-

rotmeister : Wspomnicie moje słowa

Opactwo Cystersów w Wąchocku. Produkcja górniczo-przemysłowa i handel.

Mieczysław Niwiński, Opactwo Cystersów w Wąchocku. Fundacja i dzieje uposażenia do końca wieków średnich. Kraków 1930 (fragmenty).

 

VI. Produkcja górniczo-przemysłowa.

 

Bliższe i dalsze okolice Wąchocka obfitowały i obfitują po dzień dzisiejszy w rozliczne płody kopalniane. Pośród nich odgrywają główną rolę złoża żelaza. Warstwy kruszconośne należą tam do trzech poziomów triasu, tj. röthu, słabo wykształconego wapienia muszlowego i kajpru. Warstwy rudonośne röthu rozpościerają się na północ od Kielc do Węgrzynowa przez Rogowice, Suchedniów i Bzin do Rzepina. W związku z wapieniem muszlowym Kieleckiego pozostają pokłady rud żelaznych w okolicy Bzina, Parczowa, Rokocin itd. Rudy kajprowe występują na północnych stokach gór kielecko-sandomierskich, w pasie, ciągnącym się od Bzina przez Parczów, Wielką Wieś, Węgłów, Rataje, Rzepin i Pawłów. Rudy triasu kieleckiego dają 15—35% surowego żelaza, są więc nisko procentowe. Oprócz tego eksploatowano dawniej niezawodnie rudę darniową, która wśród tamecznej, bagnistej okolicy musiała się obficie znachodzić. Jak widzimy, występują złoża żelaza także na obszarze dóbr wąchockich. Ciągną się tu one w dwóch pasach po obu stronach Kamiennej. Nadto trzeci krótki pas wiedzie od Jasieńca i Małyszyna poprzez Tychów i Mirzec do Mirowa; tu już w r. 1475 kopano rudę w okolicy lasu Trębinowa na północ od Mirzca. Poza tym pozostały ślady po kopalniach rudy żelaznej w pobliżu Marzysza i Radomic. Rudy innych metali nie pokazują się w obrębie samych majętności klasztornych, spotykamy je wszakże w pobliskich stronach (miedź koło Chęcin i w paru miejscowościach pod Kielcami, ołów w okolicach Chęcin, Kielc i Łagowa).

 

Początki górnictwa w Kieleckiem giną w pomroce dziejowej. Pierwsze źródłowe świadectwa o nim posiadamy dopiero z XV i XVI w., ale geneza jego musi sięgać głębiej wstecz. Warto się nad nią bliżej zastanowić, tym bardziej, że istnieje ciekawy dokument z połowy XIII wieku, który rzuca snop światła na rolę, jaką odegrał (a przynajmniej mógł odegrać) klasztor wąchocki przy zapoczątkowaniu przemysłu górniczego w tamtych stronach. Jest to przywilej Wstydliwego z r. 1249, w którym książę udziela konwentowi wąchockiemu koncesji na poszukiwanie płodów kopalnianych. Koncesja ta obowiązywała na terytorium całego państwa, tj. obydwóch księstw, krakowskiego i sandomierskiego na następujących warunkach. Jeżeli cystersi znajdą nową kopalnię soli, lub doprowadzą takową do stanu używalności przy pomocy księcia, to otrzymają na stałe trzecią część produkcji tej kopalni. W razie znalezienia złota lub srebra dostaną piątą część na własność, od znalezionego ołowiu, miedzi i cyny trzecią część. Wspomniany dokument świadczy wymownie, że cystersi wąchoccy uchodzili wtedy za fachowców w dziedzinie górnictwa, szczególnie o ile chodzi o saliny. Ta zaszczytna opinia nie była zapewne niezasłużoną. Wskazują na to dzieje macierzystego opactwa morymundzkiego. Posiadało ono kilka warzelni i kopalni soli w Lotaryngii i w Franche-Comté, które mnisi eksploatowali w własnym zarządzie za pośrednictwem braci konwersów .

 

Konwent morymundzki posiadał więc niezawodnie spore doświadczenie w zakresie kopalnictwa solnego, a swą praktyczną wiedzę przekazał niewątpliwie odległej córze nad Kamienną. Jednakże nie potrzeba poprzestawać na analogii, mamy bowiem inny dyplom Wstydliwego z r. 1270, który świadczy korzystnie o kwalifikacjach cystersów wąchockich w zakresie eksploatacji soli. W dokumencie tym zawiera książę z klasztorem wąchockim umowę w sprawie naprawy starego źródła solnego w Bochni. Źródło to zostało zasypane ziemią i zalane. Opactwo zobowiązało się przyprowadzić je własnym kosztem do porządku, za co miało pobierać cały dochód przez przeciąg jednego roku od św. Marcina począwszy; po upływie tego roku przypadnie zakonnikom 1/3 dochodu, nie licząc dziewięciny (nona), jaką klasztor pobierał już dawniej z tego źródła, a to na zasadzie ogólnego nadania dziewięciny (nony) z soli książęcej w Bochni, uskutecznionego jeszcze w przywileju z r. 1249. Oprócz tego darował książę opactwu cztery małe źródła solne. Obok każdego źródła wolno było mnichom postawić jeden dom drewniany tzw. wieżę, która zawierała jedną panew do warzenia miałkiej soli (patella). Kierownik tych warzelni klasztornych otrzymał wraz z potomstwem prawo swobodnego warzenia soli w jednej z panwi. Opat i kierownik warzelni mogli sprzedawać swobodnie wyprodukowaną sól, podobnie jak to czynili żupnicy. Kierownik warzelni był niezawodnie człowiekiem świeckim, skoro jego uprawnienia miały przejść na jego potomstwo. Okoliczność powyższa dowodzi, że klasztor prowadził warzelnie w własnym zarządzie, lecz nie bezpośrednio przez braci konwersów, ale za pośrednictwem urzędnika świeckiego. Wspomniane warzelnie nie były już czynne w XV stuleciu, a przynajmniej nie należały wtedy do klasztoru. Zakonnicy stracili je albo wskutek reform, podjętych przez Wstydliwego w latach 1273—1278 , albo też z powodu wysychania źródeł solankowych. Za Długosza posiadało opactwo w Bochni tylko dwa siedliska (area) i dwa domy, płacące po 12 gr. czynszu.

 

Warto się jeszcze zastanowić, czy i w jakiej mierze wyzyskali mnisi koncesje górnicze, nadane im w dokumencie z r. 1249. Rozciągały się one na wszystkie ziemie, należące do Bolesława Wstydliwego. Dlatego co do każdej kopalni soli, miedzi, ołowiu, czy cyny na obszarze księstw krakowskiego i sandomierskiego, które nie istniały jeszcze przed rokiem 1249, można by postawić hipotezę, że zawdzięczała swe powstanie cystersom wąchockim. W szczególności można wziąć pod uwagę kopalnie miedzi i ołowiu koło Kielc i Chęcin, gdyż nie są zbytnio oddalone od klasztoru; jeżeli zaś mnisi istotnie rozwijali jaką działalność na polu górnictwa poza obrębem swych dóbr, to najpewniej gdzieś w pobliżu dzierżaw opactwa. Otóż istnieje w tym względzie jedna pośrednia wskazówka co do kopalni ołowiu. Długosz opowiada, że kościół i budynki opactwa pokryte były dachem ołowianym, który zniszczał w czasie najazdu Tatarów. Wiadomość ta zasługuje na wiarę, bo opiera się niewątpliwie na żywej tradycji klasztornej. Dach ołowiany uchodził podówczas za rzecz wielce drogocenną, mogły sobie na niego pozwolić tylko najznamienitsze świątynie w kraju, jak katedry gnieźnieńska i krakowska.

 

Z faktu posiadania dachu ołowianego należałoby wnosić o wielkich zasobach materialnych klasztoru; jednakże wniosek tego rodzaju byłby zanadto ryzykowny. Trzeba zatem przypuścić, że zakonnicy doszli do posiadania dachu ołowianego tańszym kosztem. Mogło to mieć miejsce tylko w tym wypadku, jeżeli otrzymali ołów za darmo z jakiej pobliskiej kopalni, a odlew wykonali własnymi siłami. Mamy tedy wskazówkę, że cystersi z Wąchocka posiadali udział w produkcji jakiejś pobliskiej kopalni ołowiuj zapewne więc przyczynili się do jej odkrycia i urządzenia. Musieli też mieć doświadczenie i wprawę w zakresie hutnictwa, skoro podjęli się tak misternej roboty, jak odlew dachu z ołowiu.

 

Dyplom z r. 1249 nie wspomina o żelazie, niezawodnie dlatego, że eksploatacja rudy żelaznej, bardzo podówczas rozpowszechnionej (żelaziak bagnisty), nie uchodziła za monopol księcia i była każdemu dozwolona. Nie mamy tedy żadnych wiadomości z XIII w. o działalności cystersów wąchockich w zakresie produkcji żelaza. Ponieważ jednak stwierdzono umiejętność mnichów co się tyczy kopalnictwa innych kruszców, przeto można śmiało przyjąć, że już w XIII w. wydobywali oni i wytapiali rudę żelazną, której bogate złoża znajdowały się w obrębie samych dóbr klasztornych. Domysł ten zyska na sile, jeśli się weźmie pod uwagę, jak potrzebnym było żelazo zarówno przy budowie gmachów klasztornych, jak i do wyrobu oraz naprawy narzędzi rolniczych. Zresztą kolonia szarych mnichów przywiozła z Burgundii świeże tradycje w dziedzinie przemysłu metalurgicznego. Wskazuje na to wiadomość o dużych zasługach około rozwoju tego przemysłu, jakie położyli zakonnicy klasztoru La Creste, jednej z pierwszych filii Morymundu.

 

Dopiero Liber Beneficiorum donosi bezpośrednio o eksploatacji rudy żelaznej w okolicy Wąchocka. Wymienia ono dwie kuźnice klasztorne (fabrica ferri) w Bzinie i Krzyszowej Woli. Oprócz tego istniały już wtedy może kopalnie, połączone z hutami w Żyrcinie i Jabłonicy. Słyszy się o nich dopiero w XVI stuleciu. Mianowicie w r. 1530 pozwala opat wąchocki Rafał Zaborowski Józefowi, zwanemu Gloza, zbudować na nowo mineram seu officinam minerariam in fluvio dicto Lanczna ac in haereditate villae nostrae iam dudnm destructae, dictae Schirschlini... et piscinam de novo álveo erigere. Z brzmienia tego zdania zdaje się wynikać, że w Żyrcinie istniała już poprzednio kuźnica, która później wraz z wsią uległa zniszczeniu. Możliwe, że już w 2 poł. XV w. wieś ta była opustoszałą, skoro Księga uposażeń podaje o niej tylko nagi schemat. O kuźnicy w Jabłonicy wspominają akta podkomorskie z r. 1537 (?). Zaznaczają one, że na brzegu rzeki Jabłonicy stała niegdyś fumarium seu dymarka.

 

Wreszcie dokument z r. 1547 powiadamia o jednej jeszcze klasztornej kopalni żelaza, zwanej minera Starzechowska. Wprawdzie dokument powyższy nie wymienia właściciela tej kopalni, ale ponieważ terytorium dzisiejszych Starachowic należało podówczas do opactwa , przeto możemy bezpiecznie uważać cystersów za posiadaczy tej kuźnicy. Jeżeli rozpatrzymy się dokładnie w warunkach topograficznych okolicy, to nasunie się zupełnie prawdopodobne przypuszczenie, że jest to ta sama fabrica ferri, którą wymienia Długosz w Krzyszowej Woli. Rudnica ta musiała leżeć nad Kamienną, gdyż na pobrzeżu Łubianki nie widać śladów żadnego stawu. Otóż terytorium Krzyszowej Woli mogło dochodzić do Kamiennej jedynie na przestrzeni dzisiejszych Starachowic, ponieważ posiadłości klasztoru świętokrzyskiego odgradzały je od rzeki w innych miejscach. Stąd wniosek, że dymarka w Krzyszowej Woli odpowiada co do położenia zupełnie dobrze późniejszej Rudzie Starzechowskiej; skromna kuźnica wyrosła w XVI stuleciu do rzędu samodzielnej osady. Dochodzimy zatem do rezultatu, że cystersom wąchockim przypada zasługa zapoczątkowania przemysłu metalurgicznego w miejscowości, która obecnie tworzy jedno z największych ognisk tego przemysłu na ziemiach polskich.

 

Wszystkie wspomniane kuźnice były w XV i XVI w. wydzierżawione za czynszem różnej wysokości (Bzin 30 grzyw., Krzyszowa Wola 18 grzyw., Żyrcin 12 grz.). Rudnica w Żyrcinie dawała ponadto rocznie duos currus ferri laminarum, currum Dniowego et alium currum Lupnego, duos eomcres maiores et duos minor es alias radlicze .

 

Z przemysłem żelaznym był związany organicznie wyrób węgla drzewnego. Obfitość lasów sprzyjała rozwojowi tego przemysłu, który dawał także cenne, uboczne produkty (smoła) . Dalej musiał się rozwinąć w dobrach opactwa przemysł tkacki, skoro w r. 1490 spotykamy domownika klasztoru, sukiennika (pannicida) Stanisława Trzaskowskiego. O innych gałęziach przemysłu nic nie słychać w wiekach średnich. Jednakże przykład innych klasztorów cysterskich stwierdza, że również opactwo wąchockie musiało posiadać w obrębie swych murów różne warsztaty rzemieślnicze, których produkcja obliczona była przynajmniej na potrzeby klasztoru.

 

VII. Handel.

 

Opactwo wąchockie otaczało troskliwą opieką nie tylko produkcję rolniczą i przemysłową, ale także handel i to od zarania swych dziejów. W niedługim czasie po uzyskaniu na własność włości Wierzbickiej wystarali się cystersi u Leszka Białego o przywilej na założenie targu koło kościoła w Wierzbicy. Miejscowość ta stała się wtedy wsią targową i jako taka otrzymała od księcia rozległe przywileje, w szczególności immunitet sądowy. Przywileje te wzorowały się na wolnościach, jakimi cieszyły się osady biskupie Tarczek i Iłża. Tekst streszczenia dokumentu Leszka nie przedstawia się jasno w tern miejscu. Trudno z niego wymiarkować, czy Wierzbica została wtedy lokowana na prawie niemieckim, czy też otrzymała tylko przywilej na wzór wolności, jakie dostały się w udziale wspomnianym posiadłościom biskupim. Ta druga interpretacja zgadzałaby się lepiej z brzmieniem omawianego tekstu. Wątpliwości powyższe zdawałby się rozstrzygać stanowczo dokument Kazimierza Jagiellończyka z r. 1469, który przenosi Wierzbicę z prawa polskiego na niemieckie6. Nie można jednak przywiązywać do niego wielkiej wagi, gdyż dotycząca wzmianka jest zwykłą formułką, właściwą współczesnym dokumentom tego typu .

 

Nadto wcześniejsze zapiski sądowe stwierdzają ponad wszelką wątpliwość, że już na początku XV w. posiadała Wierzbica organizację gminną według prawa niemieckiego. I tak zapiska z 20 III 1414 wspomina wyraźnie o wójcie, ławnikach i sądzie niemieckim w Wierzbicy. Wzmianki o wójcie Wierzbickim pojawiają się też w późniejszych zapiskach z lat 1420 i 1440. Kiedyż więc otrzymała Wierzbica prawo niemieckie? Ponieważ przed rokiem 1469 nie posiada się żadnych wiadomości o nadaniu prawa niemieckiego dla Wierzbicy poza omawianym przywilejem Leszka Białego, więc najłacniej będzie przyjąć, że dostała ona lokację niemiecką razem z wspomnianym immunitetem. Ale nie jest też wykluczonym, że dopiero w XIV stuleciu przeniesiono ją na prawo niemieckie na zasadzie przywileju Łokietka z r. 1308.

 

W każdym razie nie cała włość Wierzbicka uzyskała prawo niemieckie w XIII stuleciu. Dokumenty z lat 1260 i 1275 wspominają bowiem o przypisańcach, przebywających w obrębie tej włości; istnienie zaś tej klasy ludności nie da się pogodzić z organizacją na prawie niemieckim. Jeżeli więc nawet sama Wierzbica otrzymała taką organizację, to przynależne do niej wsie pozostały niezawodnie przy prawie polskim. Ponieważ immunitet, nadany przez Leszka B., dotyczył całej włości Wierzbickiej, więc mamy tu ciekawy przykład, jak prawo niemieckie mogło służyć za dogodną formę do uzyskania przywilejów, potrzebnych dla rozwoju osady targowej, choć nie miano przy tym przejąć organizacji gminnej niemieckiej, przynajmniej nie w całej rozciągłości.

 

Targ w Wierzbicy miał obsługiwać główny trzon majętności opactwa koło Wierzbicy i Wąchocka. W ciągu XIII w. wyrosły jednak nowe grupy posiadłości klasztornych koło Waśniowa, pod Sandomierzem i nad Nidą; trzeba było pomyśleć o zaspokojeniu ich potrzeb handlowych. Koło Waśniowa niepodobna było założyć osady handlowej ze względu na silną konkurencję starego targu w Waśniowie, który istniał już w XII stuleciu. To też klucz waśniowski musiał znosić brak własnego centrum handlowego aż do włączenia Waśniowa w poczet dóbr opactwa; akt z r. 1432 nie tylko zaokrąglał posiadłości klasztorne, ale dawał im zarazem tak pożądane ognisko handlu. W dwóch pozostałych grupach majętności założono około r. 1271 targi w Radomicach i Łukawie. Organizację wewnętrzną otrzymały te wsie targowe na wzór miasta Środy. Obszar tych wsi starano się później powiększyć, włączając do nich sąsiednie osady Bielów i Radostowice, ewentualnie także źreb Oksan.

 

Usiłowania powyższe powiodły się tylko częściowo, bo jedynie Radomice udało się połączyć z Bielowem, natomiast Radostowice przeszły niebawem w ręce księcia. Jednakowoż nadzieje, związane z rozkwitem handlowych tych osad, zawiodły zupełnie. Nie przemieniły się one nigdy w miasteczka, zachowały po dziś dzień charakter wsi, nie posiadały bowiem odpowiednich warunków rozwoju. Miały one przede wszystkim zaspokajać potrzeby handlowe najbliższych posiadłości klasztornych. Tymczasem koło wspomnianych osad nie wytworzyły się żadne większe kompleksy majętności opactwa. Pod Radomicami przybyła zakonnikom tylko jedna wieś w XVI w. (Wola Łabędzka; dobra klasztorne koło Łukawy skurczyły się jeszcze z biegiem czasu. Okoliczność powyższa w związku z konkurencją pobliskiego Sandomierza uniemożliwiła rozwój handlowy Łukawy, chociaż ta ostatnia miała poza tym korzystne warunki, bo leżała na drodze handlowej na Ruś. Zamiary cystersów co do Radomie i Łukawy spełzły tedy na niczym, gdyż nie były dostatecznie przemyślane i przygotowane, ale powstały raczej pod wpływem gorączkowej tendencji do zakładania miast i wsi targowych, jaka panowała w dobie kolonizacji niemieckiej, i nie powiodły się, jak niejedno z podobnych przedsięwzięć.

 

Całkiem inaczej przedstawiały się stosunki w Wierzbicy. Osada ta leżała w pośrodku znacznego kompleksu dóbr klasztornych; w pobliżu znajdował się klucz wąchocki, który nie posiadał do połowy XV wieku własnego ośrodka handlowego. Obie te grupy posiadłości powiększyły się z czasem znacznie dzięki umiejętnej komasacji tudzież kolonizacji wewnętrznej. Wreszcie w niezbyt wielkiej odległości od Wierzbicy leżały inne wsie klasztorne, pozbawione własnego ogniska handlowego. Targ Wierzbicki miał tedy dostatecznie silną podstawę terytorialną, tak, że nawet powstanie nowego centrum handlowego w Wąchocku nie poderwało jego egzystencji. Oprócz tego korzystne położenie miejsca sprzyjało jego rozwojowi. Wierzbica leżała na pograniczu dwóch ogromnych połaci leśnych. Od północnego wschodu szumiała potężna puszcza radomska, od strony południowej i zachodniej ciągnęły się bory wąchockie i koneckie.

 

Pomiędzy tymi dwoma rozległymi terytoriami leśnymi rozpościerał się niezbyt szeroki pas kraju słabiej zalesionego, wśród którego występują tu i ówdzie grupy starych osad rolniczych W osadach handlowych, położonych na pograniczu takich odrębnych terytoriów gospodarczych (rolniczych i leśnych), handel zamienny rozwijał się zawsze pomyślnie; z jednej strony pozbywano płody rolnicze, z drugiej produkty gospodarki leśnej, jak miód, wosk, łupieże zwierzęce itd. W drugiej połowie XIII w ten lokalny zrazu handel produktami leśnymi przybrał znacznie większe rozmiary wskutek przetrzebienia lasów w innych częściach kraju. Nie należy wreszcie zapominać, że Wierzbica leżała na szlaku starej drogi handlowej na Ruś, która przecinała tę połać kraju kilkoma odnogami3. Kupcy Wierzbiccy byli ekonomicznie zbyt słabi, aby ująć w swe ręce wielki handel hurtowny; mimo to ciągnęli z niego niemałe korzyści. Pośredniczyli oni między hurtownikami, przybywającymi z dalekich stron, a miejscową ludnością.

 

Rozsprzedawali detalicznie towary, przywiezione przez obcych kupców, jak sukno, sól, śledzie, a na odwrót skupowali w drobnych ilościach cenne produkty miejscowe, jak wosk i futra, by je następnie odstąpić hurtownie kupcom zamiejscowym. Dzięki tym sprzyjającym okolicznościom rozwinęła się Wierzbica pomyślnie pod względem handlowym. Temu rozkwitowi dał wyraz cytowany już przywilej Kazimierza Jagiellończyka z 12. VII. 1469, w którym król na prośbę opata Jakóba podnosi Wierzbicę do godności miasta, ustanawia w niej dwa jarmarki roczne, jeden na św. Filipa i Jakóba (1 maja), drugi na Podwyższenie św. Krzyża (14 września), tudzież targi tygodniowe w każdą sobotę i obdarza mieszczan takimi przywilejami, z jakich korzystali mieszkańcy Wąchocka. Charakter miasteczka zachowała Wierzbica do dnia dzisiejszego.

 

Sam Wąchock zawdzięczał niemal wyłącznie cystersom zarówno swe powstanie, jak i dalszy rozwój. Koło średniowiecznych opactw tworzyły się zazwyczaj niewielkie osady handlowe (zawiązek późniejszych miasteczek i miast); w podobny sposób powstał Wąchock na przełomie w. XIII i XIV. Dzięki bezpośredniemu sąsiedztwu opactwa, rosnącego w dobrobyt, zaczęła się również podnosić osada podklasztorna.

 

Rolnictwo przestało być wyłącznym zatrudnieniem jej mieszkańców, zaczęli się oni zajmować częściowo rzemiosłem i handlem. Ruch handlowy w Wąchocku ożywił się zapewne wskutek założenia tamże książęcej komory celnej (przed r. 1315). Kupcy, zmierzający na Ruś lub jadący stamtąd, musieli się odtąd zatrzymywać nieco dłużej w Wąchocku, co ułatwiało niezmiernie i popierało lokalną wymianę towarów. Całą tę naturalną ewolucję starali się cystersi otoczyć opieką prawną. W r. 1454 uzyskują dla Wąchocka przywilej królewski, który zamieniał dotychczasową wieś na miasto i ustanawiał w nim jarmark roczny na św. Jana Chrzciciela, zaś targ tygodniowy w każdy wtorek. Dalej udziela król miasteczku różnych przywilejów, między innymi zwalnia od targowego wszystkie osoby, przybywające na targ. Opieka prawna, udzielona przez przywilej, bliskie sąsiedztwo opactwa, jako też istnienie przemysłu żelaznego w okolicy zapewniały dalszą egzystencję miasteczka. Rozwijało się też ono później wcale pomyślnie; jednakże o rozroście na wielką skalę nie mogło być mowy ze względu na znaczne oddalenie od głównych szlaków handlowych .

 

Opactwo wąchockie roztaczało opiekę nad osadami handlowymi także w innych częściach swych dóbr. W r. 1467 uzyskali cystersi dla miasta Waśniowa przywilej Kazimierza Jagiellończyka, który ustanawia tamże jeden jarmark roczny na św. Piotra i Pawła (29 VI.), drugi na św. Bartłomieja (25 VIII.), tudzież targ tygodniowy we wtorki, zapewniając zarazem opiekę królewską i bezpieczeństwo wszystkim, którzy przybywają na targi w celach handlowych . Czujna uwaga mnichów nie ominęła również osady targowej (civitas forensis) Kazimierza, położonego w dalekich posiadłościach łęczyckich. Klasztor przeprowadza przed r. 1288 jego lokację, a w r. 1426 wystarał się opat wąchocki Mikosz u króla Wł. Jagiełły o przywilej dla miasta Kazimierza, wedle którego miały się tam odbywać dwa jarmarki (1 maja i 8 września); prócz tego wypadał co sobotę targ tygodniowy.



tagi: cystersi wąchock przemysł 

rotmeister
15 lipca 2017 15:57
3     533    7 zaloguj sie by polubić
komentarze:
rotmeister @rotmeister
15 lipca 2017 15:58

Dzień dziś "klasztorny" (notka Coryllusa) to wyjątkowo wrzucam dwie notki na ten temat.

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @rotmeister
15 lipca 2017 16:18

Dziękuję bardzo, jakbym mógł, to dałbym trzy lub cztery plusy. W końcu porządne opracowanie nt. moich rodzinnych okolic. Fajnie wyobrażać sobie ten dawny krajobraz nad Kamienną: pomiędzy lasami i wzgórzami wsie, kopalnie, huty, kuźnice i pola uprawne. A w środku tego wszystkiego opactwo w Wąchocku. A właścicielem minery Starzechowskiej był ród szlachecki Starzechowskich spod Staszowa, trudniący się górnictwem i kuźnictwem. Jego przedstawicielem był. m. in. Gabriel Starzechowski, prowadzący kuźnicę w Kuczowie ("Kuczów Gabrielis" w dokumentach klasztoru świętokrzyskiego).

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @rotmeister
17 lipca 2017 16:06

Obie notki zasługują na plusa i uważną lekturę. Wczoraj byłem w Wąchocku. Był też Betacool. Uczestniczyliśmy w znanej wszystkim Mszy św. w intencji Gospodarza, Kliniki i całej braci blogerskiej, odprawianej przez O. Wincentego, za którą dziękujemy chojnemy darczyńcy i samemu O. Wincentemu. Oprócz tego dołączyliśmy do trzyosobowej rodziny, ojciec wraz z dwójką studiujących dzieci, którą oprowadzał O. Wincenty i mieliśmy okazję wysłuchać jego komentarzy o historii opactwa wąchockiego. Cystersi uczestniczyli też w handlu wołami, mieli łąki na których pasły się te woły z Wołoszczyzny i Rusi. Czerpali z tego korzyści, ale jak zwykle pojawiali się możni, tzw. opaci komandatoryjni, którzy pod pretekstem zarządu, przywłaszczali sobie gros tych zysków, tak iż w 17 w., cystersi niby z "tłustego cysterskiego opactwa", musieli kwestować, żeby utrzymać swoją wspólnotę. Było tylko dwu uczciwych opatów komandatoryjnych, w tym jeden sam został Cystersem.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować