-

rotmeister : Wspomnicie moje słowa

Szwedzi w Poznaniu 1656

Kronika klasztoru benedyktynek poznańskich o wejściu i pobycie Szwedów w Poznaniu:

 

W dniu ś. Anny (1656) zaraz po obiedzie Szwedzi przyjechali. Już w ten dzień rozboje po drogach panowały. Panowie nasi naprzód przyjechali, pan wojewoda poznański Krzysztof Opaliński z panem wojewodą kaliskim Andrzejem Grudzińskim, rozkazując miastu, aby się poddało; trębacz szwedzki był z nimi. Czego gdy mieszczanie nie chcieli uczynić, opierając się i powiadając, że się mieli czym bronić, i że mają siły na obronę miasta, panowie rzekli do nich: „jeżeli wy się bronić będziecie, my będziemy przeciwko wam, a będzie gorzej, bośmy się już wszyscy królowi szwedzkiemu poddali”. Tu już rada nie wiedząc co czynić, nie sprzeciwiała się, a zatem trębacz rozgłosił wolny przystęp Szwedom do miasta.

 

Nazajutrz wjechał komendant, komisarz i inni starsi, a panowie wojewodowie nasi jak najprędzej z Poznania ujechali. Nakazano zaraz dawać ordynaryą pewną tym, którzy byli przed miastem: na każdy dzień wołów 15, owiec 100, chleba 3000 bochenków, każdy po 8 funtów, piwa 130 beczek; prócz tych, których w mieście podejmować musieli, było tych oszarpańcow dosyć, lud bardzo znędzniały i zmorzony. Mówili potem sami tak naszym: by was było wyszło ze trzysta zbrojnych i do bitwy gotowych, w niwecz nas byście byli obrócili, choć nas 1000 było. Pierwszego dnia mówiono, że pokój, że to już nasi panowie, aliści drugiej nocy poczęli sklepy łupić żydom i samym mieszczanom; wino ze sklepów fasami (fasa - drewniane naczynie, najczęściej wykonane z klepek dębowych, bukowych bądź sosnowych spiętych obręczami z bednarki stalowej, a w starszych fasach z leszczyny) brali a na rynek wystawiali, pili i jako bestie się walali; mógłby był do jednego porzezać, kto by się był na to udał. Potem w kilka dni przyjechali szwagier królewski, kanclerz i Radziejowski, ci wszystką armatę miastu odebrali. Pytali się o wszystkich prawach i konstytucjach ach miejskich, które mieszczanie pochowali, albo raczej niektórych sprawniejszych z nimi wysłali i nie chcieli o nich żadną miarą powiedzieć. Wymawiali się z tego, że bez króla naszego nie śmiemy się tego ważyć; a burmistrza pod straż, gdzie się tylko ruszył, rajtarowie tuż przy nim. Potem musieli przysięgać, że nie wiedzieli, kędy się te prawa natenczas obracały. Po tej przysiędze trochę się uspokoili i kazali rade wypuścić, wszakże ich przede pod strażą mieć kazano.

 

Potem panowie Szwedzi postanowili urząd wszystek swój, a nasi już niczym nie rządzili. Zatem kościoły łupili, księży bili, despektowali (ubliżali, wzgardzali), w nocy księży tak świeckich jako i jezuitów na zamek brano, kijami bito, a to o skarby kościelne, które choć pobrali, jednak jeszcze więcej chcieli. Klucze od wszystkich kościołów odebrali, tylko samą farę do nabożeństwa katolickiego zostawili. A oni sami kilka zborów po kamienicach sobie uczynili i na ratuszu tak że zbór i na wadze. Przed Wielką nocą tegoż roku kazali zwołać wszystkich księży i zakonników, których jeszcze było w Poznaniu 60, (porabowawszy wprzód wszystkie kościoły i klasztory) żeby się zeszli, których zaraz wszystkich wygnano z miasta. Trzej tylko jezuici się obrali, którzy się uprosili, żeby mogli zostać dla usługi wiernych. R. 1656 jenerał Muller ustąpił miasto wojsku brandenburskiemu pod dowództwem jenerała Dorflingera; brandenburczycy 14 kościołów i 5 klasztorów spalili.

 

Nareszcie w czerwcu r. 1657 przyszło wojsko polskie pod dowództwem Opalińskiego, wojewody podlaskiego i Krzysztofa Grzymułtowskiego, pod Poznań i zmusiło Brandenburczyków do kapitulacji. 28 sierpnia 1200 wojska brandenburskiego wyszło z miasta i przez oddział polski aż do granicy Marchii odprowadzonym zostało. Do miasta wojną zniszczonego, tegoż roku 12 listopada przyjechał Jan Kazimierz, zawarłszy wprzód traktat z kurfirstem brandenburskim; chciał on wraz z królowa przepędzić tu zimę. Ale ponieważ Poznań po długim oblężeniu zapchany nieczystościami różnego rodzaju, stał się miejscem bardzo niezdrowym, a wiele osób z orszaku królewskiego wraz z królową zachorowało Jan Kazimierz za radą lekarzy wyniósł się z miasta.

Za: Starożytności polskie, tom 2.



tagi: potop szwedzki poznań 

rotmeister
21 lipca 2017 22:18
7     603    5 zaloguj sie by polubić
komentarze:
Paris @rotmeister
22 lipca 2017 18:04

Jak sie to czyta... i zaczyna sie to troche wyobrazac... jak to bylo - bo choc sladowe to jednak jakies kroniki sie zachowaly, co Pan skutecznie udowadnia i podaje do wiedzy publicznej - to ciarki przechodza po plecach.

Dziekuje,

zaloguj się by móc komentować

ewa-rembikowska @rotmeister
22 lipca 2017 19:15

Można powiedzieć, że zaraza idzie od zachodu. Gdyby ród Leszczyńskich nie sprowadził do Leszna Braci Czeskich z Komenskim, który okazał się zakamuflowanym dywersantem pracującym dla Szwedów, to i prawdopodobnie Poznań nie został by spacyfikowany przez wojska szwedzkie.

zaloguj się by móc komentować

Paris @ewa-rembikowska 22 lipca 2017 19:15
22 lipca 2017 21:14

Prawdopodobnie tak...

... wszystko wskazuje na to, ze stamtad caly czas szla i ciagle... przepoczwarzona  idzie !!!   Nie mam pewnosci co do Leszczynskich, ale dzisiejsza "waadza" nasza ciagle tej zarazie zaprzedana i ciagle ja nam streczy... a jesli nie cala "waadza" to zdecydowana jej czesc.

zaloguj się by móc komentować

ewa-rembikowska @Paris 22 lipca 2017 21:14
23 lipca 2017 00:41

Leszczyńscy lubili nowinki, Opalińscy też. Ponadto szlachta zatrudniała u siebie w gospodarstwach dozorców z Jednoty Czeskiej, bo tacy uczciwi. Podobną opinie mieli wychowacy zatrudniani do męskiej młodzieży ziemniańskiej. Efekt - raporty o wszystkim via Komenski szły do Szwecji i Anglii a tu na miejscu rozbrajano psychicznie gospodarzy.

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @Paris 22 lipca 2017 18:04
23 lipca 2017 18:36

Postaram się poszukać jeszcze inne.

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @ewa-rembikowska 23 lipca 2017 00:41
23 lipca 2017 18:37

Jak widać dawni Polacy potrafili być chwiejni. 

zaloguj się by móc komentować

ewa-rembikowska @rotmeister 23 lipca 2017 18:37
23 lipca 2017 19:39

raczej szli za modą jak dziś... Może inaczej, w każdej społeczności jest kilka procent osób, które muszą inaczej się uduszą, nie wystarcza im to, co mają, szukają czegoś innego. Przypuszczam, że takim człowiekiem był Ossoliński i Leszczyński.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować