-

rotmeister : Wspomnicie moje słowa

Historia ludzkości jest urzeczywistnieniem w czasie przez człowieka planu, jaki Bóg powziął od wieków.

Encyklopedia Kościelna podług teologicznej encyklopedii Wetzera i Weltego z licznymi jej dopełnieniami. Warszawa 1875. Tom VII.

 

Historia ludzkości jest urzeczywistnieniem w czasie przez człowieka planu, jaki Bóg powziął od wieków, a mianowicie planu pozyskania dla siebie przez Chrystusa czci siebie godnej, a mającej swoje źródło w wolności człowieka. Ze plan boski i odwieczny musi się urzeczywistniać y dziejach ludzkości, wypływa to bezpośrednio z tej zasady chrześcijańskiej, światem rządzi wszechmoc Boża i że Bóg założył swoje królestwo na Ziemi. Pismo Święte zaś jasno mówi, że ten plan boski i odwieczny polega na zgotowaniu dla Boga pomiędzy ludźmi należnej mu czci i hołdu, nawet stworzenie świata ma na celu jedynie chwałę i uwielbienie Boga. I rzecz to łatwa do pojęcia. Bóg bowiem, jako Istota bezwzględna, absolutna, w działaniu swoim nie mógł innego zakładać sobie celu, jak tylko siebie samego. Ten cel obejmuje i mieści w sobie wszystko. Bóg, gdyby to było możliwe, unicestwiłby siebie samym postawieniem sobie innego prócz siebie celu.

Jak wszystko od niego pochodzi, tak wszystko wrócić do niego winno; a ponieważ wszechświat stworzony jest objawem jego natury i jego chwały, najwyższym obowiązkiem wszelkiego stworzenia rozumnego jest uznać ten obowiązek rozmyślnym aktem woli. Ludzie, jako stworzenia rozumne, mogą sobie za cel ostateczny postawić uwielbienie Boga, życie w nim, szerzenie jego chwały wszelkimi siłami naszej istoty. Pewna część stworzeń wielbi Boga samym faktem swego istnienia. We wszystkim, co objawiają zewnętrznie te stworzenia, odbija się obraz wspaniałości i majestatu Bożego. Co się zaś tyczy innych stworzeń, obdarzonych wolnością i rozumem, obowiązkiem ich jest robić świadomie i dobrowolnie to, co tamte robią bezwiednie i koniecznie. Ale uwielbienie to Boga potrzebuje boskiego pośrednika.

Takim pośrednikiem jest Chrystus, pośrednik wszystkich celów, jakie Bóg miał na widoku tworząc wszechświat; przez Niego i na Jego obraz wszystko jest stworzone; obraz Jego wyryty jest na wszystkich stworzeniach, a szczególnie na stworzeniach rozumnych. Jest on rozumem bezwzględnym; wszystkie tedy stworzenia, choć w słabej mierze, uczestniczą w jego rozumie. Stąd wielu Ojców Kościoła mówi, że człowiek jest szczególnie obrazem Słowa. Skoro zaś Słowo prześwieca w całej jego istocie, nie może on być czym innym, jak tylko stworzeniem, przeznaczonym na wielbienie Boga, jego dobroci, potęgi i wspaniałości wszystkimi swymi władzami. Takim był człowiek pierwotny. Ale człowiek upadł, bo przeniewierzył się celowi swego istnienia. Niwecząc swój cel, człowiek zgotował sobie swoje nieszczęście. Zasłużył na śmierć i śmierć mu została zapowiedzianą. Nadto, śmierć jego wieczna byłaby bez ratunku, gdyby Syn Boży, widząc od wieków przyszły upadek człowieka, nie był się również od wieków ofiarował na przyjęcie naszego człowieczeństwa, żeby dokonać pojednania człowieka z Bogiem (Apocal. 13, 8) i przywrócić go do stanu, który by mu pozwolił na osiągnięcie najwyższego jego celu.

Ród ludzki dla tego ściśle w całym przebiegu swoich dziejów połączony jest z Chrystusem. Przed Wcieleniem wszystko ku niemu kieruje się i odnosi w ten sposób, aby człowiek był przygotowany do jego przyjęcia; od czasu zaś, jak Syn Boży występuje jako człowiek na łonie ludzkości, zadaniem dziejów jest rozwijanie w ciągu wieków wszystkich tych skarbów prawdy i łaski, jakie on przyniósł na świat. Chrystus tedy jest punktem wyjścia i rozwiązaniem dziejów, ich środkiem i osią. Podług nauki św. Pawła (I Kor. 3, 22. 23. Rzym. 8, 2 8 - 30) odwieczną wolą Bożą jest, aby ludzie „byli podobni obrazowi Syna Jego”, a ponieważ ma się to urzeczywistnić w dziejach ludzkości, przeto wszystkie wydarzenia, małe czy wielkie, losy wszystkich narodów w ogóle, jak i każdego ludu w szczególności powinny dążyć do spełnienia tego planu; jednostki, które wnikły w ten plan, znajdują w różnych wydarzeniach tego świata utwierdzenie swej jedności z Bogiem. Wszystkie tedy wypadki dziejowe odnoszą się ostatecznie do założenia Kościoła Chrystusowego, do jego wzrostu i rozszerzenia.

Kto należy do tego Kościoła, jest w połączeniu z Bogiem przez Jezusa Chrystusa. Z tego, co dotąd powiedziano, wynika, że całe dzieje dzielą się na dwie części. Period poprzedzający Wcielenie Syna Bożego charakteryzuje św. Paweł (Rzym. 1, 21) następnymi słowami: ludzie „poznawszy Boga, nie jako Boga chwalili, ale znikczemnieli w myślach swoich i zaćmione jest bezrozumne serce ich. Powiadając się być mądrymi, głupimi się stali, i odmienili chwałę nieskazitelnego Boga w podobieństwo obraza człowieka śmiertelnego i ptaków i czworonogich i płazu” etc.

Tak więc pierwszego periodu dziejów charakterystyczną cechą jest dzielenie Bóstwa, zapoznanie Boga, nieoddanie mu czci należnej, a zatem dzielenie człowieka, sromocenie go i znieważanie: period błędów, występków i zbrodni wszelkiego rodzaju. Z profanacją Bóstwa łączy się zawsze upodlenie człowieka; człowiek nigdy lepiej nie służy swoim własnym interesom, jak wówczas, gdy służy Bogu. Gdy odrzuca to jarzmo słodkie i zaszczytne, wpada w niewolę grzechu. Tym się objaśnia, dla czego period zapomnienia o Bogu jest zarazem periodem głębokiego poniżenia człowieka. Ale pierwszy ten period miał zarazem służyć na przygotowanie do drugiego periodu. Sam ogrom upadku człowieka musiał zwrócić jego uwagę na nędzny los, jakiemu uległ, szukając własnej chwały. Budzące się w duszy jego pragnienie wyzwolenia z tej nędzy usposabiało go zwolna do wiary w przyszłego Odkupiciela. I gdzie rozważanie tego stanu nieszczęsnego rozbudziło w ludzkości takie pragnienie wyzwolenia, tam kończył się dawny period, a poczynała świtać jutrzenka nowych czasów. Gdzie ludzkość nie ma jeszcze rozumienia swego położenia, tam panuje jeszcze period stary.

Takie rozumienie rzeczy przeszkadza człowiekowi wielbić siebie samego i widzieć siebie tylko w całym ruchu dziejowym. Z tego też stanowiska łatwo nam oceniać różne podawane definicje historii (w znaczeniu jej technicznym, jako przedstawienia tego, co się działo). Tak np. zwyczajna definicja, że historia jest opowiadaniem faktów dokonanych w ludzkości, wykładem losów, jakie przechodził ród ludzki, jest bardzo niedostateczna, bo mówi to, co każdy wie, a mianowicie, że przedmiotem historii jest opowiadanie kolei przebywanych przez ludzkość, a nie wskazuje rzeczy najważniejszych: początku, znaczenia i celu tych kolei. Mówiąc znów, że historia jest przedstawieniem rozwoju człowieka od jego dziecięctwa aż do dojrzałości, wypowiadamy tylko połowę prawdy; głównie w tej definicji występuje człowiek, i człowiek tylko, i celem dziejów pokazuje się uwielbienie człowieka. Takie też jest pojmowanie dziejów u wielu historyków nowożytnych.

Człowiek, podług ich zdania, własnym wysiłkiem wydobywa się. ze stanu dziecięctwa swego, z barbarzyństwa, i podnosi się do Wysokości człowieka ucywilizowanego. W przeciwnym znów, choć niemniej fałszywym pojęciu dziejów, jako rozwoju Bóstwa w ludzkości, człowiek ginie zupełnie i miesza się z Bóstwem, a Bóg z nim (zob. panteizm). Przed erą chrześcijańską nie stawiano sobie pytania o znaczeniu dziejów ludzkich: ani Grecy ani Rzymianie nie byli zdolni do postawienia takiego pytania. Nie mając pojęcia Opatrzności, nie przypuszczano, aby świat widzialny był rządzony przez rozum wyższy. Religie pogańskie nie zajmowały się ostatecznym przeznaczeniem rodu ludzkiego; bogowie nawet pogańscy ulegali ślepemu fatum, t. j. potędze, której nikt nie był w stanie określić.

Podług kosmogonii pogańskich bogowie są dziećmi nocy i przeznaczenia, nie wiedzą oni jak długim będzie trwanie ich znikomej potęgi i czy kiedyś nie zginą w ciemnościach, z których wyszli. I w rzeczy samej, jako twory obłąkanego umysłu ludzkiego, zniknęli oni w nocy wiekuistej. Przepaścią, z jakiej wyszli, była noc umysłu ludzkiego, będąca znów następstwem grzechu pierworodnego. Gdy światło nastąpiło po ciemnościach, ohydne te postacie bóstw pogańskich zniknęły wraz z nocą, jaka je zrodziła. Wprawdzie rozmyślając koleje ludzkości, umysł nasz sam przez się może w nich dopatrywać pewną jedność i harmonię i tym sposobem próbować wytłumaczenia faktów za pomocą idei, jaką one przedstawiają (filozofia historii), ale egoizm właściwy pogaństwu przeszkadzał człowiekowi starożytnemu do wzniesienia się na tę wysokość. Żyjąc tylko chwilą obecną i na jej użyciu całe swe pokładając życie, każdy człowiek starożytny w sobie widział środek życia, i poza prawem narodowym i współczesnym nic widzieć i uznać nie chciał.

Historię też traktował on tylko w zakresie mniej lub więcej zacieśnionym jednego państwa, jednej respubliki, jednego miasta, bez względu na resztę ludzkości, która zresztą i nie zasługiwała dlań na wzgląd żaden, była dlań barbarzyńską, ciemną, sposobną tylko na dostarczanie mu niewolnika. Całość tedy dziejów ludzkości nie miała dla pogan znaczenia i jedności. Chrystjanizm dopiero rozświecił straszliwy chaos dziejowy. Św. Augustyn (De civitate Dei), Euzebiusz, Sulpicjusz Sewerus, Orosius na upadek państwa Rzymskiego zapatrywali się już z tego nowego, a wysokiego stanowiska. Średnie wieki, zajęte więcej wytwarzaniem przyszłości, jak rozmyślaniem o przeszłości, poprzestawały na notowaniu bieżących wypadków w kronikach, rocznikach, biografiach. Uczucie tylko religijne, jakie w nich panuje, podnosi je niekiedy po nad sprawy chwili i miejscowości i daje im już wyższą miarę na sąd ich dziejowy.

Dlatego, pomimo ich nieokrzesania, tchnie z nich duch zupełnie inny, jak ze strupieszałych elukubracji (utwór literacki lub inny tekst pisany z wysiłkiem i bez talentu) bizantyjskich i z kronik wschodnich. Pierwsze te kroki dziejopisarstwa budzić mogły nadzieję, że z podniesieniem się stanu nauk wytworzy się nowa, chrześcijańska forma dziejopisarstwa. Ale zapełnienie Europy retorami konstantynopolitańskimi, po wzięciu Bizancjum przez Turków, oddziałało zgubnie, bo zwróciło umysł ludzki na tory dawnego świata i, przytłumiając żywość natchnienia, sprowadziło całą mądrość i naukę do naśladownictwa. Dziejopisarze szkoły klasycznej zajęci są przede wszystkim powtarzaniem pięknych form starożytnych, zwracając uwagę tylko na fakty rozgłośne, nie podejmując zupełnie głębszej, wewnętrznej strony życia dziejowego.

Po tych dziejopisarzach powierzchownych nastąpili inni, niemniej powierzchowni, choć filozoficznymi nazwani. Szkoła filozoficzna zeszłego wieku nie szukała wyrozumienia faktów, ale tłumaczyła je w świetle swoich chwilowych opinii. Przejęta głęboką nienawiścią całej przeszłości i wszystkich jej instytucji, używała ona historii za oręż swojej nienawiści; dla przedstawienia tak zwanego przez nią ducha faktów, podkładała pod nie swoje znaczenie, stanowiła pomiędzy niemi związek dowolny, wynosiła niektóre szczegóły, pomijała inne, przypuszczała jako niezaprzeczalne pewne dogodne tradycje, inne zaś, niedogodne, najzjadliwszej poddawała krytyce, uniewinniała zbrodnie subtelnymi sofizmatami, a cnotę obrzucała szyderstwem. Historycy ci nie troszczyli się o dokładną znajomość dziejów, ale za to mieli nędzną odwagę lekkiego traktowania rzeczy najważniejszych, dowcipkowania z religii i przedrwiwania wszelkich głębokich przekonań.

Dla wieku też wierzącego wszystkim, tym, co w nic nie wierzyli, znakomitym wydawał się historykiem taki Mably (De la manière d’écrire l’histoire), który ciągle rozumował, a nigdy nic rozumnego nie powiedział, taki deklamator jak Raynal, jak Diderot, taki Millot, czczy a pompatyczny, taki Gibbon, pod maską bezstronności kryjący zawziętą nienawiść chrystianizmu, taki Boulanger, uświęcający przypadek i z niego wywodzący religię, taki Bailly i Dupuy, mnożący wieki dziejów ludzkości w tym celu, aby początek religii wyprowadzić z obserwacji astronomicznych, taki wreszcie Wolter, patriarcha całego tłumu ohydnych literatów, który zbezczeszczał Dziewicę Orleańską, a wysławiał panią Pompadour. Historycy wszakże takiego rodzaju nie rozpowiadali dziejów, jakimi się zajmowali, ale je plugawili, podobni w tym do synów Mahometa, którzy, rozsiadłszy się na ziemi dawnej cywilizacji, nieczystościami własnych domów plamili mury i kolumnady, wzniesione na to, by o nie odbijała się nieustannie chwała Bóstwa.

Człowiek dla tych historyków był wytworem stopniowego rozwinięcia się jakichś zarodków natury, istotą czystą materialną, bez duszy duchowej, pierwotnie dziki, później społeczeński, na mocy kontraktu dobrowolnie zawartego, następnie religijny, w skutek oszustwa kapłanów. Rozmaitość religii, instytucji, form politycznych wypływać miała z klimatu, w jakim żyli ludzie, z warunków fizycznych i czysto materialnych. Tym sposobem dziejopisarstwo, pozbawione ducha Bożego, zamieniało się na wielki spisek przeciwko prawdzie. Współcześni tym historykom filozofom historycy-erudyci (Rollin, Crevier, Barthélémy etc.) za miarę prawdy i piękna brali pojęcia starożytne. Byleby coś powiedziane było w języku Homera lub Wirgilego, już tym samym było prawdą, nie ulegającą żadnej krytyce; podziwiali oni z Liwiuszem rzezie rzymskie, z Kurcjuszem Quintus’em wysławiali dobroć Scytów, z Cezarem potępiali zawziętość Gallów, którzy bronili swojej ojczyzny i wolności.

Błędy astronomiczne, geograficzne, skoro starożytne, już tym samym były dla nich święte; zbrodnie nawet, morderstwo, zdrada, byle popełnione przez jakiego Temistoklesa lub Pompejusza, już tym samym były usprawiedliwione. Po rewolucji francuskiej, która była przede wszystkim dziełem bezbożnych teorii filozoficznych, stosowanych do różnych nauk, a następnie do życia społecznego, zabrano się do poważniejszych studiów historycznych, korzystając z cennych dawniejszych prac i zbiorów materiału historycznego, dokonanych przez Maurynów, Bollandystów, Canisius'a, Leibnitz a, Muratoriego, Ducange'a, Baluzjusza, Montfaucon'a i in. Studia te przekonywały o lekkomyślności, niewiadomości i złej wierze historyków zeszłego wieku.

Gdzie miały być, podług owych historyków, same przesądy, tyrania, dzikość, tam ujrzano Właśnie ludzkość na drodze postępu, wiarę rozumną i poszanowanie prawa; średnie wieki okazały się jak najniegodziwiej spotwarzonymi. Ale tak zwana szkoła historyczna (Eichhorn, Savigny, Niebuhr, Ranlce, Schlozer, Schlosser, Raumer, Dahlmann, Henr. Leo, W, Giesebrecht, Thierry, Guizot etc.), choć dzieje traktowali poważnie, nie godząc się na apriorystyczną konstrukcję dziejów Hegla i historiozofów jego szkoły, jednakże, hołdując po większej części racjonalistowskim uprzedzeniom czasu, nie wznieśli się do wyższego, chrześcijańskiego stanowiska zapatrywania się na dzieje, jak je po św. Augustynie rozwijał z właściwym sobie talentem Bossuet, Fryderyk Schlegel, Donoso Cortès, T. W. Allies (prof, uniwers. dublińskiego, autor dzieła: The formation of Christeadom; cf. Przegląd Katol. z 1875 roku N. 29). Pod wpływem materialistowskiego kierunku dzisiejszych czasów występują dziejopisowie i historiozofowie, najwziętsi u na wpół oświeconego tłumu (Buckle, Draper), jako adwokaci teorii wyznawanych przez siebie, wznawiając tradycję zeszłowiecznej szkoły filozoficznej, która wychowała rewolucję francuską.

Historia jest zawsze wielką mistrzynią życia. Gdy jest tendencyjnie fałszowaną, nie traci ona tego swego wpływowego charakteru, lecz jak sama jest fałszowaną i skrzywioną, tak fałszuje i krzywi życie, szczególnie też, jeżeli w tym kierunku pisane są podręczniki historyczne, mające służyć dla nauki młodzieży. Z nowszych dzieł o historii powszechnej, pisanych w duchu katolickim, wymienimy tu tylko: K. Kiesel, Die Weltgeschichte für höhere Schulen und Selbstunterricht, 2-e wydanie Freiburg 1866 - 67, 3 v. (praca sumienna i w znacznej części samodzielna, owoc długich studiów i głębokiej znajomości przedmiotu); A. Schöppner, Charakterbilder der allgemeinen Geschichte, 1872, 3 v. (historia powszechna przedstawiona tu w najznakomitszych postaciach, we wszystkich kierunkach życia dziejowego; autor korzystał z pierwszorzędnych historiografów i ułożył piękną całość, dzieło przeznaczone dla starszej młodzieży i ludzi ukształconych); Riancey, Hist. du monde (streszczone tu są nabytki nowoczesnej nauki, a wykład odznacza się podniosłością umysłu chrześcijańskiego); J. Bumüller, Die Weltgeschichte. Ein Lehrbuch für Mittelschulen und zum Selbstunterricht, 6-e wyd. Freiburg im Br. 1866-6 7, 3 v.; J. Moeller, Cours complet d’histoire universelle, Tournai 1860-62, 5 v.; C. Cantu, Storia univ., i in.



tagi: historia  chrześcijaństwo  deizm  historiografia 

rotmeister
6 stycznia 2019 15:09
4     959    7 zaloguj sie by polubić
komentarze:
rotmeister @rotmeister
6 stycznia 2019 15:11

Notka o tym jak się powinno patrzec na historię i jak ją interpretować (razem z cyklem o deiźmie i deistach). To wstęp do notki końcowej która się powoli "robi".

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @rotmeister
6 stycznia 2019 15:25

Upodlenie człowieka który wyraża na to zgodę i jest zadowolony z takiego obrotu spraw. Wydaje się temu człowiekowi ze w ten sposób bardziej realizuje swoją wolność niż gdyby pozwolił Bogu kierować swoim życiem 

.

 

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @Maryla-Sztajer 6 stycznia 2019 15:25
6 stycznia 2019 15:54

Stąd też deiści i np wyznawcy papkowatej pseudoreligii, którą naukowcy nazwali moralistycznym deizmem terapeutycznym (MDT) uważają, że powinni byc tylko dobrzy, a Bóg (który być może wg nich nie istnieje) puści płazem jakieś tam drobnostki.

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @rotmeister 6 stycznia 2019 15:54
6 stycznia 2019 16:21

To prawda. Z terapią mamy do czynienia stale i właściwie wszędzie. Bliskie moim potrzebom ćwiczenia ignacjańskie mające przyjmującego cwiczenia jak najlepiej ukształtować zamieniono, przynajmniej te które widzę na nagraniach w necie, w seanse psychoterapeutyczne. 

Netowi kaznodzieje chyba też tak działają, choć tego nie śledzę. 

.

MDT ...bardzo trafnie 

.

 

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować