-

rotmeister : Wspomnicie moje słowa

Hugenoci i wojny religijne we Francji

Hugenoci. (…) Odtąd otrzymali francuscy kalwiniści nazwę hugenotów. Początek tego przezwiska rozmaicie objaśniają. Podług jednych, wyraz hugenoci pochodzi od Hugona Kapeta, który jako widziadło przechadzać się miał w nocy po ulicach miasta Tours, ówczesnej siedziby reformowanych. Ponieważ kalwiniści porą nocną na obrady i modlitwy się zbierali, od katolików więc przezywani byli hugonotami. Podług Castelnau, wyraz hugonoci pochodzi od pewnej lichej monety z czasów Hugona Kapeta, zwanej hugenot. Jakieś kobiety miały się odezwać o spiskowcach z Amboise, że nędzni są to ludzie, niewarci nawet hugenota. Odtąd przezwisko to weszło w powszechne użycie. Inni znowu (np. Sismondi i Weber w swojej Geschicht. Darstel. des Calvinismus. in Genf u. Frankreich, 1836) wyprowadzają hugonotów z Genewy, gdzie nazwisko panującej tam poprzednio partii sprzysiężonych (Eidgenossen, Eidgenot) zamienione zostało w Hugenossen (hugenoci), dla uczczenia pamięci założyciela związku Hugues; stąd zaś przeszło na protestantów francuskich, którzy także byli stronnikami nowych idei. (…)

Gdy zaś to ogłoszenie nie pomogło i środki pojednania wyczerpane zostały, przyszło do pierwszej wojny hugonockiej (1562). W ciągu niespełna 3 tygodni hugonoci zajęli Rouen, Caen, Havre, La Rochelle, Cognac, Angoulême, Valence, Vienne, Poitiers, Tours, Angers, Blois, Lyon i mnóstwo innych miast, nie dla tego, żeby wszędzie mieli zwolenników, lecz że katolicy do wojny nie byli przygotowani i napadu się nie spodziewali. Trudno opisać krwawe rozpasanie sfanatyzowanego przez predykantów żołdactwa. Nic dla nich nie było świętego: rąbali, palili, profanowali kościoły i najświętsze rzeczy; z najwyszukańszym okrucieństwem mordowali szczególnie księży i zakonników jednych, topili drugich. Okrucieństwo i wandalizm, jakiego się dopuszczali w Orleanie, w Mans, w Troyes, w Tours, w Bayeux i innych miejscowościach, nie mają w dziejach prawie nic równego. W Montpellier np. zburzyli wszystkie przedmieścia, na których się znajdowało 6 najpiękniejszych klasztorów i 4 kościoły inne. Przed innymi przywódcami w tych rozbojach i morderstwach zdobył sobie smutną sławę wspomniany już Beaumont baron des Adrets, poprzednio w usługach królowej Katarzyny, teraz na żołdzie Kondeusza. Beaumont, stanąwszy na czele 8,000 hugonotów, zdobył Valence, Grenoble, Vienne; przebiegł powiaty: Lyoński, Forets, Vivaré, Auvergne, Prowansję, Langwedocję, burząc wszystko, co katolickie. Przystępując do jakiego miasta, przysięgał najuroczyściej obywatelom, że im nic złego nie uczyni; następnie znaczniejszych spraszał niby na ucztę, a potem kazał ich strącać z wysokiej wieży, żeby padali na włócznie, z którymi stali jego żołnierze na dole, i ciała nieszczęśliwych ofiar rozszarpywali.

Beaumont nie tylko sam był okrutnym, lecz i dzieci swoje zawczasu do okrucieństwa zaprawiał; w tym celu kazał kąpać je we krwi katolickiej i przypatrywać się mękom, jakie katolikom zadawano. Burzył on i niszczył nawet zasiewy w polach, do katolików należące. W Venez, małym miasteczku Langwedocji, hugonoci przeszło 200 katolików zamordowawszy, ciała ich do rzeki wrzucili, a woda krwią się zarumieniła. Lyon podczas tej wojny szczególnie ucierpiało. Jeszcze w r. 1561 w nocy z 4 na 5 września próbowali je dostać hugonoci w swe ręce, a to według planu uradzonego w Genewie przez Kalwina, Bezę i innych predykantów. Napad podówczas się nie udał. Lecz podczas teraźniejszej wojny (1562) gubernator wydał miasto hugonotom. Zaczęli oni je „burzyć systematycznie”. Nigdy tak Gotowie nie spustoszyli Rzymu, mówi naoczny jeden świadek, jak ta sekta uczyniła z Lyonem; hugonoci okazali się barbarzyńcami gorszymi od wandalów. Predykant jeden, wydobywszy znacznej wielkości srebrny posąg Chrystusa, uciął głowę i schował do kieszeni, resztę zrabowali jego towarzysze, podeptali i w kał wrzucili relikwie, znieważyli Najświętszy Sakrament; posągi, zdobiące fronton katedry, potłukli. Wymordowali, jak zwykle, księży, zhańbili niewiasty, majątki nie tylko kościelne, ale i do obywateli należące zabrali, zaś samych obywateli wypędzili. Po tym wszystkim baron des Adrets ogłosił edykt, w którym art. 3 brzmi: „Msza odtąd nie będzie się odprawiać”, po nim jakby na szyderstwo idzie art. 4: „każdemu będzie wolno zostawać w swej religii”; wreszcie pod karą pieniężną nakazał uczęszczać na kazania predykantów (szczegóły o tych i innych tyraniach w Lyonie opisał jeden z duchowieństwa lyońskiego, naoczny świadek Gabriel de Saconay, Disours des premiers troubles advenus a Lyon, Lyon 1569). Jeżeli zaś napaść hugonotom się gdzie nie udała, (np. w Tuluzie, gdzie po 7-dniowej uporczywej walce [11-17 maja 1562] zostali pobici i gdzie równa liczba katolików i hugonotów śmierć poniosła), natenczas podnosili okrzyk zgrozy, że są prześladowanymi i mordowanymi.

Trzydzieści pięć miast w powyższy sposób hugonoci zniszczyli. Kondeusz wprawdzie zganił gwałty, lecz z łupiestw korzystał, bo ze złota i srebra kościelnego bił pieniądze, aby opłacić łupieżców. Na ten cel poszły wszystkie najcenniejsze relikwiarze (po spaleniu relikwii) i drogie kamienie. Tak postępowali ci, w których Beza wmawiał, że są od Boga wybrani na wytępienie bałwochwalstwa (czci świętych) i przywrócenie Ewangelii do pierwotnej czystości. Oburzeni tym katolicy i do najwyższego stopnia rozdrażnieni, w niektórych miejscach bez sądu odwet sobie wymierzali, w innych tracili hugonotów, na mocy wyroków parlamentarnych. Do Guyenne, gdzie hugonoci najliczniejszych morderstw się dopuszczali, udał się król Antoni Bourbon, Montmorency i Błażej Montluc, i wszystkich, mających udział w rzeziach, na śmierć skazywali. Parlament paryski odwołał edykt Styczniowy i polecił (13 lipca 1562) gminom, aby na głos dzwonu wszyscy biegli przeciw tym „łupieżcom” i tępili ich „bez litości jak dzikie zwierzęta”. Łatwo sobie wystawić, do jakiego wtedy stanu przyszły prowincje zalano herezją, przez zbrodnie hugonotów z jednej strony, i przez odwet z drugiej. Widząc to wielu ze szlachty, opuściło Kondeusza, bojąc się o swoje rodziny i majątki, zostawione na łasce rozhukanych tłumów. (…)

Dnia 29 września 1567 nastąpiło ogólne powstanie hugonotów. W Nimes urządzili oni w ten dzień sławną rzeź na katolikach, znaną pod nazwą Michałówki (Michelade). Około 50 warownych miast dostało się w ich ręce. Dwór, bawiący wówczas w zamku Monceaux, ledwo zdołał uciec do Paryża. Wypadki te wywarły głębokie wrażenie na umysł Karola IX: odtąd coraz większą żywił on niechęć do hugonotów. Kondeusz obległ Paryż, rozpoczęte negocjacje do niczego nie doprowadziły. Kiedy część wojska hugonockiego udała się ku Poissy na spotkanie księcia d’Aremberg, podążającego z posiłkami hiszpańskimi, konetabl z 10 000 piechoty i 3000 kawalerii uderzył pod St. Denis na Kondeusza. Zwycięstwo przechyliło się na stronę królewskich, lecz 80-letni konetabl został raniony. Wojna wrzała jednocześnie w południowych i zachodnich prowincjach państwa. Obie strony, znużone walką, wołały o pokój, który też stanął w Longjumeau (23 marca 1568). Podstawą jego był edykt pacyfikacyjny, w Amboise wydany (19 marca 1563); hugonoci mieli tylko zwrócić niektóro miasta. Lecz i ten pokój trwał krócej niż poprzednie. Hugonoci bowiem przyjęli go w nadziei, że tymczasem nadejdą im posiłki zagraniczne; nie oddawali więc twierdzy La Rochelle i nie przestawali znosić się z Niderlandami, a gdy otrzymali pomoc od Elżbiety angielskiej, wybuchła (1568) trzecia wojna hugonocka.

Zamiar schwytania Kondeusza i Coligny’ego nie udał się. Obaj schronili się do La Rochelle, dokąd przybyła także królowa Nawarry (Joanna d’Albret) z synem swoim Henrykiem IV. Wkrótce wydane zostały dwa nowe edykty: jeden, zabraniający pod karą utraty życia i majątku wyznawania jakiej bądź innej religii oprócz katolickiej i nakazujący duchownym kalwińskim, aby w przeciągu 14-tu dni wynieśli się z Francji, drugi, wzywający protestantów, aby w przeciągu takiegoż samego terminu złożyli wszystkie publiczne urzędy, przez nich sprawowane. Kondeusz w krótkim czasie zebrał 20 000 piechoty i 10 000 kawalerii. Katolicy unikali starcia, licząc na to, że zapał protestantów wkrótce ostygnie. Dopiero 13 marca 1569 r. zwarły się z sobą oba wojska pod wsią Jarnac. Hugonoci byli pobici, Kondeusz wzięty do niewoli i przez kapitana z gwardii szwajcarskiej księcia d’Anjou zastrzelony. Śmiercią wodza zgnębionym hugonotom dodawała otuchy królowa Nawarry. Jej 16-letni syn Henryk obwołany był naczelnikiem hugonotów; do pomocy dodano mu doświadczonego Coligny’ego.

Po przyjściu posiłków z Niemiec, armia hugonotów liczyła około 25,000 ludzi. Wojsko królewskie wzmocnił tymczasem oddział 4 000, dostarczonych przez Papieża Piusa V, i 1200 żołnierzy, przysłanych przez Kosmę Medyceusza. Królowa Nawarry, nie mając dosyć własnych sił do zgnębienia swych poddanych katolików, wzięła posiłki od angielskiej Elżbiety do zreformowania Bearneńczyków, przeciwko ich woli. Wojna prowadzoną była z okrucieństwem większym niż poprzednie.

Briquemaut, wódz hugonotów, nosił na szyi łańcuch z uszów zamordowanych księży!. Inny ich wódz, Montgomerry, wziąwszy miasto Orthez i nie zważając na warunki kapitulacji, zaprosił na ucztę członków znaczniejszych rodzin katolickich Bearnu i wszystkich kazał wymordować. A że to się stało w dzień św. Bartłomieja (24 sierpnia) 1569 r., stąd, według niektórych katolików, Karol IX, dowiedziawszy się o tych okrucieństwach, miał wyrzec:           „Sprawię drugie święto św. Bartłomieja na zadosyćuczynienie za pierwsze”. Na obronę uciśnionych Bearneńczyków i dla ukarania buntującego się wasala (Joanny d’Albert) Karol IX wysłał armię pod dowództwem hr. de la Terride (październik 1569), lecz gdy ten przez Montgomerry'ego pobitym został, królowa Joanna jeszcze więcej katolików gnieść poczęła.

Dnia 28 listopada 1569 wydała edykt treści następującej: art. 1. Zabrania się wszelkich praktyk religii rzymskiej bez wyjątku: jak mszy, nieszporów, procesji, litanii, wigilii, świąt, obrazów..., światła, ofiar, mianowicie na pogrzebach... Art. 2. Kaplice wiejskie, ołtarze po kościołach miejskich i wiejskich skazują się na zniszczenie; materiały zaś mają być obrócone do pospolitego użytku. Art. 3. nakazuje, aby wszyscy regularnie uczęszczali na kazania, miewane przez ministrów słowa Bożego (predykantów). Art. 4. oddaje wszystkich bez wyjątku pod jurysdykcję konsystorzy (reformowanych). Art. 5. Ponieważ „bardzo wielka liczba” rodziców nie chce zanosić dzieci swych do ministrów (kalwińskich), aby im chrzest udzielili, tylko dopełniają tego sami w domu, przeto zabrania się nadal, pod karami dowolnymi, ojcom, matkom, krewnym i komukolwiek chrzcić w domu dzieci swoje.

Następne artykuły zabraniają jeszcze potajemnego zawiadamiania o świętach Kościoła rzymskiego, zawierania małżeństw gdzieindziej, jak przed ministrami kalwińskimi, i nakazują surowo karać tych, którzy by opuścili wyznanie reformowane, lub byli wykluczeni z niego, a przez dwa lata nie okazali żadnego znaku żalu. Lepiej się powodziło orężowi katolickiemu za granicami Nawarry. Dnia 3 października 1569 zaszła bitwa pod Montoncour: hugonoci byli pobici, a Coligny raniony. Lecz zamiast ścigać przeciwników, królewscy tracili czas i ludzi na zdobywanie twierdz. Druga bitwa pod Arnay Le Duc pozostała bez rezultatu, trzecia pod Lucon wypadła na korzyść hugonotów. Wtedy Katarzyna, czy to uważając całkowite wytępienie hugonotów za niezgodne ze swoimi interesami, czy też za niemożliwe w ówczesnym położeniu rzeczy, oświadczyła gotowość do ustępstw.  I król, z zazdrości ku sławie, jaką sobie zdobył brat jego książę d’Anjou, nie był za dalszym prowadzeniem wojny. Ponieważ zaś Coligny także nie mógł utrzymać już porządku w swoim wojsku, oddanemu grabieży i mordom, za wspólną więc zgodą stanął pokój w St. Germain en Laye (8 sierpnia 1570). (…)

(…) Republikański kierunek, z którym wszędzie kalwinizm występował, niezależność siedmiu stanów holenderskich, przewaga purytanów, wszystko to zachęcało hugonotów do kuszenia się o założenie rzeczypospolitej, przynajmniej w południowej Francji, gdzie znacznymi mogli rozporządzać środkami. Istotnie organizacja hugonocka mogła służyć jako zaród rzeczypospolitej. Kościelną hierarchię ich stanowiły: konsystorz, colloquium, prowincjalne i narodowe synody. Zbierający się co tydzień konsystorz, każdej miejscowości, składał się z duchownych i świeckich; co trzy miesiące odbywało się colloquium, na które przybywali deputowani parafii reformowanych. Kilka takich colloquium tworzyło synod prowincjonalny, raz na rok zasiadający. Synod narodowy zbierał się co dwa lata, jego prezydentem zwykle bywał duchowny. Z kościelną organizacją w ścisłym związku pozostawała organizacja polityczna. W ważniejszych sprawach zwoływano zgromadzenia prowincjonalne, nie uznawane wprawdzie przez rząd, lecz tym niebezpieczniejsze. One wybierały rady prowincjonalne ze szlachty, duchowieństwa i stanu średniego, odnawiane całkowicie lub częściowo co dwa i co trzy lata. Rady utrzymywały stosunki z innymi prowincjami, zwoływały zgromadzenia prowincjonalne i składały przed niemi relacje. Cały kraj hugonoci podzielili na 16 prowincji czyli obwodów, i połączenie zgromadzeń kilku takich obwodów nazywało się zgromadzeniem obwodowym.

Ogólne zgromadzenia całego kraju zbierały się tylko za pozwoleniem dworu co trzy lata, a składały się z posłów od duchowieństwa, szlachty i stanu średniego, wybieranych prowincjami. Pierwiastkowe m ich przeznaczeniem był wybór pełnomocników, którzy mieli załatwiać u dworu sprawy reformowanych. Przedmiotem szczególnej troskliwości były szkoły i wychowanie. We wszystkich prowincjach założono gimnazja (collèges) i trzy akademie teologiczne: w Saumur, Montauban i Nimes, na których utrzymanie łożyli częścią hugonoci, częścią sam rząd. W ogóle rząd dawał rocznie 600,000 na garnizony hugonockie, na pensje 300,000, na duchowieństwo 200,000 liwrów. Ostatniej sumy wszakże reformowani używali na budowanie nowych warowni (wszystkich twierdz i miejsc obwarowanych było 200 w rękach hugonotów). Potężna organizacja, stanowiąca prawdziwe państwo w państwie, budziła w rządzie wielkie obawy. Po śmierci Henryka IV, w imieniu małoletniego Ludwika XIII, rejencję objęła owdowiała Maria z Medyceuszów. Dla uspokojenia hugonotów nakazano ścisłe przestrzeganie edyktu nantejskiego. W maju 1611 r. reformowani zwołali ogólne zebranie do Saumur, na którem znajdowali się także książęta: Sully, Bouillon i Rohan. Tu odnowiono jeszcze poprzednio zawartą unję między prowincjami i zażądano od Sully’ego, aby nie składał pozostawionych mu godności i obiecano pomoc, gdyby go kto bądź do tego chciał zmuszać. Nadto, zajęto się sformułowaniem skarg i żądań. Autor J. N.

Encyklopedia Kościelna podług teologicznej encyklopedii Wetzera i Weltego z licznymi jej dopełnieniami przy współudziale wielu duchownych i świeckich osób wydana przez Ks. Michała Nowodworskiego pod redakcją Ks. D-ra Stefana Biskupskiego. Tom VII. Warszawa 1875, str. 492-518.

 



tagi: francja  hugenoci  hugonoci  kalwinizm 

rotmeister
14 kwietnia 2018 16:55
4     3435    6 zaloguj sie by polubić
komentarze:
rotmeister @boson 14 kwietnia 2018 17:31
14 kwietnia 2018 18:31

Więcej się nie dało? Lokowanie produktu. Kto to przeczyta??

zaloguj się by móc komentować

boson @rotmeister 14 kwietnia 2018 18:31
14 kwietnia 2018 18:34

głupiej nie mogłaś?

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @boson 14 kwietnia 2018 18:34
14 kwietnia 2018 19:03

Pewnie bym mogłA gdybym był kobietą. Wszystkiego najlepszego. Ale nie tutaj.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować