ustach, grożących zawsze swoim ofiarom oskarżeniem o zdradę stanu i piszących w swoich sprawozdaniach nie to co było, ale to czego chcieli zbrodniarze, którzy ich posyłali.

Mieszkańcy klasztorów, którym nigdy ani przez myśl nie przeszło, że coś podobnego będzie mogło nastąpić, że Magna Charta i wszystkie prawa krajowe naraz będą mogły być podeptane: zakonnicy, mówię, i zakonnice, których tryb życia, jaki wiedli, czynił niezdolnymi do stawienia najmniejszego oporu ciemiężcom, padli pod ciosami zbrodniarzy, jak kurczęta pod szponami jastrzębia.

Sprawozdaniom owych podłych delegowanych nikt nie zaprzeczał, bo oskarżonych pozbawiono wszelkich środków bronienia się. Obwinionych nie stawiano przed sąd; a chociażby i zachowano tę formalność, czyż byliby się ośmielili żalić albo uniewinniać? Czyż nie byli świadkami okropnych następstw śmiałości tych, którzy zostali ćwiartowani albo żywcem spaleni za to, iż pozwolili sobie wypowiedzieć odmienne zdanie co do dogmatów religijnych, albo innych postanowień ogłoszonych przez tyrana? Sam Hume wyznaje, że rozkazano tym delegowanym Cromwella, aby w swych sprawozdaniach nastręczyli powodów do zniesienia klasztorów i zabrania ich dóbr na rzecz króla. Nic śmie on utrzymywać zresztą, że te sprawozdania były zgodne z prawdą, bo że takimi nie były, mamy aż nadto dowodów; ale stara się tłumaczyć je na swój sposób. I tak sądzi, iż ślepa uległość ludu uczyniła zakonników w tych czasach niezawodnie mniej na siebie bacznymi i rozwiąźlejszymi od tych, którzy po dziś dzień znajdują się w krajach katolickich. Ale gdzież dowody na to, że lud w owych czasach był więcej ciemnym i uległym, aniżeli dzisiaj? Zresztą więcej się nad tym przedmiotem rozszerzać uważam za niepotrzebną, tym bardziej, iż Hume przez swoje mimowolne wyznanie oddaje całkowitą sprawiedliwość spotwarzonym zakonom.

Jednakowoż wskutek tych sprawozdań delegowanych ogłosił parlament w miesiącu marcu 1536 prawo znoszące, tj. konfiskujące 376 klasztorów i oddające całe ich dobra królowi i jego następcom. Henryk zabrał wszystkie naczynia złote i srebrne, klejnoty, obrazy i ozdoby. Chociaż parlament był przedajny i spodlony, i chociaż niejeden już sobie ostrzył zęby na te lupy, jednakowoż prawo to barbarzyńskie nie przeszło bez silnego oporu.

Hume pisze: „iż zdaje się, że nie było oporu przeciwko temu ważnemu projektowi do prawa“. Powołuje się często na Spelmana, jako historyczną powagę; ale nie przytacza jego historii o dopełnionym świętokradztwie, w której ów protestancki historyk tak pisze: „że gdy nad prawem tym długo rozprawiano w Izbie niższej, gdzie przejść nie mogło, król kazał członkom tej Izby przybyć rano do siebie, i kazawszy im czekać do południa, nareszcie przybył do nich i przeszedłszy się pomiędzy deputowanymi, z gniewem na nich spoglądając, tak się odezwał: „Dowiaduję się, że Bil mój nie przejdzie; ale ja chcę, aby przeszedł, bo inaczej odpowiecie mi waszymi głowami.“ Ani słowa więcej nie powiedziawszy, powrócił do siebie. Projekt do prawa przeszedł i Izba niższa na wszystko przyzwoliła.“

 

Konfiskata klasztorów. Podłe i okrutne środki jakich się w tym względzie chwycono. Zrabowanie i oszpecenie kraju. Wdarcie się do grobu Alfreda. Król się rozwodzi i każe stracić żonę. Śmierć złoczyńcy Cromwella. Śmierć samego tyrana.

