-

rotmeister : Wspomnicie moje słowa

Tak zwana reformacja. Hasło z Encyklopedii Kościelnej ks. Nowodworskiego. Część I.

Encyklopedia Kościelna tom XXIII. Warszawa 1889.

 

Reformacja tak zwana. Żadne chyba w dziejach Kościoła i w dziejach świata zajście, czy wstrząśnienie nie nosi tak niezasłużenie nazwy swojej, jak rzekoma wieku XVI reformacja. Po wszystkie wieki, na niezliczonych soborach i synodach. Kościół ustawicznie pracował nad reformacją, tj. nad naprawą tego, co stanowi ziemską, przyrodzoną, ludzką stronę jego, i dla tego, jak każda rzecz ludzka, wciąż potrzebuje naprawy; mianowicie pracował nad reformacją karności i administracji kościelnej. Właśnie w XV w. pieczołowitość Kościoła w tym kierunku usilniej i dobitniej jeszcze, niż w innych czasach się objawiała. Wielkie synody reformacyjne w Bazylei, konkordaty książęce w r. 1447, konkordat aszanfenburski, czyli właściwiej wiedeński r. 1448, jawne o tej prawdzie dają świadectwo. Po wizycie diecezji niemieckich, dokonanej r. 1451 przez Mikołaja de Cues (Kuza), w charakterze legata papieskiego, mnóstwo, aż do początku wieku następnego, odbyło się w Niemczech północnych zarówno jak i południowych, licznie uczęszczanych synodów prowincjonalnych, i większe jeszcze, niezliczone mnóstwo diecezjalnych (Janssen. Gesch. des deutsch. Volkes, 1, 7 Aufl., Freiburg 1881, 396 nast.). Naprawę życia zakonnego usilnie popierała kongregacja benedyktyńska w Bursfelde, klasztory innych zakonów w wielu miejscach reformowali: augustianin, kanonik regularny, Jan Busch, Dionizy kartuz, franciszkanin Jan Brugmann, i w. in. Prawda, że, mimo wszystkich tych jakkolwiek pomyślnych usiłowań reformacyjnych, wiele zawsze pozostawało jeszcze grubych skaz, życie religijne w Niemczech szpecących. Taką skazą były nadmierne bogactwa i dochody, a stąd nieraz i gorszące zbytki i życie rozwiązłe wystawne biskupów i wielu opatów, gdy przeciwnie duchowieństwo parafialne musiało poprzestawać na bardzo skąpym, i to jeszcze niepewnym uposażeniu. Nie mniej gorszącym i zgubnym było i to drugie nadużycie, że do beneficjów i godności kapituł katedralnych, jak i do wielu bogatszych klasztorów, męskich i żeńskich, przystęp mieli wyłącznie synowie i córki rodów szlacheckich, którzy skutkiem tego częstokroć nie z powołania, ale jedynie dla chleba i stanowiska, wstępowali do stanu duchownego. Dalej, ponieważ wybór biskupów był w ręku tak złożonych kapituł, więc zdarzało się często, że, dzięki możnym protekcjom i związkom rodowym, na opróżnione stolice dostawali się młodzi synowie domów książęcych, którzy zatem na biskupstwie sprawowali się, nie jako pasterze, ale jako możnowładcy świeccy, pieczę o trzodzie swojej składając całkiem na sufraganów.

Tak w r. 1517 aż 18 biskupich stolic niemieckich miało takich zgoła świeckich, książęcego rodu biskupów. Nadto jeszcze, jak w kapitułach nieraz jeden kanonik zajmował po kilka prebend, tak i diecezje częstokroć po dwie, albo i trzy, zostawały w ręku jednego biskupa, który w takich warunkach, choćby chciał, żadną miarą nie mógł rozciągnąć skutecznej pieczy nad tak rozległą trzodą. W klasztorach też nierzadko panowały nadużycia i rozluźnienie karności zakonnej, a wszelkim zamiarom naprawy, nie tylko bogate opactwa, ale nieraz i klasztory mendykantów (żebrzących) twardy opór stawiały. Wreszcie i świeckie parafialne duchowieństwo, tak pod względem wykształcenia naukowego, jak i więcej jeszcze pod względem wewnętrznego wyćwiczenia ascetycznego i nieskazitelności obyczajów, nie wszędzie odpowiadało ideałowi kapłana katolickiego. Zgorszenia te, choć bynajmniej nie powszechne, ale dość tego, że tu i owdzie się pojawiając pożądaną nastręczały sposobność młodszym, duchem zgoła antychrześcijańskim powodującym się humanistom do systematycznego, za pomocą szyderczych i podżegających pamfletów, podkopywania powagi Kościoła i przekonań religijnych w oświeceńszych zwłaszcza warstwach społeczeństwa. Niemałym także do przyszłego wielkiego odstępstwa przyczynkiem i przygotowaniem było szeroko, od początku w. XV, panujące w Niemczech, zniechęcenie do Rzymu, spowodowane i żywione różnymi na kurię papieską zażaleniami. Sejmy, z powodu zawieruchy luterskiej zwoływane, bardzo ostry tym zażaleniom dawały wyraz.

Na sejmie wormackim r. 1521, skargi te, przez stany sejmujące wniesione, zostały oddane do rozpatrzenia wysadzonej w tym celu osobnej komisji, która je podzieliła na trzy kategorie: l) zażalenia na stolicę rzymską; 2) na biskupów i przełożonych zakonnych; 3) na archiprezbiterów, oficjałów, sędziów duchownych i zakonników. Zarzucano im między innymi: mieszanie się sądów kościelnych w sprawy świeckie, udzielanie prebend niezdolnym, nadużywanie cenzur kościelnych, zaniedbywanie obowiązku rezydencji, zarzucenie periodycznego odbywania synodów, zbytnią częstość kwest zakonów żebrzących, niepomierne mnożenie się majątków kościelnych i klasztornych (Hefele-Hergenröther, Conc. Gesch. IX, 221).

 

Ważne w tymże czasie wypadki polityczne, mianowicie: śmierć Leona X (l grudnia 1521), powstanie w Hiszpanii, dla uśmierzenia którego cesarz był zniewolony pośpiesznie Niemcy opuścić, wreszcie rokosz rycerski w Niemczech (we wrześniu 1522) stanęły na przeszkodzie bliższemu na razie rozpatrzeniu tych zażaleń. Na sejmie norymberskim (1522-1528) malkontenci wytoczyli znowu aż sto grawaminów (oskarżenia prawne sformułowane na piśmie), na cenzury kościelne, no dyspensy i zapłaty za nie, na uciążliwość „temporis clausi”, na odpusty, na szafowanie beneficjami, na wyjście duchowieństwa z pod jurysdykcji świeckiej (immunites cleri), na rezerwaty, na duchownych, trudniących się przemysłem klerowi niedozwolonym, na annaty itp. (Ditrich, Gesch. der kathol. Reformation, w Hist. Jahrbuch, V, Monachium 1884, 355 nast.). Nie zważając na to, że te grawamina nie były nawet ani legatowi w Norymberdze, ani samemu papieżowi urzędowo przedstawione, Rzym jednak wziął je pod gruntowną rozwagę, i papież Hadrian VI kazał sobie sporządzić dokładny o nich referat. Aleander, legat papieski na sejm wormacki, i stanu rzeczy w Niemczech dobrze świadomy, napisał dwa w tej kwestii memoriały, dla użytku legatów po nim nastąpić mających. Inny jeszcze w tejże materii memoriał ułożony został r. 1528 w samym Rzymie, prawdopodobnie przez dra Jana Eck’a, oraz drugie dwa na początku r. 1524, przez Br. Antoniego Bomhower’a, lektora minorytów w Rydze.

Wreszcie i Campeggi, legat na następny, r. 1624, sejm norymberski, sekretarzowi swemu Nansea kazał dla Stolicy Świętej opracować wyczerpujące o tych grawaminach sprawozdanie. Memoriały te uznają po części słuszność tych zażaleń, i usilnie żądają uchylenia wskazanych niemi nadużyć; innym odmawiają rzeczywistej podstawy, zalecając tylko potrzebę lepszego w tych punktach oświecenia opinii publicznej; za inne wreszcie wkładają odpowiedzialność na samychże biskupów niemieckich. W ogóle jednak, chcąc należycie ocenić te „zażalenia“ i sprawiedliwą dla nich miarę przyłożyć, należy pamiętać, że pochodziły one z łona świeckich stanów sejmowych, zawsze ochotnych do rozciągania swej władzy na wewnętrzne sprawy kościelne; że były układane przez jurystów, prawie bez wyjątku oddanych sprawie luterskiej; że możnowładcy niemieccy po większej części umyślnie z kwestiami religijnymi mieszali własny swój polityczny i finansowy interes; że wreszcie i papież i duchowieństwo z swojej strony długi mieli szereg sprawiedliwych na szlachtę i książąt niemieckich zażaleń.

Gdyby więc było chodziło o zaradzenie rzeczywistym nadużyciom i sprawiedliwym zażaleniom, ani rozsądnych i odpowiednich w tym celu wniosków do Stolicy Świętej, ani dobrej woli ze strony tejże nie brakło. Ale grawamina one, nim jeszcze doszły do Rzymu, już były w Niemczech po wiele razy drukowane i masami rozpowszechniane, skutkiem czego wrzenie i rozdrażnienie przeciw Kościołowi objęło i średnie także i niższe warstwy ludu; a przeciwnie życzliwe zamiary Stolicy Świętej i gotowość jej do naprawy tego, co naprawienia potrzebowało, do wiadomości ich nie doszły.

Do pogorszenia ogólnego stanu rzeczy przyczyniały się jeszcze niezdrowe, tak w zakresie polityki wewnętrznej, jak i w życiu społecznym stosunki. Władza wykonawcza cesarza tak była z powagi i siły obrano, że częstokroć wybuchającym raz wraz pogwałceniom pokoju publicznego zapobiec, a tym bardziej karać ich nie zdołała. Prawo rzymskie, wszędzie wprowadzone w użycie, popierało obcy przedtem Niemcom i rodzinnym ich obyczajom prawnym absolutyzm panującego, dążący do ujarzmienia wszelkiego prawa pod samowolę swoją, a zatem i rychło, skoro była możność po temu, cezaropapistowskim zachceniom folgę dający. Stan chłopski zwłaszcza i mieszczański, przez zaprowadzenie zasad prawa rzymskiego, widział się zagrożonym zupełnym pod władzę książęcą poddaństwem, za czym i obawa tej niewoli, przez apostołów komunizmu podżegana, wkrótce strasznym pożarem wojny chłopskiej wybuchła. Na koniec i dawna, jeszcze w w. XV, powszechna zamożność stanów średnich, pod wpływem zmienionych okoliczności i obyczajów, była znikła: potęga kapitału poczęła górować, handel obniżał ceny rękodzieł, spółki monopolistowskie sztuczne wywoływały drożyzny. Wszędzie więc szerzyło się niezadowolenie i rozgoryczenie, i wszystkie warstwy społeczeństwa nurtowały. Wszyscy to czuli, że zbliża się chwila jakiegoś przełomu. Stosunki i porządki dawne chwiały się w swych podstawach: jaki po nich ma nastąpić nowy rzeczy porządek, tego nikt jasno przewidzieć, ani określić nie umiał. Lepsze i dojrzalsze umysły pragnęły wzmocnienia władzy centralnej, przy zachowaniu swobód miejscowych, poszanowania i utrzymania formy i zasadniczej organizacji Kościoła, przy wyrugowaniu nadużyć, jakie się do niego były zakradły, wreszcie zażegnania, zgodnym i sprawiedliwym interesów obu stron uwzględnieniem, tworzącej się w łonie społeczeństwa głębokiej między bogactwem a nędzą, między kapitałem a pracą rozterki. W takiej to chwili zjawił się Luter, i w nagromadzone, do wybuchu gotowe żywioły palne cisnął żagiew swoją i oto, zamiast reformacji, stała się rewolucja.

Podnosząc rokosz przeciw papieżowi i powadze Kościoła, miał po stronie swojej wyzutych z wiary humanistów; zaprzeczając mocy obowiązującej ślubów, pociągnął za sobą zgraję przykrzących sobie celibatem księży i mnichów; napastując władze cesarza i ustawę rzeszy, chętny znalazł posłuch u szlachty, knującej spiski rewolucyjne i polityczne przewroty; lżąc biskupów i opatów za bogate ich dochody, zjednał sobie poklask u tłumów czwartego stanu. Zatem już wszyscy malkontenci, wraz z porwaną ich przykładem trzodą bezmyślnych zwolenników, odłączyli się od Kościoła, dla założenia sobie nowego porządku kościelnego, chcąc go zbudować na innym, niż ten, który niezmiennie raz na zawsze położony jest, fundamencie, według planu i prawidła, jakiego dopiero w samym już odmęcie wzniesionej przez nich zawieruchy szukali.

Na początek, wyłamując się z pod wszelkiej powagi i karności kościelnej, utworzyli sobie prawo „wolnego badania Pisma“, i stanowienie, na mocy tego prawa, różnych zmian od dawna pożądanych, samym przy tym sposobem, w jaki przeprowadzali organizację nowego swego systemu kościelnego, zastrzegając sobie i nadal wolność zaprowadzania dalszych zmian, nie tylko w formie zewnętrznej, ale i co do treści samej. Ale w tej robocie reformatorskiej całkiem utracili miarę sprawiedliwą, co i jak należy reformować, i nie dziw, bo miarę tę posiada i sam tylko podać może Kościół, Duchem Świętym rządzony. Nie widzieli tego, czy widzieć nie chcieli, że Kościół powstających w kolei wieków nadużyć nigdy nie pochwalał, ani nigdy na nie obojętnie nie patrzał. Nie widzieli czy widzieć nie chcieli, że nigdy w łonie jego nie zbywało na mężach, którzy umieli bezstronnym umysłem badać stan jego i bystrym okiem dopatrywać zakradające się niedostatki, i śmiałem słowem potępić nadużycia, i tych, którzy im pobłażali albo je popierali, upominać i strofować. Słowem, zapomnieli oni rzekomi reformatorowie, że sposobów do zamierzonej reformacji, i wskazania granic, w jakich ona zamykać się powinna, nie gdzieindziej im szukać należało, jedno u samegoż Kościoła.

Odpychając od siebie samą myśl naśladowania wzorów rzetelnej i godziwej reformy, jakie w każdym okresie dziejów kościelnych łatwo znaleźć mogli, zaczynając raczej robotę swoją od wypowiedzenia Kościołowi posłuszeństwa, pierwszego wszelkiej naprawy warunku, uczynili oni z góry niemożebną wszelką prawdziwą reformację, tj. zastosowania życia i obyczajów do nauki, przechowującej się na łonie Kościoła i przez Kościół podawanej. Ani też ten fakt bolesny, choć wyjątkowy tylko i przemijający, na który się burzyciele powoływali, że najwyższa władza i najwyższe pasterstwo w Kościele spoczywało niekiedy w rękach nie zupełnie godnych, albo i wręcz niegodnych, nie mógł im żadną miarą służyć za powód, usprawiedliwiający rewolucyjne samejże tej władcy odrzucenie i zaprzeczenie. Żaden z tych niewielu, ilu ich było niegodnych papieży, jakkolwiek sam w życiu swoim w ten, czy w inny sposób z przepisami prawa moralnego się rozminął, nigdy jednak prawu temu siły obowiązującej nie odmówił, ani prawa tego nie znosił. Ale czego żaden papież najgorszy nie uczynił, to uczynił Luter, ojciec „reformacji”, w materii prawa własności, służącego Kościołowi, i miłości nieprzyjaciół, i bezżeństwa, i małżeństwa, ustanawiając zasady, chrześcijańskiemu prawu moralnemu wręcz przeciwne. Nad to jeszcze, „reformatorowie“ pędem nawałnicy, przez nich samych rozkiełznanej, daleko poza pierwotny cel i zamiar swój porwani, bratali się z dążnościami, z innych zupełnie źródeł, niż z potrzeby odnowienia religijnego, płynącymi: bratali się z wichrzycielskim rycerstwem, spiskami naprzód, a potem i drogą orężnego rokoszu godzącym na obalenie krępującej ich samowolę władzy duchownych i świeckich panów terytorialnych; bratali się z chłopstwem, drogą przewrotu wszystkich ustaw i stosunków społecznych szukającym wyswobodzenia się z pod ciężarów na nie włożonych.

Prawda, że, gdy ten ruch chłopski przybrał charakter i siłę samemuż istnieniu państwa grożąca, Luter się go wyparł, i jak przedtem do „kochanych przyjaciół swoich, chłopów“ posyłał nauki i upomnienia, że i niesprawiedliwej zwierzchności należy być oddanym, przez co tylko oliwy do ognia dolewał: tak później wydawał pisma „przeciw zbójeckim i morderczym chłopom“, których trzeba zabijać jak psy wściekłe. Za to innych sobie znalazł, w dalszym rozwoju rzeczy nie bardzo wygodnych i może jemu samemu niepożądanych, sprzymierzeńców w osobie samych książąt i miast, którzy, po nieubłaganym w rzekach krwi zduszenia rewolucyjnych, pożogą i mordem walczących pokuszeń rokoszu rycerstwa i wojny chłopskiej, sami wzięli w ręce, jako wyborną, znakomite zyski obiecującą spekulację, sprawę wittenberskiego reformatora, i spokojniej, niż oni rycerscy i chłopscy zapaleńcy, ale tym konsekwentniej za to do pożądanego skutku je poprowadzili. Miastom po większej części chodziło głównie o wyłamanie się z pod jurysdykcji biskupiej, zwłaszcza tara, gdzie który biskup, wobec samowoli i zuchwałych uroszczeń mieszczaństwa, z należną siłą i stanowczością bronił monarszych praw swoich. Na gruncie tak przygotowanym, apostołowie nowej nauki łatwy mieli posiew, i tlejące zarzewie niezadowolenia w jasny płomień buntu rozdmuchiwali; w wielu miejscach członkowie magistratu, przez nich pozyskani, całe miasto za sobą pociągali; w innych znowu miastach pospólstwo, podburzane prawowierną radą miejską, obalało religię, i nową na jej miejsce, z adherentów nowej wiary złożoną ustanawiało. Z pomiędzy spokojnej ludności, wielu nieświadomie, nie rozumiejąc zgoła, o co chodzi, dało się bez oporu pociągnąć na stronę nowatorów; drudzy, groźbami i terroryzmem nastraszeni, ulegli przemocy.

Tak szczególnie działo się w miastach cesarskich, gdzie żądza niepodległości w przewodnikach mieszczaństwa z bezwzględną, na kształt manii, zapamiętałością górowała, gdzie zatem chciwie się chwytano nowej nauki, zabezpieczającej, jak im się zdawało, niezależność miasta od zwierzchności cesarstwa. Książąt zaś pociągała przeważnie ponęta sutego obłowienia się na dobrach kościelnych, do zaboru których Luter ich upoważnił i zachęcał: jakoż prawie wszędzie z taką się skwapliwą chciwością rzucili na łup upragniony, i tak go wyłącznie obracali na swój własny zysk i pożytek, że na uposażeniu nowego Kościoła nic albo prawie nic nie pozostało, na co samże Luter gorzko się żalił: wielu ich jest, mówił, którzy się szczycą mianem dobrych ewangelików, dopóki są gdzieś do zabrania majątki klasztorne i złote monstrancje, i życzył im po apostolska, aby ich wszyscy diabli porwali, za to że predykantów w takim pozostawiają ubóstwie, i z żoną i dziećmi na śmierć głodową skazują. Nieraz i interes dynastyczny lub rodowy przeważną tu odgrywał rolę: tak np. Albrecht Brandenburski na to przystał do nauki luterskiej, aby kosztem podwójnego wiarołomstwa, odstępstwa od wiary i złamania swych ślubów zakonnych, z ziemi pruskiej, lennej dzierżawy zakonu kawalerów niemieckich, udzielne dla siebie księstwo utworzyć. Zniesione opactwa zamieniały się w sekundogenitury dla młodszych synów książęcych: prebendy katedralne szły na uposażenie wojskowych i urzędników; klasztory żeńskie przerobiono na zakłady dla panien szlacheckiego rodu. Nie mało także na odstępstwo książąt wpływała separatystyczna ich polityka względem cesarstwa i naczelnej zwierzchności cesarskiej.

Już w Złotej bulli prawnie było ustanowiono znaczne, przez elektorów, ograniczenie władzy cesarza; teraz i pomniejszym panom terytorialnym przewrót religijny gotową podawał sposobność do głębszego jeszcze, choćby kosztem zdrady kraju i spisków z ościennymi mocarstwami, podkopywania i zrzucania z siebie supremacji cesarskiej, tego punktu ciężkości i ogniska politycznej siły całego państwa. Wreszcie i nadzieja obalenia, albo zupełnego zgładzenia wstrętnej samowładczym ich roszczeniom władzy kościelnej, niezależnie obok władzy świeckiej stojącej, owszem i pana zarówno, jak poddanego do zachowywania nauki i przykazań swoich obowiązującej, skuteczną była dla wielu z tych ślepych polityków do nowej ewangelii przynętą. Przyjęcie zaś nauki luterskiej przez panującego pociągało za sobą przyjęcie jej przez cały kraj mu podwładny; pan taki czy panek w reformatorskiej gorliwości swojej nie poprzestawał na samym tylko dozwoleniu lub zalecaniu poddanym swoim przystania do nowej doktryny, dla której sam starą wiarę porzucił, ale żądał powszechnego do niej nawrócenia się, i przeprowadzał je przemocą. Za pomocą tzw. wizyt kościelnych dochodzono i sprawdzano, którzy z dusz pastorzy skłaniają się do nowej nauki, a którzy chcą pozostać wiernymi staremu Kościołowi: tych ostatnich po prostu wypędzano i z kraju wywoływano, a na ich miejsce stawiano predykantów, częstokroć nie posiadających żadnego naukowego wykształcenia.

Bezprawie to zwało się urzędowo ius reformandi; panujący terytorialni przypisywali je sobie jako nieodłączną przynależność władzy swojej, przyznaną im już. jak utrzymywali, recesem (Reichstagsubschied) sejmu spirskiego r. 1526; później i rycerstwo rościło sobie prawo do podobnego bezprawia w obrębie posiadłości swoich. Powszechny ten, godności ludzkiej i swobodzie sumienia bezecnie urągający, przymus religijny, miał swój cel jasno wytknięty: chodziło o takie w danym kraju doszczętne wytępienie starego Kościoła, iżby żaden po nim ślad nie pozostał, do którego by później kiedyś, w razie pomyślnych ku temu okoliczności, dało się nawiązać jakiegokolwiek dawnego porządku przywrócenie. Autorami nowych ustaw kościelnych i narzędziami do wprowadzenia ich w życie byli przeważnie księża odstępcy, najczęściej wspólnie z Lutrem i Melanchtonem, i według ich wskazówek, około tej roboty pracujący. Ale i samiż panujący żywo się, każdy w kraju swoim i na swój sposób, zajmowali organizacją porządków kościelnych, starając się na trwałych podstawach oprzeć spodziewane lub osiągnięte już na ruinach hierarchii kościelnej, własnej potęgi i władzy swojej rozszerzenie. Temu też jedynie wdaniu się władz politycznych zawdzięcza „reformacja” swój, w formie prawem krajowym określonej, byt i istnienie. Bo gdyby naczelny aksjomat Lutra, iż „każda społeczność czy gmina chrześcijańska ma prawo i moc sądzenia o wszelkiej nauce, i powoływania nauczycieli, i ustanawiania, i składania ich z urzędu“ (Publication r. 1623), był rzeczywiście wszedł w powszechne użycie, gdyby jego zasada „wolnego badania Pisma“, i wynikające z jej zastosowania do życia publicznego, politycznego zarówno jak i społecznego, następstwa były znalazły ogólne przyjęcie i konsekwentne w praktyce przeprowadzenie, rzecz pewna że wszędzie z takiego zasiewu także same byłyby się zrodziły owoce, jakich świat w samym zaraniu „reformacji” oglądał próbkę na przykładzie nowochrzczeńców w Mylhuzie i Monasterze, albo dziś jeszcze ogląda w pojęciach i praktykach mormonów i innych niezliczonych sekt amerykańskich. Prawda, że wkroczenie władz politycznych było wprost zaprzeczeniem systemu: ale przerażony widokiem anarchii religijnej, którą sam wywołał, a okiełznać już nie zdołał, Luter sam wezwał panujących na pomoc, i Kościół swój na ich usługi oddając, pod możną ich, choć gniotącą opieką, tej suchej gałęzi, od żywego pnia Kościoła powszechnego oderwanej, jakiś pozór życia zapewnił.

CDN.



tagi: herezja  luter  protestantyzm  reformacja deformacja 

rotmeister
7 kwietnia 2018 21:44
0     542    6 zaloguj sie by polubić
komentarze:
zaloguj się by móc komentować