-

rotmeister : Wspomnicie moje słowa

Rok 1920 i tajemnica masakry dwu batalionów. Z dziejów wojny polsko-bolszewickiej.

Stefan Majewski, Tajemnica masakry dwu batalionów. Wiadomości (londyńskie) nr 1074, 1966 rok.

 

W krytycznych dniach sierpnia 1920, w obszarze Modlin-Ciechanów-Mława-Chorzele działała słynna w tym czasie 18-a dywizja piechoty pod dowództwem gen. Krajowskiego (Kraliczka), wsławiona w walkach odwrotowych naszych wojsk z Kijowa; to głównie ta dywizja powstrzymała zwycięski pochód konnej armii Budiennego w obszarze: Brody-Radziwiłłów-Toporów, swoimi błyskawicznymi uderzeniami i nieoczekiwanym manewrem. (Po wojnie, przez szereg lat, była tematem studiów Wyższej Szkoły Wojennej jako przykład klasycznego manewru w walkach ruchomych).

Naczelny wódz Piłsudski, specjalnym rozkazem przerzucił 18-ą dywizję z rejonu walk pod Lwowem i skierował ją pod rozkazy gen. Sikorskiego, dowódcy 5-ej armii, działającego na północ od Modlina w ogólnym kierunku na Mławę-Chorzele; z zadaniem zdobycia Mławy, jako ważnego węzła dróg i wyjścia na tyły korpusu konnego Gaja-chana, który swoimi zagonami dotarł do Wisły w północno-zachodnim obszarze kraju.

18-ą dywizję przerzucono pospiesznie transportami kolejowymi do rejonu Modlina, i wprost z transportów kolejowych ruszyła do akcji po osi: Modlin-Płońsk-Ojrzeń-Sarnowa Góra-Ciechanów-Grudusk-Mława.

Płońsk zajęto po słabym oporze wysuniętych oddziałów nieprzyjacielskich, a dopiero w dalszym marszu 18-ej dywizji pod Ojrzeniem i Sarnową Górą rozegrała się decydująca bitwa o wyjścia na Mławę. Krwawy i uporczywy boj trwał dwa czy trzy dni. 145-y pułk strzelców kresowych był rzucony do bitwy jako ostatni odwód w rękach dowódcy 18-ej dywizji. Dywizja poniosła dotkliwe straty. Straty w obsadzie oficerskiej były tak duże że ja jako młody podporucznik objąłem dowództwo batalionu.

W czasie trwania tej bitwy, jeden z dowódców kompanii por. Dobija wpadł na dowcipny pomysł usmarowania sadzami twarzy i rąk swoich żołnierzy. Odniósł on duży sukces, bo pierwszy ze swoją kompanią włamał się w pozycje bolszewickie. Bolszewicy w panice opuścili obronne pozycje, roznosząc wieść że Polakom przyszli z pomocą „czornyje Niegry". Bohater tego pomysłu został ciężko ranny w pierś, a wynoszony na noszach z pola bitwy, trafiony ponownie pociskiem karabinowym w głowę, poniósł śmierć na miejscu. Opisuję to wydarzenie dla jego niezwykłości, by po 46 latach od pamiętnej bitwy uczcić pamięć tego wspaniałego żołnierza, niezrównanego kawalarza i serdecznego kolegi.

Zaraz po przełamaniu zaciętej obrony bolszewickiej, 18-a dywizja ruszyła forsownym marszem nocnym na Ciechanów i zajmuje go po krótkiej lecz gwałtownej walce. Po kilkogodzinnym wypoczynku dywizja ruszyła na Mławę, po utarczkach po drodze. Po ciężkiej bitwie Mławę zdobyto (20-24 sierpnia). Wśród wielu uzupełnień, jakie 18-a dywizja otrzymała, przybył do 145-go pułku strzelców kresowych młodziutki podporucznik byłej armii austriackiej. Był to młodzieniec niesłychanie zabawny, mówiący wszystkimi językami byłej monarchii austriackiej, najsłabiej polskim, co uzupełniał gestami rąk i mimiką, zawsze wesół i uśmiechnięty, bardzo odważny w boju. Przypadł nam wszystkim do serca. Dziś nie pamiętam jego niemieckiego nazwiska. Dowodził plutonem w jednej z kompanii 3-go batalionu. W bitwie o Mławę, kiedy 3-i batalion rozwijał się do natarcia pod ogniem nieprzyjaciela, podporucznik ów (wybiegł przed pluton i wskazując ręką na miasto wydał rozkaz:

- W tyraliery na Malawa!

W tej chwili pocisk karabinowy trafił go w otwarte usta, przebijając kark.

Nieszczęsny oficer zakrył ręką usta z których broczyła obficie krew, słaniając się wskazał podoficera który miał objąć dowództwo plutonu, a sam udał się o własnych siłach na punkt opatrunkowy, gdzie lekarz pułkowy po założeniu opatrunku odesłał go do szpitala w Ciechanowie. Jakież było nasze zdziwienie i radość gdy po kilku dniach wrócił do pułku „zdrów” i wesół jak zwykle. Otóż pocisk trafiając w otwarte usta nie spowodował żadnego poważnego, uszkodzenia, pozostawiając przy wylocie małą rankę na karku.

Odtąd w całym pułku zasłynął jago cudowne dziecko pułku z przezwiskiem „Malawa” i znany był w całej dywizji.

Po zajęciu Mławy dowódca 18-ej dywizji wyznaczył Żelazną Brygadę, jak ją wówczas nazywano, w składzie dwóch pułków piechoty (144-go pod dowództwem ppłk. Ocetkiewicza i 145-go pod dowództwem ppłk. Rachmistruka) do dozorowania i ubezpieczenia dywizji z kierunku północno- wschodniego.

Po przebytych bitwach i forsownych marszach żołnierze padali z nóg. Dowódca brygady wysłał dwa bataliony ze 144-go pułku piechoty do miejscowości oddalonej od 5 do 6 km na wschód od Mławy; nazwy tej miejscowości nie pamiętam, ale zdaje się że to była Krzynowłoga Duża.

145-y pułk strzelców kresowych był wysunięty na północno-wschodni skraj Mławy, częściowo zakwaterowany, a drugi batalion zajął odcinek wysunięty przed miasto z zadaniem bezpośredniego ubezpieczenia dywizji od północno-wschodniego kierunku.

Ja ze swoją kompanią tzw. szturmową (o zwiększonych stanach, z przydzieloną na stałe drużyną karabinów maszynowych), zająłem odcinek lewoskrzydłowy na małym wzniesieniu, z którego w kierunku wschodnim widoczna była cegielnia oddalona od 800 do 1000 m.

O świcie przybył na mój odcinek dowódca pułku ppłk Rachmistruk; był to oficer z armii austriackiej, Rusin z pochodzenia, źle mówiący po polsku, mieszający wyrazy ruskie, czeskie i źle wymawiane polskie, o surowym obliczu nie znającym uśmiechu, niezmiernie odważny w boju i trzymający twardą ręką pułk.

Służba czuwania zameldowała mi o przybyciu pułkownika, pośpiesznie zameldowałem się dowódcy.

Pułkownik bez żadnych wstępów powiedział:

- Pane poruszniku, wczoraj wieczorem poslane byli dwa bataliony z 144-go pułku do miejscowości Krzynowloga-Duża na wysunięte ubezpieczema dywizji, rozumiesz mnie pan?

- Tak jest panie pułkowniku.

- W nocy - ciągnął dalej pułkownik - cośsi musiało stać z tymi batalionami, ani meldunków, ani patroli, linia telefoniczna przerwana i me wiadomo co jest.

- O to niedobrze - wyrwało mi się.

Na to wyraźnie już ze złością, podnosząc głos, powiedział:

- Panie poruszniku, ja sem pana nie pytam czy to zle, czy dobrze, słuchaj pan moich rozkazów.

- Słucham, panie pułkowniku - odpowiedziałem.

- Już ruszaj pan z kompanią wprost przed ta cegielnia do tej miejscowości gdzie stoją na ubezpieczeniu dwa nasze baony, w cegielni mogą być ich patrole, albo placówki, rozumesz me pan?

- Tak jest, panie pułkowniku.

- Iść ostrożnie - mówił dalej pułkownik - i nawiązać łącznosc z tymi baonami. Wyszle pan patrole z meldunkami do mnie po nawiązaniu łączności. Na prawo od pana idzie 5-a kompania.

- A na lewo? - spytałem nieśmiało.

- Na lewo, na lewo... - denerwował się pułkownik - tam pójdą czołgi, a za panem cały pułk... i dywizja,  rzucił ze złością - no to już, już... ruszaj pan z kompanią.

Bez słowa zasalutowałem i pospiesznie odszedłem zaalarmować kompanię, ściągnąć placówki i patrole, oraz wydać odpowiednie rozkazy dowódcom plutonów. Po zakończeniu przygotowań i wydaniu rozkazów ruszyłem na zadanie.

Idąc rozmyślałem... co by się mogło przytrafić tym baonom, przecież dwóch batalionów nie można było po cichu sprzątnąć... musiałaby być jakaś bitwa, musiałyby być wysłane jakieś patrole łączności do brygady. Ech, strachy na Lachy, i przestałem o tym myśleć. Byłem jednak niespokojny. Czas upływał powoli. Nagle usłyszeliśmy strzały karabinowe. To moje patrole dochodziły do cegielni, przyśpieszyłem kroku z pierwszym plutonem dając rozkaz rozsypania plutonu w gęste tyraliery, w luźnym szyku podchodziliśmy do cegielni.

Własny patrol wysłany poprzednio zameldował mi, że w cegielni stoi placówka bolszewicka, która ostrzelała mój patrol. Podchodząc do cegielni pluton został ostrzelany przez, placówkę, czy też patrol bolszewicki z cegielni. Po wymianie strzałów placówka nieprzyjacielska wycofała się na wschód.

Po zajęciu cegielni wysłałem pierwszy meldunek o sytuacji do dowódcy pułku. Miałem do przebycia jeszcze około 5 km. Kompania szła szykiem luźnym w kolumienkach, czas upływał. Na widnokręgu zaczęły się wyłaniać zabudowania folwarczne. Moje patrole bojowe doszły już do folwarku i łącznik wysłany z patrolu przybył z meldunkiem, że folwark jest wolny, ale na miejscu znaleziono trzy zmasakrowane trupy; skierowałem pluton na zabudowania folwarczne, w których nikogo nie było, natomiast ujrzałem trzy nagie trupy strasznie posiekane szablami, przy jednym z nich znalazłem książeczkę do nabożeństwa, różaniec i porwany portfel, przy bliższych oględzinach ustaliłem ze jednym z zamordowanych był ksiądz.

Teraz już naprawdę zacząłem się obawiać o los batalionów. Wydałem rozkaz do dalszego marszu wysyłając patrole bojowe naprzód. Gdy wyszliśmy z zabudowań folwarcznych, przed nami rozpościerało się prawie płaskie ściernisko i jak okiem sięgnąć zasłane jakby białymi papierami, mgła poranna unosiła się nad polem przesłaniając widoczność. Przyłożyłem lornetkę do oczu.

Skamieniałem, zacząłem rozpoznawać kształty ludzkie nagich ciał zalegające całe to ściernisko. Od patrolu bojowego przybiegł zadyszany goniec i podał mi ledwie czytelny meldunek, że to są trupy pomordowanych ludzi.

Pobiegłem za tyralierką pierwszego plutonu i dopadłem pierwszych z brzegu zmasakrowanych ciał.

Zwłoki ludzkie przedstawiały potworny widok, z głębokimi otwartymi ranami piersi, brzucha, głowy i pleców, zadanych szablami

Widziałem przerażenie w oczach moich żołnierzy, którzy pozdejmowali furażerki z głów i stali w niemym osłupieniu wśród setek zmasakrowanych zwłok.

Byłem tak wstrząśnięty tym widokiem że odjęło mi mowę i wolę działania. Widziałem jak dołącza na lewo drugi mój pluton i słyszałem okrzyki przerażenia. Powoli wracałem do strasznej świadomości, drżącymi rękami napisałem dwa meldunki o potwornym odkryciu, podniosłem, się z ziemi i przywoławszy dwóch podoficerów z pierwszego plutonu wręczyłem każdemu identyczne meldunki do dowódcy pułku, kazałem każdemu z podoficerów zabrać po trzech żołnierzy i poleciłem jak najszybciej doręczyć je dowódcy pułku.

Widziałem na tej wojnie różne bestialstwa dokonywane przez bolszewików, ale widok przeszło tysiąca nagich ciał ludzkich z otwartymi ranami na ciele i przerażonych twarzy w przedśmiertnym krzyku, podobnych do upiorów nie z tej ziemi, był tak potworny, ze prześladował mnie całe lata po wojnie. Słońce stało już wysoko, z dala rysowały się zabudowania wsi. Wydałem rozkaz plutonom do rozwinięcia się tyraliery i poprowadziłem natarcie na widniejącą miejscowość. Z początku zaczęły padać pojedyncze strzały, żołnierze moi nie padając, rwali jak szaleni naprzód, odezwały się serie karabinów maszynowych. Ten i ów z moich nacierających żołnierzy pozostał wśród makabrycznego pola.

Zagrały i nasze karabiny maszynowe, żołnierze moi, przypadając do ziemi dla nabrania tchu, podrywali się znowu i rwali jak szaleni na wieś.

W tym czasie wchodziła do akcji prawo skrzydłowa kompania 5-a. Bolszewicy zostali wyparci ze wsi bagnetami i granatami, wycofując się na wschód. Wyskoczyłem na wschodni skraj zabudowań i ujrzałem widok niesamowity. W odległości od 800 do 1000 m przesuwał się potworny wąż kolumny korpusu konnego Gaja-chana, w zbitej masie pułków konnych, artylerii, taborów, taczanek, z północy na południowy wschód.

Rozkazałem otworzyć ogień karabinów maszynowych na daleki cel. Widziałem jak powstało zamieszanie w kolumnie Gaja; artyleria, odprzodkowując działa, wprost z otwartych stanowisk otworzyła ogień na naszą wieś, szwadrony konne zaczęły się odrywać od kolumny i przy pomocy harcowników okrążać moje lewe skrzydło. Wieś zaczęła się palić od pocisków armatnich, przerzuciłem jeden karabin maszynowy na lewy skraj wsi aby powstrzymać szwadrony konne zagrażające mi od północy. Sytuacja we wsi stawała się z minuty na minutę groźniejsza, a tu z zapowiedzianych czołgów, na lewym moim skrzydle, ani śladu, musiałem wysunąć moją kompanię na skraje przed palącą się wsią, przed nami zaczęły wychodzić spieszone szwadrony do natarcia, z lewego mojego skrzydła szwadrony kozackie cofnęły się pod ogniem naszego karabinu maszynowego.

Spokojnie myślałem że podzielę los tych dwóch batalionów, które pozostawiłem za sobą.

Nagle, z prawego krańca wsi, odezwały się pierwsze strzały naszej artylerii. W kolumnie Gaja powstał tumult, wreszcie wyszło natarcie naszego 145-go pułku strzelców kresowych. Kompanie nasze we wsi dołączyły do natarcia. Przedpole opustoszało. Kolumna wojsk Gaja, pozostawiając oddziały straży tylnych, wycofała się pośpiesznie w kierunku na Chorzele.

Zaczął się pościg za cofającym się korpusem Gaja-chana. Wielkie jednostki wojska polskiego, działające na wschód od 18-ej dywizji, zagrodziły mu drogę.

W Chorzelach rozegrał się ostatni akt tego dramatu. Przyparty do granicy Prus Wschodnich, bity od zachodu przez 18-ą dywizję, od wschodu wielkimi jednostkami wojska polskiego, przeszedł granicę Prus Wschodnich większością sił, pozostawiając kilka tysięcy jeńców w rękach polskich jednostek działających w tej bitwie. Korpus konny Gaja przestał istnieć!

Po rozgromieniu korpusu konnego Gaja, z rozkazu gen. Krajowskiego, przeprowadzono dochodzenia wśród jeńców bolszewickich, aby wyłowić uczestników masakry naszych dwóch batalionów.

Wyłowiono spośród wziętych do niewoli dwustu uczestników tej rzezi. Zorganizowano doraźne sądy połowę, które skazały wszystkich uczestników mordu na karę śmierci przez rozstrzelanie.

Gen. Krajowski wyrok zatwierdził. Wyrok wykonano. Pozostanie jednak nadal nie wyjaśnioną tajemnicą, jak to się mogło stać aby dwa bataliony doświadczonych w boju zaprawionych żołnierzy, dało się wziąć do niewoli i żeby ani jeden z tysiąca żołnierzy nie uszedł z życiem z tej rzezi. Tego już nikt nie odkryje. Tajemnica zeszła do wspólnej mogiły razem z zamordowanymi żołnierzami na przedpolach Mławy.

Nazwy pobojowisk spod Ojrzenia, Sarnowej Góry, Mławy i Chorzel wyryto na płytach grobu Nieznanego żołnierza na placu marszałka Piłsudskiego w Warszawie, jako największego pobojowiska w wojnie polsko-bolszewickiej r. 1920.

Minęło zaledwie 46 lat, ale powyższe wypadki zatarły się w pamięci ludzkiej.

Niech to wspomnienie będzie oddaniem hołdu tej bohaterskiej braci żołnierskiej, która oddała swe młode życia za wolność Polski, a kto wie, czy nie całej Europy w walce z bolszewicką tyranią.

Stefan Majewski, pułkownik broni pancernej



tagi: 1920  wojna polsko-bolszewicka  mława 

rotmeister
31 lipca 2018 10:43
24     1797    15 zaloguj sie by polubić
komentarze:
gabriel-maciejewski @rotmeister
31 lipca 2018 11:08

Ta masakra jest opisana przez Babla, ja się dziwię doprawdy, że historycy nie potrafią łączyć opisu literackiego naocznego świadka z dokumentami i relacjami innych uczestników. Dziwię się też, że masakra dwóch batalionów nie jest w ogóle w polskiej literaturze wspominana, że nie ma żadnej legendy. Jak Huroni i Francuzi wzięli do niewoli 12 brytyjskich żołnierzy w bitwie pod Monongahelą i następnie ich zamordowali, to ilość druków i filmów powstałych na ten temat zatopiłaby krążownik. U nas zaś nic...ani słowa. Nikogo nie obchodzi kto zginął, jak zginął, kto był odpowiedzialny i kto odpowiedzialności uniknął. To jest, łagodnie mówiąc, nie do przyjęcia. 

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @rotmeister
31 lipca 2018 11:26

Babel zdaje się pisał o Zadwórzu, tam też była masakra.

PS. Zajrzyj na emaila.

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @rotmeister
31 lipca 2018 11:34

Ktoś na pewno pisał o masakrze pod Mławą

zaloguj się by móc komentować


Tytus @rotmeister
31 lipca 2018 12:44

Józef Mackiewicz przytoczył relację gen. Grobickiego w 1966:

http://www.jozefmackiewicz.com/teksty27.html

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @rotmeister
31 lipca 2018 14:02

Masz rację, to Mackiewicz

zaloguj się by móc komentować

syringa @rotmeister
31 lipca 2018 14:20

cóż, mozna tylko spekulować...

na tę wojnę poszło wielu ochtników z Wielkopolski -młodziutkich chłopców, którzy zupełnie nie mieli doświadczenia ze wschodnią barbarią, bo co by nie mówić -wtedy (jeszcze) Prusacy nie byli tak okrutni aby np. robić "lampasy" wydzierając je ze skóry przed śmiercią (księżom tonsury na głowie) (Patrz -"Koń na wzgórzu").

Sądzili może, że poddając się będa potraktowani należycie.

To samo było po II.wojnie w walkach z UPA. Byłam w latach 60. na wycieczce w Bieszczadach i oprowadzał nas człowiek wcielony wtedy do KBW. Opowiadał, że gdy mieli nieostrożność iść gęsiego, Upowcy porywali ostatniego żołnierza -tak, że idący przed nim nie zauważali i potem potwornie pastwili się nad jeńcem i podrzucali trupa na kwaterę.

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @rotmeister
31 lipca 2018 14:26

Wiesz co, pokładanie wiary w zeznania oficera KBW zalatuje takim opowiadaniem Hłaski, w którym pisze on o wewnętrznym pięknie i szlachetności  Różańskiego...weź może przestań, co...

zaloguj się by móc komentować

mooj @rotmeister
31 lipca 2018 14:33

Tajemnicą pozostanie, jak to możlwie, że synowie i bracia pomordowanych, często świadkowie wydarzeń z końca drugiej dekady XX wieku, niespełna dwadzieścia lat później oddawali się w niewolę tym samym ludziom, którzy mordowali jeńców i cywilną ludność nieprzerwanie. "Nie strzelając, chyba, że w odpowiedzi na ogień". 

Jak szli się rejestrować u okupanta podając prawdziwe dane.

Nie wszyscy, ale większość.

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @mooj 31 lipca 2018 14:33
31 lipca 2018 14:43

Trochę o tym pisał Ziemkiewicz cytując Czapskiego. Estymą bolszewizm darzyli oficerowie. Zwykli szeregowcy wiedzieli co o komunizmie myśleć. Czytałem W sowieckiej niewoli Młynarskiego. Wojna jako przygoda generalnie. Ważny pozór i dobra woda kolońska. A dzisiaj? Hitler był zły. A Stalin? No.....ten, tego, też nie był fajny. Ale Hitler był najgorszy. 

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @syringa 31 lipca 2018 14:20
31 lipca 2018 14:47

Pewnie gdyby to oni wcześniej znaleźli zmasakrowanych kolegów tak szybko by się nie poddali. Jak się Sowieci Wehrmachtowi poddawali tysiącami to specjalne oddziały nkwd przedostawały się na tyły frontu, chwytali jeńca i jego zmasakrowane zwłoki zostawiali na widoku. Jak Niemcy kumpla zobaczyli sami pałali chęcią zemsty. Wtedy Sowieci się tak chętnie nie poddawali.  A o to chodziło.

zaloguj się by móc komentować

mooj @rotmeister 31 lipca 2018 14:43
31 lipca 2018 14:58

Podlinkowany wyżej Mackiewicz tym Stalinem byłby wstrząśnięty :)  Tj pominięciem genezy i zwaleniem wszystkiego na jednoosobwe zło umieszczone w Stalinie

Ale może to jakiś klucz jest? W przeciwieństwie do narracji chruszczowskiej i post-chruszczowskiej, wcześniej (czyli też w 39), rozpowszechniane wizje "łagodniejszego Stalina i przemian sowietów" mogły mieć jakieś wzięcie. Manewr ten sam - były błędy ale to poprzednicy, teraz inaczej, wszak nowoczesność, przemysł i kino, elektryfikacja i balet

Jednak trudno uwierzyć, że miało to aż takie przełożenie i na osoby, które spotkały się ze skutkami bolszewii osobiście. Toż ich życie nie gazetami tylko i "estymami środowiskowymi" było kształtowane ale własnym doświadczeniem, zupełnie świeżym.

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @mooj 31 lipca 2018 14:58
31 lipca 2018 15:09

Wstrząśnięty raczej nie. Dam o tym nie raz pisał. Nazizm jako dni piekieł a komunizm już niekoniecznie. Stalin chciał w miarę dobrze ale mi nie wyszło. A ci oficerowie? Cześć starszych Sowietów dalej utożsamiało z Rosją carską. Młodsi niekoniecznie musieli być na wojnie a gdy trafisz między wrony musisz krakać tak jak one. Plus zdrajcy. Tenże Młynarski też o tym piszę podając konkretny przykład. Chyba o tym coś napiszę.

zaloguj się by móc komentować

Matka-Scypiona @rotmeister
31 lipca 2018 16:29

Cenckiewicz poinformował niedawno o spaleniu setek tysięcy dokumentów,  w tym również tych z czasów wojny 1920 roku. Cały czas to wydarzenie komuś uwiera. ..

zaloguj się by móc komentować

MZ @rotmeister 31 lipca 2018 14:43
31 lipca 2018 17:16

Nie wszyscy oficerowie sowieccy darzyli esymą bolszewizm.Opowiadał stary człowiek ,u którego stacjonował ,w czasie wojny sowiecki oficer,że na stwierdzenie jego ojca-diabeł Hitler uciekł-odpowiedział rozgladając sie wkoło-jeden diabeł uciekł ale drugi przyszedł. 

zaloguj się by móc komentować

tomciob @rotmeister
31 lipca 2018 18:05

Witam.

Z tego co widzę w Wiki jest wspomnienie na temat tej masakry i są też podawane dodatkowe źródła. Nie zmienia to faktu, że opis zamieszczony w notce działa na wyobraźnię. Dodatkowo Gaj-Gaj ma interesujący biogram w polskiej Wiki. Gdy jednak zagłębić się dalej w ten temat w poszukiwaniu źródeł wiedzy to trafiłem jeszcze na taką ciekawostkę o "cudzie nad Wisłą"  i oczywiście na wielce interesującą choć wydaje się że nie do końca kompletną biografię  polskiego historyka i podobno uczestnika tej wojny. Moim zdaniem temat rozwojowy.

Dziękuję za notkę

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @MZ 31 lipca 2018 17:16
31 lipca 2018 18:11

Tak było. Tylko tych dobrych nie było tylu żeby przeciwstawić się złym. 

zaloguj się by móc komentować


rotmeister @Matka-Scypiona 31 lipca 2018 16:29
31 lipca 2018 18:12

Bo historia ma tak naprawdę duże znaczenie. To nie jest tylko wymienianie dat. Pozdrawiam.

zaloguj się by móc komentować

Szczodrocha33 @gabriel-maciejewski 31 lipca 2018 14:26
31 lipca 2018 18:58

Pamietam jak Hlasko pisal w "Pieknych Dwudziestoletnich" o jakims pisarzu chyba ktorego UB przesluchiwalo i zwolnilo. O Rozanskim mowil z pochylona glowa i po cichu: "brat pana Borejszy".

zaloguj się by móc komentować

Draniu @rotmeister 31 lipca 2018 18:12
31 lipca 2018 19:04

Otoż to.. Cala ta historia z tym wymordowaniem dwóch batalionów.. Cuchnie z daleka zdradą.. 

Będę cierpliwie czekał na tekst o Młynarskim i jego obserwacjach.

Dziękuję za notkę

zaloguj się by móc komentować

maria-ciszewska @Draniu 31 lipca 2018 19:04
31 lipca 2018 19:58

Książkę Bronisława Młynarskiego W niewoli sowieckiej można kupić (np. w Multibooku) lub wypożyczyć w bibliotece. Świetnie się czyta.

zaloguj się by móc komentować

ParysvelParwowski @rotmeister
1 sierpnia 2018 09:58

Świetne, dziękiuję

zaloguj się by móc komentować


zaloguj się by móc komentować