 

W końcu przeszłego rozdziału widzieliśmy początek spustoszenia Anglii; w niniejszym ujrzymy okropny postęp tego spustoszenia, o ile do tego miał czas ów okrutny tyran Henryk VIII. Widzieliśmy, w jaki sposób przeszedł pierwszy akt zezwalający na zniesienie klasztorów; teraz musimy się bliżej przypatrzeć i szczegółowo rozebrać sam akt parlamentu, nim przystąpimy do opowiadania skutków z niego wynikłych.

Akt ten został przeprowadzony r. 1536. We wstępie podane są przyczyny, dla których był ustanowiony; a ponieważ z ogłoszeniem tego prawa zaczyna się istotne zniszczenie materialne i upadek moralny ludu angielskiego i irlandzkiego, — ponieważ to był pierwszy krok prawną formą przyodziany do obdarcia narodu pod pozorem zreformowania religii, — ponieważ na akcie tym opierali się później zdziercy, dopóki nie zubożyli zupełnie kraju, i ponieważ to był pierwszy środek, za pomocą którego przyprowadzono niedawno dobrze przyodzianą i żywioną ludność do tego, iż potem chodziła w łachmanach i żyła w nędzy, uważałem przeto za rzecz ważną, umieścić tutaj cały ten kłamliwy i podły wstęp. Anglicy powszechnie myślą, że w Anglii istniały zawsze osobne prawa o ubogich i że nigdy nie brakło żebraków. Niech więc wiedzą, że przez 900 lat, w których naród nasz wyznawał religią katolicką, nie było ani jednego ani drugiego; a gdy jaki otyły pastor odezwie się: „precz z papieżem!“ niech mu odpowiedzą: „precz z żebractwem!“ — Proszę dobrze uważać na każde wyrażenie tego okrutnego aktu.

Występne, rozwiązłe i szkaradne życie, jakie się co dzień widzi w mniejszych przeorstwach, opactwach i innych domach religijnych zakonników i zakonnic, których liczba tak razem żyjących nie przechodzi dwunastu osób; złe prowadzenie się i nierząd przełożonych, którzy niszczą równie kościoły, klasztory, gospodarstwa jak i przybory kościelne, wszelkie ruchomości i nieruchomości, ubliżając przez to Bogu i Kościołowi, a wystawiając króla i jego państwo na poniżenie: wszystko to stało się powodem do użycia środków celem położenia końca tak wielkim nadużyciom. Od dwustu już przeszło lat starano się zaprowadzić niektóre zmiany w tak nieprzyzwoitym, zmysłowym i szkaradnym życiu; jednakowoż nie tylko nie osiągnięto pod tym względem pomyślnych skutków, ale nawet złe powiększyło się do tego stopnia, iż znaczna liczba zakonników i zakonnic należących do tych małych zgromadzeń, wolała zrzucić habit, aniżeli zastosować się do przepisów religii. Nie można więc spodziewać się żadnej poprawy, jeżeli się nie zniesie tych małych zgromadzeń i nie przeniesie się zakonników i zakonie składających takowe, do jakich innych wielkich czcigodnych klasztorów w królestwie i nie zmusi się ich do życia podług przepisów religii, do pracowania nad polepszeniem swych obyczajów.

Wziąwszy to wszystko pod ścisłą rozwagę, J. Kr. Mość, najwyższa po Bogu na ziemi głowa kościoła angielskiego, zastanawiając się co dzień i uważając na postęp prawdziwej nauki i cnoty w wspomnianym kościele, ku jedynej chwale i czci Pana Boga, jako też ku wykorzenieniu i zupełnemu zniszczeniu błędów i grzechów, — ze znajomością stanu rzeczy, o którym się przekonał w ostatnich swoich zwiedzaniach tych klasztorów, uważając także, że niektóre wielkie klasztory w królestwie, w których (dzięki Bogu) z przykładnością wypełniane bywają przepisy religii, nie mają takiej liczby zakonników, jaką mieć powinny, uważał za rzecz stosowną przedstawić świeckim i duchownym Lordom i ukochanym poddanym członkom Izby niższej obecnego parlamentu, postanowienie wykazujące korzyści, jakie stąd wynikną. Wspomniani więc Lordowie i członkowie Izby niższej po dojrzałym roztrząśnięciu oświadczają : że to Panu Bogu będzie się podobało, gdy posiadłości tych małych zgromadzeń religijnych, których dochody trwonione bywają tylko na podtrzymywanie grzechu, obrócone zostaną na lepszy użytek, i gdy nierządni zakonnicy oraz zakonnice zmuszeni zostaną do zmienienia swego sposobu życia.“

Następują potem rozporządzenia prawodawcze nadające królowi, jego następcom lub pełnomocnikom cale te dobra, „z którymi może postąpić jak mu się podoba i o ile osądzi, że to posłuży Panu Bogu na chwalę, a królestwu na pożytek.“ Akt ten barbarzyński oddawał królowi oprócz ziemi i zabudowań klasztornych, wszelkiego rodzaju sprzęty, złoto, srebro i klejnoty należące do klasztorów. Czyn ten był naprzód pogwałceniem Wielkiej Karty; potem okradzeniem zakonników i zakonnic, — a nareszcie zrabowaniem własności ubogich, sierót i podróżnych. Na domiar obłudy i srogości, zabroniono jeszcze pokrzywdzonym bronić się, i nie zadano sobie nawet trudu wypracowania szczegółowego oskarżenia przeciwko któremukolwiek klasztorowi; daleko wygodniej było oskarżyć ogólnie wszystkie te, których dochody nie przenosiły oznaczonej sumy. To samo już dowodzi, że zarzuty wyrażone w akcie wzmiankowanym, są fałszywe. Jak bowiem wierzyć, aby klasztory, których dochody nie dochodziły oznaczonej sumy, ulegały zepsuciu, kiedy takowemu nie ulegały te, których dochody przewyższały ową oznaczoną sumę? Z tego wszystkiego pokazuje się wyraźnie,

że dla tego na tym punkcie się zatrzymano, że było jeszcze coś do czynienia z wyższą i niższą szlachtą, nim zabór wielkich klasztorów mógł być bezpiecznie przedsięwziętym. Zaczęto od napadu na słabszych, aby po tym dać sobie prędzej radę z silnymi.

Skoro Henryk VIII ujrzał się posiadaczem tej znacznej części dóbr kościelnych, zaczął je zaraz rozdawać swoim pełnomocnikom, jak ich akt nazywa. Fałszerze Reformy ogłaszali i przyrzekali, że król nie będzie nakładał już żadnych podatków, gdy posiądzie dobra kościelne. Być może, że w pierwszej chwili król myślał, iż się będzie mógł bez nich obejść; ale wkrótce spostrzegł się, że nie może zatrzymać całego łupu wyłącznie tylko dla siebie; to też, aby go całkiem nie stracić, musiał koniecznie podzielić się wszystkimi, co się o część swą dopominali, a którzy tak długo nie dali mu spokoju, aż ich „ku chwale Pana Boga, ku sławie i dobru korony“ nie uznał za swoich pełnomocników.

W cztery lata po dokonanym rabunku król ujrzał się znowu tak biednym, jak gdyby nigdy nic był zabrał ani jednego klasztoru; tak chciwi byli ci pobożni reformatorowie i tak gorąco pragnący chwały Pana Boga! Aby ich utrzymać w przychylności dla siebie, rozdał im prawie wszystko. Gdy się żalił przed Cromwellem na łakomstwo zgłaszających się po nadanie, zawołał: „Matko Boska! te żarłoki zjadłszy potrawę, chcą połknąć półmisek“. Cromwell przypomniał mu, że jeszcze więcej takich będzie. „Ba, rzecze król, całe moje królestwo nie nasyciłoby ich”. Później jednakowoż przez zabranie większych klasztorów starał się ich zaspokoić.

W danym królowi upoważnieniu zniesienia mniejszych klasztorów widzieliśmy, iż parlament oświadczył, że „dzięki Bogu, przepisy religijne są ściśle wypełniane w wielkich klasztorach“. Jakże teraz po tak uroczystym i świeżym świadczeniu znaleźć powody usprawiedliwiające, chociaż pozornie tylko, zabranie i tych ostatnich? Ale czyż tyraństwo potrzebuje oglądać się na powody?! Cromwell i jego poplecznicy opadli przełożonych, grozili im, obiecywali i okłamywali. od niektórych wyłudzili w sposób jak najpodlejszy tak przez nich nazwane „dobrowolne zrzeczenie się“; gdy zaś napotkali na mocny opór, natenczas uciekali się do fałszywych oskarżeń, w skutek których tracono opierających się, pod pozorem, że się dopuścili zdrady stanu. Tym sposobem zginął sławny opat z Glastonburg, którego naprzód powieszono, a potem posiekawszy na kawały, głowę i nogi wywieszono na publiczny widok. Wszystkie te tak nazwane dobrowolne zrzeczenia się w niczym nic ustępują tym, które się przytrafiają na drogach publicznych, gdy rozbójnik żądając od podróżnego pieniędzy, przyłoży mu tle piersi nóż albo pistolet.

Cromwell i jego służalcy uważali w końcu, że wyszukiwanie pozorów nudnym jest, i że te niepotrzebne formalności spóźniają tylko rabunek. Wydanym więc zostało prawo przekazujące królowi, jego następcom albo pełnomocnikom nie tylko klasztory „dobrowolnie ustąpione“, ale nadto wszystkie inne, a nareszcie szpitale i szkoły.

Trupa tak powalonego dosiadły zaraz drapieżne sępy i zaczęły go drzeć w kawały. Lud powstał tu i owdzie przeciwko wykonawcom królewskich rozporządzeń, ale pozbawiony naturalnych przywódców, którzy stanęli po większej części po stronie rozbójników, cóż mógł zrobić? Home udaje, że się lituje nad ciemnotą ludu (jak się litują dzisiejsi nasi pisarze-szarlatani nad hiszpańskim ludem wiejskim), iż się pokazał przywiązanym do zakonników. Doprawdy, co to za okropna ciemnota, aby przenosić łagodnych panów, dożywotnie dzierżawy, gościnność i dostatek, nad ogromne czynsze, nad kupowanie cienkuszu w biskupich pałacach i nad utrzymywanie się kosztem parafii. Wkrótce się przekonamy, jaka straszna nędza nastała po tych tyrańskich czynach; ale teraz musimy iść za Cromwellem i jego siepaczami i przypatrzeć się, jak oni zabierali, rabowali i niszczyli.

Chociaż tyrani w ogóle dopuszczali się często rabunku na swoich poddanych, to zwykle zachowywano wszędzie, a przynajmniej w Anglii, pewne formalności prawne; tutaj zaś nie trzymano się żadnych. Podły parlament, spodziewając się już naprzód mieć znaczny udział w łupiestwie, przyznał tyranowi, czyli raczej sobie samemu, nie tylko ziemie i budynki klasztorne, bydło, zboże, sprzęty gospodarskie, ale nawet złoto, srebro i wszelkie kosztowności. Łatwo sobie wyobrazić, jakie to musiało być łupiestwo, gdy wspomnimy, że najuboższe nawet klasztory posiadały obrazy albo naczynia złote lub srebrne, i że ołtarze ozdobione były zazwyczaj drogimi kamieniami, a często nawet najkosztowniejszymi Klejnotami. Nie zapomnijmy też o tym, że lud w owych czasach musiał być bardzo uczciwym, kiedy go nie wzięła chętka, aby skraść te skarby, chociaż ich nie pilnowało ani wojsko, ani gromady policjantów.

Lista klasztorów rozwiązanych przez Henryka VIII w Anglii

https://en.wikipedia.org/wiki/List_of_monasteries_dissolved_by_Henry_VIII_of_England



tagi: reformacja  anglia  henryk viii  anglikanizm  william cobbet  klasztory 

rotmeister
26 lutego 2018 20:39
11     616    9 zaloguj sie by polubić
komentarze:
krzysztof-laskowski @rotmeister
26 lutego 2018 22:16

Heretycki arcybiskup Cranmer na polecenie heretyckiego króla Henryka przeprowadził akcję wywalnia ołtarzy z kościołów i wstawiania tam stołów bufetowych, zastąpił ofiarę mszy świętej śmieciowymi obrzędami mającymi na cementowanie wspólnoty, przerobił Kościół katolicki w Anglii na protosowiecką Żywą Cerkiew.

zaloguj się by móc komentować

MarekBielany @rotmeister
26 lutego 2018 23:24

odpowiedz

Jak dam całusa w czubek głowy...

.

zaloguj się by móc komentować


rotmeister @krzysztof-laskowski 26 lutego 2018 22:16
26 lutego 2018 23:59

Jedno szczęście, że wiadomo o bramach piekielnych, że nie przemogą.

zaloguj się by móc komentować


ainolatak @rotmeister
27 lutego 2018 12:20

Cieszę się z kolejnego Cobbeta. Wieczorem przysiądę do czytania tekstu. W tej linkowanej tabeli rozwiązanych klasztorów ewidentnie brakuje kolumny z nazwiskiem tego, w kogo łapach znalazła się posiadłość i ziemia klasztoru i jego funkcji przy Henryku VIII.

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @rotmeister
27 lutego 2018 21:59

to jest wstrząsające...zazdrość, zawiść, pretekst, 7 i 10 przykazanie...a potem nie morduj...

 jeżeli wspomnimy na zazdrość, jaką miłość i przywiązanie ludu do tych klasztorów wzbudzały w sercach wielu szlachty i panów; gdy mówię, wszystko to weźmiemy na uwagę: natenczas nie będziemy się dziwili, że oni gorąco pragnęli Reformy, która miała uczynić ich posiadaczami tych majętności.

Przy okazji jednak wyszło, że ta lista rozwiązanych i przywłaszczonych klasztorów jest niepełna, może nawet bardzo niepełna. W południu nie mogłam sobie przypomnieć nazwy, ale czytając o poecie Spenserze i Gabrielu Harveyu natknęłam się na kawałek,  że przez jakiś czas mieli schronienie w Audley End House. A Audley End to inaczej pozostałość po Walden Abbey – klasztoru benedyktynów, który w 1538 roku otrzymał od Henryka VIII sędzia Thomas Audley, który sądził i skazywał dowódców powstania Pilgrimage of Grace, rebelii przeciwko rozwiązywaniu klasztorów. Jego córka ożeniona była z wnukiem i synem tych, którzy również tłumili to powstanie…. Nowe rody i majątki zbudowane na krwi i rabunku.

https://en.wikipedia.org/wiki/Audley_End_House

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @ainolatak 27 lutego 2018 21:59
27 lutego 2018 21:59

czyli klasycznie...wiki niby coś mówi, ale nie do końca prawdę i nie dokońca wszystko

zaloguj się by móc komentować


boson @rotmeister
28 lutego 2018 16:50

"Although not a Catholic, Cobbett at this time also took up the cause of Catholic Emancipation. Between 1824 and 1826, he published his History of the Protestant Reformation, a broadside against the traditional Protestant historical narrative of the British reformation, stressing the lengthy and often bloody persecutions of Catholics in Britain and Ireland. At that time, Catholics were still forbidden to enter certain professions or to become members of parliament. Although the law was no longer enforced, it was officially still a crime to attend mass or build a Catholic church."

https://en.wikipedia.org/wiki/William_Cobbett

Cobbett i BoE:

https://archive.org/details/cobbettspaperaga00cobbrich

https://en.wikipedia.org/wiki/Government_debt#History

zaloguj się by móc komentować

wymarlyptak @rotmeister
12 kwietnia 2018 11:37

Bardzo proszę autora rotmeister'a o kontakt na email.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować