-

rotmeister : Wspomnicie moje słowa

Tajna misja Ukraińca w Berlinie w roku 1791.

Dr. Bronisław Dembiński, Tajna misja Ukraińca w Berlinie w roku 1791.

Przegląd Polski, Rok XXX (styczeń, luty, marzec). Ogólnego tomu zbiór 119. Kraków 1896.

 

Rzecz, oparta na materiałach, mieszczących się w tajnym archiwum w Berlinie (A. B.). Należą one do korespondencji posła pruskiego w Petersburgu, hr. Goltz, z dworem pruskim. Sporo wskazówek i informacji zawdzięczam szanownym kolegom, p. prof. Hruszewskiemu i Dr. Kolesie. To też miły spełniam obowiązek, aby obydwóm Panom wyrazić swe szczere podziękowanie.

 

W kwietniu r. 1791 przybył do Berlina rzadki gość z Ukrainy i poprosił piśmiennie ministra pruskiego, Hertzberga, o „osobną audiencję”. Misja jego była bowiem „tej natury, że tylko samemu ministrowi mogła być wyjawioną”. Pismo nie było podpisane. Autor uważał za potrzebne ukryć w pierwszej chwili swe nazwisko, a było to, jak się okaże, nazwisko znane i zasłużone. Ważna też i nader drażliwa była sprawa, która z nad Dniepru przywiodła go nad Sprewę.

 

Sprawa ta była w związku z calem położeniem i przesileniem politycznym w owej chwili, w związku z naprężeniem, jakie istniało między Prusami a Rosją. Zwycięstwa rosyjskie w wojnie tureckiej oburzały i niepokoiły najwięcej pruską potęgę, niezmiernie czułą na wzrost i sukcesy Rosji. Między tymi dwoma mocarstwami, które wciąż rosły w ziemie i w znaczenie, powstała rywalizacja, pełna wzajemnej nieufności, niechęci i zazdrości.

 

Tryumfy rosyjskie wywoływały w Berlinie niezadowolenie i obawy. Prusy chciały pokonaną Turcję podtrzymywać drogą dyplomatyczną i na jej korzyść interweniować, ale imperatorowa rosyjska interwencji nie przyjęła i „całkiem negatywną dała odpowiedź”. Nie myślała bynajmniej godzić się na proponowany status quo antę helium, jak to uczyniła Austria w Reichenbachu, nie myślała nawet „modyfikować” swych stanowczych żądań . „Jesteśmy szczęśliwym sposobem wobec Turcji bardzo dalecy od tego położenia, aby koniecznie szukać interwencji potęgi, chociażby nawet tak szanownej, jak pruska”, pisał wicekanclerz Ostermann do posła rosyjskiego w Berlinie dnia 28 grudnia r. 1790, powołując się na słuszną sprawę i na świetne zwycięstwa Rosji. Poseł pruski w Petersburgu skarży się też ustawicznie „na upór, próżność i dumę” Katarzyny, na chłód, jaki mu okazują; skarżył się, że „więcej niż dawniej go unikają, a zbliżają się natomiast do osób, które należą do zdeklarowanych przeciwników systemu pruskiego”. Za niebezpiecznego ducha imperatorów ej, który podniecał jej żądze podboju i niepohamowaną ambicje, uchodził Potemkin. O nim mówił też często Goltz, zawsze z niechęcią, a nawet wyraził przypuszczenie, że imperatorowa jest „oburzona” na dawnego faworyta i myśli już o powrocie hr. Orłowów. Ale Katarzyna była najwięcej oburzona na króla pruskiego, a uczuciom swym często dawała wyraz w listach właśnie do Potemkina, nie szczędząc ostrych i obelżywych słów. Króla nazwała „parweniuszem” i „głupcem”, przepowiadała, że Pan Bóg go ukaże, że „cała budowa państwa pruskiego rozsypie się w proch i piasek, bo na piasku wzniesiona”. Panowało i wzmagało się wciąż rozgoryczenie między dwoma dworami, rosyjskim i pruskim. Zanosiło się na wojnę.

 

Fryderyk II powiedział w przededniu pierwszego rozbioru Polski, że Rosja „straszną jest potęgą” i że wobec tego dwie są alternatywy, albo ze związku z Rosją korzystać, albo też wszystkimi siłami przeciw niej się zwrócić. Zdawało się w r. 1790 i w pierwszych miesiącach r. 1791, że ta druga alternatywa nastąpi, że Prusy, poparte przez Anglie, zwrócą się przeciw Rosy i. Powstał projekt prusko- angielski, aby sprzymierzoną z Rosją Austrię zjednać i pozyskać dla zamierzonego wielkiego aliansu. Zaczęły się w tym celu pertraktacje. Prusy były duszą wielkiej akcji, skierowanej przeciw Rosji. Zdawało się, że wojna już nieunikniona. Poseł pruski w Petersburgu „przekonywał się coraz więcej, że imperatorowa postanowiła żadnej nie zwracać uwagi na deklaracje i przedstawienia sprzymierzonych dworów (tj. Prus i Anglii), przypuszczał, że nawet ultimatum nie zmieni systemu, bo głównymi sprężynami jej działania jest upór i próżność”. Skuteczniej daleko od wszelkich deklaracji, negocjacji i pisanego ultimatum, mogło, zdaniem Goltza, podziałać na zmianę systemu „ukazanie się floty angielskiej na Bałtyku, a przede wszystkim na morzu Czarnym”.

 

Goltz, „zrażony i obrażony” twardym i dumnym postępowaniem Katarzyny, podnosił skwapliwie ciemne strony w położeniu Rosji. Dopatrywał się niezadowolenia wśród poddanych i „fermentu” w Moskwie i na Białej Rusi, o którym jednak, jak sam uważał, w Petersburgu nic nie wiedzą, albo nie chcą wiedzieć i zupełnie go lekceważą. Mniemał, że wojna z Prusami wśród ludności w Petersburgu, a zwłaszcza wśród wojskowych wywołuje „smutek i boleść”, że w ogóle panowanie Katarzyny budzi niechęć i żal. Poseł dziwił się, że Katarzyna ma zawsze dobry humor, że bierze udział w zabawach, balach, a nawet redutach, urządzanych przez aranżerów, że dawną zachowuje werwę, swobodę i pogodę umysłu. A przecież była to jedna z tych chwil, w których budziła się jakaś świadomość niebezpieczeństwa, grożącego ze strony Rosji, w których mocarstwa uczuwały potrzebę skupienia swych sil, aby północna potęga nie uzyskała zbyt wielkiej przewagi.

 

Na początku marca Fryderyk Wilhelm II własnoręcznym pismem uwiadomił Selima III, że zamierza Rosji wypowiedzieć wojnę i czeka tylko na ukazanie się floty angielskiej na Bałtyku, aby zabezpieczyć i obronić swe prowincje, położone nad tym morzem. Sułtan miał w kwietniu wysiać wybraną armię nad Dunaj. Na początku kwietnia zapewniła też Anglia dwór pruski, że niebawem rozpocznie wojnę z Rosją, jeżeli imperatorowa nie zrzecze się zdobyczy tureckich. Anglia była gotowa zawrzeć z Prusami konwencję, aby umożebnić i utwierdzić odrodzenie Polski. Zbliżał się tedy „moment krytyczny”. Zdawało się, że zacznie się wojna z tą potęgą, która w swym powolnym, ale stale zwycięskim pochodzie i podboju, niczym nie dała się odstraszyć ani powstrzymać, która w swych postanowieniach i żądaniach była „niewzruszona i nieugięta”.

 

W takiej to chwili, pod koniec kwietnia r. 1791, przybył do Berlina „szlachcic z Ukrainy, należącej już do Rosji”, z prośbą o audiencję, której mu Hertzberg nie odmówił . Stanął on tedy przed ministrem pruskim na „tajnej” audiencji, aby we własny i rodaków imieniu, którzy go wysłali (jak zapewniał) przedstawić dole a raczej niedolę Ukrainy, jęczącej pod jarzmem „tyrańskim” rosyjskiego rządu, a przede wszystkim uciskanej przez Potemkina. Kozakom zaporoskim odebrano przywileje. Samodzielność ich zniesiona. Wbrew ich woli utworzono z nich 28 pułków kawalerii, każdy po 800 ludzi, podczas kiedy oni pragną przywrócenia „dawnej konstytucji kozackiej”. Jednym słowem mieszkańcy Ukrainy są do „ostatniej przyprowadzeni rozpaczy” i zapytują, czy „na wypadek wojny mogą liczyć na protekcję”. W takim bowiem razie będą się starali, aby zrzucić jarzmo rosyjskie.

 

Całe to przedstawienie rzeczy zrobiło korzystne wrażenie. Minister zauważył, że „emisariusz ma dobrą minę”. Odpowiedź Hertzberga była jednak ostrożna i pełna rezerwy. Przede wszystkim tedy podniósł fakt, że król z Rosją pozostaje w pokoju, a jeżeli wojna wybuchnie, to wtedy będzie rzeczą Ukrainy zastanowić się nad tym, co mają uczynić, aby zażądać pomocy pruskiej i ją otrzymać. Hertzberg nie odmówił zasadniczo, ale też nic nie przyrzekał i do niczego się nie zobowiązywał. Pomimo naprężenia między dworem rosyjskim a pruskim, pomimo odgrażania się i wojowniczych zapowiedzi, pokój nie był niczym naruszony, a Prusy swą postawę uważały raczej za obronną, niż zaczepną. Unikały prowokacji nawet w chwilach wielkiego rozżalenia. Obecnie liczył się jednak Hertzberg, pomimo całej oględności w odpowiedzi, z możliwością wojny z Rosją, nie chciał przeto zrażać sobie „emisariusza” i tych, którzy za nim stali. Warunkowo przyrzekł tedy pomoc, dając do zrozumienia, że od Ukrainy samej zależałoby, jakie stanowisko zajęłyby Prusy. Odpowiedź Hertzberga uzyskała zupełną aprobatę Fryderyka Wilhelma. Król z pewnym niedowierzaniem patrzał na sprawę, mniemając, że „nie powinno się ufać pierwszemu lepszemu, który podobne czyni propozycje”. sądził jednak, że „skoro wojna zostanie wypowiedzianą, trzeba będzie wówczas dopiero zobaczyć, czy rodacy jego mają istotny zamiar działać tak, jak mówią”.

 

Jakie to były zamiary, jak w kraju samym były przygotowane, niepodobna dociec i ściśle określić - tyle możemy z wszelką pewnością stwierdzić, że to, co „emisariusz” mówił o położeniu i usposobieniu Ukrainy, o dawnych niezapomnianych ideałach, z utęsknieniem pożądanych, szczerą, najszczerszą było prawdą, że skargi i żale były sprawiedliwe i prawdziwie z pod serca wydobyte, że w tym, co Ukrainiec w Berlinie za siebie i swych ziomków mówił, nie było ani fałszu, ani przesady, co już samo przez się dobrze o nim świadczy i budzi ufność. Ukraina była pod berłem rosyjskim istotnie zrażona i boleśnie dotknięta despotycznym rządem. Ugoda Bohdana Chmielnickiego była zniweczona, ale nie zapomniana. Pozostawała zawsze w pamięci Ukraińców i w ich poczuciu praw przynależnych, lubo nie przyznawanych i z rozmysłem systematycznie deptanych. To też odzywały się skargi na łamanie przywilejów i żądania, aby przywrócić dawne prawa i dawną samodzielność. A nadarzyła się do tego szczególna sposobność, kiedy Katarzyna zwoływała przedstawicieli wszystkich krajów, stanów i warstw do Moskwy do „prawodawczej komisji” sławnym manifestem z d. 14 grudnia 1766 r. Manifest, a więcej jeszcze instrukcja, przez samąż imperatorową z cala erudycją napisana, ceniona szczerze i nieszczerze przez ówczesnych liberałów europejskich, budziła w Rosji wdzięczność. W Moskwie, w Petersburgu, w różnych innych miastach i częściach cesarstwa, znalazły uczucia radości wyraz w manifestacjach i świetnych iluminacjach.

 

W uznaniu „macierzyńskiej pieczy” stawiano pomniki Katarzynie. Ale na Ukrainie pomnik nie stanął, pomimo usiłowań gorliwego jenerał-gubernatora Rumiancowa. Ukraina była właśnie pod bolesnym wrażeniem zniesienia hetmańskiej godności, uważanej za szczyt i rękojmię, samodzielnych praw i urządzeń. Rumiancow skarżył się kilkakrotnie, że „nowy projekt ustawy żadnego nie zrobił wrażenia na Ukrainie, nie pobudził jej mieszkańców do wdzięczności, że w niczym nie zmienił usposobienia, wrogiego wszelkim ustawom rządowym, bo uważają je za złamanie swych swobód”. Nie chcieli nowych praw, a raczej potwierdzenia „dawnych praw i przywilejów”. Deputaci mieli tedy przede wszystkim obowiązek przypomnieć przywileje i swobody Ukrainy i taką odbierali instrukcję na zebraniach. Szlachta powiatu nieżyńskiego i baturyńskiego żądała, aby „dokonał się wybór hetmana na dawnych zasadach wraz z Siczą zaporoską”, bo bez „hetmana grozi całej Małej Rusi bieda i niebezpieczeństwo”. Zebranie było bardzo burzliwe. Posypały się skargi na różne rządowe rozporządzenia, które za jeden wielki ciężar uważać należy, skargi na niedotrzymanie uczynionych obietnic i łamanie przywilejów. Większość szlachty tych powiatów wybrała, jako przedstawiciela swych uczuć i potrzeb, Grzegorza Dolińskiego, którego jenerał gubernator uważał za „pierwszego sprawcę wszystkich nierozsądnych żądań i głupiego projektu” wyboru hetmana. Toteż skasował Rumiancow wybór tego delegata, oświadczając się za innym, Soleckim, który, według jego rozumienia, na „dobre tory chciał sprawę naprowadzić”.

 

W całym tym fermencie na Ukrainie zaznaczył się wybitnie żywioł szlachecki. Szlachta przodowała w tym ruchu i w tym żądaniu dawnych swobód, w przekonaniu, że „do niej powinien należeć zarząd kraju”. Wystąpiły też objawy pewnej solidarności i łączności między szlachtą ukraińską a Siczą zaporoską. Pod tym względem ważne i charakterystyczne było żądanie szlachty, aby jej wolno było wraz z Siczą wybrać hetmana. To też kiedy nieco później już po pierwszym rozbiorze Polski, Katarzyna Potemkinowi kazała zająć Sicz i Zaporoże przemocą (5 czerwca 1775 r.), była tym nowym gwałtem cała Ukraina dotknięta.

 

Wszystko tedy, co „emisariusz” w r. 1791 w Berlinie powiedział o usposobieniu Ukrainy, odpowiadało najzupełniej rzeczywistości. Było to powtórzeniem tych samych skarg, które przy wyborze deputatów do komisji prawodawczej się odezwały, tych samych żalów na „łamanie przywilejów”. Prócz dawnych powodów do skarg, przybył nowy - zajęcie Siczy. Wzmógł się jeszcze ferment i tak już znaczny na Ukrainie. Kiedy Katarzyna odbywała swą tryumfalną podróż na południowe kresy państwa olbrzymiego, panowało na Ukrainie rozgoryczenie. Kozacy zaporoscy, wcieleni gwałtem do pułków rosyjskich, nie mogli w żaden sposób godzić się na twarde despotyczne rządy. Mowa emisariusza szlachty ukraińskiej w Berlinie była wiernym obrazem istotnych stosunków i zasługuje na wszelką wiarę. Świadczy, że ten, kto wobec ministra pruskiego dotykał bolesnych, najboleśniejszych ran Ukrainy, doskonale kraj znał, że z nim czuł. Nie dziwimy się tedy, że minister odniósł korzystne wrażenie z przedstawienia rzeczy, nie dziwimy się tym więcej, że i osoba emisariusza była poważana, w kraju bardzo znana i ceniona, a nadto, co wprost zastanawia, przez sam rząd rosyjski odznaczona. Hertzberg tak o niej donosił królom po tajnej audiencji: „Przedstawił się u mnie sekretnie szlachcic mało ruski z Ukrainy rosyjskiej, nazwiskiem Kapnist, który sam o sobie powiedział, że w tym kraju posiada dobra, że ma tytuł conseiller de la cour et même un emploi dans les fabriques”.

 

Godzina Kapnistów należała do możniejszych rodzin małoruskich, a wśród niej odznaczył się na początku XVIII w. Wasyl Kapnist, syn Piotra (ur. w r. 1711), pułkownik wojsk. Brał udział w wojnie siedmioletniej i padł 19 sierpnia r. 1757 pod Gross Jägerndorf, pozostawiając z dwóch żon sześciu synów, między którymi na szczególną naszą uwagę zasługuje ostatni, Wasyl, bo ten z wszystkich braci najwyższych dostąpił godności, urzędów i tytułów. Wiemy o nim, że był „stackim sowetnikiem” i marszałkiem szlachty powiatu mirgorodzkiego w r. 1782, a trzy lata później marszałkiem szlachty kijowskiej guberni; wiemy o nim także, że w r. 1787 powierzono mu główny nadzór fabryki jedwabiu w Kijowie. Piastował zatem tę samą godność i ten sam urząd, który miał „emisariusz” berliński; a jeżeli kto miał prawo przemawiać w imieniu „mieszkańców kraju”, to niezawodnie marszałek szlachty całej guberni. A potem miał Wasyl Wasyliewicz Kapnist w ogóle wszelkie dane, aby podjąć się ważnej misji, dobre zrobić wrażenie i swą osobą poprzeć publiczną sprawę. O jego zapatrywaniach możemy coś bliższego powiedzieć na podstawie własnych jego pism.

 

Był to niezawodnie jeden z najświatlejszych, najwięcej znanych i wykształconych ludzi na całej Ukrainie. Urodzony w majątku swego ojca we wsi Obuchowie w r. 1757, którą wierszem opisał, odebrał naprzód w domu bardzo staranne wychowanie, gruntowne i wszechstronne wykształcenie. Władał kilku językami europejskimi, a dobrze zwłaszcza francuskim, co szczególnie miało mu się przydać. Zapoznał się też dokładnie z językami starożytnymi i literaturą klasyczną, a najwięcej przejął się Horacym. Naśladował go nawet.

Kapnist był zrazu w służbie rządowej w Petersburgu, ale wkrótce wystąpił i osiadł na wsi, co więcej dogadzało jego usposobieniu i zapatrywaniom. Miał on zbyt dużo do zarzucenia temu, na co w życiu patrzał, aby spokojnie wytrwać w rządowej służbie. Ubolewał przede wszystkim nad niedolą ludu ukraińskiego, który ukazem imperatorowej z dnia 3 maja 1783 r. został pogrążony w ostatniej niewoli i pozbawiony wszelkiej wolności. Liberalne zasady Katarzyny, szczere i nieszczere, istotne i pozorne jej zapędy reformatorskie doprowadziły w praktyce do tego, że położenie ludu się pogorszyło i pańszczyzna w twardy system została ujętą. Ten sam nieubłagany prąd niwelacyjny i centralizacyjny, który na Małej Kusi burzył i niszczył wszelką samodzielność polityczną, lubo opartą na dawnych przywilejach i prawach, dał się dotkliwie uczuć i pod względem społecznym, spychając od razu chłopa małoruskiego na niższy poziom poddanych rosyjskich, pozbawionych możności i wolności swobodnego poruszania i przenoszenia się z miejsca na miejsce. Tę wolność, która stanowiła podstawę korzyści, a poniekąd i godności ludu wiejskiego na obszarach Rzeczypospolitej polskiej, ukaz rosyjski, wyżej wymieniony, znosił i zabijał na Ukrainie, co ponowne wywoływało żale i skargi nie tylko u ludu, ale i wśród szlachty.

 

Kapnist dał właśnie tym uczuciom wyraz bardzo wymowny w „odzie”, w której wydobył „tęskne i smutne dźwięki z lutni zapomnianej i pyłem przyprószonej”, w której zapłakał nad „ujarzmieniem ukochanej ojczyzny”, a było nad czym płakać, bo „w którąkolwiek stronę zwrócił źrenicę załzawioną, wszędzie widział ojczyznę swą, jak bolejącą wdowę”. Poeta przypuszczał i łudził się, że Katarzyna, ulegając liberalnym dążeniom wieku, poprawi dolę ludu i zniesie poddaństwo. Wola tedy z uniesieniem: „Daj nam zobaczyć te złote czasy, gdy zbawczą ręką zdejmiesz hańbiący ciężar łańcuchów z mej drogiej ojczyzny, wtedy tam, gdzie pierwszy raz ujrzałem światło dzienne, zamiast jęków i krzyków boleści rozlegnie się burza oklasków, wtedy zakwitnie szczęście i wolność”. Więcej znaną od lirycznych utworów jest jego późniejsza komedia pt. „Jabeda”, w której wyszydza zgniliznę moralną rosyjskiego społeczeństwa, szczególnie zaś łapownictwo i brutalność, sprzedajność i zdzierstwo rosyjskiego świata urzędniczego. Komedia ta, poświęcona carowi Pawiowi, miała ogromne powodzenie. Typy i charaktery, wzięte z życia, bardzo się podobały. W ogóle ostra satyra czyniła wrażenie i jednała autorowi pewne wzięcie i uznanie na dworze Pawła. Na dworze Katarzyny nie mogły się podobać „jęki i smętne głosy”, jakie wydobywał z swej lutni z młodzieńczym ogniem i z przejęciem, nie mogły podobać się jego żale nad „srodze ujarzmioną ojczyzną”. Z drugiej strony i poeta doznał zawodu, bo nadzieja, jaką żywił, okazała się zwodniczą. „Zbawcza ręka” nie zdjęła „hańbiących łańcuchów”, nikt łez nie otarł, a ojczyzna coraz więcej jeszcze stawała się podobną do opuszczonej i „bolejącej wdowy”. Ten zawód i to rozczarowanie mogło i musiało zrazić młodzieńczy umysł i boleśnie dotknąć wrażliwe serce. Kapnist miał, kiedy wyszedł ukaz z r. 1783, który go natchnął do napisania ody, dopiero 26 lat, a będąc pod świeżym wpływem i urokiem zachodniej literatury i zachodnich ideałów wieku filozofów, tym żywiej odczuwał niedolę Ukrainy i twardy system despotycznych rządów i tym goręcej brał sprawę do serca.

 

Wszystko naprowadza nas na to, ażeby emisariusza Ukrainy nie uważać za „pierwszego lepszego”, tylko właśnie za owego Wasyla Wasyljewicza Kapnista, bo tylko on jeden mógł nim być. Musimy go uważać tak, jak się sam przedstawił. Identyczność osoby nie ulega chyba wątpliwości, skoro urzędy i godność znanego pisarza Kapuista, a zarazem jego zapatrywania schodzą się z tym, co w Berlinie Ukrainiec sam mówił o sobie i o swym kraju.

 

Nasuwa się wprawdzie przypuszczenie, że zachodziła tu jakaś intryga, że cała misja była kłamstwem i obłudą, że rzekomy emisariusz nie był Kapnistem, że nie był ani „sowietnikiem”, ani też nie miał owego dla naszych wniosków ważnego urzędu w fabryce, ale że przybrał tylko obce nazwisko, obce tytuły i godności, że był to może szpieg rosyjski, wysłany po to, aby zbadać teren w Berlinie i wysondować, jakie dwór pruski żywi zamiary. Przypuszczenie to jednak upada. Katarzyna miała różne inne drogi, aby jak najdokładniej poznać zamysły sąsiednich dworów. W Berlinie przebywał stale poseł rosyjski, Alopeus, który ciągle utrzymywał stosunki z ministrami pruskimi, urzędowe i nieurzędowe, a prócz tego niezawodnie różne posiadał sposoby mniej lub więcej tajne, aby przeniknąć ukryte plany. A potem byłoby w ogóle ze strony Katarzyny w najwyższym stopniu niepolitycznie i nieostrożnie zwracać uwagę Pras wśród naprężenia politycznego i nieledwo w przededniu wojny na słabą i czulą stronę swego położenia, wskazywać miejsce, w którym łatwo można było podłożyć ogień i wzniecić pożar. Katarzyna wiedziała doskonale i nawet szczegółowo, że i jaki jest ferment na Ukrainie. Polityka jej mogła raczej do tego zmierzać, żeby to ukryć przed innymi, a zwłaszcza wrogimi potęgami, a nie pokazywać. Taki „ballon d’essai” był bardzo ryzykowny i wprost niemożliwy.

Raz tedy jeszcze musimy stwierdzić, że tajna misja Ukraińca w Berlinie w r. 1791 była prawdziwą i szczerą i że tym Ukraińcem był poważny i poważany człowiek, znany i głośny pisarz, Wasyl Wasyljewicz Kapnist.

 

Znaczący był to objaw usposobienia i dążeń Ukrainy. Należy to z pewnym naciskiem podnieść, że w przededniu powstania i ogłoszenia Konstytucji 3 maja, która zamanifestowała samodzielność Polski wobec Rosji, zbliża się przedstawiciel Małej Rusi do Prus z prośbą o pomoc przeciw Rosji, że w ogóle powstała myśl, chociażby wśród samej tylko szlachty, aby zrzucić twarde jarzmo rosyjskie, rozkuć i skruszyć „hańbiące łańcuchy”. Dwa te fakty w dziejach dwóch pokrewnych narodów są w związku z sobą, w związku z ówczesnym położeniem i antagonizmem mocarstw, z tą potrzebą, aby pohamować żądzę zaborczą Rosji i oprzeć się jej przewadze, lub też uchylić ucisk tam, gdzie kraj był już w posiadaniu rosyjskim.

 

Godzi się tu przypomnieć, co Katarzyna pisała do Potemkina, kiedy gotową już była zburzyć konstytucję polską i przywrócić dawny rząd, a raczej nierząd. „Do liczby środków stanowczych”, które do tego celu miały prowadzić, należy, zdaniem jej, „wypełnienie sekretnego planu księcia w województwach: kijowskim, bracławskim i podolskim”. „Gorliwość religijna - pisała dalej- współwiernych i współplemiennych z nami tego kraju mieszkańców, przychylność ich ku Rosji, nadzieja, że jedynie z jej pomocą uwolnić się mogą od krzywd im wyrządzanych, dają nam otuchę, że za pierwszym pokazaniem się wojsk naszych w tym kraju, lud z nami się połączy, a wznawiając w pamięci męstwo przodków swoich, wspólnymi silami zdoła wypędzić z kraju swego nieprzyjaciela. Dane księciu od nas miano wielkiego hetmana wojsk naszych kozackich, jekaterynosławskich i czarnomorskich, będzie podnietą i najpewniejszym środkiem dla wszystkich wiary i pochodzenia ruskiego mieszkańców Polski, by garnąć się pod wasze dowództwo, w działaniu tamże rozpocząć się mającym”. Godzi się zaznaczyć, że kiedy Katarzyna zamierzała wykonać „sekretny plan”, aby mieszkańców Polski pochodzenia ruskiego przeciw Polsce szczuć i burzyć, kiedy apelowała do gorliwości religijnej współwiernych i współplemiennych, do przychylności ich ku Rosji, że w tym samym czasie powstał wśród tych współwiernych i współplemiennych, którzy bliżej zetknęli się z rosyjską opieką i jej doznali prawdziwie, także sekretny plan, aby uwolnić się od krzywd im wyrządzonych nie przez Polskę, ale właśnie przez Rosję, aby wypędzić z kraju nieprzyjaciela - Rosję, że właśnie do faworyta imperatorowej, świeżo kreowanego hetmana wojsk kozackich, największy był żal i największe przeciw niemu oburzenie. Ale ten ukraiński sekretny plan nie mógł być wykonany. Do wojny między Prusami a Rosją nie przyszło, a raczej do pokoju. Zbliżyły się do siebie dwie te potęgi i owszem ściślejszą jeszcze zawarły przyjaźń. I znowu Rosja już nie wbrew Prusom, tylko przeciwnie wraz z Prusami prowadziła dalej dzieło podboju i zniszczenia. Było to wielkim nieszczęściem Polski, ale i Mała Ruś nie miała powodu się radować. Zostały „hańbiące łańcuchy”.

 

PS. (rotmeister) Przypisów nie kopiowałem. Wśród nich ciekawy wydaje się ten odnoszący do książki: Ernst Hermann, Diplomatische Correspondenzen Aus Der Revolutionszeit 1791-1797. Gotha 1807.



tagi: ukraina  rosja  prusy  rozbiory  1791 rok  kapnist 

rotmeister
1 sierpnia 2018 23:06
16     1119    10 zaloguj sie by polubić
komentarze:
pink-panther @rotmeister
2 sierpnia 2018 12:14

Naprawdę czytałam wczoraj z wielkim zainteresowaniem. Ciekawe, czy da się zrobić rozpoznanie, czy to był "prawdziwy człowiek z misją" czy raczej agent rosyjski? Z tym, że ten "Wasyl Kapnist" to w bazie danych "geni" szybko się przekształca w "Caunt Basilio Capnissi", którego ojcem miał być "caunt Pietro Capnissi" urodzony  w 1683 r. w Zakynthos w Grecji. "Linia Kapinistów" ma się zaczynać w Wenecji od pułkownika Piotra Kapinista, ojca Stomatello Kapinista. Następnie pojawia się wnuk Stomatella - Piotr Christoforowicz Kapinist, który w roku 1711 "bez zgody władz Wenecji" miał "zebrać oddział dobrowolcew" i "przyjść na pomoc Piotru I, który prowadził wówczas wojnę z Turcją". Ale Piotr I przegrał jakąś bitwę z Turkami a ów Piotr Kapinist już nie wrócił do Wenecji tylko "uciekł na Ukrainę".Z synem Wasilijem. Ale umarł i małego Wasilija "wziął na wychowanie Kozak Pawluk" i tak się miała zacząć "linia ukraińska Kapinistów", żyjąca w Hetmanacie.

 

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @pink-panther 2 sierpnia 2018 12:14
2 sierpnia 2018 13:08

Wychodzi na to że Ukraina się nie dorobiła swoich rodzimowierczych elit, i po drugie, Ukraina z jakiegoś powodu przyciągała wielu ludzi z zamorskich krajów. Albo ktoś ich tam wysyłał. 

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @rotmeister 2 sierpnia 2018 13:08
2 sierpnia 2018 13:16

Cały czas przeżarta agenturami. Co najmniej od czasów, gdy na pełną zdradę Rzeczpospolitej poszedł szlachcic Chmielnicki, ulubieniec Chruszczowa a wcześniej nie tylko carów, Tatarów i Anglosasów, ale jak widać i Wenecja mogła się przy nim "pożywić". W tle do nazwiska "Kapinis" w cyrylicy pojawił się kontekst "cień Mazepy".  Wenecja i republiki włoskie rozgrywały Krym od wczesnego średniowiecza i w przeciwieństwie do Polski Jagiellonów, która dostała do ręki władztwo nad miastem Kaffa na Krymie - nie zlekceważyła tego "daru losu".  Przy czym, jak już weszli nad Morze Czarne Rosjanie, to akurat twierdz włoskich NIE rozbierali a polskie (u ujścia Dniepru i pod dzisiejszą Odessą) - jak najbardziej "zniknęli".
 

 

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @pink-panther 2 sierpnia 2018 13:16
2 sierpnia 2018 13:32

Czytam nawigatora ukraińskiego a na półce leży Okraina Królestwa Polskiego. Na historię Rusi/Ukrainy trzeba spojrzeć globalnie a nie tylko biorąc pod uwagę szum wiatru na stepie i gonitwy watażków i innych złotych ptaków. Plus ucisk ukraińskiego chłopa przez polskiego pana.

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @pink-panther 2 sierpnia 2018 13:16
2 sierpnia 2018 13:34

Aha. I jeszcze jedno. Nie dziwi takie a nie inne ujęcie tematu w PRL. Jasienica i inni pod niebiosa wychwalali politykę piastowską kierujacą swój sokoli wzrok na zachód. Na wschód patrzyły tylko "polskie pany" co to chłopa pańszczyźnianego rozpijały.

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @rotmeister 2 sierpnia 2018 13:32
2 sierpnia 2018 13:43

Nawigator na miarę swoich możliwości daje zupełnie inną perspektywę "kwestii ukraińskiej". Od kiedy Król Kazimierz Wielki dostał w prezencie od dalekiego Kuzyna - Piasta księcia Bolesława Jerzego II - prawa do Księstwa Halicko Włodzimierskiego - za zgodą Królestwa Węgier i Królestwa Czech  a jego Wnuczka Święta Jadwiga - wraz z mężem legalnie objęła to terytorium we władanie, ciągle ktoś chciał taki złoty kąsek - wyjąć Królestwu Polskiemu a potem I RP - z rąk.
Więc tutejsze agentury mącą w głowach bełkotem o "szumie wiatru na stepach" a zagranica kręci temat "ucisku chłopa ukraińskiego przez polskiego pana". Lub odwrotnie.

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @rotmeister 2 sierpnia 2018 13:34
2 sierpnia 2018 13:47

To było, w świetle najprostszych faktów- grube kłamstwo. To Piastowie pod mocnymi naciskami panów małopolskich chętnie zabrali się za "rozwiązanie kwestii ruskiej" bo w XIII w. mieli problem z najazdami Złotej Ordy,  której lennikami byli książęta ruscy - praktycznie wszyscy od bitwy nad Kałką.
Przyznam, że bardzo mnie rozczarowało przeczytanie fragmentów Polski Piastów i Polski Jagiellonów. One są bardzo perfidnie antykościelne i świadomie pomijają zupełnie fundamentalne kwestie  historyczne. Czyli jest to grube kłamstwo lansowane jako "cała prawda całą dobę".  To stracony papier i stracony czas. Jasienicy i nasz.

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @pink-panther 2 sierpnia 2018 13:47
2 sierpnia 2018 14:06

Co do Jasienicy to ja dodam że mimo to jest to dobrze napisane. Jasienica miał do tego dobre podejście. Esej zamiast cegły z tysiącem przypisów. Dlatego Baśń jak niedźwiedź dobrze się czyta. A wracając do Ukrainy to widać że kult Bandery jest na rękę tak naprawdę wszystkim oprócz Polaków. I dziś w interesie Polski jeśli Ukraina ma być banderowska to powinna być państwem słabym i nieuporzadkowanym. Jeśli nie byłaby banderowska to już co innego. Tak czy inaczej dobrze że się pozbyli broni jądrowej.

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @rotmeister 2 sierpnia 2018 14:06
2 sierpnia 2018 14:23

Jasienica miał talent literacki czyli lekką rękę do pisania i rzeczywiście sympatycznie czyta się te gawędy. Ale kiedy się poskrobie sprawy faktów, to wielkie rozczarowanie.

Co do Ukrainy, to ten cały "banderyzm" jest lansowany od góry, co jest kuriozalne, bo na czele tego państwa stoi sowiecki oligarcha żydowskiego pochodzenia, który języka ukraińskiego nauczył się w bardzo "dojrzałym wieku". Ukraina JEST słaba i nieuporządkowana, bowiem doszło do wytworzenia brutalnego konfliktu wewnętrznego - od góry i z inspiracji zagranicznych potęg. Kult Bandery jest na rękę wszystkim tym, którzy dzisiaj żerują na Ukrainie i ją drenują. Czyli nie jest na rękę 'zwykłym" Ukraińcom i w sposób oczywisty - Polakom.   Ukraina jest już państwem upadłym i pozostaje kwestia kiedy i kto ją rozbierze. Jak się zdaje panowie Trump i Putin w Helsinkach troszkę musieli o tym rozmawiać.

Jako człowiek posiadający dużą wyobraźnię  przewiduję, że te parę województw II RP - ostatecznie "wróci do macierzy" w ramach "pomocy humanitarnej".  Bo Pan Bóg ma poczucie humoru a wiek XXI nie zapowiada się na powtórkę "starych numerów" wieku XIX i XX.

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @pink-panther 2 sierpnia 2018 14:23
2 sierpnia 2018 14:36

"Jako człowiek posiadający dużą wyobraźnię  przewiduję, że te parę województw II RP - ostatecznie "wróci do macierzy" w ramach "pomocy humanitarnej".  Bo Pan Bóg ma poczucie humoru a wiek XXI nie zapowiada się na powtórkę "starych numerów" wieku XIX i XX".

Oby:) Inni szatani też tam będą czynni niestety. No i jak widać bez znajomości historii dziś czy w przyszłości się nie obejdzie. Nowa OUN też się może pojawić.

zaloguj się by móc komentować

MZ @pink-panther 2 sierpnia 2018 14:23
2 sierpnia 2018 21:42

A czy te parę województw IIRP nie bedzie koniem trojańskim dla nas?

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @MZ 2 sierpnia 2018 21:42
2 sierpnia 2018 22:12

A czy Łużyce są koniem trojańskim dla Niemiec? A czy dzisiaj Galicja jest koniem trojańskim dla Ukrainy? Kardynał Wyszyński powiedział coś o czym wie każdy dobrze życzący swojemu krajowi polityk: " Naród, który nie wierzy w wielkość i nie chce ludzi wielkich, kończy się. Trzeba wierzyć w swą wielkość i pragnąć jej".

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @MZ 2 sierpnia 2018 21:42
3 sierpnia 2018 00:04

To jest tak luźne przypuszczenie,że  należy powstrzymać się od konkretyzowania "warunków". Nie wiem, czy opłacałoby się obecnie to brać. Koszty odbudowy były horrendalne. Plus całkowita "niekompatybilność mentalna" tamtejszych mieszkańców. Większość ich kłopotów wzięła się z tego, że wskoczyli na głęboką wodę wprost z Sowieckiego Sojuza. Z zamordyzmu przeszli płynnie do anarchii. 

Nie mają rolników, nie mają rzemieślników, nie mają kultury pracy, nie mają rodziny w pełnym tego słowa znaczeniu. To jest tak naprawdę trup. Więc w ramach pomocy humanitarnej, można rozważyć eksperyment, ale nie wchodzi się dwa razy do tej samej wody. Oni są jak ci bojarzy po stu latach treningu pod władzą Złotej Ordy.  Ale my tym razem nie mamy ani Kazimierza Wielkiego, ani Królowej Jadwigi , ani Jagiełły.  Więc to jest taka luźna koncepcja na wypadek, gdyby nas pięknie poprosili a właściwie, gdyby błagali:)))

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @rotmeister 2 sierpnia 2018 14:36
3 sierpnia 2018 00:13

Jak Pan Bóg dopuści, to i z kija wypuści:))) "Szatani" może i są "czynni" ale potykają się o własne nogi. Przecież obecni "rządziciele" to są sowieccy aparatczycy z zajumanymi miliardami upchniętymi po kieszeniach. Jakie oni mają pojęcie o realnej odbudowie państwa średniej wielkości i przeprowadzenia go z komunizmu do normalności. Przecież to są komuchy, niezależnie od tego, czy krzyczą "Bandera, Bandera' czy wznoszą inne hasła. Wpakowano w ten interes podobno ok. 6 mld USD a wyszła - czarna dziura. Już nawet USA "opadły ręce".

Tam trzeba gospodarza a nie kombinatorów.  Ale o czym tu "dumać na paryskim bruku":)))) 

zaloguj się by móc komentować

MZ @rotmeister
3 sierpnia 2018 12:28

Także do "rotmaeisera"

Jeżdziłem tam wiele lat do rodziny,jak żyli.To jest kocioł sowiecko-banderowski.Przyjaciel jest z miesznej rodziny i bywa  tam często,jego diagnoza jest taka,wpuszczać milion na kilka lat ,uczyć ,zwracać i brać następny milion ...Ale ile lat potrzeba i czy materiał jest otwarty na naukę i czy nam pozwolą,przecież Zachód przez całe powojnie hodował banderyzm

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @MZ 3 sierpnia 2018 12:28
3 sierpnia 2018 13:02

Dlaczego to co robią inni ma się zawsze udawać, a my zawsze "oczywiście" mamy miec pod górę? Dlaczego "ich" wersja historii i wszystkiego innego jest z góry prawilna a nasza z góry już taka nie jest? Dlaczego ich materiał był otwarty na ich naukę a na naszą juz ma nie być?  Maksym Litwinow w 1943 roku powiedział: „Polacy będą się musieli nauczyć żyć w granicach etnograficznych jako mały naród, porzucając myśl, że byli wielką potęgą. Byli pysznym narodem, który nie miał dość zdolności i siły, by urzeczywistnić swój wybujały nacjonalizm”. Cyt. za: K. Kersten, Narodziny systemu władzy. Polska 1943-1948, Warszawa 1985, s. 30.

Dlaczego Polacy "muszą" się nauczyć żyć w granicach etnograficznych a tacy Rosjanie już nie? Bo to dyplomata rosyjski powiedział? Co to Polaków obchodzi? Rosjanie nie mieli wybujałego nacjonalizmu? Kłamliwe myślenie, kłamliwa wypowiedź Litwionowa. Ale wypowiadana z założoną tezą. Mieli (i mają) swoją doktrynę i według niej myślą, mówią i działają. Trzeba miec swoje tezy. I też je wypowiadać. I realizować.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować