-

rotmeister : Wspomnicie moje słowa

Tak zwana reformacja. Hasło z Encyklopedii Kościelnej ks. Nowodworskiego. Część II.

Encyklopedia Kościelna tom XXIII. Warszawa 1889.

Tak zwana reformacja cz. 2.

Jakich zaś sposobów ku temu używać się nie wahał, aby tylko pozyskać łaskę i opiekę książąt, tego między innymi dowodzi jego zachowanie się z Filipem heskim, wyraźne, jakiego mu udzielił, do dwużeństwa upoważnienie. W Niemczech, jako w państwie federacyjnym, odstępstwo od jedności wiary z bardzo różnych, jak widzieliśmy, wedle różnego charakteru danego terytorium, nastąpiło pobudek i powodów; również i forma nowych urządzeń kościelnych w różnych krajach czy miastach rzeszy wielkie przedstawiała różnice. W drugich państwach europejskich, jako monarchiach jednolitych, wola panującego stanowiła o zmianie religii. W Szwecji Gustaw Waza użył wiary luterskiej za środek do ostatecznego oderwania kraju swego od Danii, do złamania świeckiej potęgi biskupów, do zapełnienia skarbu swego łupem majątków kościelnych. Dania poszła za jego przykładem. Chrystian III, w jednym dniu (20 sierpnia 1536) wszystkich na raz biskupów uwięził, dobra kościelne w części rozdał szlachcie, w części na rzecz korony zagarnął, kapłanów katolickich wygnał z kraju, pod zagrożeniem kary śmierci, gdyby który ważył się powrócić.

 

W Norwegii złamał opór ludu, wzbraniającego się od przyjęcia nowej ewangelii, i ugiął go przemocą pod podwójne jarzmo duńskiej religii i duńskiej szlachty. Kapłanom dał do wyboru odstępstwo albo banicję. Islandia stawiła opór zacięty, i dopiero po straceniu mężnego biskupa Jana Arason’a (1550) luterstwo zdołało w nie się usadowić. W Anglii przewrót religijny z początku wystąpił w kształcie odszczepieństwa, spowodowanego niską pobudką niepowściągliwości króla Henryka VIII, aż dopiero za Edwarda VI, schizma zamieniła się w herezję, która trojaką tam przybrała formę: arystokratyczną w tzw. Kościele Wyższym (Hugh Church), demokratyczną w zborze purytańskim i anarchiczną w sektach independentów. W Szkocji kalwinizm doszedł do panowania, dzięki głównie silnemu poparciu ze strony królowej angielskiej Elżbiety, wywierającej w ten sposób osobistą swoją do Marii Stuart, gorliwej katoliczki, nienawiść. W Livonii (Łotwa), mistrz zakonu, Walter von Plettenberg zaprowadził protestantyzm dla złamania przewagi arcybiskupa ryskiego, i dostania go pod moc swoją. W Kurlandii, mistrz Gotard von Kettler za cenę odstępstwa kupił sobie tytuł księcia udzielnego (1561). W Niderlandach przewrót religijny głównych miał popleczników w niższej szlachcie, głęboko zadłużonej i na dobra kościelne łakomej, tudzież w kilku chciwych panowania możnowładcach, dążących tą drogą do oderwania kraju od Hiszpanii, co jednak powiodło im się tylko w północnych dzielnicach (Holandii), gdzie Wilhelm Orański, przyszedłszy do władzy, zabronił publicznego wyznawania religii katolickiej; prowincje południowe (Belgia) pozostały wiernymi prawdziwemu Kościołowi.

We Francji także kalwiniści, od pierwszej chwili swego w tym kraju zjawienia się, poczęli działać i wichrzyć w rewolucyjno-politycznym kierunku; na nich głównie opierali się książęta burbońscy w swoich do zagarnięcia rządów dążeniach. W Zurychu powód do odstępstwa dało rozwiązłe życie Zwingliego i złakomienie się magistratu na skarby kościelne. W Genewie głównie się do niego przyczynił zatarg miasta z księciem biskupem Piotrem de la Baume. W Węgrzech wiele powstało gmin kalwińskich, ale głównie w tych stronach tylko, gdzie stosunki kościelne, skutkiem ciążącego nad niemi panowania tureckiego, w opłakanym zostawały położeniu.

Wobec powyższych faktów, choć w krótkości tylko przywiedzionych, wielkiej zaiste śmiałości dałby dowód, kto by sprawcom, przewódcom, poplecznikom „reformacji“ chciał jeszcze przypisywać rzetelne pobudki religijne, kto by jeszcze chciał twierdzić, że do podjęcia i wykonania destrukcyjnej roboty swojej skłoniło ich spokojne, uczciwe, z sumienia płynące przekonanie, że nowa nauka w istocie podaje rzeczy lepsze i zbawienniejsze, niż nauka starego Kościoła, że więc tę nową naukę przyjąć i trzymać się jej powinien, ktokolwiek dba o zbawienie swej duszy. Nie dziw zatem, że rzekoma ta reformacja, jak w samej zasadzie i początku swoim była bezprawna, bo wszczętą została z dołu, kiedy wszelka prawdziwa naprawa powinna pochodzić z góry; jako była nieszlachetną w środkach i sposobach swoich, bo powoływała pod sztandar swój i na korzyść swoją wyzyskiwała najniższe pożądliwości i namiętności ludzkie; jak w dążeniu do celów swoich żadnej nie umiała zachować miary, bo targała się na takie prawdy i ustawy, które jako od Boga samego ustanowione i pod opieką Ducha Świętego zostające, nigdy nie mogą potrzebować naprawy, ani żadnej podlegać reformie: tak też i w skutkach swoich okazała się płodną ruin i spustoszeń rodzicielką.

Rzecz jasna, że wszelka reforma, jak to już oznacza sam wyraz, powinna być naprawą tego, co się zepsuło, sprostowaniem tego, co się skrzywiło, nawrotem do dawniejszego, lepszego niż obecny, stanu rzeczy; każdy toż, ilu ich było, reformator w imię takiej naprawy, takiego nawrotu, dzieło swoje podejmował, taką naprawę, taki nawrót, jako cel i koniec wystąpienia swego podawał. Lecz „reformacja” - świadkiem tego historia - we wszystkich sferach i dziedzinach życia ludzkiego sprawiła przeciwnie pogorszenie, i co, zwłaszcza w stosunkach religijnych, w początkach dokonanego przez nią rozdarcia jedności katolickiej, „było istotnie zdrożnego“ i naprawy potrzebującego, to za jej sprawą stało się jeszcze gorszeni i zgoła nieuleczonym. Godząc nasamprzód w papiestwo i odrywając ludy od tego fundamentu, na którym stoi Kościół, stargała ona tegoż Kościoła jedność i powszechność, rozdrabiając ją na tyleż kościołów miejscowych, ile było krajów czy terytoriów, które ją przyjęły; a z tej rozmaitości kościołów terytorialnych wylęgło się znowu mnóstwo dalszych sekt. nie mających między sobą żadnej łączności, ni związku, prócz tego jednego, że wszystkie jednomyślnie „protestują“ przeciw Kościołowi katolickiemu. Odrzucając nieomylną powagę nawracania kościelnego i wprowadzając zasadę „wolnego badania Pisma,“ rzekoma reformacja w miejsce obiektywnej prawdy objawionej postawiła niczym nie pohamowaną dowolność skrajnego subiektywizmu, i rodzonych dzieci jego: pietyzmu, fanatyzmu, indyferentyzmu i racjonalizmu.

Na mocy tej zasady, i arianin, i socynianin, i antytrynitarz, choć zaprzeczają bóstwa Jezusa Chrystusa, mają niezaprzeczone prawo zaliczania się do „kościoła“ protestanckiego. Bo choć kościelne prawodawstwo zborów protestanckich wkłada na pastorów i predykantów obowiązek trzymania się luterskiego „Apostolicumu” i konfesji augsburskiej, rzecz przecie widoczna, że zobowiązanie to w rażącej staje sprzeczności do onej naczelnej zasady, i bezzasadnie ją ogranicza. Stąd też „Oberkirchenrath“ (najwyższy konsystorz) protestanckie, przyparte do muru tą sprzecznością bez wyjścia, taką sobie do ominięcia nieubłaganego dylematu drogę wynalazły, że predykantom, upornie trzymającym się kierunku wolnomyślnego, przyznają, co się tyczy ich osoby i prywatnego przekonania, prawo do zupełnego, jak je sobie swoim sposobem badania Pisma wyrobili, niedowiarstwa, byleby w kazaniach swoich stosowali się do nauki w księgach symbolicznych kościoła krajowego zawartej, to jest, byleby słuchaczom swoim kazali wierzyć w to, w co sami nie wierzą, Z drugiej strony, dzięki przyrodzonym natury ludzkiej sprzecznościom, na tymże pniu subiektywizmu w rzeczach wiary, obok skrajnego niedowiarstwa pleniły się najgrubsze zabobony, które i po dziś dzień jeszcze w stronach protestanckich nierównie szerzej panują, niż w katolickich. Odrzucając kapłaństwo, jako odrębny z ustanowienia Bożego stan i sakrament, „reformacja“ tym samym zatraciła Ofiarę i wszystkie, prócz jednego Chrztu, sakramenty, a zatem i zwolenników swoich pozbawiła wszystkich łask i błogosławieństw niebieskich, których chrześcijanin w różnych życia swego okolicznościach potrzebuje, a do uzyskania tych łask pozostawiła im jedną tylko modlitwę; pozostawiła wprawdzie i „Abendmahl“, ale rzekomy ten sakrament Ciała i Krwi pańskiej, jak go lutrzy prawowierni dotąd zowią, jest tylko czczą, bez treści ni skutku, ceremonią; bo chociażby nawet wierzyli, jak nie wierzą, w rzeczywistą pod postaciami chleba i wina obecność Zbawiciela, Eucharystia nie może być bez konsekracji, a konsekracji nie masz bez kapłaństwa.

Podobnie i ustanowiony od Boga urząd pasterski nad duszami nie mógł nie zniknąć tam, gdzie odrzucono kapłaństwo; pozostali tylko pastorowie i predykanci, to jest rządowi albo przez gminę mianowani urzędnicy, żadnej zgoła nadprzyrodzonej do sprawowania rządów duchownych władzy nie znający. Co do małżeństwa nauczał Luter, że jest ono potrzebą natury i nieodzowną powinnością każdego: tym samym więc zaprzeczał wyższego stanu doskonałości w dobrowolnie zachowywanym lub ślubami stwierdzonym panieństwie albo bezżeństwie. Odmawiając zaś małżeństwu chrześcijańskiemu godności sakramentu, i zowiąc je sprawą, jak każda inna sprawa świecka, czysto zewnętrzną: „ein rein äusserlich Ding, wie andere weltliche Hantierung,“ zburzył główną podstawę społeczności rodzinnej, to jest nierozerwalność związku małżeńskiego.

Zaprzeczając nad to wolności ludzkiej (servum arbitrium), zniósł w praktyce wszelką różnicę między dobrem a złem, między cnotą a występkiem. Pierwsza już, roku 1627-1529, wizyta kościelna w Saksonji z gorzką żałością stwierdza szerzenie się niedowiarstwa, krnąbrności, rozwiązłości. Luter narzeka, że ludzie teraz opętani są od siedmiu czartów, kiedy przedtem mieli tylko jednego”. Podobne skargi i w późniejszych czasach wielu reformatorów zawodzi. W Genewie, panujący tam za Kalwina twardy kij policyjny zaledwie zdołał powściągać wciąż ponawiające się dzikie przeciw dobrym obyczajom wybryki; a jak tam pojmowano prawo wolnego badania, o tym świadczy nieludzkie stracenie Michała Servede. Walentego Gentilis’a, Henninga Brabant’a. Moralność, według nauki Zwingliego, zasadzała się, ściśle biorąc, na samym tylko przestrzeganiu przyzwoitości zewnętrznej. Nauka luterska o zbawieniu przez samą tylko wiarę, o przyswojeniu przez wiarę zasług Chrystusowych, taki, według jednomyślnego świadectwa wszystkich bezstronnych pisarzy ówczesnych, owoc wydała, że źli brali sobie z niej pohop do zagłuszenia wyrzutów sumienia, a i lepsi częstokroć, dufając w zapewnioną na mocy lej nauki bezkarność grzechu, złymi się stawali. Za głoszoną tylokrotnie przez Lutra niepożytecznością, owszem i szkodliwością dobrych uczynków, w ślad nastąpiły powszechne skargi na upadek kościołów, i wszelkich wychowawczych i dobroczynnych fundacji. Mikołaj Stenger, w kazaniu o sumieniu tak się żali: „Za czasów papiestwa mało między ludźmi było wiedzy, a wiele, owszem bardzo wiele sumienia: teraz zaś, kiedy papiestwo u nas koniec wzięło, obróciły się rzeczy, i można o nas powiedzieć na odwrót: Wiele wiedzy, a mało sumienia  - „viel Wissen, wenig Gevissen“.           

Ale i ta chluba wielkiej wiedzy, którą ten predykant swoim przypisywał, była tylko złudzeniem. W miastach sprotestantyzowanych, tuż za wprowadzeniem nowej ewangelii, zdziczały, opustoszały natychmiast wszelkie zakłady naukowe, uniwersytety zarówno jak i szkoły średnie i początkowe, o czym przekonywa mnóstwo świadectw i gorzkich utyskiwań współczesnych. Teologiczne piśmiennictwo protestanckie z pierwszych zwłaszcza czasów reformacji przedstawia się, nie jako naukowe udowodnienie nowej doktryny, ale jako dzieło karczemne, nad wszelką miarę zapamiętało wymyślanie na Kościół katolicki. Na świeckie zaś piśmiennictwo składały się prawie wyłącznie dramaty rozbójnicze lub rozpustne, nędzne wierszowane pamflety, nie do uwierzenia niezdarne i zabobonne opowiadania o dziwach i rzekomo cudownych zdarzeniach.

Wygnawszy z kościołów, katolikom odebranych, Boga utajonego w Sakramencie, i zamieniwszy je w proste zbory i domy modlitwy, reformatorzy w sekciarskiej swej zaciekłości tępili wszystko, cokolwiek w nich przypominało obrządki i nabożeństwo katolickie, gorzej od wandalów niszcząc nieocenione dzieła sztuki, bez względu choćby aa ich starożytność o wartość artystyczną. Sztuki piękne, które, służąc Kościołowi katolickiemu, wspaniałe z nauki jego czerpały natchnienia, i duchem jego przeniknione, niezrównane stworzyły arcydzieła, przeszedłszy na usługi „reformacji“, poniżyły się do wydawania niewypowiedzianie szpetnych i sprośnych karykatur i obrazów, szyderczo przedrzeźniających rzeczy święte, i długo potem jeszcze nosiły na sobie toż piętno niskiej, ordynaryjnej czczości i płaskości. Na koniec, odrywając się od starej wiary i od środka jedności kościelnej, sprotestantyzowane stany rzeszy oderwały się zarazem od środka jedności politycznej, od cesarza. Złamały władzę jego, pozbawiły go możności powściągania ich baty i samowoli, i tym osłabieniem powagi jego na wewnątrz, odjęły mu zarazem i na zewnątrz siłę potrzebną do skutecznej obrony narodu od napaści mocarstw ościennych, które też często, usłużnie wspierane przez protestanckie stany rzeszy, bądź drogą knowań dyplomatycznych, bądź z mieczem w ręku, na wewnętrzne stosunki Niemiec, wyzyskując je na korzyść swoją, wpływały. Święte cesarstwo rzymskie, ustanowione na to, aby było stróżem i obrońcą chrześcijaństwa, wówczas już, choć nazwa jego do początku tego wieku przetrwała, bezpowrotnie straciło swe znaczenie i rację bytu.

Tak więc pod każdym względem, i w życiu kościelnym, i w społecznym, i na polu nauk, i sztuk pięknych, i politycznych stosunków, dzieło Lutra, i zwolenników i następców jego, prawdziwie było, nie reformacją, ale deformacją. Dla krajów i ludów przeciwnie, które wiernymi pozostały Kościołowi, rzeczywista z tej zawieruchy protestanckiej wynikła w życiu ich wewnętrznym i zewnętrznym reformacja. Sobór Trydencki, jasnym i dokładnym starych prawd katolickich, przez nową herezję zaprzeczonych, określeniem, szerzeniu się tejże tamę położył; a dzięki ścisłemu, za sprawą gorliwych i świętobliwych biskupów, między którymi dość wymienić ś. Karola Boromeusza, wykonaniu ustanowionych przez tenże sobór (Sessio V-VII; XIII; XIV; XXI-XXV) w rzeczy karności kościelnej i wychowania kleru, dekretów reformacyjnych, rzeźwiejsze, dzielniejsze życie niebawem znów cały Kościół przenikało. Szczególnie skutecznym ku reformacji duchowieństwa i ludu czynnikiem okazał się świeżo w tymże czasie założony zakon towarzystwa Jezusowego. Ustanowione za sprawą św. Ignacego, Collegium Germanicum wychowało i znurtowanemu przez herezję Kościołowi w Niemczech dostarczyło cały zastęp nauką i duchem znakomitych biskupów, oficjałów, profesorów i pasterzy dusz. W życiu zakonnym również i skutecznym na wzmocnienie wiary i pobożności wiernych działaniu zakonów, na nowo się w tych groźnych czasach objawiła niepożyta wewnętrzna siła i żywotność Kościoła, bądź naprawą i duchowym odnowieniem dawnych, np. karmelitów, bądź ustanowieniem nowych, kapucynów, teatynów, lazarystów, mianowicie też zakonów, poświęcających się uczynkom miłosiernym, jak zakon św. Jana Bożego, szarytki i in.

Co się zaś tyczy protestantyzmu w obecnej jego postaci, chętnie przyznajemy, że nie widać w nim dzisiaj tak jaskrawo, jak w pierwszych czasach odstępstwa, występujących zdrożności i deformacji wyżej opisanych; wielu owszem jest między dzisiejszymi protestantami ludzi wierzących, szczerze pobożnych, sumiennych i sprawiedliwych. Ale pocieszającego tego faktu nikt chyba nie przypisze wewnętrznej skuteczności religii, jaką ci zacni ludzie wyznają; pochodzi on raczej z szczęśliwej, w jakiej wielu z nich żyje, nieznajomości tych zasad reformacyjnych, na których ojciec ich w wierze tę ich religię zbudował, i mimowolnego, nieświadomego z ich strony ulegania w pewnych punktach otaczającemu ich wpływowi wierzeń i obyczajów katolickich. Wierzący protestanci dziś już rzadko kiedy dają religii swojej miano luterskiej; wolą zwać ją ewangelicką. Ale co jest istotnie ewangelickiego, to jest i katolickim: prawdziwą ewangelię posiada tylko wiara katolicka - ewangelię, nie według dowolnego, subiektywnego rozumienia każdego, ale według nieomylnego, Duchem Świętym natchnionego, wykładu Kościoła.

Część I.



tagi: herezja  luter  protestantyzm  reformacja deformacja 

rotmeister
8 kwietnia 2018 22:07
2     297    3 zaloguj sie by polubić
komentarze:
Tytus @rotmeister
9 kwietnia 2018 07:15

Piękne obie części. Widać z nich , że autor miał dokładną wiedzę na temat lutrzyków  i nie owijał w bawełnę.

"przewrót religijny głównych miał popleczników w niższej szlachcie, głęboko zadłużonej i na dobra kościelne łakomej", - to zdanie lubię najbardziej.

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @Tytus 9 kwietnia 2018 07:15
9 kwietnia 2018 09:31

We współczesnej enyklopedii katolickiej autorem hasła Luter jest .... luteranin.  Ekumenizm jest prawie wszędzie.  Dzisiaj autorzy tamtej encyklopedii byliby zepchnięci to jakiejś "moherowej" niszy.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować