-

rotmeister : Wspomnicie moje słowa

Ks. Prof. Władysław Longin Chotkowski, Marcin Luter. W 400 rocznicę urodzin. Czyli skąd się wzięła reformacja. Część 2.

Ks. Prof. Władysław Longin Chotkowski, Marcin Luter. W 400 rocznice urodzin. Kraków 1883.

 

Władysław Longin Chotkowski (ur. 15 marca 1843 w Mielżynie, w poznańskiem, zm. 13 lipca 1926 w Rabce) – polski duchowny katolicki, historyk Kościoła, profesor i rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego.

 

Marcin Luter. W 400 rocznicę urodzin. Część 1.

 

Nauka Lutra, potępiająca rady ewangeliczne i wszelkie życie zakonne, przychodziła jakby na zawołanie książętom niemieckim, bo dawała im w ręce tłuste kąski. Dlatego wszelkimi sposobami starali się zakonników nakłonić do opuszczenia klasztorów, aby je zagrabić. Płacili pensje każdemu, który wystąpił z klasztoru, a pożenionym apostatom dawali beneficja po wygnanych wiernych kapłanach. Ciekawe sceny wyrywania gwałtem zakonnic z klasztorów opisał Binder w żywocie „Charitas Pirkheimer”, i to daje nam miarę „ewangelicznej wolności,“ jak ją pojmowali ci, którzy na „ewangelii“ Lutra doskonały zrobili interes.

 

Ale był jeszcze ktoś inny, który miał nadzieję, że upiecze swoje pieczeń przy tym ogniu, który wzniecił Luter; był to cały stan rycerski w Niemczech. Wystąpienie Lutra przychodziło bowiem w samą porę, aby dopełnić anarchii, jaka wówczas panowała w Niemczech. Władza cesarska zeszła do zera; wojska stałego nie było, bo podatków nie można było nawet tyle zebrać, aby opłacić utrzymanie trybunału, a Turcy pustoszyli Krainę, Styrię, Karyntię i Austrię.

 

Sobór Lateraneński uchwalił wprawdzie wojnę krzyżową i zamykając swe sesje (17 sierpnia 1517), powoływał się na Ewangelię jako jedyne zbawienie ludzkości, ale o wojnie z Turkiem żaden z książąt nie myślał, i byłby chętnie oko stracił, byle sąsiad oślepł na oba; o Ewangelii słuchać nie chciał żaden, choć „ewangelię“ Lutra nieco później od razu pojął i zrozumiał. Wszystkie umysły zajęte były frymarkiem o koronę, którą elektorzy licytowali nawet u króla francuskiego, a rycerze, jak Franciszek Sickingen, oręż mu swój zaprzedawali, aby elekcję popierać. Stary cesarz Maksymilian gasł powoli, a gdy umarł w dwa lata po wystąpieniu Lutra (12. 1. 1519), wtedy po sześciomiesięcznym bezkrólewiu wybrany został 19-letni Karol V, po którym wszyscy się spodziewali powolnego narzędzia przy zabiegach i ambicjach swoich.

 

Nierząd doszedł w Niemczech do tego stopnia, że tacy rozbójnicy na wielką skalę, jak Götz von Berlichingen i Franciszek von Sickingen, mogli z dymem puszczać całe wsie i miasta, wypowiadali wojnę książętom i najeżdżali ich kraje, nakładali okup sromotny. Lutra ignorowali rycerze początkowo, całe jego wystąpienie wzięli za kłótnię mniszą, jakich się niestety pod koniec wieku XV i na początku XVI Niemcy nasłuchali do syta. Dopiero Hutten poznał pierwszy, jak doskonały materiał rewolucyjny znajdował się w nauce Lutra, i od tej chwili było tylko kwestią czasu, która strona z tej nowej „ewangelii“ wyciągnie zyski: książęta, czy rycerze? Ci ostatni pierwsi zgłosili się do Lutra, a reformator przyjął chętnie podaną rękę i książętom dawał odtąd grzeczne tytuły, jak „Henker,“ bo był pewien zwycięstwa szlachty. Jednakże rok 1523 zdecydował inaczej. Rewolucja szlachecka została stłumioną bezpowrotnie gdy Franciszek Sickingen umarł z ran (7 maja 1523), a jego zamki obronne zdobyto. Gdyby nie to, gdyby się było rycerstwo zdołało trzymać do końca lata, byłaby władza książąt znikła w Niemczech, a z „ewangelii“ Lutra byłby odniósł korzyści ktoś inny, który także po swojemu rozumiał „wolność chrześcijanina“ i nową „ewangelię“ po swojemu tłumaczył. Byli to chłopi.

 

Jaka otchłań nienawiści dzieliła pojedyncze stany w Niemczech na początku wieku XVI, o tym świadczy cała ówczesna ich literatura, pełna alegorycznych i wyraźnych szyderstw na wyższe stany. Tej nienawiści nie znała jeszcze pierwsza połowa XV wieku, ona zrodziła się dopiero skutkiem zmian w prawodawstwie, zaprowadzonych przez legistów. Prawo rzymskie znało tylko właścicieli, dzierżawców i niewolników, ale nie znało czynszowników, ani różnicy pomiędzy tzw. Freibauer i Erbbauer i tzw. Hörige, nie uznawało żadnych praw użytkowania wspólnego, jak: wolnego wrębu w lasach, wolnego rybołówstwa, pastwiska i polowania. Łatwo więc pojąć, jaki przewrót ekonomiczny nastąpił w Niemczech i jaką nienawiścią zawrzały serca chłopów, kiedy np. książę wirtemberski, Ulryk, wydał r. 1517 edykt, że każdemu każe wykłuć oczy, kto zostanie przydybany ze strzelbą w lesie, lub w ogóle ściągnie na siebie podejrzenie o kłusownictwo; kiedy lud wiejski od razu stracił wszelkie przywileje, których od wieków używał.

 

Ludzie, którzy umieli sięgać wzrokiem w przyszłość, jak sławny Wimpheling, przepowiadali, że nowe ustawy muszą doprowadzić do rewolucji społecznej, co było zresztą tym łatwiej przewidzieć, że przewrotne zasady Husa znalazły wcześnie odgłos pomiędzy ludem niemieckim, a te same 12 artykułów czyli żądań, które stawiała pewna część Husytów, ogłosili następnie chłopi niemieccy r. 1524. — Już r. 1431 wybuchł pierwszy bunt socjalny w okolicy Wormacji, a bunty te powtarzały się odtąd co lat kilka. Miasto chorągwi używały bandy chłopskie trzewika, zatkniętego na żerdzi, i zwały się od tego dziwacznego proporca „Bundschuh“. Trzewik ten przypominał kielich husycki, który także na żerdzi bywał obnoszony. Na czele tych związków stawały katylinarne postacie z ludu, a często bardzo księża i szlachta zubożała. Jeden po drugim z tych buntów tłumiono orężem, przywódcy gorzeli na stosach i ginęli z ręki kata, ale pożar tlił się wciąż, podniecany przez pisma, jak owa głośna „Reformation Kaiser Sigismund’s“, którą zwano „trąbą wojny husyckiej“, a której autorem był znowu duchowny niemiecki. Komunizm był tu ogłaszany w najskrajniejszej formie, a posiew padał na urodzajną niwę.

 

Nie dziw, że kiedy Luter wystąpił z nauką nową o wolności chrześcijanina i ogłosił Pismo ś. jako jedyną normę, prawo i źródło wiary, chłopi pojęli od razu donośne znaczenie tej zasady i wystąpiwszy z żądaniami swymi, chcieli, aby im kto dowiódł, że się Pismu ś. sprzeciwiają. Bardziej przyparty do ściany nie był jeszcze nikt, niż Luter wobec takiego argumentu, ale wyratował się znowu dwulicowym postępowaniem. Omyliwszy się w nadziejach, które był położył w rycerstwie, nie chciał ich drugi raz budować na niepewnym rezultacie rewolucji socjalnej, a gdy zobaczył, że chłopstwo ginie tysiącami, że sprawa jego bezpowrotnie przegrana, wtedy mąż ten ewangeliczny zachęcał jeszcze do mordowania chłopów „jak psów wściekłych“. Jęki nieszczęśliwych posłużyły mu nawet za muzykę godową, łuna pożarów wojennych za pochodnię hymenu, bo właśnie w tym czasie (12 czerwca 1525) ożenił się z Borą. — Stan chłopski w Niemczech zeszedł odtąd rzeczywiście na stan niewolników.

 

Zostali więc sami książęta na placu, a kolej musiała teraz przyjść na cesarza, który z natury rzeczy musiał być przeciwny reformacji Lutra. Cesarz, w którego dzierżawach słońce nie zachodziło, nie miałżeby dosyć siły, aby powstrzymać ruch, wywołany przez jednego mnicha? — Nie miał jej naprawdę, bo wszystko złożyło się na to, aby ramię jego ubezwładnić.

 

Najpierw trzy lata minęły już od wystąpienia Lutra, gdy Karol odbył wjazd uroczysty do Akwizgranu na koronację, a tymczasem już potężne stronnictwa stanęły po stronie reformatora i książęta wzięli go w opiekę. Na nic była już wtedy podwójna banicja (Acht und Aberacht), którą cesarz wywołał Lutra z kraju, skoro nie mógł przeprowadzić swego mandatu. Wojny z Francją i Turcją przyszły, jakby sprzymierzeńcy Lutra, krępować ręce cesarzowi, który pomocy potrzebował i musiał ostatecznie prawnie uznać protestantów augsburskie wyznanie, gdy zawiązani w związek szmalkaldzki, nie wahali się nawet łączyć z wrogami kraju. W domiar złego dwa razy, gdy mógł Karol V przeprowadzić zamiary, stanęło w drodze nieszczęsne rozdwojenie z papieżami.

 

Roku 1527 rozdwoił się z Klemensem VII tak dalece, że wojska cesarskie splądrowały Rzym, nie gorzej od najgorszych barbarzyńców; a r. 1547 z Pawłem III, w chwili, kiedy dwóch głównych protestantów, Fryderyka Saskiego i Filipa Heskiego, trzymał w niewoli. Koniec końcem, pokój religijny augsburski r. 1555 uświęcił grabież dokonaną na katolickim Kościele i dał książętom protestanckim prawo reformowania wszystkiego w swoich księstwach, na mocy terytorialnego systemu „cujus regio, illius religio“. Po dziewięćdziesięciu trzech latach zatwierdzony został pokój augsburski przez pokój westfalski (1648 roku), pokój, który urągał wszelkiemu poczuciu sprawiedliwości, a był dla samych Niemiec zgubny i szkodliwy. Jeden tylko człowiek protestował przeciwko temu pokojowi, tj. papież Innocenty X, ale bulli „Zelo Domus Dei“ (r. 1651) nie pozwolono nawet we Wiedniu publikować. — Po latach 215 może by tam byli pozwolili ogłosić tę bullę, która protestowała przeciwko utworzeniu nowego potężnego księstwa brandenburskiego z czterech biskupstw zagrabionych, na czym wzrosło w kolei czasów państwo pruskie i nowe cesarstwo niemieckie!.

 

Luter dokonał swego rzeczywiście; całą część północną Niemiec wyrwał z pod zwierzchnictwa papieża, — ale lepszy ten pan, co daleko, niż ten, co blisko — mówi przysłowie. Zamiast jednego papieża powstało ich teraz wielu, bo każdy książę stał się papieżem w swym kraju i reformatorem. Reformacja ta zaczynała się od grabienia dóbr kościelnych i klasztornych, co bardzo często połączone było ze zrabowaniem wieśniaków, którzy dzierżawili tzw. „almendy“.

 

Po wsiach poszła reformacja gładko. O duchowieństwie niewiele słychać, żeby było stawiało opór herezji, a lud wiejski dał się ogłupić tym, że powoli tylko znoszono katolickie obrzędy i zwyczaje kościelne, że księża sami przemienili się w protestanckich pastorów. Po miastach nie było potrzeba wcale przymusu, bo najbogatsi mieszczanie, tj. kupcy, którzy zwykle zarząd miasta w ręku mieli, chwycili się oburącz reformacji Lutra. — Mieli do tego specjalne powody i przyczyny.

 

Do wystąpienia Lutra uważano wszelkie branie procentu od kapitału za lichwę i rabunek, bo Kościół uważał tylko pracę za żywotną i produktywną, a potępiał zysk, idący z kapitału bez pracy. Wedle tej zasady potępiał też „Schwabenspiegel“ branie procentu (Gesuch) i wedle tej zasady zakładano tzw. ,.montes pietatis,“ jaką założył Skarga w Krakowie, które to banki pobożne dawały pożyczkę bez procentu. Pierwszy, który się ośmielił wystąpić z obroną tezy, że wolno brać 5 procent na mocy tzw. „contractus trinus,“ był Dr. Eck, znany później jako adwersarz Lutra. Ale w Niemczech nie pozwolono mu nigdzie bronić tej tezy i dlatego sławny dom Fuggerów w Augsburgu dał mu pieniądze na podróż, aby mógł z tą tezą wystąpić w Bononii. Sam fakt, że ktoś ośmielił się bronić tej tezy, wart już był zapłaty! — Kościół potępiał nadto wszystko, „quod monopolium sapit,“ i uważał wszelkie podrażanie towarów za lichwę, a przyznać trzeba, że ta obrona miała na celu ratowanie uboższej ludności przed wyzyskiwaniem, regulowała stosunek kapitału do pracy. Ale tym zasadom Kościoła były wręcz przeciwne pojęcia prawne legistów rzymskich, które od połowy XV wieku wprowadzały do ekonomii społecznej całkiem nowe, pogańskie zasady. Zasady te doprowadziły też ostatecznie do panowania kapitału nad pracą, wytworzyły nędzę mas i proletariat, nieznany w wiekach średnich Zwycięstwo tym zasadom zgotowało wystąpienie Lutra, bo każdy kupiec, każdy kapitalista witał nową „wolność chrześcijańską“ jako wyzwolenie z karbów i więzów prawa kościelnego, pojmując doskonale, jakie korzyści przynosi „ewangelia“ Lutra klasom posiadającym.

 

Nie zamierzyliśmy sobie wykazywać skutków, jakie reformacja w gospodarstwie społecznym wywołała, jakie przede wszystkim dla Niemiec przyniosła owoce, bo sprawa ta wymagałaby obszernego traktowania wobec tego, co napisał o reformacji i jej skutkach Döllinger, i wobec historii narodu niemieckiego Janssena. W dziele Janssena przedstawia się reformacja jako klęska i nieszczęście Niemiec, jako przyczyna ogólnej ruiny, powszechnego zubożenia, upadku nauk i sztuk, zdziczenia obyczajów, politycznego rozbicia i zacofania. Były minister pruski, Falk, oświadczył też przed sejmem posłom, tzw. „centrum,“ że nigdy Janssen nie może otrzymać katedry uniwersyteckiej właśnie dlatego, że w ten sposób zapatruje się na reformację, ale opinia ministra pruskiego nie może wpływać na wartość pracy autora. Nie ulega bowiem wątpliwości, że dzieło Janssena, które obecnie już wyszło w VII wydaniu, zmieniło zupełnie sytuację na polu historiografii reformacyjnej epoki. Obróciwszy w niwecz „dzieje reformacji“ Rankego, które cytadelą protestancką nazwano, zepchnął Janssen protestantów ze stanowiska zaczepnego na obronne. Katolicy niemieccy przysłuchują się też ze zimną krwią piorunującym mowom protestantów, które prawią przy luterskich uroczystościach, tym bardziej, że np. z uroczystości w Erfurcie sami nawet protestanci nie bardzo są dumni.

 

Hohoff w znanej broszurze swojej wykazywał związek, jaki zachodzi pomiędzy protestantyzmem a socjalizmem, chociaż socjalizm jest dopiero wynikiem niewiary, jaka w ślad poszła za protestantyzmem. Pokrewieństwo polega na tym, że reformacja była socjalizmem religijnym, który w XVI wieku wdzierał się do Kościoła tak, jak socjalizm społeczny wdziera się w XIX wieku do organizmów państwowych; ta jednak zachodzi różnica, że Kościół jako instytucja wiecznotrwała, zdołał się oprzeć groźnemu niebezpieczeństwu, a rządy, które wiecznego trwania nie mają przyrzeczonego, muszą wciąż myśleć o tym, co im przyniesie jutro.

 

Tyle jest rzeczą pewną, że pierwszym już pismom Lutra przypisywano wywołanie społecznej rewolucji tz. „communeros“ w Kastylii. Przechrzty hiszpańskie, tzw. „marranos,“ kazali bowiem tłumaczyć na hiszpański język pisma Lutra, drukowali je w Antwerpii i szerzyli w Hiszpanii. Dlatego też grandowie hiszpańscy wystosowali (12 kwietnia 1521) pismo do cesarza Karola V, domagając się, aby dokładał starania, żeby „obrzydliwa“ herezja Lutra nie wdzierała się do Hiszpanii, a samego żeby ukarał jako heretyka. Rzeczywiście pismo Lutra, zatytułowane „An den deutschen Adel,“ nie tylko współcześni uważali za sygnał do rewolucji społecznej, ale i on samego nie taił, a mówiliśmy już o tym, że tylko rozmaitość społecznych potrzeb i przepaść nienawiści, dzieląca pojedyncze stany, sprawiła, że rewolucja społeczna w Niemczech nie rozgorzała równocześnie i dlatego książęta potrafili kolejno stłumić rewolucje szlachty, a następnie rewolucję chłopów.

 

Trzydziestoletnia wojna w Niemczech i wszystkie jej opłakane skutki, wojny Hugonotów we Francji, krwawe rewolucje w Anglii, Szkocji i Irlandii, a przede wszystkim srogi i barbarzyński ucisk jaki ponosił katolicki lud szmaragdowej wyspy Erynu — wszystko uważać trzeba za owoce tego dzieła, któremu początek dał zakonnik, zrazu skrupulatny aż do ekscesu, a następnie depcący wszelkie prawa, którym ślubował wierność i posłuszeństwo. Patrząc na to wszystko, co sprawił, mimo woli powtórzyć by trzeba z tragikiem greckim: wiele jest strasznych rzeczy, lecz nic nad człowieka straszliwszego nie masz.

 

Jeśliśmy jednak krótko zbyli polityczne i społeczne skutki reformacji, to jednak nieco dłużej zastanowić się musimy nad religijnymi, zwłaszcza wobec rocznicy 400 letniej urodzin, którą Niemcy obecnie obchodzą.

 

A najpierw warto by się zastanowić na tym, gdzie właściwie jest ten kościół, który założył Luter i gdzie ta wiara, której on nauczał? O tym, że jeszcze za życia Lutra wybuchły rozdwojenia, wspomnieliśmy poprzednio, a nie mogło też być inaczej wobec zasady, że Pismo św. jest jedyną normą wiary i że każdy sobie tłumaczyć je może. To też Luter siedział jeszcze na Wartburgu, aby ujść skutków banicji, a już przyjaciel jego Carlstadt i Tomasz Münzer wydedukowali z Pisma św. takie piękne nauki, że Wittemberg stał się podobny do Sodomy i Gomory. Nie bacząc na niebezpieczeństwo, uciekł Luter z Wartburga (3 marca 1522) aby ukarać (auf die Schnauze hauen) i wypędzić awanturników ze swego miasta. Ale wypędzeni stąd, poszli gdzieindziej. Całe życie zatruł też Lutrowi tak zw. „Sakramentstreit,“ czyli spór o Najświętszy Sakrament. Nie wiele mu to pomogło, że o Kalwinie i wszystkich, którzy inaczej pojmowali niż on słowa Pisma św., mawiał i pisał, że mają „ein geteufeltes, durchteufeltes, überteufeltes, lästerliches Herz und Lügenmaul“ — ludzie ci nie chcieli uznać jego powagi, a własną bronią go bili.

 

Jakie okropności wydedukowali z Pisma św. Nowochrzceńcy, którzy n. p. burząc w Monasterze prześliczne gotyckie wieże kościelne, powoływali się na słowa Pisma, że co się wywyższa będzie poniżone — o tym byłoby zbyteczne tu pisać. Dopóki jednak żył reformator, miała osoba jego jeszcze jaki taki urok i powagę, choć ta powaga była już tak słabą, że zniewolony był powiedzieć pod koniec życia: „gdybym teraz miał zacząć głoszenie ewangelii, tedybym się inaczej wziął do tego. Wielki ordynarny tłum zostawiłbym pod rządem Papieża, bo i tak się przez ewangelię nic poprawia, tylko nadużywa swej wolności“.

 

Po śmierci Lutra zażywał Melanchton powagi do pewnego stopnia, a teolodzy wittemberscy stanowili przez czas pewien, rodzaj sanhedrynu teologicznego w kwestiach spornych: ale już zacięte spory, wywołane przez Osiandra w Królewcu pokazały, czym jest instytucja bez głowy i powagi duchownej. Skutek też pokazał, że Luter piorunował na zepsucie kleru katolickiego, ale w jego miejsce dał swemu kościołowi stan urzędniczy, zależny od państwa, które mu daje chleb i powołanie; stan duchownych bez kapłańskiego ducha, kapłanów bez ofiary, którzy nie mogą być „solą ziemi,“ nie wykonując rad ewangelicznych, ani nie mogą być „światłem świata,“ świecąc chyba własną tylko nauką, która nawet do głębi warstw niższych nie przenika.

 

Sam Luter czuł to dobrze, że kto chce nową religię tworzyć, musi się powoływać na jakąś wyższą misję i uprawnienie, choćby — jak Mahomet — aniołowi przypisał inspirację swoje. Różnymi też sposobami chciał swą misję uzasadnić i zdobyć powagę, choć ją uznawali tylko ci, którzy chcieli. Cóż więc dziwnego, że nauka jego rozstrzeliła się w najróżnorodniejsze odcienia i sekty, które z jego nauką miały już tylko bardzo dalekie powinowactwo. Nie dziw też, że książęta, uznani za biskupów swego kraju (Landesbischof) uczuli potrzebę przepisywania reguły, jak poddani mają wierzyć, aby jaką taką zgodę religijną zachować. W ten sposób powstało tyle krajowych kościołów, ile było księstw protestanckich, aż z czasem król pruski wyrósł na naczelnego biskupa (Oberbischof, Summepiskopat). — Bardzo ciekawe studium przedstawiają tzw. Kirchenordnung, które wydawał Albrecht w Prusiech. Było tego coś ośm, a co jedna ordynacja, to więcej odstrzeliwała się od dawnych resztek katolickich zwyczajów i obrzędów. Niemniej ciekawe są ustawy kościelne, które wydawali książęta Brandenburscy, tym bardziej, że dom Hohenzollernów przyjął wcześnie kalwinizm, podczas gdy poddani byli luteranami i dążył do tego, aby ich na kalwinów przerobić.

 

Roku 1817 obchodzono w Niemczech 300 letnią rocznicę wystąpienia Lutra, jako reformatora i z tryumfem głoszono, że luterska nauka zadała kłam temu, co mówią dzieje kościelne, że żadna herezja trzystu lat nie przetrwa. Ale tryumf ten miał bardzo mało podstawy, bo niebawem pokazały fakta, że z pastorów ani jeden nie wierzył we wszystkie artykuły augsburskiego wyznania. Prusom chodziło przede wszystkim o to, aby skonsolidować protestantyzm, aby — bądź co bądź — przeprowadzić zjednoczenie pojedynczych kościołów i sekt protestanckich i stawić je naprzeciw imponującej jedności katolickiego Kościoła. Sam „Oberbischof“— król pruski Fryderyk Wilhelm III ułożył (r. 1823) „Agendę,“ która miała stanowić zewnętrzny węzeł tzw. „Unii“ i z nieubłaganą surowością przeprowadzał to założenie nowego kościoła połączonego. Delegowani przez rząd pastorzy, zaprowadzali sławną tę „Unią“ po gminach, przybywając na czele oddziałów wojska, a głośniejsi z nazwiska oponenci, szli do więzienia i tracili urzędy pastorów. Sprawa poszła też nadspodziewanie gładko, choć wielu z tzw. sekty staroluteranów wywędrowało do Ameryki i Australii. Fryderyk Wilhelm III miał nawet nadzieję, że przez mieszane małżeństwa uzupełni ten ubytek w protestanckiej ludności, ale sprawa ta oparła się o dwóch arcybiskupów: Droste-Vischeringa w Kolonii i Dunina w Poznaniu. Obaj poszli na fortecę.

 

Dzieło „Unii“ zadało wbrew oczekiwaniu Fryderyka cios śmiertelny protestantyzmowi, bo zniweczyło resztę pozytywnej wiary. Generalne synody, które się odtąd poczęły zbierać, wymyślały coraz to nowe formuły, w których „nie żądano zbyt wiele wiary od niewierzących, ani zbyt wiele niewiary od wierzących“. Do teologii protestanckiej wkradł się zwyczaj używania dwuznacznych i ogólnikowych wyrażeń, po za którymi rzeczywista myśl się ukrywała, aby w razie danym uniknąć wszelkiej odpowiedzialności wobec rządu. Z czasem jednak nabrali odwagi ci, którzy zupełnie już z wiarą zerwali, zwłaszcza od kiedy rejent i następca tronu Wilhelm, dzisiejszy król pruski i cesarz niemiecki, wypowiedział sławną swą mowę przeciw faryzejstwu, udawaniu pobożności i ortodoksji, służącej do celów samolubnych. Utworzył się wtedy (r. 1865) związek protestantów (Protestantenverein), do którego przystąpili wszyscy ci, którzy wierzą jeszcze w „historycznego Chrystusa“ ale o „dogmatycznym Chrystusie“ nic nie chcą wiedzieć. Odtąd wdzierało się pogaństwo coraz śmielej, nawet na ambonę, która stanowi punkt środkowy wszelkiego nabożeństwa w protestanckim kościele. Początek w tej mierze zrobił pastor badeński Schenkel, który w r. 1864 wydał „Charakterbild Jesu” w duchu Straussa i Renana, a mimo to pozostawiony został w urzędzie pastora. Naczelna rada kościelna w Carlsruhe i jeneralny synod Badeński uznały, że protestantyzm pozwala na takie pojmowanie Chrystusa Pana.

 

Inne Synody chciały powstrzymać ten prąd niewiary, ale usiłowania te pokazały się bezsilne. Tak gdy w r. 1872 złożył konsystorz brandenburski pastora Sydowa z urzędu, za to, że publicznie zaprzeczył Bóstwa Chrystusa Pana, oparła się sprawa o berliński konsystorz i skończyło się na tym, że Sydow otrzymał tylko naganę, a następca tronu pruskiego, powierzył mu dzieci swoje w naukę religii. W cztery lata potem obierała sobie gmina św. Jakóba w Berlinie nowego pastora i wybrała licencjata Hossbach, który z ambony oświadczył, że ma Chrystusa Pana za zwykłego śmiertelnika. W ostatnich dniach zaszło coś podobnego w Eckenpförde. Pastor Luehr został złożony z urzędu za to, że z ambony zaprzeczył Bóstwa Chrystusa Pana, a pruskie ministerstwo oświaty rozstrzygnęło spór jego z radą kościelną Szlezwicko-Holsztyńską w ten sposób, że pastorowi wolno wierzyć co chce, byle uczył „przyjętej nauki kościelnej!“.

 

Wobec tego łatwo pojąć, że całe religijne życie ludu protestanckiego musiało spaść do najniższego poziomu, a kiedy rozpoczęto ów nieszczęsny „Kulturkampf” z katolickim Kościołem, kiedy prawnie zniesiono wszelki przymus religijny i zaprowadzono urzędy stanu cywilnego, wtedy pokazało się dopiero, ile wart cały protestantyzm. Tysiące dzieci przychodzi teraz do szkoły jeszcze nieochrzczonych , tysiące małżeństw żyje bez kościelnego ślubu, założono osobne cmentarze dla tych, którzy się chowają po cywilnemu, a na jednym z nich w Berlinie położono napis, opiewający epikurejską zasadę, że trzeba używać świata, bo po za grobem nie masz nic!

 

Kilkakrotnie stawiano już nawet żądanie, aby skład apostolski został urzędownie zniesiony — i słusznie, bo jakież znaczenie może mieć symbol apostolskiej wiary dla tych, którzy w Chrystusa Pana wierzyć przestali? — Żebyż wierzyli choć w diabła, którego Luter na własne oczy widywał!

 

 

Tak daleko zaszedł więc protestantyzm. Biblię, którą Luter ogłosił za jedyne źródło objawienia, podarli w kawały, bo on sam na liście św. Jakóba apostoła zrobił początek, nazwawszy go „ströherne Epistel“ (słomiany list), dlatego, że zbyt wiele o dobrych uczynkach prawi, a to do teorii jego wcale się nie stosowało. — Została tylko zasada „wolnego badania“.

 

To też wszystkie pisma liberalne protestanckie powtórzyły z zapałem słowa, które następca tronu pruskiego wypowiedział 13go września r. b. w Wittembergu, przy obchodzie 400-letniej rocznicy Lutra, że protestantyzm zasadza się nie na literze i martwej formie, lecz na badaniu chrześcijańskiej prawdy. — Ależ religia powinna głosić prawdę objawioną, a nie dopiero jej szukać— a rzeczą człowieka jest: uczynić tę prawdę regułą życia, myślenia i działania swego. Błędny to wędrowiec, który idzie bez celu, a nieszczęśliwy żeglarz, który płynie przez życie, szukając dopiero busoli!

 

Dwie jednak rzeczy godne są zastanowienia przy tegorocznej uroczystości Lutrowych urodzin. Najpierw to, że pod imię Lutra podszywają się wszyscy protestanci, nawet tacy, którzy z jego nauki dawno skwitowali i którzy już nie tylko przeciw Kościołowi katolickiemu, tak jak on, ale przeciw wszelkiej pozytywnej prawdzie chrześcijańskiej walczą. Ba, nawet żydowskie redaktory z Jerozolimskiej ulicy w Berlinie piszą „unser Luther“, choć o to się gniewa konserwatywna Kreuz-Zeitung, jedyny dziś organ ortodoksji protestanckiej. Coś więc być musi, co ich wszystkich łączy pod jednym wezwaniem Lutra. — Może się nie omylimy, twierdząc, że tym jest owo błogosławieństwo, które Luter dawał pastorom swoim : „impleat vos Deus odio papae“ — niech was Bóg napełni nienawiścią do papieża! Cała otchłań tej nienawiści objawiła się w czasie, kiedy ze szalonym pospiechem układano prawa tzw. „majowe“ przeciw Kościołowi katolickiemu, a moralne zwycięstwo, które odniósł Kościół, wbiło tę nienawiść jeszcze głębiej w serca. —Smutna to, zaprawdę, religia, która stoi nienawiścią bliźniego!

 

Drugie, co przy rocznicy urodzin Lutra zastanawia, jest to, że ją obchodzą Prusy same jedne. W Wittembergu przemawiał wprawdzie Mr. Salmond w imieniu „wolnego szkockiego Kościoła,“ i Mr. Tollard-Belfast w imieniu „wolnego irlandzkiego Kościoła,“ ale nic nie wiemy, żeby inne kraje zapalały się do tego pamiątkowego obchodu. Miałyżby Prusy same jedne powód do radości, że się kiedyś Luter urodził? Tak mniemamy.

 

Nie daremnie pisał Fryderyk III w swoim testamencie te pamiętne słowa: „ponieważ przez reformację i przez sekularyzowane skutkiem tego księstwa i kraje, potęga domu naszego znacznie wzrosła, przeto, gdyby kiedy papież miał znowu wziąć górę, musiałby dom nasz koniecznie ponieść wielką ujmę w wielkości swojej“. —Mógł był dodać jeszcze: utinam sim falsus vates, bo dzieje uczą, że państwa sztucznie zlepione, nie cieszą się wiecznym trwaniem, zwłaszcza gdy żyją jeszcze ci, z których krzywdą powstały.



tagi: ksiądz chotkowski luter biografia reformacja 

rotmeister
31 sierpnia 2017 09:00
5     450    4 zaloguj sie by polubić
komentarze:
pink-panther @rotmeister
31 sierpnia 2017 11:35

Podzielę się myślą bardzo głęboką: ale fajne:))) Część druga jest jeszcze lepsza od pierwszej, wedle mego skromnego zdania. Napakowana taką ilością informacji wręcz fundamentalnych dla zrozumienia biegu historii. Na przykład to, że "księstwo brandenburskie powstało z czterech biskupstw zagrabionych",  nie mówiąc o skasowaniu ZAKAZU LICHWY i uderzeniu w najbiedniejszych. No i że Piotr Skarga założył "bank bezprocentowy" i udzielał pożyczek.
Grzecznie się zapomina, że jednostka polityczna Brandenburgia -Prusy, powstała z 10 podmiotów prawnych-politycznych, z czego cztery to były: biskupstwo Minden"sekularyzacja" 1648, , biskupstwo Halberstadt "sekularyzacja" 1648, arcybiskupstwo Magdeburga (założone jeszcze za cesarza Ottona III 968) - "sekularyzacja" w 1680 r. przez administratora cywilnego (cokolwiek to znaczy) księcia Augusta Saxe-Weissenfels z rodu Wettynów no i najważniejsza posiadłość kościelna czyli - ziemie Zakonu Krzyżackiego, zagrabione przez samego Wielkiego Mistrza Zakonu Krzyżackiego Alberta Hohenzollerna, za zgodą wujka Króla Zygmunta Starego. 
Oczywiście jest tych bardzo ważnych a zapomnianych/przemilczanych informacji jeszcze dziesiątki w tak małym tekście i dlatego muszę przeczytać to jeszcze kilka razy.

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @pink-panther 31 sierpnia 2017 11:35
31 sierpnia 2017 12:07

Sekularyzacja to w języku protestantów "oddzielenie państwa od Kościoła". Lenin takie rzeczy nazywał grab zagrabione. A na dodatek te całe złodziejstwo niejaki Max Weber określił jako "etyka protestancka a duch kapitalizmu". Po naszemu to raczej odpowiada frazie złodziej na złodzieju złodziejem pogania.

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @rotmeister
31 sierpnia 2017 12:08

Nawet nie pytam czy w dzisiejszych seminariach kogoś takiego jak ks. Chotkowski wspominają.

zaloguj się by móc komentować

Paris @rotmeister
31 sierpnia 2017 13:27

Szok,  szok... i jeszcze raz szok  !!!     Co za wiedza  !!!

Ta czesc rzeczywiscie  rewelacyjna... znacznie lepsza od pierwszej czesci. 

No i dobre pytanie - czy dzisiejsi seminarzysci wspominaja sp. ks. profesora Wladyslawa Chotkowskiego... czy znaja te tresci, ktore Pan wlasnie zamiescil ???

Bog zaplac, 

zaloguj się by móc komentować

Brzoza @rotmeister
1 września 2017 22:34

Dziękuję bardzo za wiele informacji. Dowiedziałem się wiele: np.: o tej anarchii w Niemczech z np. "wojskowym" skonsolidowaniem sekt protestanckich. Cesarz i większość zubożała, a stan chłopski stał się wtedy stanem niewolników w Niemczech. Przez wzajemną w Niemczech nienawiść walki obronne były prowadzone oddzielnie i książęta jako także jednocześnie nowi niby "papierze" reformatorzy w swych księstwach byli wstanie utrzymać swój rabunek. Reformacja Lutra zaczynała się od grabienia dóbr kościelnych.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować