-

rotmeister : Wspomnicie moje słowa

Ks. Dr Władysław Chotkowski, Historia Kościoła Katolickiego. Podręcznik dla szkół średnich (1931).

Ks. Dr Władysław Chotkowski, Historia Kościoła Katolickiego. Podręcznik dla szkół średnich. 1931(uzupełnił ks. dr Józef Jałowy).

 

OKRES PIERWSZY.

Od reformacji kościelnej w. XVI do rewolucji francuskiej.

Rozdział pierwszy.

REWOLUCJA KOŚCIELNA W NIEMCZECH AŻ DO POKOJU WESTFALSKIEGO

I.

Niemcy w przededniu rewolucji.

 

Dnia 20 października 1520 r. odbywał 20 letni cesarz Karol V uroczysty wjazd do Akwizgranu, gdzie w starożytnej katedrze koronował go prymas niemiecki, arcybiskup moguncki Albrecht. Smutek wiał z czoła młodzieńczego cesarza, bo troska wieloraka osiadła mu na duszy. Skarb miał pusty, długi wynosiły przeszło milion dukatów, a wysokie od nich płacić musiał procenty. Flota, przeznaczona na wyprawę afrykańską, była od pół roku niepłacona. Wewnątrz kraju panowały niepokoje. Turcy grozili lada chwilę napadem, a cesarz francuski gotował się do wojny. Na domiar złego w Hiszpanii podniosły rewolucję miasta (communeros), a powstańcy, opanowawszy twierdzę, w której mieszkała jego obłąkana matka Joanna, chcieli wymóc jego detronizację. Uratował mu koronę jego nauczyciel, Hadrian Dedel z Utrechtu, wielki inkwizytor Hiszpanii, który jako nie- szlachcic, nie mógł być biskupem w Niemczech, ale niebawem papieżem zostanie obrany. Jednakże tę rewolucję w Hiszpanii poczytywano tylko za skutek daleko gorszej rewolucji kościelnej, którą w Niemczech rozpalił zakonnik augustianin i profesor w Norymberdze Marcin Luter. Przez średnie wieki uczyli cesarze swoich poddanych nieposłuszeństwa względem papieży, teraz będzie ich Karol za późno uczyć posłuszeństwa, aż sprzykrzy sobie rządy i zrezygnuje z korony, a z nim pójdzie i cesarstwo na pokutę do klasztoru (1556), a Niemcy się rozdwoją na długie wieki.

 

To właśnie podkopanie powagi papieży i, co za tym idzie, osłabienie władzy cesarskiej, obsadzanie biskupstw wyłącznie synami książęcymi i szlacheckimi, bez pytania na ich cnotę i naukę, tak, że niektórzy nawet po łacinie nie umieli, a na sprawy Kościoła byli obojętni, a wobec których cesarz Maksymilian I był bezsilnym i wybór swego wnuka Karola tylko przekupstwem zdołał przeprowadzić, chciwość książąt bez granic, dawno ostrząca sobie zęby na dobra kościelne, humanizm który opanował całą inteligencję i umysły przejął nienawiścią do Kościoła, rozpasanie rycerstwa, które lekceważyło wszelkie ustawy państwa, niezadowolenie chłopstwa, które w częstych buntach już się obławiało, dążenie mieszczan do pozbycia się jarzma przepisów kościelnych i rządów biskupich, oto znane nam już stosunki, które przygotowały grunt w Niemczech pod siejbę rewolucji kościelnej, tak, że szybko zeszła bujnym plonem. Herostratesowej zuchwałości było potrzeba, aby w ten palny materiał rzucić głownię pożaru, ale tę zuchwałość posiadał Luter.

 

II.

Luter i jego nauka.

 

Luter Marcin, syn wieśniaka, który w Eisleben zarabiał na chleb w kamieniołomach, urodził się w r. 1483. Poniewierany w domu i szkole, srodze bity za lada przewinienie, wyrobił sobie charakter zacięty a serce twarde. Szedł przez szkoły o proszonym Chlebie, jak to było wówczas u studentów w powszechnym zwyczaju i grywał na flecie przed domami, aby sobie obiad uprosić. W Erfurcie ukończył szkoły i począł sam filozofię wykładać (1505), a w gronie humanistów tamtejszych wiódł wesołe życie. Nagle, gdy przyjaciel jego padł w pojedynku, wstąpił do klasztoru, nie spytawszy się rodziców, ani nie zbadawszy sam siebie, czy ma powołanie. To też w klasztorze przerzucał się z obojętności w szalone ćwiczenia pokutne i w taką wpadł rozpacz, że na obraz Ukrzyżowanego patrzeć nie mógł. Wreszcie wyrobił sobie nową i nieznaną zasadę, że człowiek do niczego dobrego jest niezdolny i że Bóg sam za niego wszystko zrobi. (Sola fides iustificat, sama wiara zbawia człowieka).

 

W zupełnym przeciwieństwie do Pelagiusza rozumował Luter, że grzech pierworodny zniweczył wszystko i pozbawił człowieka nawet darów przyrodzonych: rozumu i woli, że więc wszystko, co czyni, to złe i żadnych dobrych uczynków czynić nie może, a grzechy pokrywa łaska, bo mu się poczytują zasługi Chrystusa Pana. To jest owa wolność chrześcijanina, którą głosiła jego nauka, przezwana „ewangelią“, a „specjalna wiara“, której nauczał, zasadzała się na niezłomnej ufności w usprawiedliwienie już dokonane przez Chrystusa Pana i poczytane każdemu. Więc niech każdy dzielnie grzeszy, byle dzielnie wierzył. Niczego więcej nie potrzeba do zbawienia. Niepotrzebna ofiara Mszy św., ani Sakramenty św., ani post, ani dobre uczynki, ani opieka Najśw. Marii Panny i Świętych Pańskich. Niepotrzebne też posłuszeństwo papieżowi i Kościołowi, bo Chrystus Pan ustanowił tylko Kościół niewidzialny i nie dał kluczy Piotrowi św. Kluczem do nieba jest wiara luterska. Niemasz sakramentu kapłaństwa, ani grzechów odpuszczenia. Małżeństwo jest tylko kontraktem cywilnym, w każdej chwili rozerwalnym.

 

Tę przewrotną naukę opierał Luter na Piśmie św., odrzucając urząd nieomylny nauczycielski Kościoła i tradycję kościelną. Każdemu też przyznawał prawo tłumaczenia Pisma św. wedle swego rozumu, każdy miał być sobie mistrzem i nauczycielem. Nie dziw, że taka „ewangelia“, w której każdy znajdował taką wolność, jakiej pragnął dla siebie, musiała być silną ponętą. On ją nazywał „reformacją“, a w rzeczy burzył i wywracał wszystko w Kościele Obalał fundament, odrzucając prymat papieża, organizację niszczył, znosząc hierarchię i kapłaństw’0, a życie duchowe zabijał przez zniesienie Sakramentów św.

 

Gdyby był Luter od razu taką bezbożną naukę wypowiedział i jawnie ogłosił, byliby go wszyscy wzięli za wariata. Ale on posiadał sztukę zwodzenia ludzi i zastawiał się zrazu powagą św. Augustyna, jakby od niego wziął swą naukę. Długi czas też jeszcze odprawiał w wirtemberskiej katedrze Mszę św., chociaż ją „okropnością“ nazywał. A przy tym posiadał dziwną łatwość słowa i pióra i władał językiem niemieckim tak, że od niego zapanował język przezeń używany w całych Niemczech i w tym ma wielką zasługę. — Ale z drugiej strony prostak w wyrażeniach, nauczył całe Niemcy klątw, wyzwisk i sprośnych słów, tak, że cała literatura niemiecka przez długi czas tym się przejęła. Pisał niezmiernie wiele po łacinie i po niemiecku, ale pisał też takie rzeczy, których sami wyznawcy jego się wstydzą. Przetłumaczył na język niemiecki Pismo św., ale je do swojej nakręcał i wedle swojej objaśniał myśli. Jego ulotne pisma szły tysiącami między lud, szerzone przez przyjaciół; odpowiedzi katolików nie znajdowały czytelników.

 

Powołany (1508) na profesora do Wirtembergii, zaczął tam wykładać teologię, a już niebawem (1515) poczęto go nazywać heretykiem. Jawnie wystąpił z nauką swoją dopiero r. 1517, przybiwszy 160 zdań (tez) na drzwiach kościelnych, co zresztą tyło wówczas powszechnym zwyczajem pomiędzy uczonymi. Mało jednak jeszcze przez to zwrócił na siebie uwagi w szerszych kołach. Dopiero dysputa w Lipsku r. 1519 nadała tej sprawie szeroki rozgłos. Tutaj pokonał go świetnie, razem z jego przyjacielem Bodensteinem (Karlstadt) wyzwany przez nich profesor z Ingolstadu, Dr. Eck (Jan Maier) i to wobec bardzo licznej publiczności i księcia saskiego Jerzego. Uniwersytety: koloński, lowański i paryski, do których się Luter od papieża, odwołał, przyznały zwycięstwo Eckowi, a potępiły Lutra naukę. Nawet miasto Lipsk uczciło Ecka honorowym podarunkiem. Ale niemniej przeto wygrał Luter, bo od tej chwili wszyscy humaniści na hasło, dane przez Erazma Rotterdamczyka, stanęli po jego stronie, a rycerstwo postanowiło wziąć go w obronę.

             

W tym właśnie roku umarł cesarz Maksymilian I, więc tym bezkarniej mógł sobie Luter poczynać. Pismo, które wystosował „do szlachty niemieckiego narodu“ (1520), było wezwaniem do otwartego buntu, a mimo to, gdy legat papieski Aleksander zażądał od ks. saskiego Fryderyka, aby Lutra jako zakonnika, przed sąd duchowny do Rzymu odstawił, zapytał elektor Erazma o radę i dał odpowiedź odmowną. Nie dziw, że tym rozzuchwalony Luter spalił publicznie, z przechwałką na ustach, bullę papieża Leona X „Exsurge Domine et judica causam tuam“ (10/XI1 1520). Niebywałe to w chrześcijaństwie zdarzenie stało się już pod okiem młodego cesarza, który na kilka dni przedtem przesłał już elektorowi saskiemu polecenie, aby stawił Lutra przed pierwszy sejm przezeń zwołany do Wormacji. Teraz oświadczył, że Luter na sejmie już niepotrzebny.

 

Starły się duchy na burzliwym sejmie wormackim (1521). Błyskawice zapowiadały straszną burzę. Jeszcze był czas ją zażegnać przy dobrej woli książąt, ale i przy większej energii biskupów niemieckich. Jeśli bowiem o wyjaśnienie sprawy chodziło, to legat papieski Aleksander dał je w świetnej trzygodzinnej mowie przed sejmem, co znaczy herezja Lutra, dokąd zmierza i jakie skutki wywołać musi. Cesarz przedłożył projekt „Mandatu“, żeby Luter błędy odwołał lub został uwięziony a pisma jego spalone. Przez tydzień trwała o to kłótnia na sejmie, aż elektor saski do korda się rwał. Pod miastem stanął tymczasem Franciszek v. Sickingen z 400 rycerzy. Porozlepiano plakaty, na których wypisano złowróżbne słowo „Bundschuh“. Legat nie mógł pokazać się na ulicy przed zbuntowanym motłochem. Biskupi „drżeli jak króliki“.

 

Wzięło wreszcie górą żądanie, żeby Lutra stawić przed sejmem i żądać odwołania. Cesarz wydał mu „glejt“ na 21 dni i 16 kwietnia stanął Luter przed sejmem. Opuściła go jednak zuchwałość i prosił o trzy dni namysłu, ale niebawem zrozumiał, że go rycerstwo na szablach rozniesie, jeśliby odwołał swoją naukę, więc po trzech dniach oświadczył przed sejmem, że odwołać nie może.

 

Przed 445 laty w tym samem mieście odbywał się sejm, na którem cesarz Henryk IV wypowiedział posłuszeństwo papieżowi św. Grzegorzowi VII i nazwał go fałszywym mnichem; teraz wypowiadał je kto inny. Cesarz skazał Lutra na banicję ale przyjaciele ukryli go na zamku Wartburg, gdzie przez 9 miesięcy pobytu Pismo św. tłumaczył i „z diabłem wojował“, aż kałamarzem rzucił o ścianę. Położenie Lutra pogorszyło się tymczasem znacznie, bo cesarz pozyskał sobie pieniędzmi najlepszych jego przyjaciół, a zawarłszy ugodę z papieżem Leonem X, ogłosił edykt banicji na Lutra (1521).

 

Tak więc rewolucja kościelna mogła być stłumiona w samym zawiązku, gdyby nie rozbudziła samolubnych pragnień u wszystkich stanów a mianowicie u książąt niemieckich. A właśnie jednemu z nich i to największemu protektorowi Lutra, elektorowi saskiemu Fryderykowi musiał teraz cesarz zdać rządy państwa, aby osobiście prowadzić wojnę przeciwko Francuzom, którzy wpadli do królestwa Nawary.

 

Tymczasem siejba nauki luterskiej poczęła schodzić strasznym plonem, mianowicie w Wirtemberdze. Zakonnicy łamali śluby, uciekali z klasztorów, brali żony. Gwałtowniejsi z Lutra uczniów (sakramenciarze) znieśli Mszę św., zaprowadzili Komunię św. pod dwoma postaciami, a każdy brał ją sobie ręką bez uprzedniej spowiedzi. W domiar zamieszania zjawiła się tu sekta nowochrzceńców (anabaptystów), wygnana z Zwickau. Oni doczytali się z Pisma św., że chrzest dzieci nieważny i chrzcili dorosłych ponownie. Szaleństwo doszło wtedy do ostatecznych granic. Równocześnie rycerstwo podniosło chorągiew buntu. Sickingen najechał biskupstwo trewirskie, palił wsie i miasta. Chłopstwo poczęło się ruszać. — W takiej chwili umiera papież Leon X (1/X1I 1521), a kardynałowie wybierają Hadrjana VI (9/1 1522). Luter, nie dbając o banicję cesarską, opuszcza Wartburg (1522), aby „bić po twarzy sakramenciarzy w Wittenberdze i przywrócić nieco spokoju. Taki był już teraz zuchwały, że królów, papieży i książęta, nawet swego protektora Fryderyka, nazywał „osłami i błaznami“.

 

Miał więc teraz świat niezwykłe widowisko. Dwóch niemieckich profesorów stało na czele dwóch wielkich obozów. Ostatni na tronie papieskim Niemiec, papież Hadrian VI był synem falbierza z Utrechtu i zawdzięczał wyniesienie swoje po Bogu cnocie i nauce. Całym sercem pragnął ratować Niemcy od zguby i podjął wielki plan reformy Kościoła. W tym celu szukał w całym świecie i gromadził wkoło siebie najlepszych ludzi owego czasu; nie wiedział, że Bóg już wybrał człowieka. Kiedy w palmową niedzielę (1523) błogosławił pielgrzymów, którzy się do stóp jego cisnęli, był między nimi wybladły i wychudzony Hiszpan. On odniósł ranę przy obronie Pampeluny, oblężonej przez Francuzów. W czasie przewlekłej kuracji dostał do ręki Żywoty Świętych, a żywot św. Franciszka i Dominika wywarł na nim takie wrażenie, że porzucił wojenne rzemiosło i w tej właśnie chwili, gdy Luter stał przed sejmem wormackim, on ślubował swe służby Bogu w jaskini Manresa. Był to św. Ignacy Loyola. Osiem lat młodszy od Lutra, przeżył go lat 10, a gdy umierał, już Towarzystwo Jezusowe (1556), przezeń założone, toczyło śmiertelne zapasy z protestantyzmem, odrzuciło go od Alp ku brzegom niemieckiego morza. Nie dziw, że przeciwko temu Towarzystwu zwróci się cała zawziętość rewolucji kościelnej, a co gorsza, potrafi tę nienawiść wszczepić w serca słabych we wierze katolików.

 

III.

Pierwsze skutki nauki Lutra.

 

Wojna w domu a wróg chrześcijaństwa u granic kraju, taki był rok 1522. — Młody sułtan Osman zajął Wołoszę, obiegł i zdobył Białogród na Węgrzech, a potem obiegł Rodus. Zebrał się wreszcie sejm w Norymberdze r. 1522 i papież Hadrian VI wzywał Niemców przez nuncjusza (Chieregato), aby ratowali Węgry od Turków. Niemcy odpowiedzieli zażaleniami na nadużycia Kościoła katolickiego (Beschwerdereichstag). W puch rozbił nuncjusz te zażalenia i dowiódł, że Niemcy stokroć więcej wzięły od papieży na tureckie wojny, niż dali w rocznych daninach. Tysiące zażaleń niezdolne jednak były usprawiedliwić odstępstwa od Kościoła co poczęło się szerzyć z zastraszającą szybkością.

 

Sejm norymberski zadecydował o losach Lutra, bo nikt już tutaj o jego banicji nie wspomniał. Nuncjusz daremnie żąda od elektora saskiego, aby odstawił go do Rzymu. Następne lata 1523 i 1525 oddawały w ręce książąt wielkie zyski z rewolucji kościelnej. W roku 1523 została bowiem stłumiona rewolucja rycerstwa, gdy Franciszek Sickingen umarł z ran odniesionych. W tym też roku umarł przedwcześnie papież Hadrian VI, który gorąco pragnął zwołania soboru w Niemczech. Po jego śmierci odwlekła się ta sprawa o lat 20. Jego następca, papież Klemens VII, wysłał niezwłocznie do Niemiec legata (Campeggio). Zbierał się bowiem sejm w Norymbergi (1524). Ale tutaj wystąpiła chciwość książąt bez ogródki. Oświadczyli, że wreszcie gotowi by pozostać wierni Kościołowi, byle nic płacić nie potrzebowali, a na osobnym sejmie w Spirze postanowili uradzić, w co mają wierzyć. Daremnie wykazywał legat, że pierwsze jest szpetnym frymarkiem a drugie niemożliwym, bo przecież inne jeszcze narody należą do Kościoła katolickiego, więc sami Niemcy nie mogą stanowić, jaka ma być wiara całego świata. Cesarz wydal wprawdzie ponowny edykt przeciw Lutrowi, jako „drugiemu Muhamedowi“, ale edykt pozostał na papierze.

 

Teraz jednakże ktoś trzeci wyciągnął rękę po korzyści z rewolucji kościelnej. Chłopi podnieśli ogólny bunt (1525), bo oni nową „ewangelię“ na swoją korzyść wytłumaczyli. Luter nie wiedział, co począć i upominał „panów włościan“ do zgody, ale gdy krwawa wojna wybuchła i wszędzie zbrojne rycerstwo rozbijało niekarne gromady, wtedy zalecał Luter ich mordować jak „psy wściekłe“ (Tak mówił). Wymordowano ich też do 50.000 w tej straszliwej zawierusze.

 

IV.

Pochód rewolucji po Niemczech.

 

Ten rok nieszczęsny był też stanowczy dla rewolucji kościelnej, bo teraz poczęły całe księstwa jawnie ją przyjmować. Początek dał wielki mistrz krzyżacki, Albrecht Brandenburczyk, który, złamawszy śluby zakonne, jako lennik Polski podniósł w Prusiech rewolucję kościelną. Wtedy także Luter pojął zakonnicę Bora za żonę. Pochodnią godów była mu łuna pożarów wojny chłopskiej. W ślad za tym poszły księstwa: Hesja, Anspach, Julich i t. d. Z miast pierwsze dało hasło do odstępstwa Magdeburg, najdawniejsze w ziemiach słowiańskich biskupstwo. Teraz też rozpadły się Niemcy na dwa obozy, bo katoliccy książęta zawiązali (1524) związek w Regensburgu celem obrony Kościoła; luteranie zawiązali się w Torgawie (1526) ku obronie tej zasady, że wolno w swoim księstwie zmuszać poddanych do nowej wiary (cuius regio illius et religio). Ten przedział wystąpił też jawnie na sejmie w Spirze (1529). Zamiast radzić o potrzebach kraju i obronie przed Turkiem, kłócili się o sprawę nowej religii, a tymczasem Ludwik, król węgierski i czeski, ostatni z Jagiellonów, zginął pod Mohaczem 1526. Już też i w Szwajcarii począł w tym roku szerzyć swoją wiarę Zwingli. Na domiar złego cesarz toczy zatarg z papieżem Klemensem VII o to, że papież zawarł sojusz z królem Francji. Wojska cesarskie zdobywają Rzym, plądrują go przez dwie niedziele, jak horda barbarzyńców (1527). (Sacco di Roma).

 

Nie dziw, że rewolucja kościelna brała już górę tak dalece, że na sejmie w Spirze (1529) niczego już więcej nie żądali katoliccy książęta, krom wolności wyznawania religii katolickiej, czyli t. zw. „tolerancji“ w ziemiach luterskich książąt. Ale przeciwko temu słusznemu żądaniu założyli uroczysty protest (1529) i od tego wzięli nazwę protestantów, ci, którzy zawsze katolikom brak tolerancji zarzucać lubią. Zastawiali się tym, że na jednym miejscu nie mogą się odprawiać dwojakie nabożeństwa, bo lud nie wiedziałby, które prawdziwe. Zaczem w Prusiech do r. 1721., a w Danii do dziś używają predykanci protestanccy ornatów i przyborów katolickich. W ten sposób lud nawet nie zmiarkował się, jak mu odbierano dawną wiarę ojców.

 

Jednej tylko rzeczy nie dostawało jeszcze protestantom t. j. wyznania wiary. Luter nie miał głowy do tego, więc zajął się jego ułożeniem Melanchton i przedłożono je sejmowi w Augsburgu (1530) i odtąd zaczęto naukę Lutra nazywać „Wyznaniem augsburskim". Tak samo, jak niegdyś arianie w V wieku, zmienili też luteranie jeszcze kilka razy swoje wyznanie, aż wreszcie nikt na pewno nie wiedział, czego właściwie Luter uczył. Została tylko jedna właściwość, wspólna wszystkim odcieniom i herezjom, które następnie powstały, t. j. nienawiść do papieża i katolickiego Kościoła. To też w Schmalkalden (1537), gdzie ponownie to wyznanie zmieniono, żegnał Luter swoich uczniów osobliwym błogosławieństwem: „napełnij was Bóg nienawiścią do papieża“.

 

Daremnie też już było teraz myśleć o przywróceniu dawnej jedności i wierności Kościołowi, skoro mu wszystko zostało zagrabione. W obronie tych zdobyczy nie wahali się książęta protestanccy szukać pomocy nawet u zagranicznych mocarstw: Francji, Anglii, Danii. Prawo posiadania dóbr kościelnych nazywali „wolnością religijną“. Tę wolność religijną musiał im też Karol V przyznać w t. zw. pokoju religijnym norymberskim, (1523), bo inaczej ani pomocy przeciwko Turkom udzielić, ani też brata jego Ferdynanda królem rzymskim uznać nie chcieli. Następnie groźna wojna z Francją zniewoliła go do tego, że ponowił pokój religijny norymberski na sejmie w Regensburgu (1541).

 

Wszelako jeszcze raz mogło się zdawać, że cesarz potrafi złamać rewolucję kościelną. Pokój w Crespy (1544) zakończył wojny z Francją, a sobór, którego protestanci tak głośno się domagali, został wreszcie przez papieża Pawła III zwołany do Trydentu (1545). W lapidarnych słowach kanonów zbijał sobór jedno zdanie po drugim z nauki Lutra, ale nawet jego nazwiska nie wspomniał, podczas gdy on umierał w rodzinnym mieście (1546). Krótko potem umarli dwaj rywale Karola V: Franciszek I i Henryk VIII (1547). Papież dostarczył posiłków i cesarz wygnał z kraju dwóch głównych naczelników protestanckich: Fryderyka elektora saskiego, i Filipa landgrafa Hesji. Banici stawili opór. Lecz w bitwie pod Mühlberg (1547) zostali wzięci do niewoli. Wszystko teraz zdawało się zapowiadać upadek protestantyzmu! Uratowała go chwiejność samego cesarza, który naprawdę nie myślał już złamać rewolucji kościelnej, tylko ją złagodzić. Zaczem wdawał się z protestantami w religijne targi, mimo, że sobór już odbywał narady i zawierał tymczasowe ugody (interim) w Augsburgu (1547) i w Lipsku (1543), a oni też, udając chętnych do zgody, przykrawali wedle potrzeby swoje wyznanie wiary po raz czwarty i piąty, nawet na sobór udać się obiecywali. Lecz tymczasem przygotowali się do rokoszu i tak nagle zaskoczyli cesarza, że zaledwie zdołał uciec z życiem (1552).

 

Odtąd był cesarz bezsilny, a protestanci zyskali w pokoju pasawskim (1552) i wreszcie w pokoju religijnym augsburskim (1555) zupełną swobodę postępowania. Daremnie zakładał papież Paweł IV protest przeciwko pogwałceniu praw Kościoła; Karol V umywał ręce od wszelkiej winy i na dwa lata przed śmiercią poszedł do klasztoru (1556).

 

Walił się w gruzy Kościół katolicki w Niemczech pod t. zw. „prawem reformowania", które sobie książęta protestanccy wywalczyli. Klasztory reformowali tak, że pustkami stanęły. Reformowano całe biskupstwa, a dziwnym zrządzeniem Opatrzności zniszczono katolicki Kościół najpierw tam, gdzie począwszy od Karola W. i Ottona I mieczem zaprowadzono chrześcijaństwo t. j. na dawnych ziemiach Słowian. W tych bowiem biskupstwach sami pasterze zdradzili owieczki swoje i przyjmowali protestantyzm, a książęta zabierali dobra kościelne. Niektóre fundacje zostały jednak do dziś jakby na pamiątkę tak, że wysocy urzędnicy pruscy, chociaż protestanci, pobierają dochody, jako kanonicy dawnej kapituły brandenburskiej.

 

Nic więc dziwnego, że katolicy domagali się t. zw. kościelnego zastrzeżenia (reservatum ecclesiasticum), aby każdy biskup lub beneficjat, który przyjmie protestancką wiarę, zrzekł się godności i posiadłości. To żądanie było tak słuszne, że protestanci zgodzili się na nie, w pokoju augsburskim (1555), ale go przestrzegać nie myśleli. Wyrobiło się w nich to przekonanie, że im tylko przysługują przywileje i wolności, że w ich obronie nawet zdrada kraju jest im dozwolona. Dlatego też głaskali ich jak niesforne dzieci, następcy Karola V: Ferdynand i Maksymilian II. Wszędzie w katolickich księstwach mieli wolność wyznania, nawet do urzędów byli przypuszczeni; oni zaś w swoich księstewkach nie chcieli nawet cierpieć katolików i jako za osobliwą łaskę uznawali to, że pozwolili wynieść się z ojczyzny tym, którzy nie chcieli przyjąć protestantyzmu.

 

V.

Skutki rewolucji kościelnej w Niemczech.

 

Ta zuchwałość i bezprawia miały jednak ten dobry skutek, że przyczyniły się do rozbudzenia ducha katolickiego szczególnie po ukończeniu soboru trydenckiego (1563). Wtedy też i katoliccy książęta: Bawarii, Tyrolu, Krainy, Styrii i Karyntii, oraz cesarz Rudolf II (1576- 1612) w Austrii zaczęli obracać „prawo reformowania na korzyść katolickiego Kościoła. Powstał krzyk Okropny pomiędzy protestantami. Zaraz rozpoczęli konszachty z Francją i zawiązali unię w Ahausen (1608), a gdy wobec tego katolicy zawiązali ligę (1609), wtedy protestanccy książęta weszli w jawny sojusz z Francją (1610) przeciwko domowi cesarskiemu Habsburgów. Zamordowanie Henryka IV (1610) przeszkodziło wówczas wojnie, która już na dobre się rozpoczynała.

 

Tlała jednak wojna w powietrzu. Król Maciej zrównał protestantów w przywilejach z katolikami w krajach dotąd katolickich: Czechach, Morawii i Śląsku (1609). Nawet oddał w ich ręce uniwersytet w Pradze. Przez te wojny, ustępstwa jednak wywołał tylko jeszcze większą ich zuchwałość. Kiedy zaś sam po śmierci brata Rudolfa II (+ 1612) został cesarzem i chciał ich w karby nieco ująć, wtedy wybuchła wojna 30-letnia jako krwawy owoc rewolucji kościelnej.

 

Prażanie dali jej początek przez wyrzucenie z okien królewskiego zamku dwóch namiestników królewskich i sekretarza. — Unia protestanckich książąt ofiarowała im pomoc, dlatego wezwali na króla księcia Palatynatu Fryderyka V. Teraz też dopuszczali się najokropniejszych bezprawi na katolickim Kościele. Ogołocili kościoły z wszelkich ozdób, obrazów i ołtarzy, wygnali wszystkich jezuitów, kilku zamordowali (błog. Jan Sarkander 1620) Tak pojmowali wszędzie protestanci „wolność religijną“.

 

Skończyło się jednak panowanie „zimowego króla“ w Czechach; pobity pod Białogórą (1620), musiał Fryderyk V uciekać i tak się skończył pierwszy okres tej nieszczęsnej wojny. Ale i drugi okres skończył się pomyślnie dla katolików mimo pomocy, którą protestanci mieli od Anglii i Danii. Wtedy wydał cesarz Ferdynand II tzw. edykt restytucyjny w r. 1629. Edykt ten nakazywał zwrot wszystkich zagrabionych Kościołowi własności, a tym samym groził ruiną książętom protestanckim, wzbogaconym tymi grabieżami. Więc też stanęli do zaciętej obrony, a Francja i Szwecja pospieszyły im z pomocą. Nie chodziło tu więc o religię, tylko o zyski doczesne, a oba mocarstwa chciały wyzyskać opłakane położenie Niemiec. Zabrały też sobie w westfalskim pokoju (1648) to, czego pragnęły od dawna: Francja lewy brzeg Renu, Szwedzi wybrzeża morskie. Pokój westfalski uświęcał grabieże cudzej własności i zachwiał międzynarodowe chrześcijańskie prawo, on też uznał rewolucję kościelną i zatwierdził zasadę, że każdy książę jest papieżem w swoim księstwie. Nastąpił tedy powrót zasady pogańskiej. Jeden tylko głos podniósł się wówczas przeciwko pogwałceniu uczucia sprawiedliwości, protestujący w imię Boga i chrześcijańskiego sumienia: był to głos papieża Innocentego X w bulli: „Zelo Dei“ (1651), ale bulli tej nie pozwolono ogłosić nawet w Wiedniu. Dziwna rzecz …..       Po dwu wiekach ci właśnie książęta brandenburscy, których monarchia przez zabór biskupstw katolickich, sankcjonowany w westfalskim pokoju, urosła w potężne księstwo, przybrali następnie, przez objęcie Prus, godność królów pruskich (1700), pokonali (1866) Austrię, odebrali (1870) Francji lewy brzeg Renu i przybrali tytuł cesarzy niemieckich. Pokonani w wojnie światowej (1914—1918), oddają Alzację i Lotaryngię.

 

Pożar rewolucji kościelnej, wzniecony przez Lutra, zniweczył jedność religijną i polityczną niemieckiego narodu, zniszczył jego potęgę, cesarzom odebrał wiekami uświęconą powagę. Podczas gdy inne państwa rosły w potęgi zamorskie, zakładając kolonie w nowo odkrytych ziemiach, Niemcy popadły w anarchię, bo rozliczni książęta nie chcieli mieć nad sobą zwierzchnika, zginęła miłość wspólnej ojczyzny, przyjdzie ona dopiero w r. 1870. Miała to być wolność „od ucisku rzymskiego“ a w miejsce władzy, ustanowionej przez Boga, nastała samowola książąt, z których każdy był biskupem swego kraju (Landesbischof), a zagrabiwszy wszystko katolickiemu Kościołowi, nic mu nowego nie dawał. Luterscy predykanci wiedli nędzne życie, a zabór dóbr kościelnych musiał za sobą pociągnąć zubożenie ludu. Chłopi, którzy w rewolucji kościelnej szukali utraconego dobrobytu, znaleźli jeszcze większą nędzę i sromotną niewolę.

 

Miał to być postęp od „średniowiecznej ciemnoty“, miał on przynieść nowe światło (Aufklärung), a przyszło barbarzyństwo, które przyniosło zniszczenie sztuk pięknych. Wszędzie bowiem rozpoczynała się rewolucja kościelna od burzenia obrazów, jak niegdyś za ikonoklastów i obecnie bolszewików. Gołe ściany mają do dziś protestanckie domy modlitwy. Nadto poszły nauki w poniewierkę, jak to sam Melanchton przyznawał. Cofnęły się Niemcy o 100 lat w cywilizacji i postępie. Miała to być reformacja, a przyniosła zdziczenie obyczajów jeszcze za życia Lutra takie, że on sam nazywał Wirtembergię, gdzie przebywał, „przeklętą Sodomą“. On sam uczył, że uczynki dobre są niepotrzebne, nie dziw, że złe uczynki wzięły górę. Zniósł posty i wstrzemięźliwość, więc obżarstwo i opilstwo wzięło górę. Zniósł powagę nauczycielską Kościoła i sakrament kapłaństwa, nie dziw, że jeszcze za jego życia powstało mnóstwo sekt, bo każdy uczył co chciał. Słudzy jego kościoła poszli w pogardę, gminy ich sobie wybierały i wypędzały. On sam używał przekleństw i słów sprośnych, jego uczniowie mówili z ambony takie rzeczy, że ludzie uczciwi słuchać ich nie mogli. Lżyli się wzajemnie, wywodzili spory i kłótnie na ambonach, takie było owo „czyste słowo boże“, które zapowiadał Luter. Umierając przepowiadał zgubę papiestwu; nie zginęło, bo Założyciel Boski dał mu wręcz inną przepowiednię. Wiele osób nazwiska „Luter“ żyje w Stanach Zjednoczonych i są katolikami.

 

Ciąg dalszy - pochód reformacji po Europie.



tagi: ksiądz chotkowski historia kościół katolicki refor 

rotmeister
4 września 2017 14:35
7     3013    8 zaloguj sie by polubić
komentarze:
rotmeister @rotmeister
4 września 2017 14:37

Gdyby mnie tak w szkole uczyli. A dowiedziałem się, że "księża się źle prowadzili, upadek obyczajów, kupowanie odpustów".

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @rotmeister
4 września 2017 14:38

Aha. CDN rzecz jasna.

zaloguj się by móc komentować


OdysSynLaertesa @rotmeister 4 września 2017 14:37
7 września 2017 07:55

Mnie uczyli tego samego. O zepsuciu i gnuśności Kościoła. O reformacji same dobre rzeczy. Za wyjątkiem wojny rzecz jasna, no ale była to przecież wojna z ciemnogrodem o wolność. Najgorsze jest to że do tej pory tak właśnie uczy się dzieci i przedstawia się tamtą rzeczywistość. I ani słowa o Lutrze kim naprawdę był, tyle tylko że chciał reformy Kościoła.  Tfuuu 

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @OdysSynLaertesa 7 września 2017 07:55
7 września 2017 22:44

Ponownie polecam (wszystkim innym również) "Wolność, bóg, który zawiódł".- Tom I - Christopher A. Ferrara

http://www.wydawnictwowektory.pl/index.php?id_product=110&controller=product

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @rotmeister
8 września 2017 17:22

Nie mogę się powstrzymać: po prostu super był ten Ksiądz dr Chotkowski. Panorama historyczna syntetyczna, proporcje "kościelne i  świeckie" w sam raz. Ale też jest to test na to, jak się zapędziła w ślepe zaułki współczesna "polityka ekumeniczna"KK, która miała jeszcze jakiś nikły sens na początku pontyfikatu św. Jana Pawła II ( że niby się nawrócą) ale teraz to jest wstyd i obraza Boska.  Wielkie dzięki za opracowanie i podanie tekstu.

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @pink-panther 8 września 2017 17:22
9 września 2017 14:55

Dzięki za podziękowania. Ks. Chotkowski widział to tak jak trzeba to widzieć. Dzisiaj niektórzy co to do kościoła w niedzielę chodzą jak mantrę powtarzają "Kościół nie powinien mieszać się do polityki" co samo w sobie jest bezsensowne i świadczy też o tym że do kościoła chodzą też ludzie religijni ale niekoniecznie wierzący. No i nie mający pojęcia że podlegają cały czas obróbce skrawaniem i sami nie wiedzą czym i kim są. Państwo ma być rzekomo "neutralne światopoglądowo". A to przecież tak naprawdę znaczy że ma być ateistyczne. A to nie państwo trzeba oddzielać od Kościoła tylko od państwa trzeba oddzielić ateizm. Ciągle i uparcie Christophera Ferrarę i jego "Wolność, bóg który zawiódł" polecam.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować