-

rotmeister : Wspomnicie moje słowa

Marcin Luter - hasło z Encyklopedii Kościelnej ks. Michała Nowodworskiego. Część 2.

Encyklopedia kościelna, pełny tytuł: Encyklopedja Kościelna podług teologicznej encyklopedji Wetzera i Weltego z licznemi jej dopełnieniami przy współudziale wielu duchownych i świeckich osób wydana przez Ks. Michała Nowodworskiego pod redakcją Ks. D-ra Stefana Biskupskiego – encyklopedia składająca się z 33 tomów wydanych w latach 1873-1933. Początkowo drukowana w Warszawie w Drukarni Czerwińskiego i S-ki przy ulicy Świętokrzyskiej. Była jednym z większych polskich przedsięwzięć wydawniczych w zaborze rosyjskim.

Hasło z Tomu XII, autorstwa ks. Michała Nowodworskiego. Część 2.

Marcin Luter część 1.

Marcin Luter część 3.

 

Naturalnie, że Papież nie mógł z Lutrem stawać na stopie równości i dalej z nim traktować. Wszystko zależało tedy już tylko od elektora saskiego, do którego należało wykonanie bulli. Elektor zapytał Erazma o radę, a ten odpowiedział, że Lutra nikt dotąd gruntownie nie odparł, że zresztą całą jego winą jest, że uchwycił Papieża za koronę, a mnichów za brzuchy. Luter tedy z zupełną swobodą nauczał dalej w Wittenbergu, przeciwko zaś bulli założył dnia 17 listopada 1520 apelację od Papieża do soboru powszechnego, nazywając tam Leona X bezczelnym, niesprawiedliwym sędzią, zatwardziałym kacerzem i odstępcą, wrogiem Pisma świętego, zdrajcą i bluźniercą całego Kościoła. Jeszcze zapamiętalszym było jego pismo „Przeciwko buli Antychrysta”; a gdy dowiedział się, że uniwersytety lowański i koloński pisma jego spaliły, odpowiedział na to czynem, wypowiadającym publicznie stanowcze na zawsze zerwanie z Kościołem.

 

Dnia 10 Grudnia 1520, otoczony orszakiem doktorów i studentów, udał się za bramę miejską, i tam wymówiwszy wyrazy: „Ponieważ zasmuciłeś świętego pańskiego, niech cię zasmuca i pożera ogień wiekuisty“, na stos zapalony rzucił papieską bullę, zbiór prawa kościelnego, pisma Ecka i kilku innych swoich przeciwników. Oczy wszystkich zwróciły się teraz na nowego cesarza Karola V. Partia religijnego rokoszu krzątała się wiele, ale bezskutecznie, aby pozyskać go dla siebie. W drodze do Worms cesarz kazał wezwać elektora, aby ten na sejm przywiózł z sobą Lutra. Gdy jednak legaci papiescy przedstawili młodemu cesarzowi, że heretyk, wyklęty przez Papieża, bez ubliżenia temuż nie mógł na sejmie stawać, jak gdyby sprawa jego nie była jeszcze zdecydowaną, elektor otrzymał rozkaz cesarski zatrzymania Lutra w Wittenbergu, dopóki by ten wszystkich swych nauk i pism nie odwołał. Dnia 3 stycznia 1521 wydał Papież nową, już surowszą bullę przeciwko Lutrowi. Aleander przed zgromadzonym sejmem dowiódł w swej mowie (13 lutego 1521), że Luter uczył zdań dawno już przez Kościół potępionych i że bez pozwolenia Papieża nie godzi się tych zdań poddawać pod kontrowersję. Karol V zamierzał już wydać zakaz pism Lutra na całe Niemcy, tak, jak go już wydał w swoim państwie, ale zwrócono jego uwagę, że stan umysłów w Niemczech jest wielce wzburzony, i wyperswadowano mu, że wprzód wypada Lutra wysłuchać, czy rzeczywiście naucza on tego, co Papież mu zarzuca, i że należy to do szeregu publicznych swobód niemieckich, aby w kwestiach wątpliwych obierać postępowanie łagodniejsze. Cesarski herold udał się do Wittenberga, z poleceniem przywiezienia Lutra. Sejm był tak dalece przejęty duchem antypapieskim, iż wystawił 101 punktów, jako uciążliwości, ze strony Papieża narodowi niemieckiemu dokuczających. Z pewnością tedy siebie i ufnością w powodzenie jechał Luter do Worms, z cesarskim heroldem na przodzie, nie jak wyklęty przez Kościół, ale jakby tryumfator jaki. Przyjaciele Hutten’a urządzali wszędzie jak najświetniejsze przyjęcie.

 

W Erfurcie na jego spotkanie wyszedł cały Uniwersytet. Luter wszędzie przemawiał, objawiając porywającą potęgę swej wymowy. Lud zbiegał się tłumnie, aby zobaczyć cudownego męża. 16 kwietnia wjechał do Worms, a nazajutrz, o godzinie czwartej po południu, marszałek sejmowy Ulryk von Pappenheim zaprowadził go przed sejmujących. Blady, wychudły ale kościsty zakonnik stanął wobec świetnego zgromadzenia, które składali: cesarz, arcyksiążę Ferdynand, 6 elektorów, 28 książąt, 30 prałatów, wielu hrabiów, 2 papieskich legatów, deputaci miast i posłowie państw zagranicznych. Na cesarzu Luter nie zrobił żadnego wrażenia. Na stole leżały pisma Lutra. Na pierwsze pytanie, czy pisma te uznaje za swoje, odpowiedział twierdząco; na drugie pytanie, czy treść ich myśli odwołać, czy też chce jej bronić, zmieszał się i poprosił o czas do namysłu. Wtedy objawiono mu, że powinien był się już wprzód nad tym namyślić, skoro wiedział, w jakim celu przed perzem miał stanąć; wszakże pozwolono na zwłokę. 18 kwietnia stanął Luter po raz wtóry przed zgromadzeniem sejmowym i w dosyć długiej mowie, której treść na żądanie cesarza po łacinie powtórzył, przedstawiał, iż nauki swojej nie odwoła, dopóki go o jej błędności nie przekonają jasnymi świadectwami Pisma św. A gdy mu na to powiedziano, że tu nie miejsce na dysputy religijne, że powinien odpowiedzieć tylko tak lub nie, odrzekł stanowczym głosem: „Sumienie moje jest w Bożym słowie uwięzione, dla tego nie mogę i nie chcę odwoływać. Tu stoję ja, inaczej nie mogę, pomóż mi Boże. Amen!“.

 

Z żywo poruszonego zebrania wyprowadzono go dla bezpieczeństwa jego osoby pod strażą. Dnia 19 kwietnia l521 obradującym stanom cesarz dał oświadczenie swej woli, że, jako potomek chrześcijańskich cesarzów i królów, ma stałe postanowienie strzec tego wszystkiego, co strzegli i czego bronili jego przodkowie, i dla tego chce być obrońcą wiary katolickiej. Skoro zaś teraz jeden zakonnik przeciwko całemu występuje chrześcijaństwu, tedy ubolewa on nad tym, że przeciwko tomu człowiekowi i fałszywej jego nauce wcześniej nie przedsięwzięto należytych środków. Nakazuje przeto, stosownie do brzmienia wydanego Lutrowi listu żelaznego, odprowadzić go do domu, ale zakazuje mu publicznie kazywać i niepokój wywoływać, a przy tym wzywa stany państwa, aby przeciwko temu publicznemu kacerzowi uchwaliły, co jako chrześcijanie uchwalić powinni. Potępienie Lutra, jako wroga państwa, podpisane było przez sejm po odjeździe większej części książąt, przez mniejszą liczbę pozostałych. Wyrok sejmowy głosił, iż Luter poczytywany być powinien od wszystkich za otwartego heretyka, którego nikt nie powinien popierać, przyjmować lub bronić, każdy powinien go chwytać i cesarzowi wydać jako banitę; poplecznicy jego i ukrywający go tejże samej ulegają co on banicji. Pisma jego skazane były na zniszczenie, sprzedający je ulegali karze.

 

Sąd cesarski w Norymberdze miał czuwać nad wykonaniem wyroku. Do niewykonania tego wyroku, a zarazem do utwierdzenia się i wzrostu protestantyzmu przyczyniły się niemało zamieszki w Hiszpanii i wojna z Francją. Cesarz, zajęty tymi sprawami, mało na Niemcy zwracać mógł uwagi. Po umówieniu się z elektorem saskim, został Luter w drodze w pobliżu Eisenach, 4 maja przez zakapturzonych rycerzy napadnięty i do wartburgskiego zamku uprowadzony, gdzie przebrany za rycerza, pod nazwą Jörg'a, zajmował się głównie przekładem Pisma św. na język niemiecki, a po części i polowaniem. W czasie pobytu na tym zamku przełożył on tylko Nowy Testament i Pentateuch; całkowity przekład ukończony był dopiero 1534 r. Przekład ten odznacza się wprawdzie świeżością i siłą języka, ale też przedstawia w sobie całą dowolność Lutra i gwałtowny jego sposób postępowania. Co tylko nie zgadzało się w Piśmie św. z jego nauką, albo odrzucał, albo do swego rozumienia nakręcał, zadając gwałt tekstowi świętemu. Sądy też jego o niektórych częściach Pisma św. są najzupełniej libertyńskie. Mojżesz ze swymi prawami nazywa się u niego katem wszystkich. Księga Ecclesiastes „nie ma ani butów, ani ostrogi, jedzie tylko na oklep, tak jak ja, kiedy jeszcze w klasztorze byłem”. Druga księga Machabejska i księga Ester „za wiele judaizują i za dużo mają pogańskich śmieci“. List św. Jakóba, jako nauczający o potrzebie dobrych uczynków, nazywa się u niego listem słomianym. W liście do hebrajczyków znajduje też „drzewo, słomę i siano razem pomieszane.“ Niektórym wyrażeniom przez dodanie wyrazów: jedynie, tylko (allein, nur), dał zupełnie inne znaczenie (np. ad Rom. 3, 20. 28. 4, 15). Gdy mu to naganiano, odrzekł w pysznym uczuciu swojej sławy: „jeżeli wasz jaki papista będzie robił korowody z powodu wyrazu „jedynie”, „tylko” to powiedzcie mu tak od ręki: doktor Marcin Luter chce, aby tak było, i dodajcie jeszcze: papista i osioł jedno są; sic volo, sic jubeo, sit pro ratione voluntas. Bo nie myślimy być papistów uczniami i słuchaczami, ale ich mistrzami i sędziami; i my też chcemy trochę popysznić się i pospierać z oślimi głowami, i jak kiedyś św. Paweł chwalił się wobec swoich głupich świętych, tak i ja też chcę się chwalić wobec moich osłów“ (do szczególnie przekrzywionych miejsc należą: ad Rom. 3, 25. 26. Act. Ap. 13, 38. 39. W podobnym duchu są pododawane przez niego glossy). Czas ukrywania się Lutra w Wartburgu nie przeszkadzał wcale szerzeniu się jego nauki. Uczniowie i zwolennicy jego roznosili ją po całych Niemczech. Pożar szerzył się szybko, bo materiału było wszędzie dosyć po temu.

 

Nie jednego pociągał sam kontrast w tej walce, w której z jednej strony był szereg prałatów, dygnitarzy kościelnych, bogato w ziemskie dobra opatrzonych i niewiele dbających na potrzeby i cierpienia Kościoła, a z drugiej strony występował prosty zakonnik, który nic nie posiadał i za niczym się nie oglądał i walczył tylko swoim zapałem, porywającą wymową, niezachwianą pewnością siebie, energią woli i żelazną pracowitością. Niemcy przedstawiały też dla działania nowych nauczycieli grunt świeży, nie zarzucony jeszcze broszurami i dziennikami; nie wiele jeszcze do owych czasów pisano o publicznych, wszystkim wspólnych sprawach. Nie było też wtedy kwestii innych, które by ku sobie zwracały uwagę i zajmowały umysły. Tym silniej przeto oddziaływał ruch religijny, którego celem miało być ożywienie wiary, usunięcie nadużyć. Niezwykły, gruby a dosadny styl i rewolucyjny ton pism Lutra pozyskiwał im wielu czytelników. Ale najsilniej działały pobudki, w samej istocie nowej nauki spoczywające, a mianowicie głoszona ludowi w kazaniach i w nowych pieśniach religijnych radosna nowina o usprawiedliwieniu, bez wszelkich zachodów i wysiłków osobistych, prostym tylko przyczytaniem sobie zasług Chrystusowych. Naturalnie, że nauka o wolności chrześcijańskiej, pozwalając odrzucać niemiłe zmysłowej naturze człowieka więzy, lekceważąca dobre uczynki i głosząca świętość zewnętrzną, jako dostateczną do zbawienia, obok najcięższych przy tym grzechów, mogła łatwo przymilne znajdować ucho. Nadto, nowa ewangelia obiecywała łatwiejsze i pewniejsze osiągniecie nie tylko dóbr duchowych i pozaziemskich, ale otwiera jeszcze książętom przynajmniej, szlachcie i starszyźnie miejskiej miłą perspektywę do pozyskania dóbr doczesnych.

 

Wielu panów zadłużonych jedyny ratunek widziało teraz dla siebie w dobrach kościelnych, których część jaka przypadłaby im w łupie. Inni rozszarpaniem posiadłości biskupich mogli pozaokrąglać swoje terytoria. Wreszcie, w destrukcyjnej swej przeciwko Kościołowi walce miał jeszcze Luter po swojej stronie dwie potężne grupy ludzi. Jedna składała się z humanistów, filologów i uczonych szkolarzy, wykształconych w duchu Erazma, a nieco po tym w szkole Melanchtona. Ludzie ci, poczytujący siebie za wyższych umysłowo od duchowieństwa, najżywszą ku niemu padali niechęcią i zawiścią, jako ku zostającemu w posiadaniu wszystkich miejsc dochodniejszych, pomagali rozniecać w ludzie wstręt i niedowierzanie do tego stanu. Lutra zaś tym bardziej mieli za jednego ze swoich, że ten zatracenie czystego chrystianizmu przypisywał zaniedbaniu nauki języka greckiego i hebrajskiego, i dla tego odbudowania teologii i Kościoła obiecywał dokonać na podstawie studiów filologicznych.

 

Druga grupa była jeszcze liczniejsza: obejmowała ona dorastające pokolenie, uczącą się młodzież i rozpoczynających swój zawód ludzi; cała ta młodzież podziwiała i uwielbiała w Lutrze bohatera, najwięcej imponującą wówczas w Niemczech osobistość, człowieka, który miał miecz słowa w ustach, przedstawiciela postępu i oświaty, gdy Kościół katolicki poczytywano za przestarzały już, reakcyjny i zacofany, jakkolwiek wyrazów tych jeszcze wówczas nie używano. Partię swoją potężnie wzmocnił Luter apostatami księżmi i zakonnikami, których nauką i przykładem swoim zachęcił do zgwałcenia prawa celibatu i do zdeptania ślubów zakonnych. Niegodni swego powołania zakonnicy tłumami opuszczali klasztory i, dla pokrycia swojej apostazji pozorem jakiejś pobudki wyższej, zamieniali się na zajadłych głosicieli nowej ewangelii, wyzwalającej z nieznośnego im już jarzma prawa. Ruch wzmagał się tak dalece, że zaczynał prześcigać już Lutra i, ku wielkiej jego zgryzocie, pozostawiać go na uboczu, pokazali się już pierwsi nowochrzczeńcy i to w pobliżu Wittenberga. Zupełnie na tych samych zasadach i tym samym na prawach, jakimi Luter Wystąpił przeciwko Kościołowi i odrzucał sakramenty i instytucje kościelne, nowochrzczeńcy odrzucali chrzest dzieci i swymi argumentami w wielki kłopot wprawiali Melanchtona. Karlstadt znów ze swymi zwolennikami rozpoczęli już rozbijać ołtarze w kościołach, usuwać konfesjonały, niszczyć obrazy itp. Luter pospieszył wtedy z Wartburga do Wittenberga (7 marca 1522) i, przy pomocy elektora, powstrzymał przewrót religijny w szybkim jego przebiegu, nadając mu ruch wolniejszy.

 

Luter pozostawiał ludowi rzeczy i znaki zewnętrzne, bo zawsze był przekonany, że te same przez się upadną z czasem, jak tylko jego nauka o usprawiedliwieniu przyjmie się w umysłach. Karlstadt musiał się z Wittenberga wynosić, a nawet, za sprawą Lutra, zakazano mu kazywać i pism swoich drukować. Dawny ten jego przyjaciel i pomocnik był mu teraz najwstrętniejszym w świecie człowiekiem. Dawniej nazywał go Luter teologiem niezrównanej bystrości i trafności sądu, teraz przedstawiał go jako wyrzutka społeczeństwa i przypisywał mu wszystkie możliwe wady i zbrodnie. Początkowo powoływał się Luter bardzo mało na pierwotny Kościół, raz dla tego, że, jak sam przyznawał, główne punkty jego nauki zupełnie były nieznane starożytnemu Kościołowi, po wtóre dla tego, iż dorozumiewał się, że tradycji i powagi Kościoła nie można przyjmować ułamkowo tylko, że nie można powstawać przeciwko współczesnemu Kościołowi, a za to dowolnie przyjmować naukę i praktykę Kościoła którego z poprzednich wieków. Pomimo swej małej znajomości starożytnej literatury kościelnej, wiedział on dobrze, że i cały panujący duch w owych pismach i cała praktyka starożytnego Kościoła wręcz sprzeciwiały się jego systemowi. Wyłącznie tedy trzymał się tylko Nowego Testamentu, który bardzo mało podaje wiadomości o stanie i instytucjach pierwotnego Kościoła, a nadto jeszcze i to, co podaje, wypowiada tak niewyraźnie, że obiecywał sobie tym swobodniejsze mieć tu pole do rozwijania swojej nauki. Jak mało ważył on sobie świadectwo i powagę starożytności kościelnej, dowodzi tego najdosadniej poniewierka kanonu Mszy św., bezsprzecznie jednego z najdawniejszych, a w swej pierwotnej postaci dotąd przechowanego pomnika kościelnego. Kanon ten przetłumaczył Luter na język niemiecki, „aby, jak powiada w swej o nim przedmowie, każdy się nań oburzał i od niego odżegnywał, jak od samego diabła“. Prawie każde zdanie tekstu wydawało się mu bluźnierstwem i kłamstwem, ale całość nazywał bezecnym i przeklętym dziełem, przez głupich księży skleconym.

 

Dla kaznodziejów swojej nauki, równie dla potrzeby ludu, obałamuconego nową doktryną, wydał Luter swoją Postyllę (1523). Spór z Erazmem o wolności woli ludzkiej, zaprzątający Lutra przez dwa lata (1524 i 1525), wyświecił jeszcze lepiej właściwości jego charakteru. Najjaśniejsze miejsca Pisma św. najspokojniej przekręcał on w zupełnie inne znaczenie. Gdy Pismo św. przepełnione jest napomnieniami, aby człowiek sam działał, grzechu unikał i oczyszczał się, Luter twierdził, że miejsca to znaczą: czyńcie to, jeżeli możecie, ale naturalnie, że tego nie możecie; albo też tłumaczył je w ten sposób, że Bóg drwił sobie z niemocy człowieka i jak gdyby mówił: zobaczmy też, co mogą ludzie. A gdy mu Erazm cytował miejsca, z których pokazuje się, że Bóg chce zbawienia a nie potępienia ludzi, Luter odpowiadał mu swoim rozróżnieniem pomiędzy objawioną a ukrytą wolą Bożą; ukrytą swoją wolą, podług Lutra, Bóg chce potępić większą część ludzi, chociaż inaczej w Piśmie św. przemawia, i tym sposobem objawiona jego wola przeciwna jest jego woli ukrytej. Wiarę, a mianowicie najwyższy stopień wiary opierał on na tym, aby człowiek nawet i logiczną sprzeczność miał za prawdę i aby był jak najmocniej przekonanym, że Bóg nie tylko jest sprawiedliwy, ale i miłosierny, gdy nieprzeliczone miliony ludzi wszechmocną swoją wolą stworzył godnymi potępienia i potem je na wiekuiste skazał męki. I w takich to razach, podobnie jak wtedy, gdy bronił swojej nauki o usprawiedliwieniu, zwykł był piorunować przeciwko niewierze, która w tego rodzaju rzeczach chciałaby dawać głos rozumowi; „bo że dwa i pięć jest siedem, mogę ja, mawiał, pojąć rozumem; ale jeżeli z góry mi powiedziano: nie siedem ale jest osiem, wtedy wierzyć powinienem przeciwko memu rozumieniu i uczuciu.“ Dla tego to domagał się on, aby chrześcijanin „przekręcił kark rozumowi, wykłuł mu oczy i udusił bydlę.“

 

W ogóle i w pismach przeciwko Erazmowi (De servo arbitrio) przemawia on z tym samym, sobie tylko właściwym tonem, najzupełniejszej pewności i ufności w siebie. Przeciwnika swego, którego dawniej, wraz ze wszystkimi współczesnymi, wysoce cenił i uwielbiał, traktuje tutaj z oburzającym lekceważeniem i błazenkowatym grubiaństwem, jakie mu już w naturę przeszły. Bez wielkiego zachodu przedstawia on go jako epikurejczyka, sceptyka i ateusza; po czym napisał doń list z przeproszeniem, wymawiając się gwałtownością swego temperamentu. Erazm w odpowiedzi swojej przedstawił jego osobę i całe jego postępowanie w kilku trafnych, ale tym samem dotkliwych dlań rysach. Odtąd Luter nie wspomniał o Erazmie inaczej, jak tylko z uczuciem najżywszej nienawiści, nazywał go żmiją, wrogiem Chrystusa i wszelkiej religii, wierną kopią Lucjana i Epikura. Zresztą spór z Erazmem nie wywarł żadnego wpływu na dalszy przebieg sprawy luterańskiej. Erazm sam przewidywał, że daremnie walczy przeciwko prądowi popularności, unoszącemu jego przeciwnika, a spór o doktrynę, której obrońcą był Luter, posłużyć tylko mógł jeszcze do pozyskania mu tłumów, bo każdy łatwo mógł widzieć to następstwo, jeżeli człowiek nie ma wolnej woli, tedy nie spada nań żadna odpowiedzialność moralna za jego przewinienia.

 

Nierównie ważniejszym był spór o sakrament eucharystii. W pierwszych latach swego wykpienia, zgodnie z duchem swojej nauki, która zbawienie człowieka oparła na akcie przyswojenia sobie wiarą zasług Chrystusowych, małe przyznawał znaczenie substancjalnej obecności Ciała Chrystusowego w sakramencie; głównym celem tego sakramentu miało być tylko ćwiczenie i wzmocnienie wiary; Msza św. miała spełniać tylko funkcję kazania i przypominać człowiekowi obietnicę Bożą o odpuszczenie grzechów; obecne w sakramencie Ciało Chrystusowe miało być tylko rękojmią czy pieczęcią prawdy testamentu tj. kazania. Tym objaśnia się, dla czego on, jak sam to przyznaje, przez dosyć długi czas skłaniał się do przypuszczenia, że w eucharystii jest tylko chleb i wino, i że przypuszczenie to tym więcej mu się uśmiechało, iż „tym sposobem mógłby papiestwu grubą wyciąć sztukę“. Jasność tekstu ewangelicznego w tym przedmiocie nie powstrzymałaby go zapewne od „wycięcia tej sztuki,“ tak jak nie powstrzymała go w innych punktach nauki chrześcijańskiej; dopiero spór naprzód z Karlstadt’em, a po tym z Zwinglim i Oecolampadjuszem, utwierdził go w przekonaniu o substancjalnej obecności Ciała Chrystusowego. Bo wierzył on silnie, iż jest wybranym od Boga mężem do wznowienia i przywrócenia światu zatraconej ewangelii i do odbudowania upadłego od czasów apostolskich Kościoła, i dla tego nie wątpił, że od wieków nie było człowieka, który by z nim mógł się równać co do bogactwa darów duchowych i wielkości jego posłannictwa. Tymczasem naraz dowiaduje się, że w Szwajcarii i w wyższych Niemczech występuje i szybko szerzy się niezależna od niego partia, na której czele stoi Zwingli.

 

Do sporu tego z tym współzawodnikiem przymieszała się gorycz i zazdrość obrażonej dumy. Luter nie wahał się zarzucać Zwingliemu, że ten umniejsza mu sławy reformatorskiej i że się wdziera do dzieła, które tylko do niego, do Lutra, należy. Polemika jego z Zwinglim była tym namiętniejsza, że widział przeciwko sobie zwróconą broń swoją własną, jaką wojował przeciwko Kościołowi, tj. dowolne, bez względu na wszelką tradycję tłumaczenie Pisma św. Odrzuciwszy naukę o przeistoczeniu, podkopał sam warownię dogmatu. Zdaniem jego, jak potem objaśniał na zjeździe w Marburgu (1529), ciało jest w chlebie, podobnie jak miecz w pochwie, i kto mówi o mieczu, rozumie zarazem i pochwę, w której ten miecz spoczywa. Odszedł tedy Luter od prostego, literalnego sensu słów Pisma św. i posiłkował się figurą synekdochy; zwinglianie, opierając się na tych samych co Luter zasadach, konsekwentnie poszli dalej i, całkowicie figurycznie słowa Pisma św. tłumacząc, objaśniali, iż wyrazy: „to jest Ciało moje“ znaczyły tylko, że chleb oznacza Ciało Chrystusowe. Wówczas zabrał się Luter do pisania przeciwko „marzycielskim duchom”. ubolewając wielce nad tym, że „wszyscy ci nasi nauczyciele i pisarze ksiąg tak są siebie pewni i wypluwają wszystko, co im do gęby przyjdzie, a nie oglądają wprzód dziesięć razy każdej myśli, czy prawą jest ona przed Bogiem.“ Ale ubolewanie to przede wszystkim stosowało się wybornie do niego samego. Zdaniem Lutra, jedna z dwóch stron sobie przeciwnych musiała być diabelską. Sakramentarze, tak nazywał on zwolenników Zwingla, mieli zadiablone, przediablone, naddiablone, zbrodnicze serce i pysk kłamliwy; żaden chrześcijanin nie powinien był się za nich modlić, i sam na siebie wydałby wyrok potępienia wiecznego, gdyby z nimi miał mieć jaką współkę. W szczegółach wszakże jego odparcie zarzutów, stawianych przez zwinglianów, było bardzo słabe, i cała jego z nimi polemika, jak zwykle, była w wysokim stopniu nieuczciwa. Ponieważ, aby nie uznać kapłaństwa i ofiary, odrzucił on konsekrację w znaczeniu katolickim, przeto, przyparty zarzutami Zwingla, szukał nowej drogi ratunku, nowego wyjaśnienia połączenia chleba z Ciałem Zbawiciela, i tym sposobem doszedł aż do ubikwizmu, tj. uczył formalnej rozciągłości Ciała Chrystusowego do nieskończoności, za pomocą której literalnie wszędzie byłoby one obecnym, a przeto i w każdym znajdowałoby się chlebie, w każdym w ogóle pokarmie.

 

Na początek tego sporu przypadło i małżeństwo Lutra. Skojarzyło się ono tak nagle, tak niespodzianie, że nawet najlepsi jego przyjaciele byli tym faktem niemile zaskoczeni. Po apostazji wielkiego mistrza krzyżackiego, Luter spodziewał się, że krewniak tego wiarołomnego księcia, Albrecht, arcybp moguncki i magdeburski, pójdzie za jego przykładem i arcybiskupstwo zamieni na księstwo dziedziczne. W tym celu pisał do niego (3 czerwca 1525), zachęcając, aby śmiało wziął się do rzeczy i, porzuciwszy swój stan występny i niechrześcijański, wstąpił w związek małżeński. „A gdy zapyta, mówił do swoich wysłańców, dla czego ja żony nie biorę, odpowiedzcie mu, że boję się, iż nie byłbym może dość zdatny do tego.“ W kilka dni zaraz potem wziął sobie w najzupełniejszej ciszy za żonę Katarzynę Bora, zakonnicę z rozwiązanego klasztoru cysterek w Nimpschen, która, wraz z ośmiu innymi zakonnicami, welon porzuciła. Dopiero w 14 dni potem (27 czerwca) odbyło się wesele. Gdy jurysta Schurf wyrzekł o tych zaślubinach, że Luter przez nie „wystawił się na śmiech świata i diabła i całe dzieło swoje zmarnował“, Luter odrzekł: „że światu i diabłu wyrządził figla, a ojcu swemu sprawił przyjemność.“

 

W jednym z listów swoich, niedługo potem pisanych, tak fakt ten objaśnia, że przez Münzera i bunt chłopski ewangelia ucierpiała wiele (tj. że z powodu tego buntu nauka Lutra u wielu popadła w podejrzenie), że przeto dla faktycznego jej stwierdzenia i dla okazania swej wzgardy tryumfującym wrogom poślubił zakonnicę. A przy tym jeszcze dodaje, że „chciał gębę zatkać tym, którzy źle gadali o jego stosunkach z Borą“. W innym miejscu znów pisze, że nagle, gdy zupełnie o czym innym rozmyślał, w cudowny sposób pchnął Pan do małżeństwa z zakonnicą, i teraz, z powodu tego dzieła Bożego, musi znosić wstyd i złorzeczenie. Zdaje się, że upatrywał on w tym pewien rodzaj tryumfu, że i on i jego rzekoma żona zgwałcili poprzecie swoje zakonne śluby i połączyli się w małżeństwo, które, więcej jak od tysiąca już lat, zarówno świeckie jak kościelne prawa poczytywały za nieważne i kary godne. Nie brak też wstrętnych i bezwstydnych jego wyrażeń (w Listach i w Tischreden) o swoich z Kasią (Käthe) stosunkach, która, jak ją sam często nazywał, była jego kajdanami (Kette).

 

Ale poza tym nadrabianiem miną i lekkim traktowaniem tego kroku ukrywało się upokarzające uczucie ciężkiej rany, zadanej jego powadze osobistej, gdy nawet najwięksi jego wielbiciele znajdowali co najmniej niewłaściwym wybór chwili, wśród wojny domowej, chłopskim buntem roznieconej. Czy Luter podbudzał świadomie i z pewnym planem chłopów do takiego buntu, jest historycznie rzeczą niepewną, jakkolwiek są niejakie tego wskazówki w aktach procesu (u Bodmann'a), co do Chłopów z Rheingau. Ale zaprzeczać nikt bezstronny nie może, że jego dla ludu pisane broszury i pamflety zawierają wiele podburzających wyrażeń, które jak iskry padały w zapalną masę. Sam też, przed wybuchem wojny chłopskiej, z przyjemnością wspominał o możliwości buntu przeciwko biskupom i książętom duchownym; wszystkich, co by pomagali “ zniweczenia biskupstw i wywrócenia rządów biskupich, nazywał ukochanymi dziećmi Bożymi. Oczekiwania jego ziściły się, jakkolwiek niepełnie po jego myśli. Zbuntowane tłumy głosiły, że powstają dla przywrócenia czystej ewangelii; kaznodzieje luterańscy, zbiegli z klasztorów zakonnicy, w znacznej części przyłączyli się do buntu, a sam też Luter w swoim „Upomnieniu do pokoju” (w maju 1525) naprzód w najohydniejszych kolorach przedstawia biskupów i tych książąt, którzy nie pozwolili na głoszenie w swych państwach nowej ewangelii, a potem dopiero stojącym już pod bronią chłopom perswaduje, aby cierpliwie wszystko znosili, ponieważ Pismo święte zakazuje wszelkiego oporu.

 

Trudno przypuścić, aby człowiek, tak dobrze znający ludzi jak Luter, mógł oczekiwać jakiego skutku z tego swego wezwania do chłopstwa, sfanatyzowanego i skompromitowanego już nie jedną zbrodnią. Zaledwie jednak doszła go wieść o porażce chłopów, pisał natychmiast odezwę do książąt, aby bez miłosierdzia chłopów mordowali, „bo teraz nie chodzi o cierpliwość i miłosierdzie, lecz jest czas miecza i gniewu, i każdy powinien bić, kłuć i zabijać, i książę może teraz przelewem krwi lepiej na niebo zarobić, niż inni modlitwą.“ A gdy zachętę tę nader wiernie wykonywano i nie jeden z naganą się odzywał, że sam moralny sprawca nieszczęsnego wybuchu teraz zachęcał do nieubłaganego względem obłąkanych okrucieństwa, w obszerniejszym jeszcze drugim do książąt piśmie, krytyków swoich nazywa buntowniczego serca ludźmi, i wzywa władze, aby tych litościwych dla zbuntowanego chłopstwa ludzi „za łeb wzięły.“ Podług Sebastiana Franka, przekonanie to, że Luter naprzód pobudził chłopów do buntu, a potem do ich wytępienia zachęcał, było tak upowszechnione, iż w wielu miejscach, gdzie jego naukę głoszono, gdy na kazanie dzwoniono, lud mawiał: „dzwonią na mord“. Gdy skończyła się wojna chłopska, począł Luter rozbudzać ostygającą swoich zwolenników zapalczywość przeciwko Kościołowi katolickiemu. „Musimy, kochani przyjaciele, pisał on, na nowy rok 1526 r. na nowo rozpoczynać, pisać, rymować, malować. Nieszczęsny, kto w tym będzie leniwy, bo papiestwo wcale niedosyć jest jeszcze nawymyślane, okrzyczane, ośpiewane, omalowane.“

 

Zabiegał też niemało, aby sobie nowych pomiędzy książętami znaleźć opiekunów i popleczników. W tym celu pisał do Henryka króla angielskiego, którego poprzednio za znaną jego księgę, w obronie nauki o sakramentach napisaną, ostro skrytykował i zwymyślał (ob. tej Enc. VII 157). W uniżonym tym liście swoim powiada, że głęboko zawstydzony, zaledwie śmie oczy ku królowi podnieść, że jest tylko gnojem i robakiem, którego król najlepiej samą pogardą uraczyć może, i że jeżeli król pozwoli, to on w nowym piśmie odda cześć należną jego majestatowi. Odpowiedź króla była wyborna, ale dla Lutra nie miła: nie u stóp jego, jak o to Luter upraszał, ale przed majestatem Bożym powinien prosić o przebaczenie, nieszczęsną, uwiedzioną przez siebie zakonnicę na powrót do klasztoru oddać i przez całe życie pokutować i za te tysiące ludzi, których pozbawił życia doczesnego, i za te dziesiątki tysięcy, którym wydarł zbawienie. Podobnej treści była odpowiedź Jerzego saskiego, którego także za dawniejsze obrazy przepraszał, łaskę jego sobie na przyszłość skarbiąc. Jerzy wyliczył mu moralne następstwa i owoce nowej nauki, jakie tak w swoim, jak w sąsiednich widział krajach, i dołączył do tego odpowiednie wnioski. Luter pomścił się po swojemu: zuchwała jego odpowiedź na list króla miała zarazem i księcia na celu. Ale był już czas, szczególniej w Saksonii, ująć, zgodnie z nowi nauką, w pewne formy życie kościelne i na miejsce zniesionego rządu biskupiego, zaprowadzić nowy porządek rzeczy. Nauka o następstwie apostolskim i o tradycyjnym przelewie władz w Kościele nie miała żadnego znaczenia u Lutra, święceń tedy biskupich nie było potrzeba, i w maju 1525 odbyła się pierwsza ordynacja luterańska na osobie Rorarjusza w Wittenbergu; w rok potem Luter skłonił elektora saskiego do zarządzenia wizyty, celem utwierdzenia nowego porządku kościelnego.

 

Pierwotnie Luter zamyślał o zupełnie demokratycznym urządzeniu Kościoła i każda gmina miała większością głosów wybierać i odwoływać swoich pastorów; żadnego węzła wyższej władzy nie miało być pomiędzy pojedynczymi gminami. Na takie jednak urządzenie książęta protestanccy zgodzić by się nie chcieli, i dla tego, gdy książęta i potentaci miejscy przyjmować poczęli jego naukę, Luter coraz więcej oswajał się z myślą, że im właśnie na miejsce bpów wypada oddać rządy w Kościele. Oglądający się zawsze na najbliższą tylko chwilę i rad jak najprędzej rozbić starą budowę Kościoła Chrystusowego, pomagał sam do tego, aby swoich pastorów i predykantów poddać pod opiekę i rządy dworów książęcych i jurystów; nie przeczuwał wtedy jeszcze, że juryści staną się dlań później tak znienawidzonymi.

 

W pierwszych czasach nowego porządku wszystko podług jego woli urządzano, pytano go o wszystko i obsadzono miejsca pastorami, których on zalecał. Poprzednio wszystkie kościelne prawa i urządzenia miał Luter za przewrotne i z wolnością chrześcijańską niezgodne, teraz zaś miał wszystkich obowiązywać porządek kościelny przez teologów wittenberskich obmyślany, a nawet niektóre dawniejsze praktyki, odrzucone z tytułu wolności chrześcijańskiej, miały być teraz znowu przywrócone (jak np. rozgrzeszenie poszczególne). Dawniejsze też swoje zdanie o prawie gmin wybierania i składania swoich pastorów zmienił do tego stopnia, że tych, którzy to prawo wykonywali i za nim obstawali, nazywał świętokradcami, przyswajającymi sobie rolę Ducha św. W ogóle jego wyrzeczenia w tej kwestii są tkaniną samych sprzeczności. Kłótnie i spory luteranów z zwinglianami nie ustawały, pomimo walki z Kościołem katolickim tych partii. Książęta, którzy uczepili się nowej doktryny, ze względu na jej praktyczne dla swej szkatuły i władzy następstwa, jak Filip landgraf heski, starali się usilnie o zgodę i połączenie obu partii. Było to tym konieczniejsze, iż wojna domowa wydawała się już być nieodzowną.

 

Niejaki dr Otto Pack, niegdyś kanclerz Jerzego, księcia saskiego, człowiek nikczemny, który najbrudniejszych używał środków dla zbierania pieniędzy, wmówił (1527 r.) w landgrafa heskiego, że książęta katoliccy zawarli pomiędzy sobą związek przeciwko luteranom, że Moguncja, Brandenburg, Bawaria, Salzburg, Würzburg, Bamberg i Ferdynand austriacki zmówili się, aby elektora saskiego zmusić do wydania im Lutra, a w razie oporu wygnać tak elektora jak i landgrafa z ich dziedzin. A gdy mu jeszcze za 4,000 guldenów pokazał Pack podrobiony owego mniemanego związku dokument, landgraf, zapalony zemstą porobił naprędce przymierza, napadł na biskupstwo bamberskie i würzburskie, i w rzeczy samej przyszłoby już wówczas do wojny powszechnej, gdyby się wcześnie nie wydało, że Pack skłamał i sam wymyślił ów związek katolicki. Przezorniejsi ludzie, jak np. Melanchton, od razu podejrzewali oszustwo Packa, ale Luter udawał, że całej tej baśni najzupełniejszą daje wiarę, aby tylko, korzystając z okazji, wylać całą swą żółć przeciwko , książętom katolickim, a szczególniej przeciwko księciu Jerzemu. Charakterystyczne jest rozumowanie Lutra, posługujące mu do zbezczeszczania swego przeciwnika. „Książe Jerzy, mówił on, jest wrogiem mojej nauki, a zatem powstaje on przeciwko słowu Bożemu, muszę tedy wierzyć, że powstaje on przeciwko Bogu samemu i jego Chrystusowi. Jeżeli zaś powstaje on przeciwko Bogu samemu, to muszę wierzyć, że najhaniebniejsze zamysły są w jego duszy“ (Walcha wyd. dzieł Lutra, XIX 642). Tego rodzaju rozumowaniem usprawiedliwiał on wszystkie potwarze i zniewagi, jakie miotał na Kościół, na Papieży, na bpów i na monarchów katolickich.

 

Do zażegnania na ten raz burzy przyczyniły się zwycięstwa cesarza we Włoszech, wzrost jego potęgi i jego gotowość do obrony interesów katolickich. Na sejmie też w Spirze (1529) wystąpili katolicy z większą stanowczością i uchwalili, że nie wolno odtąd zaprowadzać nowości kościelnych, że nikomu nikt nie może zabraniać Mszy św. odprawiać, że duchownego stanu nie wolno pozbawiać jego władzy, majątku i dochodów. Sekcie zaś zaprzeczającej prawdziwej obecności Ciała i Krwi Chrystusowej w najśw. Sakramencie, równie jak i nowochrzczeńcom, odmówiono wszelkiej tolerancji. Większość sejmu oświadczyła się za tą uchwałą 7 kwietnia. Przeciwko tej uchwale stany zluteranizowane podały 25 Kwietnia piśmienne zastrzeżenie, że protestujący nie mogą w kwestii sumienia poddawać się większości głosów. Od tego protestu pochodzi nazwa protestantów. Prostowali wówczas: elektor Jan saski, Jerzy margrabia brandenburgski, książęta Ernest i Franciszek brunszwicko-lüneburgscy, Filip landgraf heski, Wolfgang książę anhaltski, i deputaci 14 miast. W Czerwcu t-r odbył się w Rothach (w Koburgskim) zjazd książąt protestanckich, celem zawarcia związku pomiędzy wszystkimi wyznawcami nowej wiary. Ale Luter i Melanchton byli temu przeciwni, raz dla tego, że wątpili o prawności, a więcej jeszcze o powodzeniu wojny przeciwko cesarzowi, a po wtóre, że nie chcieli iść razem z zwinglianami. Landgraf heski urządził dysputę pomiędzy zurychskimi i wittenbergskimi teologami w Marburgu (na św. Michał 1529).

CDN.



tagi: marcin luter biografia reformacja deformacja rewol 

rotmeister
19 sierpnia 2017 22:07
5     3655    3 zaloguj sie by polubić
komentarze:
rotmeister @rotmeister
19 sierpnia 2017 22:09

Kolejne części niebawem.

zaloguj się by móc komentować

chlor @rotmeister
19 sierpnia 2017 23:15

Mocne.

zaloguj się by móc komentować

Paris @rotmeister
19 sierpnia 2017 23:33

Dzb.

zaloguj się by móc komentować

Zadziorny-Mietek @rotmeister
20 sierpnia 2017 11:39

A może na powstanie i rozprzestrzenie luterstwa miało wpływ również to, że trwała już epoka odkryć geograficznych i podbojów nowych lądów i ludów? Do rozpoczęcia skutecznej niewolniczej ich eksploatacji potrzebne były nowe ideologie o cechach pseudoreligii?

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @Zadziorny-Mietek 20 sierpnia 2017 11:39
20 sierpnia 2017 19:09

Znając życie to nie można tego wykluczyć. USA zostały na tego typu mesjaniźmie zbudowane i po dziś dzień tak egzystują. No i nowa religia utrącała "monopol" Stolicy Piotrowej na zagospodarowanIe nowych ziem.  I widać czym to się różniło. W Ameryce Północnej rdzennych mieszkańców wymordowano a w Ameryce Południowej Kościół zachęcał do mieszanych małżeństw. Tym się różnił luteranizm od katolicyzmu.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować