-

rotmeister : Wspomnicie moje słowa

O rodzinie Jana Kochanowskiego, o jej majętnościach i fundacyach. Kilkanaście pism urzędowych zebrał ks. Józef Gacki. Warszawa 1869.

O rodzinie Jana Kochanowskiego, o jej majętnościach i fundacyach. Kilkanaście pism urzędowych zebrał ks. Józef Gacki. Warszawa 1869. (fragmenty).

 

§ X. Jan Kochanowski z Czarnolasu.

Gdy inni bracia poety Jana, dobra wzięte przy podziale 1559 r., trzymali ze swymi potomkami przynajmniej wiek cały, on i córki jego zaledwie dziedziczyli w Czarnolesie lat pięćdziesiąt. Inni bracia wydali w potomkach swych wyższych dostojników kraju, on sam tylko ziemskie wojstwo piastował; a jednak od niego i nazwisko rodziny, i imię osady, po całym kraju rozsławione zostały. Z żywota jego podnosimy tu kilka jedynie okoliczności.

 

Tańska, Jana z innymi braćmi, posyła do szkoły parafialnej w Policzny (str. 91), Przyborowski (str. 13) każe mu się uczyć w Krasnymstawie przed wyjazdem za granicę. Obok tych przypuszczeń nowe kładziemy. W papierach klasztoru sieciechowskiego, któreśmy przeglądali, Szczęsny Ragowski, umiejętności bakałarz, a zatem człowiek wyższej nauki, opat sieciechowski wraz z klasztorem 1552 r., zważywszy wierne usługi Jana Sylwiusza (Silvii) professora filozofii, seniora kollegium mniejszego, i jego brata opatrznego Benedykta Czarnolasa, którzy tak Opatowi jak klasztorowi, w różnych czasach służyli i nadal chcą być pożytecznymi, im i ich potomkom, ustąpił wojstwo w mieście Sieciechowie, za 100 jedynie grzywien ze znakomitemi korzyściami, a małemi obowiązkami. Posiadanie tego wójtostwa 1569 roku na nowo tenże opat i klasztor Szymonowi Czarnolasowi zapewnili z powodu, że z tej rodziny pochodzą mężowie uczeni, to jest doktorowie, magistrowie, bakałarze nauk wyzwolonych, i w innych zawodach odznaczający się ludzie, z których jedni niedawno pomarli, a drudzy jeszcze żyją; nagradzając ich w potomstwie, staramy się przez to innych do zacnych nauk zachęcać.”

 

Rodzina Czarnolasów, choć z niej piśmienni zwali się z łacińska Silvii, nie zkąd inąd, tylko z wsi Czarnolasu pochodziła. Z niej Jan mający stopnie akademickie, uczył jak widzimy w klasztorze sieciechowskim filozofii. Tamże 1553r. Ambroży z Czarnolasu był kaznodzieją. Zebranie to w Sieciechowie światłych Czarnolasów, na które może nawet rodzina Kochanowskich wpłynęła, posłużyło sędzicom do przyjęcia tam nauk, jakich w szkole polickiej odebrać nie mogli. Przypuszczenie to tern prawdopodobniejsze, iż prawo z 1550 r. zatwierdziło wymaganie szlachty, i postanowiło, aby opaci pewny poczet szlacheckich dzieci w klasztorach chowali i one tamże ludziom godnym nauk wyzwolonych dawali uczyć (Vol. Leg. II, 599). Ów akademik Czarnolas, skoro 1552 r. otrzymał od opata wynagrodzenie, musiał na nie wprzód lat kilka pracować; a właśnie pobieranie wyższych nauk w kraju przez poetę Jana, na owe lata przypada.

 

Przyborowski (str. 13) domyśla się, że Kochanowski Jan, około 1550 roku wysłany był na nauki zagranicę. Z pewnością jeszcze 1551 r. znajdował się w kraju, bo w tym roku, raz w poniedziałek po Nawróceniu ś. Pawła, drugi raz we wtorek po oktawie Bożego Ciała, Kacper, Jan, Piotr, Mikołaj, Andrzej i Jakób Kochanowscy, bracia rodzeni, na Sycynie i Baryczy dziedzice, występowali w ziemstwie radomskiem przeciw właścicielowi Zelanki. Mógł więc za granicę wyjechać dopiero na zimę 1551 r. a w następnym rozpoczął nauki w Padwie, jak słusznie podaje Wiszniewski (Hist. Lit. VII. G3). Kiedy zaś po zgonie matki 1557 r. zaszłym, wrócił do kraju i tu wiersz pisał na zakończenie tegoż roku, sprawy inflatskiej (El. tłum. Brodzili, wyd. Tur. str. 43 i tegoż wyd. Bielski str. 1131 i 1132), tedy w obczyźnie lat sześć przepędził. Starowolski jego żywociarz (u Przyb. str. 49), każe mu w Niemczech i w Paryżu bawić blisko lat siedm, septennium fere, i prócz tego lat kilka, aliquot annis, w Rzymie i w Padwie, lecz podanie to przeciwne jest datom przez nas przytoczonym.

 

Wróciwszy 1557 roku z zagranicznej naukowej podróży i otrzymawszy 1559 roku przez podział z braćmi dóbr rodzicielskich, połowę wsi Czarnolasu na swoją własność, jakie potem Jan Kochanowski przechodził koleje pokazują jego wiersze (I, 87);

 

Dziś żak spokojny, jutro przepasany

Do miecza rycerz; dziś między dworzany

W pańskim pałacu; jutro za się cichy

Ksiądz w kapitule, tylko że nie z mnichy

W szarej kapicy a z dwojakim płatem;

I to czemu nie? jeśliże opatem.

 

to jest został dworzaninem królewskim, w potrzebie poszedł na wyprawę wojenną, zasiadał w kapitule duchowieństwa świeckiego, a nawet mógł zasiąść jako opat i w kapitule zakonnej.

 

Kiedy Padniewski obejmował 1560 roku biskupstwo krakowskie, zalecił się mu Kochanowski przez wiersz łaciński z tej okoliczności zapisany (El. tłum. Brod. str. 22). Starowolski też mówi, że Padniewski biskup krakowski i zarazem sprawujący obowiązki kanclerskie, znanego już sobie z rozgłosu poetę do królewskiego dworu przyzwał, a ujęty jego zdolnościami i ukształceniem, gdy mu się przytem podobała jego łacina, w której naówczas nie tylko publiczne lecz i prywatne sprawy załatwiano, przedstawił go monarsze Augustowi i postarał się o wpisanie go w poczet sekretarzy. Odtąd liczył się Jan Kochanowski do dworzan ostatniego z Jagiellonów, a chociaż z czasem więcej gospodarstwa w Czarnolesie pilnował niż służby, choć wreszcie i stale osiadł na wsi, przecież jeszcze 1572 r. przyjaciel jego i towarzysz Nidecki, naznaczając na wykonawców swojej woli testamentowej czterech ludzi dworskich, czterech miejskich i czterech sług swoich, Kochanowskiego w liczbie pierwszych umieścił (Bibl. Warsz. z 1 §58 r. sierpień, str. 248).

 

Z zajęć służbowych Jana, Starowolski wymienił częste odbywanie poselstw na sejmiki i do książąt zagranicznych. Bez wątpienia było to powinnością innych dworzan, toż samo wykonywać musiał i Kochanowski. I nieraz pewno od kancellaryi w imieniu króla dostał instrukcyą z tytułem „oratori nostro, posłowi naszemu (11,164).” Dotąd jednak ani jednej tego rodzaju czynności przez niego dopełnionej nie wykryto. Zostawał ciągle przy dworze tylko za podkanclerzów Padniewskiego i Myszkowskiego, a za Krasińskiego, który dostał pieczęć 1569 roku (Akta podkanc. Krasiń. I. str. 2) jeszcze jak pisze do niego (u Syr. str. 76):

 

Wyczekiwał czegoś po własnej zasłudze.

 

lecz obok tego, skiby skrajał na własnym zagonie, i tak dalece dworu zaniechał, że własne nawet u króla sprawy, nie sam, lecz przez stałych dworzan załatwiał, jak się z jego własnoręcznego listu z dnia 6 października 1571 r. (Zbiór pam. Broel-Platera I. str. 231) pokazuje.

 

Jako dworzaninowi wypadło Kochanowskiemu wziąć się do oręża. Przyborowski (str. 24) sądzi że to uczynił przed wstąpieniem w zawód dworski 1559 r. na wojnę inflantską. Ale na tę nikt z Polski a tylko Litwa na początku roku następnego ruszyła (Bielski str. 1138). Przytem właśnie w owym czasie na poetę przypadły załatwienie zatargów spadkowych, podział z braćmi ojczystego majątku, urządzenie się w osiągniętem dziedzictwie i czem innem nie dozwoliły się mu zajmować. Koszta też wyprawy wojennej nie łatwo mu było podjąć, kiedy na spłatę braci musiał, jak się domyślamy, stryjowi Filipowi swój młyn zastawić. Nam pieśń (I, 35)

O piękna nocy nad zwyczaj tych czasów!

Patrz na nas jasno, wpośród tych tu lasów,

Gdzie jako pszczoły koło swego pana

Straż dzierżeni, niecąc ognie aż do rana.

Bodaj szczęśliwie tę drogę odprawił i t.d.

 

żywo przypomina nocleg przy ognisku, wśród pochodu, do którego i poeta należał. A że dalej wymieniony jest w tejże pieśni „niedawno Starodub z gruntem wysadzony,” to stosuje się do owych wypraw 1565 roku Cikowskiego i Filona Kmity, o których powiada Bielski (wyd. Tur. str. 1155); Kochanowski zatem jako dworzanin, towarzyszył królowi 156S r , kiedy Zygmunt August zebrawszy wojsko nie małe, wyciągnął pod Radoszkowice, zkąd dalej miał ruszyć. „Jakoż miał wojsko takie, że mu też równia w Polsce nie było, które sam szykował ’ mówi Bielski (str. 1165). A gdy się wyprawa rozchwiała, dodaje, zaczem król strawiwszy czas próżno pod Radoszkowicami część wojska rozpuścił, a sam do Grodna wrócił.

 

Tak z wyprawy wojennej jak z posłannictw odbywanych przez Jana Kochanowskiego, widać że nie zawsze pracował w kancellaryi, lubo do rzędu dworzan sekretarzów należał; że miał konia i przynajmniej dwu ludzi pocztowych, bo wszyscy dworzanie Zygmunta Augusta w liczbie osób 60 na pogrzebie jego zebrani, występowali konno i z pocztami (Pam. San. II, 442). Możemy też przypuszczać, iż za czas służby, bo nieobecności strącano, brał prócz stołu i utrzymania koni, jak drudzy ówcześni królewscy dworzanie, po złp. 400 rocznie (Enc. pow. VII, 716, lub Star. po. I, 240).

 

Taka płaca przy szczupłym własnym dochodzie na odpowiednie zawodowi życie, nie mogła wystarczać. Przyszedł w pomoc sprzyjający poecie Myszkowski, i sam zrezygnowawszy probostwo, to jest jedną z prelatur katedry poznańskiej, wyrobił u króla, że je dał Kochanowskiemu. Cichocki (Alloq. Osiec. 1615 I. r. 7) lubo sam kanonik, tak o prałatach ówczesnych pisze: „Mają oni w kraju naszym poustanawianych pewnego rodzaju wikaryuszów. Ci tedy nie tylko o północku, gdy kanonicy w najlepsze zasypiąją, lecz i w innych godzinach, pełnią za nich obowiązki i msze śś. z kolei odprawują. Żebyż prałaci choć przy kościołach mieszkali! ale niektórzy z nich u dworu, drudzy po sądach, inni w swych dobrach, inni objeżdżając przyjaciół, po wsiach przebywają. Nie zobaczysz ich ani przy ołtarzu, ani w stallach tego kościoła, przy którym zajmują najbogatsze fundusze.” Mógł dodać, iż wszyscy razem zbierają się zaledwie raz w rok na kapitułę, aby radzić według propozycyi biskupich, o dobru kościoła, dyecezyi i swej katedry lub kollegiaty; lecz także aby odebrać czynsze ze swych prestymoniów i uczestniczyć w podziale ogólnych zgromadzenia dochodów. Zjeżdżania się na kapitułę tak dalece przestrzegano, że gdy sekretarz Zygmunta Augusta Patrycy Nidecki 1570 r. nie mógł do Pułtuska przybyć „na czas naznaczony do zjechania kanonikom wszystkim kościoła onego,” tedy aż król za nim pisał „aby to jemu i rzeczom jego trudności jakiej nie czyniło. (akta podkanc. Krasiń. str. 356).” Na takich zgromadzeniach zasiadał i poeta jak „cichy ksiądz w kapitule) a gdy po raz ostatni przybył do rezygnacyi, ofiarował biskupowi wiersz (I, 51) dziękujący mu za sprowadzenie króla, który w parę tygodni potem miał zbiedz z Krakowa. Trzymał Kochanowski probostwo poznańskie od dnia 7 lutego 1564 r. do dnia 2 czerwca 1574 r., co z akt kapitulnych tejże katedry wykazał Przyborowski (Bibl. Warsz. marzec 1859 r. str. 741—752). Myszkowski jak to probostwo, tak wyjednał Kochanowskiemu i plebanją w Zwoleniu.

 

O plebanach zwoleńskieh mało wiemy, chociaż kościół parafialny jeśli nie wprzód, tedy pewno stanął 1425 roku, kiedy wieś Gotardową Wolą przemieniono na miasto Zwoleń (Star. pol. II, 444). Księga Benef. Długosza (II, 559), mówi tylko, że Zwoleń, miasto królewskie, ma kościół drewniany, a pleban jego posiada grunta i łąki. Akta wójtowskie radomskie pod r. 1478 wspominają Jana plebana ze Zwolenia. Księga Retaxationum z 1529 roku pisze, iż plebanem wówczas był Stanisław Trąpski a komendarzem ksiądz Paweł, że wikaryusze mieli właściwe sobie dziesięciny, a mistrz szkoły pobierał dziesięcinę folwarczną Sycyny. Dalszych dokumentów aż do 1595 r. nie ma teraz na gruncie, ale za wizyty 1781 r. znajdował się „Extrakt z archiwum katedry krakowskiej dowodzący spalenie tutejszego kościoła 1565 r.” Jest to bezwątpienia tym rokiem oznaczona wizyta, którą wydrukowała Tańska (str. 405). Pożar o którym ta wizyta wspomina, miał zniszczyć erekcyą i wszystkie dawniejsze dowody na grunta i dziesięciny kościoła zwoleńskiego, jak to późniejsi plebani, tocząc o nie processa, dowodzili.

 

Wydarzył się zaś ów pożar przed r. 1559, w którym miasto zyskało uwolnienie od podatków pod obowiązkiem odbudowania kościoła (Star. pol. II, 445). Extrakt ów zabrany przez Tańską, więcej nie powrócił. Że zaś i Tańska drukując nie wskazała źródła zkąd go wzięła, dlatego aby się utwierdzić o jego prawdziwości, odnieśliśmy się do kapituły krakowskiej, i otrzymaliśmy „z Księgi wizyt kościelnych dyecezyi krakowskiej odbytych za biskupa Filipa Padniewskiego od 1565 do 1570 r.,” wyciąg w języku łacińskim osnowy takowej:

1570 r.

„Kościół parafialny w mieście Zwoleniu. Chór kapłański, po spaleniu z cegły wymurowany; reszta z belek i desek przez mieszczan jako tako (quoquomodo) postawiona. Nie poświęcany (consecrata), ma przecież (tamen) indult na odprawianie w nim nabożeństwa. Kollacyi j. k. ni. plebanem pan Jan Cochanowski (tak) proboszcz poznański, nie mający święceń i nie rezydujący w parafii (parochiali), bo nie ma gdzie mieszkać. Fundusz (dos) plebański zaniedbany, chociaż pleban należycie uposażony.

 

Wikaryusze są: Stanisław z Bartodziej będący oraz (qui et) komendarzem, bez komendy na piśmie i Maciej z Zalesia. Innowierca jest Łukasz (syn) Daniela Grocholski. Wyklęci i jawnie grzeszący nierządem i nałożnictwem albo zbójectwem nie znajdują się. Święta .i posty zachowują „alie thak z czolzem.” Srebro kościelne, kielich srebrny pozłacany, kielichów srebrnych białych cztery, krzyżów posrebrzanych małych dwa, monstrancya miedziana, szaty: (co następuje jest w oryginale po polsku tak napisano), ornath adamaszku żółtego z modrem, ornath zlothoglowowy, ornath axamithu czarnego wzorzistego, ornath adamaszku modrego, ornath czamliethu białego, ornath lamehi czerwony, ornathow ferialnych 5, cappa adamaszku czerwonego, cappa lamehi przetykana zlothem, cappa czarna, Serzinek 6, Pally 12, Chorągiew dwie parze, Corporały podle i niechedogie, Agenda bona, Gradal, Antipho: psałterz, Mssaly Crac. 3. (Co dalej idzie jest po ładnie). Świadkowie badani o życiu kleru (clericorum), Maciej Jeruzel burmistrz, Jan Piathek, Wojciech Nogiethek, skarbni parafialni (vitrici) zeznali: że słudzy kościelni są dobrego prowadzenia, o plebanie oświadczyli, że nic im nie wiadomo, ponieważ nie rezyduje (wikaryusze zaś) pilni w odprawianie nabożeństwa, nie pijacy, nie kłótnicy, nie trzymający kobiet (non concubinarios), tylko Stanisław konendarz od roku z jakąś przychodnią, nieznanego nazwania kobietą, miał grzeszne stosunki (prolificarit) ale i ona nie u niego lecz mieszka w komornem. I to zeznali starsi i o wikaryuszach), że niewidać aby mając msze odprawiać spowiadali się przed sobą. Zapowiedzi ogłaszają i t. d. Rektorowie szkoły znajdują się i uczą chłopców. Katechizmu Synodu Trydenckiego nie ma.

 

 

Objaśnienia. 1. Księga wizyty biskupa Padniewskiego jest najdawniejszą z przechowujących się w archiwum kapitulnym wizyt kościelnych dyecezyi krakowskiej, Ks. I. Pietrzykowski udzielający z mój powyższy wypis dodaje: składa się ta księga z relacji kilku delegatów, dla tego nie jednakowe w niej pismo. Części jej składowe są: Visitatio ecclesiarum in civitate Cracoviensi anno 1568; item decanatus Kijensis, Leloviensis, Xiaznensis anno 1565 per Andream Krajewski arcbid. crac; Visit, archidiaconatus Lublinensis a. 1565 per Jacobum Moutanum archid. lublin.; Visit, archidiaconatus Sandecensis per Marcum in Lipnicza archid. sandcc. a. 1565; item decanatus Biecensis, pilsnensis; item a. 1570. decanatus Lipnicensis et Vojnicen- sis. Visitatio ecclesiarum decanatus Kielcensis anno 1570 per Joannem Mierzanowski in antiqua Radom plebanum, ex speciali cominisione Stanislai Grothkowski, decani Kielcensis deputatum; gdyż dziekan lub oficj ał kielecki był dziekanem czyli oficjałem oddziału (districtus) kieleckiego albo radomskiego. W tej ostatniej części na stronnicy 211 znajduje się wizyta kościoła zwoleńskiego, którąśmy tu przytoczyli.

 

2. Owa wizyta, za której Jan Kochanowski był plebanem w Zwoleniu, odbyła się r. 1570 a nie 1565, jak u Tańskiej wydrukowano. U niej także znajdują się insze wyrazy łacińskie w miejsce tych, któreśmy podług oryginału w nawiasach umieścili. Nazwisko różnowiercy u Tańskićj, zdaje się z umysłu zmienione. Na tein u niej kończy się extrakt. Myśmy położyli to wszystko co oryginał wizyty zawiera. — Zachowywanie postów „z czolzem” może znaczyć „z solą” to jest, iż zachowują posty co do jakości nie jedząc z okrasą, lecz nie co do ilości posilając się na dzień kilkokrotnie, jak dotąd zwyczaj w naszym kraju; a o co za Sobieskiego jakiś ksiądz francuzki przymawiał nam w słowach: „Post Polaków zależy, tylko na wstrzymywaniu się od mięsa i masła, zresztą wszyscy jedzą i piją wiele cały tydzień. (Bibl. Warsz. paźdz. 1859 r., str. 24).”

 

3.Wiszniewski (VII, 66), a za nim późniejsi, mówiąc, że choć Jan Kochanowski nie miał święceń, był przecież plebanem w Zwoleniu, dodają, iż dochody plebańskie pobierał pewno nie z łaski króla, lecz z przychylności własnego rodzeństwa, do którego należało tam jus patronatus. Otóż jak zawsze tak i za Jana Kochanowskiego miasteczko Zwoleń było królewskie, a prawo podawania w niem na plebana, do panującego należało. Nic to wówczas nadzwyczajnego nie było, że człowiek bezżenny, ukształcony i mogący zostać kapłanem, brał na swoje utrzymanie lub na dalszą naukę, od kollatora za przyzwoleniem władzy duchownej dochody, nie tylko z beneficyów bez obowiązków parafialnych, jak kanonia i prałactwo w kollegiacie lub w katedrze, lecz i z takiemi nawet obowiązkami, jak plebania w Zwoleniu. Tu wyręczali go kornendarz i wikary, wymienieni w wizycie 1570 r., a on ich z funduszów miejscowych, jako bene provisus, wynagradzał. Metryki tutejsze pod r. 1699 zapisały, że Jan Owaniszewicz, lubo dopiero subdjakon, także był plebanem zwoleńskim i dopełniał obowiązków parafialnych przez komendarza, wikaryusza i manualistę. Choć więc w Zwoleniu kollacya nie do Kochanowskich, nie do braci jego, lecz do króla należała, Jan Kochanowski przecież będąc prawnie instytuowanym, choć nie wyświęconym plebanem, nie potrzebował szczególnej łaski królewskiej do ciągnienia korzyści ze swego beneficyum. Mógł realności swej plebanii wypuszczać w dzierżawę, mógł też corocznie sprzedawać z gruntów miejskich, wiejskich i folwarcznych należące do jego kościoła dziesięciny, jeśli mający je uiszczać, po zawieszeniu w owe czasy starościńskiej egzekucyi, chcieli je oddawać za duchownem jedynie napomnieniem.

 

Wprawdzie uchwała synodalna w Łowiczu 1556 r. wyrzekła, aby instytuowanych na beneficya parafialne, a nie mających święceń, pousuwać, jeśliby się w zakreślonym czasie nie po- wyświęcali; przecież nakazując biskupom dyecezyalnym sprawdzić w tej mierze dyspensy, tem samen takowe uznawała, i tylko usuwała takich cywilnych od plebanij, którzy je własnowolnie pozajmowali; przez co tam piecza dusz karogodnie była zaniedbana, i liczne działy się zgorszenia (Const. Syn. wyd. 1761, str. 147 i 148). O uposażeniu zaś Kochanowskiego beneficyami tak pisze Starowolski: „Padniewski nie raz usiłował pociągnąć go do stanu duchownego ale napróżno. Poeta, człowiek wcale nie ambitny, a swobodniejszego sposobu myślenia niż przystało na powagę kapłańską którą udawać nie sądził właściwem i uważał za niezgodną ze stanem dworskim, postanowiwszy iść raczej za swem przekonaniem niż drogą wiodącą do majątku i znaczenia, przenosił spokojne życie i zajęcia literackie, nad infuły i purpury. Następca Padniewskiego Piotr Myszkowski dzielniejszymi środkami zamiar poprzednika chciał przywieść do skutku. Zaczem probostwo poznańskie mające znakomite dochody które sam trzymał, Kochanowskiemu ustąpił i inne beneficya dla niego u szczodrobliwego króla pozyskał. Przyjął on je ulegając woli łaskawego na siebie opiekuna, ale nigdy nie dał się skłonić do święceń.

 

Wizyta 1570 r. prócz Zwolenia wymienia i inne parafie, gdzie osoby świeckie były wówczas plebanami. Według niej: „w Jarosławicach pleban czyli rządca kościoła Krzysztof Konarski nie ma święceń wyższych (non promotus in sacris ordini- bus) str. 204.— W Borkowicach pleban pan Jan Borkowski dziedzic i jeden z kollatorów i święceń nie ma i w parafii nie siedzi zajmując się powołaniem dworskim, str. 205.— W Szydłowscu pleban czyli proboszcz Mikołaj Dembski kanonik płocki starosta iłżecki (a zatem urzędnik biskupa krakowskiego) nie ma święceń (non est in sacris) str. 206.—W Odechowie pleban Kacper Kozyrski nie ma święceń, prowadzi życie dworskie, w swojej parafii nieznany, str. 210.— W Suchej, pleban Jan Liekarski z Zabłocia, nie ma święceń, pędzi życie dworskie, w swojej parafii nie rezyduje, str 211.— W Świerżach pleban Jan Dembiński dyecezanin gnicźniński od lat około 20 ani się święci ani w swój parafii nie rezyduje, str. 213. — W Stężycy pleban Szymon Sabinka z Krakowa (Herby Papr. wyd. Tur. str. 674) nie święcony, zajmuje się jak mówią kupiectwem, a w parafii nie siedzi ani jćj odwiedza, str. 214.— W Bobrownikach, pleban Sebastyan Gogoliński nie ma wyższych święceń i nie rezyduje w swojej parafii, str. 215. — W Przetocznic czyli Łysobykach, rządca czyli pleban N. Charzyński, dyecezanin płocki, a wikary Grzegórz; wizytujący obudwu nie zastał przy kościele. Pleban bowiem nie mający święceń służy u pana Zbązkiego swojego kollatora, a obecnie wraz z wikaryuszęm udał się na wytykanie dziesięciny w wioskach pana swrojego, str. 216- — W Jadamowie gdzie jest filia kościoła Wojcieszków, pleban Stanisław Ruszieczski syn kellatora nie ma święceń, a jako chorujący w domu ojcowskim leży, str. 216. — W Łukowie pleban Stanisław Ługowski, małoletni, bez święceń i nie znany parafianom, str. 217.— W Zbuczynie pleban Szymon Ługowski, małoletni, nie święcony i nie znany parafianom, str. 218.— W Wilczyskach Paweł Ryskowski, nie mający święceń służy u pana Stanisława Ciołka swego kollatora i zajmuje się jego sprawami, str. 220.—W Żelechowie pleban ten sam co w Wilczyskach, str. 220. — W Samogoszczy pleban Albert Wędrogowski kolega akademii krakowskiej, nie ma święceń i nie rezyduje w swojej parafii", wikaryusz Adam z Podwierzbia, str. 221. W innych dekanatach wiele także kościołów za biskupstwa Padniewskiego zajmowali innowiercy, a wiele miało za plebanów osoby cywilne. W wizycie między 1595 a 1599 r. za biskupa Radziwiłła odbytej, będącej w archiwum kapituły krakowskiej, już się takich osób na plebaniach nie spotyka.

 

Cichocki w owych czasach żyjący pisze w Rozmowach Osieckich (IV, r. 4): „Niektórzy będąc najbogatszych parafij pasterzami, do owieczek swoich po lat trzydzieści nie zaglądają;” i znowu: „znałem jednego z wielu, który dumny ze szlacheckiego rodu, dostawszy znakomite beneficyum, z piętnaście lat nie pokazał się w kościele i święcić się nic chciał, jakby go to skalać miało, a zwierzchność przez szpary na takie postępowanie patrzyła (IV, r. 9).”

 

4. Dodatkowo wyliczamy następców Kochanowskiego na plebanii w Zwoleniu. Wizyta z 1595 r. zastała tu kościół murowany, poświęcony, prawo patronatu królewskie, plebana Mikołaja Grabiankę, kanonika sandomierskiego, i opijała szczegółowo kilka łanów gruntu, zabudowania plebańskie i dwu wikaryuszów; w wyliczeniu dziesięcin nie przepomniała wymienić szlachty która je sobie przywłaszczała, a do tych należeli dziedzice Baryczy i Sycyny. Z wieku XVII-go są już w Zwoleniu dochowane metryki urodzonych od 1636, zaślubionych od 1667, a zmarłych od 1695 r. Według nich i wizyt późniejszych byli tu plebanami: 1634 r. Jan Miłaczewski dziekan warmijski, kanonik płocki, sekretarz j. k. m., 1647 r. Wojciech Trach Gniński, kantor i kanonik poznański, także (Nieś. II, 236) proboszcz Koźmiński, Grodziski i administrator biskupstwa kujawskiego 1654 r. Jan Różycki, kanonik poznański, proboszcz kościański, Klimontowski, sekretarz jego k. m. od 1658 pisarz najwyższy skarbowy, proboszcz gnieźniński a później biskup chełmski i opat mogilski (Nieś. III, 896): za niego Szwedzi (lwa razy kościół łupili; 1664 Jan Żmijewski, który na potrzebę miasta u Ojców sieciechowskich zastawił jakie jeszcze były srebra kościelne; dalsi plebani upamiętnili się przez procesa o fundusze kościelne od 1666 do 1698 r. Jan Ulatowski, po nim do 1725 r. Jan Owaniszewicz, potem zaś do 1743 r. Floryan Łęczycki. Wszyscy trzej byli oraz dziekanami zwoleńskimi. Po Łęczyckim rządził tą parafią do 1766 r. Franciszek z Potkany Potkański kan. kat. chełmskiej, z czasem kanonik sand., kanonik sufragan i oficyał krakowski, biskup patareński. Ten kościół tutejszy pogorzały podczas święcenia ciernia w Wielką Sobotę 1754 r. odnowił i bogate aparaty posprawiał. Od 1766 do 1807 r. trzymał tę plebanią Stanisław Minocki s. t. w. p. d. r. kan. kielecki i szkalmierski, dziekan koadjutor kollegiaty wszystkich świętych w Krakowie, kanonik sandomierski, konsystorza krakowskiego pisarz, a później kan. kat. krak., surrogat konsystorski, rektor uniwersytetu krakowskiego, pleban także w Wielgiem, w Chrobrzu i w Skale; kościół okradziony tu 1781 r. w srebro i sprzęty opatrzył, dokumenta potrzebne zebrał, budowle wszystkie odnowił. Następcą jego do 1850 r. był Wojciech Grzegorzewski z czasem kanonik, archidyakon, a od 1843 administrator dyecezyi sandomierskiej, dziś jest Karol Woźnicki kan. i były dziekan.

 

Starowolski mówiąc że próżne były skłaniania do stanu duchownego poety, dodaje, że i opactwa nie wziął, lubo zakonnicy sieciechowscy za wpływem (curante) Jana Zamojskiego, a za nominacyą królewską zażądali mieć go opatem in abbatem cum postulaverunt. Zdarzenie to jednak nie przypada do czasu w jakim je mieści. Rzeczywiście za Starowolskiego tak bywało, że król sobie zaleconemu dawał nominacyą i posyłał do klasztoru delegatów, a ci sprawiali, iż zakonnicy odbywali rzekomą elekcyą i w końcu prosili o tego który już był mianowany. Czytać to można w Nakielskim, kiedy opowiada takie elekcye jak Ługowskiego, Batorego i ich następców. Tylkoż opactwo benedyktyńskie w Sieciechowie, kiedy Zamojski mógł dla Jana Kochanowskiego i nominacyą u króla, i wybór u zakonników pozyskać, wakowało 1573 i 1581 r., w tym zaś ostatnim roku poeta pędził życie ziemiańskie, miał żonę, dzieci i wojstwo sandomierskie, a w roku 1573 nominacyi królewskiej być nie mogło, bo króla w kraju nie było. Zalecił się wprawdzie Kochanowski w tym roku Henrykowi pisząc wiersz łaciński do ociągającego się z przybyciem do Polski, ale tam wystąpił jako żarliwy o dobro ogółu obywatel z zapałem rycerskim (u Syrokomli II, 129), wcale niestosownym „szarej kapicy a z dwojakim płatem.”

 

Zakonnicy też zaraz po śmiercią Szczęsnego Ragowskiego, który był ich Opatem od 1545 r. do 1573, oddali zarząd klasztoru i dóbr dnia 6 marca swojemu spółbratu Kacprowi Koźmińskiemu, proboszczowi sieciechowskiemu, którego biskup krakowski Krasiński bezzwłocznie uznał, a król Stefan zaraz po koronacyi 1576 r. potwierdził. Przed tem zatwierdzeniem jedynie mógł Zamojski poetę pytać czyby opactwa sieciechowskiego sobie nie życzył, mógł nawet między zakonnikami znaleźć stronnictwo, któreby Kochanowskiego przeciw Koźmińskiemu na opata wybrało. To przecież gdybyśmy chcieli utrzymywać, musielibyśmy wprzód pokazać, że tak obrany opat, jeszcze wtenczas nie miał żony a tego zrobić dla braku dowodów nie możemy. Wolimy więc mniemać, że go potykano opactwem za Zygmunta Augusta (Tańska, str. 77) mianowicie wtenczas, kiedy Jan Kochanowski bawił jeszcze u dworu, mogli mu wolnomyślniejsi panowie opactwo sieciechowskie tak blizko jego Czarnolasu leżące, nastręczać. Wszak 1567 r. dworzanin także Ługowski, wyrobił usunięcie podeszłego w latach Jana Lwówczanina, i za nominacyą królewską a postulacyą bożogrobców zajął po nim prelaturę miechowską (Nakielski). Przykład przez niego dany można było na sieciechowskim, benedyktyńskim opacie, powtórzyć. Boć i we Francyi poetę Desporte’a znanego osobiście Kochanowskiemu (u Syr. str. 160) opatrzono aż czterema podobnemi funduszami (El. tłom. Bród. str. 13).

 

Kochanowski, lubo nie pozwolił na krok tak bezprawny, aby miano dla niego sędziwego Ragowskiego z opactwa usuwać, tem bardziej, że nie czuł powołania do stanu duchownego, i żeby mu przyszło sąsiedzką zgodę przerwać ze szlachtą Ragowskimi (Herby Papr. str. 434), mógł jednak pisać o sobie że od niego zależało zostać opatem. Stan świecki wcale mu do tego nie przeszkadzał, gdyż jeszcze za Cichockiego jak powiada (Alloą. Osiec. IY, r. 4): „każdy mógł zostać opatem, tylko nie zakonnik. A lubo wszyscy biskupi na synodzie piotrkowskim przeciw temu się oświadczyli, szlachta jednak przemogła, chociaż, jak dodaje (IV, r. 9) w zakonach opacich teraz trudno znaleźć człowieka zdolnego na zwierzchnika, owszem szukać go prawie koniecznie potrzeba gdzieindziej lub przynajmniej u dworu, aby posiadłości klasztornych byt w możności bronić od zajazdów, a z powodu rozprężonej karności miał powagę dostojnika i zdołał powściągać rozprzężenie, włóczęgostwo i wyuzdanie mnichów.”

Po wymówieniu się od stanu duchownego napisał Kochanowski owe wiersze (I, 90):

 

Abych ci miał wyliczać i głębsze przyczyny,

Czemu imo się puszczam wielkie dziesięciny.

 

Że mu się trafiały wielkie dziesięciny to pewna. Probostwo zwoleńskie, po układach na mocy prawa z 1817 r., pobierało 607 korcy żyta rocznie, a do klasztoru sieciechowskiego, jakie osady oddawały wytyczne dziesięciny, pokazuje Lib. Benef. Długosza (III, 261 aż do 279).

 

Jak Starowolskiego podanie o opactwie poety nie jest dokładnem, tak wcale sprawdzić się nie da tegoż twierdzenie o jego kasztelaństwie. Powiada że: „Zamojski dowiedziawszy się o Kochanawskim iż osiadł na wsi i żonę pojął, nie chcąc aby mąż ten dla którego był ze wszelką przychylnością krył się w zmroku życia prywatnego, ofiarował mu połanieckiego kasztelana dostojność, wyrobiwszy ją dla niego u króla Stefana i dyplom mu posłał. On jednak obudwom za dowód tak wielkich względów podziękowawszy, kasztelaństwa nie przyjął mówiąc: „że przestaje na swej miernocie, a owego zbytnika i marnotrawcy kasztelana do wsi i siedziby ojczystej nie puści, bo co tylko sobie Kochanowski przysposobił, toby mu wszystko zjadł kasztelan przez próżność i wystawność.” To zaś powiedział dla pozoru, bo rzeczywistą przyczyną odmowy było ciagłe pragnienie spokojnego życia i zamiłowanie w zajęciach literackich.” Póty Starowolski. My dodajemy że ugaszczanie szlachty było wówczas dla dostojników najuciążliwszem. „Roje darmozjadów gnębiły —jak się wyraża Cichocki (V, r. 3)—domy mieszczańskie, szlacheckie, duchowne i najznakomitsze w kraju, wymagając aby dla nich stół był zawsze otwarty i za każdem przybyciem nowych próżniaków, na nowo zastawiany.” Dlatego za Niesieckim wyraz: „zjadł” umieściliśmy w Kochanowskiego odpowiedzi.

 

Nominacyi na kasztelaństwo połanieckie dla Jana Kochanowskiego pilnie poszukiwali w Głównem Archiwum jego naczelnik Hubert i archiwaryusz Guliński oraz Jul. Bartoszewicz, lecz żadnego w tej mierze śladu nie znaleźli. Bartoszewicz tłumaczy to takim sposobem: że „nominacye skasowane, nie były przez prawo uważane za rzeczywiste, przemazywano je w metrykach, lub kiedy nie wpisano ich jeszcze, po kassacie już nie wpisywano” i dodaje: „gdyby nominacyą Kochanowskiego skasowano, byłby ślad, a że go niema, widać że przed wpisaniem do metryk Kochanowski podziękował. Bądź jak bądź, nie można usuwać poety z szeregu kasztelanów połanieckich.” Pokazuje dalej że w Połańcu w XVI-tym wieku kasztelanowali: Jan Komorowski który złożył tę godność 1533 r., po nim Stanisław Zaklika Topor Czyżowski, a po tym syn Zygmunt, który ciągle występował w bezkrólewiu po Henryku. A że ten 1576 r. przeszedł na kasztelanią bełzką, była więc właśnie pora ofiarować połaniecką Kochanowskiemu; ten jednak za nią podziękował, a wtenczas mógł ją wziąć Stanisław Borkowski, którego Niesiecki zowie kasztelanem połanieckim, powiadając że syn jego 1608 r. posłował.

 

Wspomnieni zaś urzędnicy Archiwum Głównego, proszeni o to tak nam odpisali na mocy znajdujących się tam dokumentów (Metr. 113 fol. 20, 46—122, fol. 106—129, fol. 44): „Roku 1563 mianowany kasztelanem połanieckim Zygmunt Czyżowski był nim do 1574 r. a może i dłużej. Roku 1578 piastował tę godność Krzysztof Głowa, a po jego śmierci otrzymał ją 1582 r. Andrzej Niedrzwicki podkomorzy sanocki. Albo więc przed Głową, albo po nim mogła być kasztelania połaniecka Kochanowskiemu ofiarowaną, jednak nominacyi tej w aktach nie kompletnych metryki koronnej nie widać. To nieznajdowanie się przywileju na kasztelanią dla Jana Kochanowskiego nie dowodzi, iżby mu takowa nie miała być daną, bo król przez szczególne dla niego względy, mógł kazać wygotować patent, a nawet podpisać, lecz gdy Kochanowski za łaskę podziękował, tedy wstrzymano zapewne nominacyą i nie wciągnięto jej do akt metryki koronnej. Zawsze przecież Kochanowskiego Jana uważaćby należało, niejako za byłego kasztelana połanieckiego.”

 

Podzielamy zdanie światłych mężów tembardziej, że król Stefan w nominacyi na Wojskiego, którą zaraz przytoczymy, wielką ku niemu okazuje życzliwość i wyraża się że: „daje mu ten urząd, bo zupełnie przypada do jego usposobienia i trybu życia,” którego aby nie zmieniać, jak się domyślamy, podziękował za kasztelaństwo. Dodajemy jeszcze że słowa przez Starowolskiego przypisywane poecie o kasztelanie utratniku, sprawdziły się w części na rodzinie Kochanowskich. Ostatnimi z nich dziedzicami Policzny i Sycyny byli kasztelanowie, a i po kasztelanie z Konar nie długo te dobra Kochanowscy dzierżyli. To również pewno, że odezwanie się, przyznawane poecie, pierwiastkowo poszło od Spytka. Sam Kochanowski to pisze (II, 181): „Tytuł wielki, dochód mały. Spytek Jordan kasztelan krakowski, mówiąc w radzie o doległościach, które wysokie urzędy za sobą niosą powiedział: Co sobie Spytek nagotuje, to mu pan krakowski zje.” Jakie wtenczas dochody miał kasztelan krakowski, jakie połaniecki, powiedzieć nie umiemy. Wiemy tylko z lustracyi małopolskiej 1615 r., że kasztelan radomski miał z niej złp. 260 rocznie z cła lądowego. (Pam. rei. mor. S. 2, II, str. 156).

 

Chociaż poeta kasztelaństwa nie przyjął, choć przy rozweseleniu wołał (I, 80):

 

Ani dbam o kasztelana,

Trzymając się mocno dzbana;

 

tytułu jednak, jak drudzy z ówczesnego wyższego społeczeństwa, potrzebował. Gdy przestał pełnić obowiązki dworzanina sekretarza królewskiego, przybierał tytuł poznańskiego proboszcza, czy to urzędownie jak dokument pod r. 1572 przez nas przytoczony, czy prywatnie, jak znany jego list do Fogelwedra, przekonywa. Ale i tego po ożenieniu się nie mógł używać. Dlatego przyjął urząd wojskiego , bo ten nie naruszając jego nawyknień, pozwalał mu i wsi nie opuszczać i zajmować się poezją. Nominacya ta (Metr. 119 fol. 230), jest osnowy następującej.

 

1579 r.

 

„Mianowanie Jana Kochanowskiego wojskim sandomierskim:

 

Stefan z Bożej łaski król polski i t. d. Oznajmiamy wszystkim i każdemu z osobna komu o tem wiedzieć należy. Po posunięciu ur. Andrzeja Gołuchowskiego na podkomorstwo sandomierskie, gdy urząd, który sprawował wojskiego sandomierskiego, komu innemu dać trzeba, zauważyliśmy, że przy osadzeniu go szczególny wzgląd mieć powinniśmy na urodzonego Jana Kochanowskiego z Czarnolasu. Tego bowiem jego liczne i szlachetne przymioty (praeclarissimae virtutes), jego dla kraju zasługi, jego prze- zacne i wyborne zdolności (nobilissimum ac praestans ingienium) tudzież niezwykła nauka, od nas zdają się wymagać i niejako kryjomo dopominać, aby jak pomnikowemi dziełami swojego dowcipu przynosi ojczyźnie chlubę i użytek, tak nawzajem od niej zaszczyty i godności odbierał. Urząd zatem wojskiego, który według naszego zdania najlepiej przypada do jego usposobienia i do trybu życia, dać mu postanowiliśmy; jakoż go przez obecne pismo nasze dajemy, zlecamy: ze wszystkiemi jego prawami i dochodami jakie poprzednio wojskim służyły, a to dożywotnio lub do czasu dostąpienia czyto wyższego jakiego urzędu, czy dostojności. O takowem zaś daniu przez nas tego urzędu powiadamiamy w ogóle dygnitarzy, urzędników, panów stanu rycerskiego i wszystkich którzy o tern wiedzieć powinni, rozkazując tu wymienionym aby rzeczonego Jana Kochanowskiego za prawego wojskiego sandomierskiego mieli i jemu miejsce, prawa i przywileje służące, oraz dochody do tego urzędu przywiązane, według przyjętego zwyczaju, tudzież uległość jaką mu kto winien, zapewnili. Na wiarę czego pismo to ręką naszą podznaczyliśmy i pieczęcią urzędową rozkazaliśmy opatrzyć. Dano w Wilnie dnia 9 października r. P. 1579, panowania naszego czwartego roku, Stefan król podpisał.”

 

O wojskich dostateczną wiadomość napisał w Encykl. powsz. (XXVII) Jul. Bartoszewicz, wspomniał tam i o ich dochodach (str. 663). Jakieby miał uposażenie wojski sandomierski, nie zdarzyło się nam czytać.

 

Podał wreszcie Starowolski, że król Stefan złp. 1200 płacy ofiarował Kochanowskiemu, aby go u dworu zatrzymać. Ależ choćby poeta nie chcąc opuścić Czarnolasu nie korzystał z łaski króla i przysług Zamojskiego, zawsze, doznawszy ich, pokazałby wdzięczność (…).

Rzeczywiście karmiono go tam chlebem duchownym, a ten się do jego usposobienia nie nadawał. Gdy zaś czego innego doczekać się nie mógł, powiedział sobie (I, 32):

 

Przecz mam zajrzeć kosztownych pałaców komu,

A nie raczej w swym mieszkać ojczystym domu?

 

pożegnał stanowczo zawód dworski, osiadł w Czarnolesie, zrezygnował beneficya duchowne i Dorotę Podlodowską z Przytyka pojął za żonę, przeniósłszy ją nad drugą o której napisał (I, 8):

Mnie sama twarz nie uwiedzie,

I choć druga na plac jedzie

Z herby domów starożytnych

Zacne plemie dziadów bitnych,

Ja chcę podobać się w mowie

Nauczonej białogłowie.

 

Miała też Dorota Podlodowską i powierzchowność, którą poeta określiwszy zawołał (I, 76):

 

Temeś ludziom wszystkim mila,

I mnieś wiecznie zniewoliła.

 

Ważną byłaby data ślubu poety, ale mimo umyślnych poszukiwań, ani w Archiwum głównem, ani w aktach radomskich nie napotkano żadnego w tyra względzie zapisu; metryki zaś kościelne zaczynają się w Przytyku od 1646 r. a w przyległym Zakrzowie, zkąd Dorota mogła wyjść za mąż, od 1620 r. Jul. Bartoszewicz nie przypuszczając aby ożeniony śmiał korzystać z funduszów kościelnych, posuwa małżeństwo poety aż do roku 1577, to jest, po za rok w którym mu Zamojski mógł wyrobić opactwo sieciechowskie (Bibl. warsz. 1858 r., sierp. str. 250—257). Przyborowski przeciwnie lubo wykrył rok 1574, w którym Kochanowski zrzekł się dobrowolnie probostwa poznańskiego, przecież pojęcie przez niego małżonki kładzie w 1569 lub w 1570 r. i przywodzony tu list do Fogelwedra z 1571 r., gdzie poeta podejmuje się wygotować na przyszły sejm tłumaczenie 30 psalmów, uważa za wywiązanie się tą duchowną pracą królowi, iż mu posiadanie beneficyum przedłużył. Mniemanie swoje popiera tem, że już 1571 r. o probostwo poznańskie starał się ks. Dukasz Podoski poseł w Wiedniu, co widać z akt podkanclerza Krasińskiego, a nie starałby się, gdyby Kochanowski nie był żony pojął i tem samem nie utracił prawa do posad kościelnych (Bibl. warsz. z 1859 r. marzec str. 741—752).

 

My jedynie dodać w tej mierze możemy, że kiedy Myszkowski 1578 roku wjeżdżał na biskupstwo krakowskie, udał się na tę uroczystość Kochanowski (El. tłum. Br. str. 35) a zatrzymany tam nieco dłużej, tak pisał (I, 19):

 

Jaką rozumiesz zazdrość zjednałeś sobie,

Zacny biskupie! w mojej małej osobie,

Żeś mnie z domu wyciągnął w te dalsze strony

Od małych dziatek i od tęskliwej żony? i t. d.

 

Obrazek w tym wierszu, przedstawia już nie od roku szczęśliwe w stanie małżeńskim pożycie, i wskazuje na wcześniejsze poety ożenienie, które przecież rezygnacji beneficyów (1574) mogło nie uprzedzić. Przynajmniej w 1570 r., gdyby Kochanowski miał żonę, tedy skarbni zwoleńskiego kościoła, mieszkający tylko o półtory mili od Czarnolasu, wezwani pod przysięgą co wiedzą o swoim plebanie i wikariuszu, byliby bez ogródki zeznali, że jest żonaty, jak nie zataili o swym komendarzu, że miał potomstwo (prolificavit).

 

Zamieszkawszy w Czarnolesie, poprzednie i obecne swoje położenie określił w Elegii (tłum Brod. str. 63):

Łan ojczysty obsiewam, bądź mi dworze zdrowy!

 

W Czarnolesie przepędził poeta resztę życia w powołaniu ziemiańskiem, i jako ziemianin pisał wiersz łaciński na zjazd łęczycki w maju 1575 r., gdzie radził aby nie czekając dłużej na powrót Henryka, obrać innego króla (Syr. str. 152). Gdy Tatarzy we wrześniu spustoszyli Podole i „taką nieoszacowaną szkodę uczynili jaka niesłychana była w Polsce, bo okrom pobitych starych ludzi i małych dziatek, ludzi 55,000 wywiedli w niewolą, a koni i klacz póltorakroć sto tysięcy, nuż bydła i owiec bardzo wiele, nie wspominając innych łupów, szat, złota, srebra (Biel. str. 136) Kochanowski zgromił o taką sromotę rycerstwo i zachęcał do omycia tej zmazy (I, 11).—Na sejmie elekcyjnym warszawskim, w listopadzie tegoż roku, jako prywatny szlachcic przemawiał za cesarzewiczem lub carewiczem. „Sądzono że tego ostatniego kandydata, podawał tylko dla pozoru, mówi Orzelski i dodaje, że ta mowa Kochanowskiego, człeka nie głupiego, zdawała się nieodpowiednia jego wziętości, jednak przez uszanowanie dla osoby poety, wysłuchano jej powolnem uchem.”

 

Była ona przeciwną większości, bo „szlachta, jak się wyraża Bielski (str. 1364), rzucili się do Piasta.” Z powodu rozdwojonej elekcyi pisał wiersz polski (I, 13) i łaciński (Syr. str. 138) a w ostatnim oświadczył, że jako poeta jest obojętnyni czy cesarz czy Batory utrzyma się na tronie, błaga tylko Opatrzność, aby następny król ukoił zwaśnienia, powściągnął swawolę wyuzdanej zgrai, powstrzymał zbytki i przekupstwa sądowe, a żądną sławy młodzież prowadził na Turka. Uwielbił też zwycięztwa Batorego z 1579 r. (I, 14, Syr. str. 143) i z 1582 r. (Syr. str. 87), tudzież przeważną wyprawę Krzysztofa Radzi wiła z 1581 roku (I, 207). Oddał również w 1583 r. należną pochwałę za sługom Jana Zamojskiego (Syr. str. 149 Bielski, str. 1512). W następnym zaś roku 1584 mając w Lublinie przed królem skarżyć na Turków o zabicie swego przyjaciela Jakóba Podlodowskiego (Biel. str. 1156) nagle życie zakończył „poeta taki polski, jaki w Polsce jeszcze nie był, ani się takiego drugiego spodziewać możem” (Biel. str. 1522).

Tu załączamy tranzakcyą, jaką po poecie dochowały nam dawne akta radomskie w języku łacińskim.

 

1579 r.

 

Działo się w dworcu królewskim w Radomiu, w piątek po ś. Bartłomieju r. P. 1579. Stanąwszy osobiście przed urzędem starościńskim grodu radomskiego i przed obecnymi aktami, urodzony Jan Podlodowski, dziedzic z Zakrzowa, i zrzekając się wszelkiej innej ziemiańskiej, mogącej mu służyć, a poddając się co do tego aktu, grodzkiej radomskiej, juryzdykcyi, publicznie i wyraźnie oświadczył, że urodzonemu Janowi Kochanowskiemu z Czarnolasu, i jego prawym potomkom, jest winien, i jawnie uznaje się obowiązanym, summę dwieście złotych, zwykłej monety polskiej, pewnego długu (certi debiti) na dzień i na przyszłą uroczystość ś. Katarzyny oddać wyliczyć, u akt grodzkich radomskich, złożyć i zostawić. Gdyby zaś nie uiścił się, i wypłaty dla jakiejbądź przyczyny zaniedbał, wówczas bezzwłocznie pomieniony stawający lub jego potomkowie, dadzą i dopuszczą, temuż Janowi Kochanowskiemu lub jego spadkobiercom, rzeczywistą i spokojną intrommissyą do dóbr swoich dziedzicznych, to jest do całej i zupełnej połowy wsi Mleczkowa, ze wszystkiemi jej należytościami i przyległościami, lecz wolnej od zapisu ur. Piotra Kochanowskiego, a to przez woźnego ziemskiego, którego do wprowadzenia siebie w posiadanie weźmie, a na jakiego urząd niniejszem pozwala. Za wzbronienie intromissyi naznacza się kara złp. 200 wypłacalna dla Jana Kochanowskiego i jego sukcessorów.

 

Dobra rzeczone, Jan Kochanowski i jego potomkowie trzymać, mieć, posiadać i użytkować będą prawem zastawy, od daty naznaczonej na wypłatę, czyli od przyszłego Bożego Narodzenia, do tegoż święta w roku następnym, a od tego do takiegoż święta w roku dalszym i tak z roku na rok bez przerwy lat po sobie idących, aż do wykupna i zupełnego wyliczenia pomienionej summy. Trzymać je zaś będą ze wszelką ich własnością, z dochodami, pastwiskami i użytkami wszystkiemi bez wyjątku, tak jak je sam zeznający trzymał i posiadał, i jak są od innych dóbr odgraniczone (Dalej idą zwykłe podówczas zastrzeżenia prawne o ewikcyi, o przeniesieniu zapisu z akt grodzkich do ziemskich przed upływem roku, o zakładzie w razie uchybienia tym zobowiązaniom, o sądzie i o terminie gdzie pozwany stawić się koniecznie powinien i że pokwitowanie nie gdzieindziej tylko u akt obecnych nastąpi. Zastrzeżenia te wcale nie obowiązują Jana Kochanowskiego i jego potomków (Ks. 9. Inscript. str. 308).



tagi: jan kochanowski czarnolas majątek 

rotmeister
28 sierpnia 2017 15:22
11     4122    2 zaloguj sie by polubić
komentarze:
jolanta-gancarz @rotmeister
28 sierpnia 2017 17:49

Piękne dzięki. Także za przypomnienie bardzo pracowitego księdza Gackiego, który jak widać, też z utworów próbuje życiorys Jana Kochanowskiego odtworzyć.

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @jolanta-gancarz 28 sierpnia 2017 17:49
28 sierpnia 2017 19:45

Wybrałem fragment dotyczący Jana Kochanowskiego ale artykuł ks. Gackiego dotyczy całej rodziny. Dostępne w sieci.

zaloguj się by móc komentować

chlor @rotmeister
28 sierpnia 2017 20:12

Synekury, "rady nadzorcze" i "fundacje". Urzędy tytularne dające dochód lecz nie wymagające wykonywania pracy osobiście. Zupełnie jak dziś. Ciekawe czy Kochanowski jakoś  ogarniał,  z ktorego urzędu i kiedy należy się wypłata. Tyle tego przecież było. Teraz jest prościej, bo spływa na jedno konto.

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @rotmeister
28 sierpnia 2017 21:28

Wiadomo dlaczego probostwa były nadawane świeckim? Autor, jeśli dobrze zrozumiałem, tłumaczy nadawanie urzędu opata świeckim tym, że duchowni nie mieli odpowiednich umiejętności na zarządzanie tak dużymi dobrami jak dobra klasztorne, powiedzmy że mogło tak być. Za to sadzanie na probostwach, które chyba nie były aż tak rozległe i zróżnicowane, urzędników królewskich wygląda mi na jakąś próbę kontroli Kościoła przez króla i dwór.

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @chlor 28 sierpnia 2017 20:12
28 sierpnia 2017 21:52

Myślę że ogarniał. Jeśli chodzi o kasę to czy dzisiaj czy dawniej to akurat każdy ogarnia. 

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @Kuldahrus 28 sierpnia 2017 21:28
28 sierpnia 2017 21:52

Szczerze mówiąc to nie wiem dlaczego tak było. 

zaloguj się by móc komentować

Paris @rotmeister
28 sierpnia 2017 22:12

Wpis  rewelacyjny  !!!

No mnie sie strasznie podoba, ta ksiega wizyty bp Padniewskiego... bo wspomina o stronach rodzinnych moich pradziadkow, dziadkow i mamy... Wilczyska, Jadamow, Zelechow... Lukow...

... ale najbardziej to mi sie podoba odmowa dostojnosci kasztelana... przez Kochanowskiego: "... przestaje na swojej miernocie, a owego zbytnika i marnotrawcy kasztelana do wsi i siedziby ojczystej nie wpuscic, bo co tylko sobie Kochanowski przysposobil, toby mu wszystko zjadl kasztelan przez proznosc i wystawnosc"  !!!

No po prostu  bAba  !!! 

zaloguj się by móc komentować

betacool @rotmeister 28 sierpnia 2017 21:52
28 sierpnia 2017 23:08

Ogarniam. Sądził się nawet o zaległą kasę.

Mnie to bardzo podobne modus operandi kojarzyło się do tej pory z Kołłątajem, a tu trzeba wskazówki o 250 lat cofać.

Sorry, że tak zdawkowo ale jestem świeżo po weselisku i jeszcze przez tydzień będę w okolicach gdzie więcej jest komarów niż kresek internetu.

 

 

zaloguj się by móc komentować

Czepiak1966 @rotmeister 28 sierpnia 2017 21:52
30 sierpnia 2017 17:16

Na bank ogarniał, a jego wierszoklectwo przypomina wierszyki Marcina Wolskiego. Wolski też ogarnia.

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @rotmeister
2 września 2017 20:31

"Na sejmie elekcyjnym warszawskim, w listopadzie tegoż roku, jako prywatny szlachcic przemawiał za cesarzewiczem lub carewiczem. „Sądzono że tego ostatniego kandydata, podawał tylko dla pozoru, mówi Orzelski i dodaje, że ta mowa Kochanowskiego, człeka nie głupiego, zdawała się nieodpowiednia jego wziętości, jednak przez uszanowanie dla osoby poety, wysłuchano jej powolnem uchem.” Była ona przeciwną większości, bo „szlachta, jak się wyraża Bielski (str. 1364), rzucili się do Piasta.” "

I to jest bardzo ciekawe. 

Wielki plus za tej tekst. 

zaloguj się by móc komentować

betacool @Magazynier 2 września 2017 20:31
3 września 2017 23:00

Ta mowa Kochanowskiego jest tak głupia, że aż nie do wiary...Windakiewicz przytacza ją w całości. Jutro zerknę i streszczę.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować