-

rotmeister : Wspomnicie moje słowa

Skąd w Krośnie ulica Portiusa?

Wacław Borowy, Skąd w Krośnie ulica Portiusa?, „Ziemia” Ilustrowany miesięcznik krajoznawczy. Warszawa 1936, nr 10-11.

 

Jest taka tuż koło fary krośnieńskiej. A i w farze samej nazwisko Portiusa wypływa, i to kilkakrotnie. Portius, Porcjusz: cóż to za miano i jaka jego proweniencja?

Złacińszczona jego forma, którą Krosno przyjęło, nie nasuwa od razu myśli, że jego ojczyzną jest Szkocja. A jednak tak jest właśnie. Prawdziwe jego brzmienie jest Porteous (czytaj mniej więcej: Porszes). Kto zna piękną powieść Waltera Scotta „Serce Midlothianu”, przypomni sobie to nazwisko, jako występujące na pierwszych jej kartach - w związku z dramatycznymi a historycznymi ich scenami. Bo i nazwisko jest historyczne i w Szkocji rozpowszechnione. Że dotąd w zlatynizowanej postaci widnieje na murach krośnieńskich, to się tłumaczy wielką emigracją Szkotów do Polski, jaka miała miejsce w ciągu wieku XVI i XVII.

Śliczny, ale mało urodzajny kraj szkocki od dawna nastręczał swojej ludności dużo kłopotów ekonomicznych. Przyczyniało się do tego i prawo szkockie, które tylko najstarszym synom pozwalało dziedziczyć. Szukali też młodzi Szkoci od dawna pracy i zarobku na kontynencie. Nowej serii pobudek dostarczyła im do tego reformacja i towarzyszące jej prześladowania religijne. Polska z różnych powodów (z których wystarczy wspomnieć jeden: brak rozwiniętego własnego handlu), stanowiła dla szkockich wychodźców teren szczególnie ponętny. Ludzie przedsiębiorczy nie lękali się też dzielącej Szkocję od Polski przestrzeni i złączonych z nią w owym czasie trudów i niebezpieczeństw podróży.

Było tych przybyszów dużo. W początkach XVII wieku liczono ich już na tysiące. Poseł polski Ossoliński wymieniał w r. 1621 w Londynie cyfrę 30.000 głów. Agent angielski Gordon w raporcie z 1627 r. liczył Szkotów wespół z Anglikami na 40.000. Ambasador francuski Charance w r. 1629 podawał liczbę mniejszą: 15.000.

W tych czasach nie było mowy o metodycznej statystyce; toteż dzisiejsi badacze są skłonni do pomniejszania owych cyfr siedemnastowiecznych: tak np. Roman Rybarski sądzi, że w połowie XVII stulecia w Koronie przebywało niewiele więcej ponad 800 rodzin szkockich, co jednak jest może pomniejszeniem za daleko posuniętym (zwłaszcza, że jego oparciem są rejestry podatku na rzecz... zdetronizowanej rodziny Stuartów, od którego na pewno i nie bez dobrej racji wielu się wykręcało).

W każdym razie liczba ta, na swój czas, była znaczna. Do dziś też żywe są pewne pamiątki owych polsko-szkockich stosunków (taniec „szot” dotąd w wielu okolicach wśród ludu jest popularny; na Kaszubach „szot” dziś jeszcze kupca oznacza). Pochodząc ze sfer niezamożnych, przybysze szkoccy rzadko rozporządzali środkami potrzebnymi do uruchomiania większych przedsięwzięć. Przeważnie zaczynali od wędrownego kramarstwa i niejeden przez długie lata biedę w nim klepał (zwłaszcza, że obkładano ich podatkami, i to coraz większymi). Nie brak jednak było i takich, którzy szybko się dorabiali i osiadali w miastach jako kupcy i rzemieślnicy. Zdarzały się wśród nich nawet kariery błyszczące.

Jedną z takich ukazuje właśnie żywot Roberta Porcjusza.

Zjawił się on w Krośnie jako kilkunastoletni chłopak koło r. 1623 i nie wiadomo od czego zaczął; akta sądowe przechowały z tych czasów tylko dowód jego krewkiego temperamentu, bo skaleczył kogoś w kłótni i był za to karany. Niebawem jednak zasłynęło jego nazwisko w innym zupełnie charakterze: mianowicie, jako głównego importera win węgierskich do Polski. Trzej kolejni królowie wystawiali Porcjuszowi przywileje. Obracał ogromnymi sumami, a sławiony był za nieskazitelną uczciwość.

Dostawcy węgierscy chcieli podobno uzyskać jego pobłażliwość dla jakichś swoich niepoprawności (celnych?) i jedną z beczek napełnili w tym celu złotem zamiast winem. Nieugięty Szkot wytoczył im o to sprawę przed sądem, a złoto rozdał ubogim. Tak przynajmniej mówi podanie. To pewna, że, będąc najbogatszym człowiekiem w Krośnie, nie żałował Porcjusz pieniędzy na cele publiczne i stał się prawdziwym dobroczyńcą miasta, a zwłaszcza farnego kościoła. Acz bowiem za młodu protestant („poganinem” nazywa go jeden z dokumentów), przeszedł później na katolicyzm i gorliwość w wierze zaświadczał wydatnymi fundacjami. Kiedy w r. 1638 w pożarze zapadła się nawa kościelna, podniósł ją swoim staraniem, przybudował do niej dwie kaplice i pokrył je dachem miedzianym. Ufundował także trzy dzwony kościelne, chrzcielnicę, różne obrazy i ornaty.

Wymownym dokumentem jego charakteru jest jego testament, wypełniony dużymi zapisami na cele dobroczynne i (znów) na farę krośnieńską, a nic nie przeznaczający dla Szkotów jako „nacji” (co za rzecz prawdziwie wyjątkową należy uważać). Jest tam i suma na naprawę murów miejskich, i na odbudowanie mostu „za bramą Krakowską”, i na nowe bruki na ulicach. Fara otrzymała fundację na organistę (z warunkiem, żeby w środy po nieszporach śpiewał z dziećmi litanię) i na dzwonnika (z warunkiem, żeby z dziadami kościelnymi czyścił obrazy w ołtarzach). Osobną sumę 6.000 zł. pol. zapisał Porcjusz na podniesienie dzwonnicy farnej o dziesięć łokci wyżej i na pokrycie dachu kościelnego miedzią (ten ostatni dezyderat, jak zaznacza monografista Krosna ks. Sarna, zrealizowany został dopiero... w r. 1895).

Zapisał dalej Porcjusz spore legaty biskupowi krakowskiemu i biskupowi przemyskiemu. Co jednak w jego testamencie uderza najbardziej, to znaczna suma zapisana królowi Janowi Kazimierzowi - jako dowód przywiązania, respektu i uczuć wiernopoddańczych.

Poczuwał się więc Porcjusz za swoje bogactwo do wdzięczności i dla miasta i dla monarchy. Prawda, zachowały się w aktach archiwalnych i jakieś jakby ślady „odwrotnej strony medalu”: w r. 1665 mieszczanie krośnieńscy w prośbie do lustratorów skarżyli się, że Porcjusz przez zagarnięcie całego handlu w okolicy i trzymanie w zastawie gruntów miejskich, bardzo miasto zubożył. Oskarżony nie mógł się tłumaczyć, bo od kilku lat już nie żył.

Umarł w r. 1661. W pogrzebie jego brało udział przeszło stu księży. Pochowano go w podziemiach ufundowanej przez niego kaplicy. Zawieszono też w niej jego portret, który i dziś tam można oglądać, acz ucierpiał najwidoczniej od jakichś późniejszych przemalowań. Mieści się na nim napis, zaczynający się od słów: „G[e]n[er]osus Robertus de Lanxet Portius Scotus...”. Sąsiadują z nim portrety później zmarłych: żony jego Anny i brata Tomasza. Rodzina Porcjuszów istniała w Krośnie do początku wieku XVIII.

Dzieje tego Szkota są pouczające jako dowód, że dawna Rzeczpospolita, mimo wiadomych wad swego ustroju społecznego i politycznego, posiadała przecież siłę atrakcyjną, która w jednym pokoleniu obcego przybysza mogła przekształcić w dobrego i wdzięcznego obywatela. Pouczające są także jako dowód, że w dawnej Polsce nie brak było pola do świetnych karier.

 

O wielu innych polsko-brytyjskich kontaktach i wydarzeniach szerzej w najnowszym, 21 już numerze Szkoły Nawigatorów. Do kupienia tutaj:

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/szkola-nawigatorow-nr-21/

Spis treści poniżej:

Spis treści polsko-brytyjskiego Nawigatora



tagi: polska  anglia  portius  krosno  borowy  szkocja 

rotmeister
29 stycznia 2019 20:41
7     853    7 zaloguj sie by polubić
komentarze:
gabriel-maciejewski @rotmeister
29 stycznia 2019 22:17

Strażnik szlaku handlowego i wołowiny...ten, który widzi wszystko

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @gabriel-maciejewski 29 stycznia 2019 22:17
29 stycznia 2019 22:41

Młodzieńczy zew przygody go tu przygnał. Nie inaczej.

zaloguj się by móc komentować

onager @rotmeister 29 stycznia 2019 22:41
29 stycznia 2019 23:26

Inaczej to widzę.

Miał alternatywę - przepłynięcie Atlantyku i karczowanie lasów w dzikim kraju np. Nowej Szkocji, wstąpienie do jakiegoś szkockiego pułku protestanckiego i zwalczanie papistów, czy handel w Krośnie ?

Widać, wybrał to, co najlepsze.

pzdr

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @onager 29 stycznia 2019 23:26
29 stycznia 2019 23:29

Możliwe, że nie miał żadnej alternatywy. 

zaloguj się by móc komentować

z-daleka @rotmeister
30 stycznia 2019 08:38

W civitates orbis terrarum Grzegorza Brauna jest umieszczony plan miasta z krotkim opisem: W tym waznym handlowym miescie handlowano lnem, plótnem oraz wegierskim winem.

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @rotmeister
30 stycznia 2019 13:43

Grzegorza Brauna?

zaloguj się by móc komentować

z-daleka @rotmeister 30 stycznia 2019 13:43
30 stycznia 2019 13:52

Chodzi konkretnie o Gregor Braun z Koloni , ktory w koncu XVI w. wydal ww. dzielo.

Pan Gabriel powinien miec reprodukcje tego dziela

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować