-

rotmeister : Wspomnicie moje słowa

Mieczysław Jałowiecki u Edwarda Woyniłłowicza.

Mieczysław Jałowiecki, U Edwarda Woyniłłowicza, Wiadomości (londyńskie) 1958, R. 13, nr 18 (631).

 

Była 3-a w nocy gdy z pociągu wileńskiego przesiadłem się w Mińsku Litewskim do pociągu idącego w stronę Baranowicz i Brześcia.

Znalazłem się sam w pustym ale nieco zadymionym wagonie.

Otworzyłem okno. Wlała się przez nie fala czystego, przesiąkniętego oddechem wiosny powietrza.

Było jeszcze ciemno, ale daleko na wschodzie niebo się już zaróżowiło.

Lubię chwilę przedświtu, pełną dziwnego uroku, tajemniczo zawieszoną w przestworzach pomiędzy mrokiem nocy a jasnością dnia.

Stanęliśmy na małej stacyjce. Zaczęło świtać. Do uszu moich doszły pierwsze echa budzącego się dnia; pianie kogutów z pobliskiej wsi, głos kukułki i dalekie bulgotanie cietrzewi.

Słońce weszło, i naraz całą pełnią akordów zagrała symfonia wiosennego poranka.

Jechałem do żyznej Słucczyzny. Jechałem w odwiedziny do naszych krewnych: kuzynki mojej żony, Marii z Rewieńskich hr. Krasickiej, i mojej szwagierki, Anny z Wańkowiczów Domańskiej (obie panie prosiły o rady w pewnych sprawach finansowych), ale głównym celem mojej podróży była pielgrzymka do Sawicz, siedziby Edwarda Woyniłłowicza, bezapelacyjnego autorytetu dla ziemiaństwa zamieszkującego tę ogromną połać kraju od Niemna aż do nadrzecznych łęgów Dnieprowych i błot i rozlewisk Prypeci.

Woyniłłowicza widywałem zwykle na zebraniach ziemiańskich lub naradach rodzinnych, otoczonego pewną atmosferą „nieprzystępności”, tak charakterystycznej dla ludzi tego typu.

Osobiście nigdy mnie nie ciągnęło do tzw. ludzi „popularnych”. Za czasów mojej wczesnej młodości Ideałem moim był Jeremi Wiśniowiecki, gdy dorosłem - Aleksander Wielopolski. Interesowali mnie zawsze ludzie twardzi, chodzący samopas.

Żaden z ludzi z którymi miałem szczęście współpracować, nie był popularny; ani Józef Montwiłł, ani Aleksander Meysztowicz, ani Roman Skirmunt, ani Hipolit Korwin-Milewski, ani Edmund Bortkiewicz, ani Stanisław Wańkowicz senior. Byli bardziej szanowani niż lubiani, nie szczędzono im za plecami krytyki a często i gorzkich słów, ale gdy chodziło o dobrą radę czy ratunek szło się do nich z całą ufnością w przekonaniu o ich sercu, dyskrecji, dobrej woli i zdrowym rozsądku.

Zajęty tymi myślami, ani się spostrzegłem gdy pociąg stanął na małej stacyjce Źamirje, zwanej dawniej Horodziejem.

- Panok musić co do Kniażycy - spytał mnie tragarz - koni czekają.

Rzuciłem okiem na czwórkę dobranych rosłych gniadych klaczy, na lekki powozik, na lśniącą brązami uprząż, na wyprostowanego stangreta w dobrze skrojonym płaszczu liberyjnym... Wiedziałem co mnie czeka. Siadłem do powozu. Chwila ciszy. Stangret poprawił się na koźle, rozległ się trzask bata, „tolko drohnuła doroha”, i czwórka równym, wyciągniętym kłusem poniosła nas w jasność wiosennego poranku pachnącego brzozami, czeremchą, żytem.

Jechaliśmy szerokim obsadzonym brzozami traktem na Cimkowicze, pozostawiwszy za sobą Nieśwież, którego kopuły i wieżyce odbijały pozłotą od głębokiego błękitu nieba.

Ziemia słucka, stanowiąca przejście od lesistych płaszczyzn górnego Polesia do malowniczych wzgórzy nowogródzkich, granicząca z krajem pagórków leśnych i łąk zielonych, jest dziwnie niepodobna do swego sąsiada. Niby to samo niebo, ta sama smuga ciemna borów na widnokręgu, ale jakże wszystko inne!

Słucczyzna patrzy ku Wschodowi i nasłuchuje czy z łęgów naddnieprzańskich i piaszczystych traktów Polesia nie wynurzy się horda tatarska lub wataha kozacka. Słuczczyźnie brak romantyzmu nowogródzkiego, jest to już Białoruś kresowa z ręką nie na strunach lutni ale na mieczu.

Tło Słucczyzny jest też podmalowane Nieświeżem. Jeszcze za mojej pamięci w niejednym dworze przechowywano z pietyzmem dawny mundur albeński, składający się z kontusza słomiastego, żupana błękitnego i pasa srebrnego w czarne orły radziwiłłowskie.

Większość rodzin ziemiańskich zamieszkujących ten kraj i przyległe do Nieświeża powiaty była spokrewniona, skoligacona, zaprzyjaźniona lub związana z Nieświeżem. Niesiołowscy, Reytanowie, Jeleńscy, Wołodkowicze, Woyniłłowicze, Wańkowicze, Rdułtowscy, Jodkowie, Domańscy, Czarnoccy, Kieżgayłłowie, Zawiszowie i tyle innych których nie zliczę. Na wszystkich pozostał pewien podświadomy nieświeski nalot którego nie zatarły nawet nowe czasy.

Pozostawiwszy na stronie stary Kleck radziwiłłowski, za Cimkowiczami, dawnym dziedzictwem Karola Chodkiewicza a później Sapiehów, skręcaliśmy z traktu na drogę wiodącą do Kniażycy.

Przyjechałem do Kniażycy wczesnym wieczorem, spędziłem tam dzień następny a nazajutrz pozostawiłem za sobą „wieczory miesięczne, kiście kwitnącego bzu, konie wierzchowe, trele słowicze i nokturny Chopina”.

Po Kniażycy znalazłem się w również gościnnej i serdecznej atmosferze dworu w Załadziu, atmosferze która przez analogię przeniosła mnie do wańkowiczowskiego Horodyszcza, siedziby mojej teściowej. Po dziś dzień pamiętam moją szwagierkę Annę na ganku dworu, w sztywnym kostiumie angielskiego kroju, w białej bluzce zapiętej pod szyję. Gdybym był powołany do wypisania jakiegoś godła na ganku jej dworu, zapewne wypisałbym tylko cztery krótkie słowa wiara, obowiązek, serce, ziemia.

Ranek był piękny, po niebie płynęły lekkie białe pierzaste obłoki, zapowiadające pogodę. Wysoko w błękitach trzepotały się skowronki.

„Co za nadzwyczajne kobiety, co za gospodarstwa!” - powtarzałem, nie mogąc oderwać mojej rolniczej myśli od pięknie uprawnych pól, od łanów kłoszących się zbóż, od stad biało-czarnych holendrów na tle jasnej zieleni pastwisk, od całej tej atmosfery „ładu, składu i porządku”, atmosfery zaprawionej czymś osobliwym, niedotykalnym, czymś co tylko ręce i serce kobiety dać mogą.

Stanęliśmy przed wielkim dwupiętrowym dworzyskiem czy raczej zameczkiem podpartym z czterech stron potężnymi skarpami. W pobliżu krętym korytem płynęła Bereźnica. Przy wejściu stały z dwóch stron małe armatki i leżały kule kamienne.

Woyniłłowicz, człowiek wielkiej wiary i serca o szerokich widnokręgach, był postacią jakby wyjętą z powieści Rodziewiczówny.

Jeżeli Wilno miało swego Montwiłła, Mińsk miał swego Woyniłłowicza i jak Montwiłł był twórcą epoki montwiłłowskiej w Wilnie, tak Woyniłłowicz był twórcą epoki woyniłłowiczowskiej w Mińsku.

Pomawiano go o ugodowość, ale nikt tak nie przyczynił się do spolszczenia ziemi mińskiej jak właśnie Woyniłłowicz. Jako prezes Mińskiego Tow. Rolniczego urządził pierwszą wielką wystawę rolniczą. Na przeciąg kilku dni zrusyfikowany Mińsk stał się miastem polskim a na ulicach nie słychać było innej mowy niż polska. Ta pierwsza wystawa na tych odległych ziemiach była rewelacją nie tylko dla nas, ale ponoć i dla Moskali.

Pamiętam, ówczesny gubernator guberni mińskiej odezwał się do Woyniłłowicza na pół żartem na pół z wyrzutem:

- Panie, co pan tu zrobił. Ja myślałem że jestem gubernatorem guberni rosyjskiej, a okazało się że jestem tu chyba zastępcą wojewody polskiego.

- O ile by pana wybrano na ten zaszczytny urząd - odciął się Woyniłłowicz.

Człowiek milionowej fortuny, żył skromnie a jego znaczne dochody szły na cele społeczne, na budowę ochronek, szkół ludowych, na stypendia które dyskretnie rozdawał hojną ręką. Brakło w Mińsku kościołów, gdyż większość po r. 1863 zamieniono na cerkwie. Walczył o zezwolenie na budowę i własnym kosztem wraz z siostrą swoją Jadwigą Kostrowicką wzniósł piękną świątynię. Będąc członkiem rady państwa potrafił niejedno przeprowadzić i dlatego był solą w oku miejscowych gubernatorów i sfer urzędniczych.

Administracja wolała jednak nie zaczepiać Woyniłłowicza i patrzała przez palce na jego działalność, na działalność Tow. Rolniczego, na polskie nielegalne szkółki i na regionalizm białoruski przy którego pomocy Woyniłłowicz zwalczał zakusy rusyfikacyjne rządu i uświadamiał ludność miejscową o jej odrębności plemiennej od Moskwy i Moskali.

Miał też Woyniłłowicz dar dobierania sobie współpracowników: w radzie Mińskiego Tow. Rolniczego zasiadali ludzie tej miary co Roman Skirmunt, Karol Niezabytowski, Michał Łęski, Eustachy Lubański, Jerzy hr. Czapski, Ignacy Witkiewicz, Michał Wołłowicz, Edward Horwatt, Piotr Wańkowicz, Wilhelm Jelski, Karol Świecki.

W życiu osobistym nie był szczęśliwy. Śmierć przedwczesna zabrała mu syna a w kilka lat później córkę. Zniósł to z pogodą i bohaterstwem.

Po śmierci syna wraz z żoną odwiózł jego zwłoki wozem drabiniastym i pochował na cmentarzu rodzinnym w wykopanym przez siebie dole. W ten sam sposób pochował swoją córkę.

Pamięć swych dzieci uczcił wznosząc w Mińsku kościół pod wezwaniem Szymona i Heleny (były to ich imiona).

Miał Woyniłłowicz swoje drobne dziwactwa, nosił perukę, jeździł zawsze w powozie z zapuszczoną budą, podróżował nieraz trzecią klasą, ale jednocześnie był nad wyraz gościnny, posiadał doskonałego kucharza i zasobną piwnicę. Zameczek w Sawiczach, wzniesiony na początku XVII w. zawierał bezcenne archiwa, sporo obrazów i wielką bibliotekę liczącą pono 10.000 tomów.

Z bijącym sercem przekraczałem progi „Mekki rodzinnej”.

Wszystko tu było nastawione na nutę poważną, pachniało miłą staroświecczyzną, począwszy od starego służącego w długim czarnym surducie, a skończywszy na burce stangreta i czwórce koni w szlejach zaprzężonych „w poręcz” do „faetonu”.

Po przywitaniu z „wujem Edwardem” ogarnąłem się w przeznaczonym dla mnie pokoju gościnnym i zszedłem do wielkiej sali jadalnej wykładanej czarnym dębem. Surowe wąsate twarze Woyniłłowiczów, ubranych w kontusze, spoglądały z wysokości ścian na przybysza.

Po obiedzie usiedliśmy na tarasie wychodzącym na park.

Było ciche popołudnie późnego maja. Brzęczały pszczoły, pachniało czeremchą i bzem, z pobliskich gajów odzywała się kukułka.

Zauważyłem na twarzy Woyniłłowicza niepokój.

Spytałem dyskretnie o przyczynę.

- Wróciłem niedawno z Petersburga z posiedzenia rady państwa, mam nieokreślone przeczucie niebezpieczeństwa które zawisło nad nami i nad tą ziemią, którą tak miłujemy. Zbyt późno zabraliśmy się do pracy.

- Co wuj przez to rozumie? - spytałem.

Zamiast odpowiedzi usłyszałem pytanie:

- Należysz do młodej generacji ziemiaństwa, czy kiedyś w życiu pomyślałeś nad tym co to jest „arystokratyzm obowiązku” ? - i nie czekając mojej odpowiedzi ciągnął dalej: - Każdy z nas, kogo los obdarzył nazwiskiem, ziemią, przywilejami, powinien pamiętać że obciąża go poważna hipoteka wobec kraju i otoczenia. Nie potrzebuję ci tłumaczyć że każda hipoteka wymaga spłaty nie tylko długu ale i procentów. Jest to hipoteka moralna, testament krwi, który nas a więc i mnie i ciebie obowiązuje, żołnierzami tu jesteśmy, a każdy nasz dwór twierdzą. Czy my, ziemianie, siedzący od wieków na ziemiach Wielkiego Xięstwa Litewskiego, spłaciliśmy ten dług, czyśmy zdawali sobie sprawę z sytuacji i z ciążących na nas obowiązkach... wiele o tym dałoby się powiedzieć. Nie obroniliśmy legatu jagiellońskiego, za który byliśmy odpowiedzialni wobec Boga i historii. Nie obroniła Polska naszego drogiego kraju przed zalewem moskiewskim. Cośmy zrobili z puścizny jagiellońskiej? Nasza nieokiełznana samowola, nasze „liberum veto”, nasz egoizm doprowadziły Polskę do upadku i pociągnęły ku przepaści całą Litwę. Jakże inaczej rozwinęłaby się historia gdybyśmy byli inni, gdybyśmy stale nie ulegali warcholstwu, nie słuchali fałszywych proroków i awanturników, ustrojonych niczym na maskaradę w płaszcz patriotyzmu, gdybyśmy jak ćmy nie palili skrzydeł w pierwszym napotkanym ogniu.

Spojrzałem na niego pytająco.

Machnął ręką.

- Chodźmy - rzekł - czas jest piękny, przejdziemy się po polu i lesie.

Nazajutrz rankiem wyjechałem do Mińska.

Po pierwszej wojnie światowej Woyniłłowicz, straciwszy cały majątek, zamieszkał w paru skromnych pokoikach w Bydgoszczy.

Były magnat, jako siedemdziesięcioletni starzec nosił sam wodę w wiaderku do swego mieszkanka, ale nikt nie słyszał od niego słowa skargi. Przeciwnie, każdego starał się pokrzepić i zachęcić do pracy.

Skończył życie w zapomnieniu.

Nie wyzyskała Polska odrodzona zdolności jednego ze swych najlepszych synów i najwierniejszych bojowników.

Wspomnienia Edwarda Woyniłłowicza do kupienia w Klinice Języka:

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/edward-woynillowicz-wspomnienia-1847-1928-czesc-pierwsza/

https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/edward-woynillowicz-wspomnienia-czesc-ii/



tagi: wspomnienia  edward woyniłłowicz  mieczysław jałowiecki 

rotmeister
27 lipca 2018 09:57
38     2881    30 zaloguj sie by polubić
komentarze:

pink-panther @rotmeister
27 lipca 2018 11:23

Piękne wspomnienie bardzo potrzebne właśnie w tych "naszych czasach". Postać wielkiego Woyniłłowicza bardzo uwiera niektórych "żarliwych patriotów".  No i najważniejsze świadectwo: zagłada ziemiaństwa z tamtych okolic to nie był przypadek.

zaloguj się by móc komentować


raven59 @rotmeister
27 lipca 2018 11:44

Plus to za mało - dziękuję.

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @pink-panther 27 lipca 2018 11:23
27 lipca 2018 11:46

Z rozproszonych tu i ówdzie wspomnień nielichą antologię można stworzyć. Obraz inny niż "szlachta rozpijała pańszczyźnianych chłopów".

zaloguj się by móc komentować


betacool @rotmeister
27 lipca 2018 12:26

"Pomawiano go o ugodowość".

Właśnie siedzę nad pamiętnikami Polaka, który został za cara gubernatorem dużej prowincji.

Też się nie żalił na swój los, a chyba bez pomówien o kolaborację to się chyba nie obeszło.

zaloguj się by móc komentować

Janek-D @rotmeister
27 lipca 2018 12:51

Super tekst, dzięki. Warto wracać do wspomnien Edwarda i odczytywać je z różnych perspektyw. 

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @betacool 27 lipca 2018 12:26
27 lipca 2018 13:13

Bo socjaliści uzurpują sobie prawa do monopolu na patriotyzm.  Trzeba wylać rzekę krwi itd, itp.

zaloguj się by móc komentować


adam-er @rotmeister
27 lipca 2018 13:18

 

 

 

Zamiast komentarza.

Tzw. program obowiązkowy (z mojej półki). Jeśli ktoś to przeczyta, raczej nic już go nie powinno zaskoczyć w temacie kresy, I WS, II Rzeczpospolita i dziadunio Ziuk :-)

Duży plus!

 

 

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @adam-er 27 lipca 2018 13:18
27 lipca 2018 13:37

Swego rodzaju kanon dobrych lektur. 

zaloguj się by móc komentować

ewa-rembikowska @rotmeister 27 lipca 2018 13:37
27 lipca 2018 14:47

Bym rozszerzyła, każdy polityk powinien te lektury przeczytać i zrozumieć. A w radio powinny iść w odcinkach czytane przez najlepsze głosy.

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @rotmeister
27 lipca 2018 15:33

Dziękuję bardzo za piękny tekst, z dużą dawką historii i kultury naszego kraju. Jałowiecki jak zwykle w pięknym stylu.

Smuci, że jak zwykle bezmyślni ludzie pomawiali E. Woyniłłowicza o ugodowość. A z tekstu wynika nie tylko ogrom jego pracy na Kresach, ale i wysoki poziom autorefleksji.

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @ewa-rembikowska 27 lipca 2018 14:47
27 lipca 2018 16:41

Część z tych którzy w ogóle czytają niewiele z tego rozumie.

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @Stalagmit 27 lipca 2018 15:33
27 lipca 2018 16:44

Kresy to dzisiaj dla sporej części ludzi "Rosja". A ludzie stamtąd to ruscy. Nawet jeśli ich nazwisko kończy się na ski lub wicz.

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @rotmeister 27 lipca 2018 16:44
27 lipca 2018 16:45

Też się spotkałem z tym smutnym zjawiskiem. Ono występuje nawet tam, gdzie żyją potomkowie ludzi przymusowo przesiedlonych z Kresów w otoczeniu "Królewiaków".

zaloguj się by móc komentować

parasolnikov @rotmeister 27 lipca 2018 16:44
27 lipca 2018 17:05

Bo "ludzie stąd" to dzicy :)

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @Stalagmit 27 lipca 2018 15:33
27 lipca 2018 18:54

Sadzę, że ci co najwięcej pomawiali o ugodowość to jednocześnie najchętniej wchodzili w układy z różnymi nieprzyjaciółmi,.

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @Stalagmit 27 lipca 2018 16:45
27 lipca 2018 21:20

A wszystko jeszcze sformatowane przez system edukacji z pomijaniem konkretnych treści.

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @rotmeister 27 lipca 2018 21:20
27 lipca 2018 21:23

No właśnie. A np. "Na skraju Imperium" M. Jałowieckiego jest tak dobre, że mogłby być lekturą szkolną.

zaloguj się by móc komentować

Draniu @rotmeister
27 lipca 2018 23:17

Wspaniałe Rody.. Ciekawy jestem,czy ktoś z potomków żyje.. Czy wszyscy wygineli w trakcie wojen oraz zarazy bolszewickiej

Tekst niesamowity , nawet jak czlowiek  po przeczytaniu nie chciałby popaść w melancholię,to i tak mu się nie uda.. Łezka się zakręciła..

Serdecznie Dziękuje za ten fragment wspomnień..

zaloguj się by móc komentować

Wolfram @Draniu 27 lipca 2018 23:17
27 lipca 2018 23:58

Żyje prawnuk (Andrzej):

Mieczysław Jałowiecki - człowiek, który kupił dla polskiego rządu Westerplatte

Życiorys Jałowieckiego z Gredanopedii:

https://www.gedanopedia.pl/gdansk/?title=JA%C5%81OWIECKI_MIECZYS%C5%81AW

Człowiek z takimi zasługami w Gdańsku ma tylko rondo swego imienia (decyzja z 2015r).

W Sopocie, gdzie mieszkał - nie ma ulicy. Potestowałem nieco nawigacje i mapy - w Polsce jest jedna ulica Jałowieckiego - w Korbielowie.

zaloguj się by móc komentować

Klak @rotmeister
28 lipca 2018 11:02

Faktycznie uwczesny skraj imperium za swoimi najlepszymi synami...

Krótki ale jak treściwy i motywujący kawałek tekstu. Dziękuję

 

zaloguj się by móc komentować

Draniu @Wolfram 27 lipca 2018 23:58
28 lipca 2018 11:44

Dziękuję za info ,ale ja również miałem na myśli te Rody, o których wspomina Mieczysła Jałowiecki.

"Większość rodzin ziemiańskich zamieszkujących ten kraj i przyległe do Nieświeża powiaty była spokrewniona, skoligacona, zaprzyjaźniona lub związana z Nieświeżem. Niesiołowscy, Reytanowie, Jeleńscy, Wołodkowicze, Woyniłłowicze, Wańkowicze, Rdułtowscy, Jodkowie, Domańscy, Czarnoccy, Kieżgayłłowie, Zawiszowie i tyle innych których nie zliczę."

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @Draniu 27 lipca 2018 23:17
28 lipca 2018 12:37

Jałowiecki jak widać miał też talent pisarski.

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @Stalagmit 27 lipca 2018 21:23
28 lipca 2018 12:39

Jest dobre, tylko 999 uczniów na 1000 padnie trupem jak zobaczy objętość tej książki.

zaloguj się by móc komentować


BialyKurp @rotmeister
28 lipca 2018 23:53

Piękne!  Podoba mi się, i jest mi szczególnie bliskie pojęcie hipoteki. Hipoteki wobec ziemi, otoczenia i kraju. 

zaloguj się by móc komentować

DrzewoPitagorasa @rotmeister
29 lipca 2018 04:16

Dzięki.  Właśnie słucham "Na skraju imperium" i jestem zachwycona nie tylko piękną polszczyzną,  ale przede wszystkim "jakością" tych ludzi.  Wymordowanie lub emigracja tych elit to jest największa strata jaką ponieśliśmy w czasie wojny. 

Czy wiadomo co stało się z biblioteką Woynłłowicza? Przepadła wraz z majątkiem czy udało się przynajmniej część uratować?

 

zaloguj się by móc komentować


rotmeister @DrzewoPitagorasa 29 lipca 2018 04:16
29 lipca 2018 10:03

Co do biblioteki to myślę że przepadła. Ze wspomnień innych kresowiaków wynika że biblioteki były ze szczególną złośliwością niszczone. Z innej strony to Jałowiecki w swoich wspomnieniach napisał że opis jego życia już po wojnie na emigracji w Angli to nic ciekawego u dlatego nic nie napiszę. A szkoda. Bo to też było ciekawe.

zaloguj się by móc komentować

Tytus @rotmeister
29 lipca 2018 12:07

Jakże inaczej rozwinęłaby się historia gdybyśmy byli inni, gdybyśmy stale nie ulegali warcholstwu, nie słuchali fałszywych proroków i awanturników, ustrojonych niczym na maskaradę w płaszcz patriotyzmu, gdybyśmy jak ćmy nie palili skrzydeł w pierwszym napotkanym ogniu.

Jakże to jest inne niż te wszystkie flagi, koszulki i gadżety patriotyczne. Dziękuję, wspaniały tekst!

 

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @Tytus 29 lipca 2018 12:07
29 lipca 2018 13:16

Myślę że ten płaszcz to taka alegoria. Koszulki patriotyczne mi nie przeszkadzają. A wręcz odwrotnie. Element przestrzeni symbolicznej. Ja sobie przypominam lata 90-te gdy normalką było noszenie ubrań w chociażby brytyjskie barwy. Union Jack był wszędzie. Na butach, na koszulkach i na torebkach. I to było rzekomo nowoczesne. Z kolei gdyby ktoś wyszedł na ulicę z wizerunkiem orła na koszulce od razu miał się kojarzyć z jakimś fanatykiem. Na szczęście te lata minęły. I w wyborczej płaczą.

zaloguj się by móc komentować

KOSSOBOR @rotmeister 29 lipca 2018 13:16
29 lipca 2018 23:26

Przeczytałam, naturalnie, wszystkie części wspomnień Jałowieckiego. Trzy razy. Ale za drugim i trzecim razem nie byłam w stanie doczytać do końca "Requiem dla ziemiaństwa"... To jest jak wbijanie sobie noża w serce.

Nb. Rozmawiałam ongi z wysokim funkiem /byłym/ portowym i zagadnęłam go o to, czy wie, kto kupił dla Polski Westerplatte. Terra inkoguta, Panie Rotmistrzu! :)))

Często jeżdżę koło dworu w Kacku, który tak interesująco opisuje Jałowiecki. No i widzę Go nieomal, gdy zajeżdża tam konno. Chciaż wtedy, za Jałowieckiego, były wokół tego dworu lasy i pola, a teraz to zabudowany środek miasta.

zaloguj się by móc komentować

KOSSOBOR @pink-panther 27 lipca 2018 11:23
29 lipca 2018 23:28

Zagłada ziemiaństwa z wszystkich polskich ziem to nie był przypadek. Tak jak nie jest przypadkiem żelazne "nie" dla zwrotu ziemianom majatków. Sam Kaczyński jest tego zadeklarowanym przeciwnikiem. 

zaloguj się by móc komentować

Paris @Tytus 29 lipca 2018 12:07
30 lipca 2018 00:17

No a teraz jeszcze...

... tysiace "emigrantow"  do utrzymania na garb Polakow  !!!

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @KOSSOBOR 29 lipca 2018 23:26
30 lipca 2018 16:09

Jak to się dzieje... Jeden człowiek wpływa na bieg historii. Gdyby Westerplatte nie kupił nikt inny czego innego uczylibyśmy się o Wrześniu1939 roku.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować