-

rotmeister : Wspomnicie moje słowa

Guten tag panie Ebenezer, czyli o nieposkromionej fantazji tropiciela.

Herezja zawsze zawiera prawdę w towarzystwie kilku półprawd. Owe półprawdy powodują, że rośnie zamieszanie, a czytelnicy, widzowie czy inni obserwatorzy dostają nieprawdę pod postacią rzekomej prawdy. Takąż metodą posłużył się Ebenezer Rojt zwany Lechem Stępniewskim w internetowym wpisie pt. „Baśniopisarz Gabriel Maciejewski albo tuzin zmyśleń i bałamuctw”.

Ukryć się nie da, że „Strzemieńczyk” i kilka innych spraw w wykonaniu Coryllusa to zwykłe pomyłki. Nie on pierwszy i nie ostatni. Ale nie mają one wpływu na wymowę książki. Zupełnie innej, niż dotychczasowe „kalendaria” gdzie władcy i rycerze zwyczajnie rodzili się, bili się i na końcu umierali.

Zacząć trzeba było z wysokiego diapazonu, opierając się właściwie nie wiadomo na czym. Bo zaczął Ebenezer Rojt tak…

Gabriel Maciejewski, używający także pseudonimu Coryllus, nie stroni od pisania o sobie, wypada więc powtórzyć na wstępie garść faktów z jego życiorysu, skoro najwidoczniej uważa, że jest to pomocne dla zrozumienia jego twórczości”.

Właściwie nie wiadomo dlaczego wypada powtarzać garść faktów z jakiegokolwiek życiorysu motywując to tym, że bohater „nie stroni od pisania o sobie”. W dotychczasowych notkach Ebenezer zgłębiał się w genealogię chyba tylko w przypadku Stanisława Lema. Zauważmy, że o swoich rodzicielach Ebenezer milczy jak grób. Ale to jak widać nie jest pomocne w zrozumieniu jego twórczości. W uzupełnieniu napiszmy, że motywacje dla których Ebenezer w ogóle zajął się II tomem polskich Baśni i kimże naprawdę Ebenezer jest wyłuszczył Coryllus w osobnej notce:

http://gabriel-maciejewski.szkolanawigatorow.pl/jas-kapela-polskiej-prawicy-vs-herkules-poirot

Idźmy tedy do meritum. W nowej notce Ebenezer czepia się ponownie „Baśni jak niedźwiedź. Polskie historie tom II”. Zacytujmy:

Do tej wizji świata marksizującego po omacku arywisty Maciejewski dorzuca jeszcze raz po raz jakieś tajne zmowy. Nie ma w tym naturalnie nic zdrożnego, tajne zmowy to przecież jeden z motorów historii, ale u Maciejewskiego, gorzko to mówić, ich ofiarą z reguły padają wyłącznie szlachetni Polacy. Gdy nasi jadą uczyć się na uniwersytety niemieckie, to znaczy, że Niemcy już ich kupili. Gdy zaś jakiś Niemiec czy Anglik przyjeżdża studiować w Krakowie, to zaraz okazuje się, że to szpieg [9]. Dziwne, że nigdy nie działa to w drugą stronę - że nasi są polskimi szpiegami we Frankfurcie lub w Królewcu, a ściągnięci do Krakowa cudzoziemcy zostają przekabaceni na polską agenturę wpływu”.

A nie można założyć jako wielce prawdopodobne, że ich nie było, że sami byli odwróceni, albo byli przygłupami, nie nadającymi się do jakiejkolwiek szpiegowskiej roboty. Taka jest przecież wymowa „Baśni”. To co inni nazywają „złotym wiekiem” Coryllus nazywa przecież odwrotnością tegoż. Hołd Pruski to nie chwila chwały Królestwa Polskiego, tylko moment największej hańby. Pewnikiem dlatego też, że szpiegów mieliśmy mało i wielce niekompetentnych. To czemu tu się dziwić? Miałażby być treść książki zaprzeczeniem jej głównych tez?

Dalej następuje lista tuzina przykładowych rzekomych „zmyśleń” i „bałamuctw” w wykonaniu Coryllusa.

„(1) Zmyśla, że wielki bogacz, Jakub Fugger, potentat na rynku miedziowym, doprowadził do upadku przedsiębiorstwo ojca Mikołaja Kopernika, który też handlował miedzią. W rezultacie "ojciec astronoma zmarł, a on sam został oddany na wychowanie do wuja Łukasza Watzenrode" (Baśń, s. 254-255). W rzeczywistości wielka spółka miedziowa Jakuba Fuggera, "Ungarischer Handel", powstała, gdy ojciec Kopernika już od ponad dziesięciu lat leżał w grobie [11]”.

Tu się Ebenezer zagalopował. Spójrzmy na ów fragment, który tenże wrzucił do przypisu 11. Czytane to było w pośpiechu, albo imć Ebenezer liczył na to, że do jego tekstów nikt się nie przyczepi. Zatem do dzieła. Podkreśliłem znaczące fragmenty:

"Nazwisko Kopernik wywodzą badacze zwykle od wioski od nazwie Koperniki, która istniała kiedyś pod Nysą na Śląsku. Stamtąd rodzina Mikołaja miała przybyć do Krakowa i tu rozpocząć karierę. Ojciec Mikołaja był kupcem i zajmował się transakcjami miedziowymi. Czy to czasem nie wiąże się z jego nazwiskiem? Ależ oczywiście. Kopper to po niemiecku miedź, a kopersztych to po prostu miedzioryt. Być może więc nazwisko nie pochodziło od wioski pod Nysą, ale od profesji, którą parali się od dawna członkowie tej rodziny. Od handlu miedzią. Póki na Węgrzech nie pojawił się Jakub Fugger i nie zawiązał wraz z Janem Turzo spółki «Ungarischer Handel» na węgierskiej miedzi bogacili się różni ludzie. Tacy na przykład jak Mikołaj Kopernik, ojciec astronoma. Kiedy jednak powstała spółka, a król Zygmunt i jego następca przekazali sprawy transportu i handlu miedzią w królestwie rodzinie Turzo, sprawy się skomplikowały. Wszyscy to znamy - monopol dusi konkurencję i usuwa z rynku słabszych graczy. Rodzina Mikołaja Kopernika nie dała sobie rady w starciu z ludźmi Jakuba i jej przedsiębiorstwo upadło. (Rodzina przyszłego astronoma nie dała sobie rady, nie ojciec Mikołaja – też zresztą Mikołaj. Tu zawiniła edycja książki, bo powinien paść tabulator i kolejne zdanie, które mówi o sytuacji po śmierci ojca Mikołaja, a nie o tym, że Mikołaj senior przegrał konkurencję z Fuggerem-przyp. rotmeister). Ojciec astronoma zmarł, a on sam został oddany na wychowanie do wuja Łukasza Watzenrode, który był biskupem warmińskim" (Baśń, s. 254-255).

Tu w przypisie dorzuca Ebenezer taki tekst:

Ojciec Mikołaja Kopernika, również Mikołaj, zmarł w roku 1483, ale dla rodziny nie było to ruina. "Śmierć Mikołaja nie przyniosła rodzinie biedy, ale na pewno warunki życiowe musiały być o wiele skromniejsze. [...] Pani Kopernikowa była dość zamożna i wiadomo, że do roku 1489 mieszkała z dziećmi w swej kamienicy w Toruniu" (Karol Górski, Dom i środowisko rodzinne Mikołaja Kopernika, Towarzystwo Naukowe w Toruniu, Toruń 1968, s. 35-36). Natomiast spółka "Ungarischer Handel" powstała najwcześniej w roku 1493”.

Karol Górski pisze, że „na pewno warunki życiowe musiały być o wiele skromniejsze” a Ebeznezer pisze, że śmierć ojca Mikołaja Kopernika „nie była ruiną”. Jest coś takiego jak opinia i fakt. Faktem jest, że stary Mikołaj Kopernik umarł. Opinią zaś są słowa „skromniejszy” i „brak ruiny”. Skąd Ebenezer wie, jak na sytuację bytową rodziny Koperników wpłynęła śmierć rodziciela? Jakie były kryteria „ruiny”? Jak Kopernikowie to odbierali? Czy „o wiele skromniejsze warunki życiowe” tak bardzo różnią się od „ruiny”? Skoro tak niuansować może Ebenezer, dlaczego nie może Coryllus?

Kolejny punkt:

„(3) Zmyśla (Coryllus) , że Ordunek gorny, ustawa górnicza z początku XVI wieku, "dotyczy górnictwa węglowego" (Baśń, s. 202). Ale w tekście Ordunku nic o tym nie ma. Zmyślenie to jest ponadto częścią większego zmyślenia, jakoby węgiel kamienny był w tamtym czasie i również grubo wcześniej niezwykle cenną, niemal strategiczną kopaliną (rozdział "Łajno Lucyfera"). Tymczasem aż do wynalezienia technologii koksowania węgla hutnictwo wykorzystywało jedynie węgiel drzewny. Dlatego regale górnicze, zastrzeżona dla panującego wyłączność na wydobywanie kopalin, długo nie obejmowało węgla kamiennego (na Śląsku aż do połowy XVIII wieku!). Mógł go pozyskiwać ze swojej ziemi każdy, kto chciał [13]”.

Niekoniecznie.

Adam Frużyński, „Zarys dziejów górnictwa węgla kamiennego w Polsce”:

„Pierwsza udokumentowana wiadomość o wydobyciu węgla na Dolnym Śląsku pochodzi z 1434 r. Została ona zapisana w księdze miejskiej Nowej Rudy, a zawarte w niej informacje  dotyczą  przekazania  kopalni  węgla  nowemu  właścicielowi.  Opisanie  tego  wydarzenie świadczy o znacznej wartości kopalni dla ówczesnych mieszkańców. Potwierdza to również fakt wydobywania węgla kamiennego w tym rejonie. Najstarsze  informacje  o  pozyskiwaniu węgla w Wałbrzychu i jego najbliższej okolicy pochodzą z lat 1536, 1547, 1550. Istniejące w tym rejonie kopalnie należały do rodziny Czettritzów, którzy sami nimi zarządzali lub dzierżawili je okolicznym rolnikom”.

Ebenezer w tym przypadku odsyła też do przypisu:

Jeśli idzie o wydobywanie węgla kamiennego na Dolnym Śląsku i regale górnicze, to prawdopodobnie węgiel był tam znany jeszcze przed XV wiekiem, ale stosowany w wąskim zakresie, głównie przez niektórych kowali. Toteż aż do końca XVI wieku właścicielami kopalń byli także chłopi, natomiast "do połowy XVIII wieku złoża węgla kamiennego nie były zaliczone do regaliów władcy" (Eufrozyna Piątek, Zygfryd Piątek, Zarys dziejów dolnośląskiego górnictwa węglowego, [w:] Uczniowie Agricoli. Materiały z konferencji górniczej w Kowarach z 1999 roku, pod redakcją Andrzeja Grodzickiego i Marka W. Lorenca, Jelenia Góra 2002, s. 187-188; zob. też: Adam Frużyński, Zarys dziejów górnictwa węgla kamiennego w Polsce, Muzeum Górnictwa Węglowego, Zabrze 2012, s. 31-32)”.

Może pisać Ebenezer różności opatrując je zwrotem „prawdopodobne”? Może. Dlaczego dywagować nie może Coryllus?  Sam Ebenezer pewnie nie wie.

Kolejna „demaskacja”, gdzie się Ebenezer wyłożył:

„(4) Ma trudności (Coryllus) ze zrozumieniem systemu heliocentrycznego Kopernika i bałamuci, że:

Trudno zorientować się, o co chodzi dokładnie Marcinowi Lutrowi, Kopernik bowiem właśnie "wstrzymał słońce, a ruszył ziemię", podobnie jak, według Lutra, Jozue. [...] W niemieckim oryginale Luter wyraźnie mówi, że Jozue kazał zatrzymać się słońcu i o to samo ma pretensję do Kopernika (Baśń, s. 256).

Ale Jozue poprosił o cud i stał się cud: Słońce raz jeden z woli Bożej "zatrzymało się [...] na środku nieba" na "prawie cały dzień" (Joz 10,13), a potem znów ruszyło w swoją drogę. Kopernik zaś twierdził - czyż trzeba to tłumaczyć? - że Słońce w ogóle się wokół Ziemi nie porusza i w takim razie Jozue powinien poprosić raczej o wstrzymanie ruchu obrotowego Ziemi. Z zażenowaniem przypominam te oczywistości [14]”.

Zacytujmy szerszy fragment. I ukaże się naszym oczom zupełnie inna optyka, niźli ebenezerowa.

Gabriel Maciejewski, „Baśń jak niedźwiedź. Polskie historie”. Tom II. Str. 256:

„Wróćmy teraz do początku, do rzeczy najważniejszej, czyli teorii heliocentrycznej. Oto co napisał o niej Marcin Luter:

Wspomniano o nowym astrologu, który chciał dowieść, że Ziemia porusza się i chodzi wokoło, a nie firmament albo niebo, słońce i księżyc… Ten głupiec chce wywrócić cała sztukę astronomii. Ale jak ukazuje Pismo Św. Jozue kazał słońcu zatrzymać się a nie Ziemi”.

Kto inny ma problem z teorią heliocentryczną i zrozumieniem tego co pisze w „Baśni” Coryllus Maciejewski. Otóż, jak widać nie odnosi się on do Pisma Świętego, Jozuego i całej reszty. To jest przecież logiczne odniesienie się do słów Lutra. Bo o niego przecież chodzi w tym rozdziale książki, a nie o Jozuego. Wyłuszczmy to. Wg Lutra, nowy astrolog (Kopernik) chce dowieść, że Ziemia się kręci a nie słońce, ale jest przecież głupi jak but, próbuje przecież podważyć całą sztukę astronomii. A sztukę astronomii udowadnia również Pismo Święte, bo Jozue na jego stronach każe zatrzymać się słońcu a nie Ziemi. Bo wg Jozuego i Lutra to słońce się kręci. I tylko je można zatrzymać. Nie Ziemię, która przecież stoi w miejscu (wg Lutra rzecz jasna).

Kolejna półprawda w wykonaniu Ebenezera:

„(6) Nawet nie obejrzał (Coryllus) Modlitewnika Władysława Warneńczyka, ale zmyśla, że jest to "podręcznik wywoływania duchów i przyzywania Szatana" (Baśń, s. 216). Rzeczywiście, są w tym Modlitewniku formuły krystalomantyczne, niemniej znajdują się tam również liczne modlitwy. Jak pisze Józef Korzeniowski, który pierwszy zwrócił nań uwagę:

Po spowiedzi na samym początku całego obrzędu, król oddaje się pod opiekę Matki Boskiej i rozpamiętywa jej boleści, śpiewa Stabat Mater; następują prośby o prawdziwą wiarę, dalej oddanie się w łaskę Chrystusa i wezwanie opieki anioła stróża, wszystko to w celu, aby mieć wizję w krysztale, t. j. aby król mógł drogą tej wizji w krysztale przeniknąć wszystkie tajemnice znajdujące się w wszechświecie według pojęć średniowiecznych, t. j. w całości określonej czterema żywiołami [16].

Jeśli zaś według Maciejewskiego można przyzywać Szatana pod opieką Matki Boskiej, to najwidoczniej uważa on katolicyzm za odmianę satanizmu”.

Opisując Modlitewnik Władysława Warneńczyka, tenże Józef Korzeniowski napisał tam jednak również coś innego, coś czego Ebenezer nie zacytował:

Wezwania te są istotną treścią tej księgi, jest to zatem księga zaklęć magicznych do szczególnego obrzędu magicznego czytania przeszłości, teraźniejszości i przyszłości w krysztale”.

Dlaczego Ebenezer to pominął?

Punkt kolejny „zmyśleń”:

(9) Zmyśla (Coryllus), że krakowski tumult w roku 1461, który skończył się zamordowaniem Andrzeja Tęczyńskiego, brata kasztelana krakowskiego, z premedytacją sprowokował jeden z płatnerzy bezczelnie żądając od Tęczyńskiego dwóch florenów za oczyszczenie zbroi (Baśń, s. 15 i dalej). Tęczyński nie zdzierżył i go pobił - i tak to się zaczęło. Ale dwie strony wcześniej Maciejewski napisał, że magistrat krakowski "płacił swoim płatnerzom zwykle po florenie od oczyszczenia zbroi miejskiego pachołka" (Baśń, s. 13). Gdzież tu więc bezczelna prowokacja? Bo przecież nietrudno się domyślić, że zbroja wielkiego pana, Andrzeja Tęczyńskiego, to zbroja całkiem innej klasy niż zbroja zwykłego miejskiego pachołka, a serwis markowego sprzętu zawsze kosztuje drożej. Nb. Tęczyński zaoferował za usługę 18 groszy, czyli nieco ponad pół florena [20] - i to dopiero była obraźliwa propozycja! Inna sprawa, że tumult ten najprawdopodobniej od pewnego momentu podsycała krzyżacka agentura (trwa wtedy wojna z Zakonem Krzyżackim), ale o tym pisano już ponad pół wieku przed Maciejewskim [21].

Nie dodał Ebenezer, że w „Baśni” jest taki fragment „Tęczyński przyszedł odebrać zbroję, którą pozostawił w warsztacie dla oczyszczenia. Długosz podaje, że mistrz Klemens nie wywiązał się należycie z zadania i zbroi po prostu nie wyczyścił. Krakowskie zaś akta miejskie mówią coś innego. To mianowicie, że za usługę mistrz policzył sobie dwa floreny, co było – przy wahających się w tych wysokościach cenach zbroi niepełnych – jakimś absurdem, jeśli wręcz nie prowokacją”. BJN. Tom II, str.15.

Ebenezer ma widać pewność, że zbroja była wyczyszczona. Choć skąd ta pewność nie za bardzo wiadomo. I skupia się tylko na cenach, florenach i innych, jakby to była kwestia życia lub śmierci. A to, że Coryllus wydaje opinię, że to „jakiś absurd, jeśli wręcz nie prowokacja” u Ebenezera oznacza tzw. fakt. I przypomnę. Ebenezer dywagować może. Coryllus nie. Dlaczego?

Punkt 10 „zmyśleń”:

„(10) Snuje (Coryllus) najrozmaitsze dywagacje spiskowe i obyczajowe na podstawie scenki rodzajowej z młodym Jerzym Turzo i pannami, którą rzekomo opisał humanista Konrad Celtis (Baśń, s. 139-140). Tymczasem scenka ta w rzeczywistości pochodzi z podręcznika epistolografii Jana Ursyna z Krakowa, czyli podręcznika uczącego, jak pisać listy. W tym konkretnym wypadku jest to wzór listu poufałego (exemplum epistole in genere stomaico) i stąd historyjka nie pozbawiona pikanterii. Niemniej opisana z wielką dbałością o styl, albowiem - jak poucza Jan Ursyn - pisząc list w rodzaju poufałym "trzeba się wystrzegać tego, ażebyśmy od żartu nie przeszli w język wulgarny i - zamiast uchodzić za dowcipnych i wytwornych - nie narazili się na zarzut nieprzyzwoitości" [22]. Nie istnieje żadna dodatkowa poszlaka, że takie wydarzenie w ogóle miało miejsce”.

Nie ma też pewności, że takie wydarzenie na pewno nie miało miejsca i, że Konrad Celtis nie opisał czegoś co zobaczył. Badacze, którzy opisują to po ebenezerowemu, nie żyli w czasach Konrada Celtisa. A tenże pamiętnika nie zostawił. Lista ebenezerowych „dowodów” jest już naciągnięta jak plandeka na Żuku, więc takie „rewelacje” stają się kolejnymi „dowodami” na podważanie wartości drugiego tomu „Baśni”.

No i na koniec, takaż „demaskacja”:

„(12) Fantazjuje (Coryllus), że Jan Kochanowski "wykonywał jakieś zlecenia dla Albrechta [Hohenzollerna]" (Baśń, s. 274) i nazywa go z przekąsem "Hansem z Czarnolasu". Tak mu w każdym razie wyszło po przeczytaniu krótkiego artykułu znalezionego w Internecie. Szkopuł w tym, że sam autor tego artykułu uważa taką konkluzję za całkowicie nieuprawnioną. Maciejewskiemu zaś trudno byłoby podjąć z nim polemikę, bo ani nie ma przygotowania do badań archiwalnych, ani nie czyta (programowo!) źródeł. Ma jedynie nieposkromioną fantazję baśniopisarza [24].

Co do tych zleceń, które mają być li tylko „fantazjami”, to nie tylko krótki artykuł z internetu, ale i sam Stanisław Kot w pracy „Jana Kochanowskiego podróże i studia zagraniczne” Kraków 1928, podaje takie fragmenty korespondencji Jana Kochanowskiego z Albrechtem Hohenzollernem:

I. Jan Kochanowski na dworze ks. Albrechta w Królewcu.

Już prawie dziesięć lat dobiega, jak w mało znanym wydawnictwie niemieckim historyk reformacji Teodor Wotschke ogłosił dwa listy, dotyczące Kochanowskiego, z nieprzebranych zasobów królewieckiego archiwum państwowego. Ogłoszone w ostatnim roku wojny światowej w czasopiśmie, które na tym właśnie roczniku miało skończyć swe istnienie, nie zwróciły one uwagi nauki polskiej. Oto brzmienie ich w przekładzie polskim:

1. Jan Kochanowski do księcia Albrechta.

Najjaśniejszy Książe! Od roku już blisko korzystam z nader hojnych dobrodziejstw Waszej Wysokości, które wydają mi się tym hojniejsze że zdarzyły mi się bez żadnych mych zasług i bez żadnych obowiązków. Dziękuję więc za nie Waszej Wysokości gorąco i dziękować będę zawsze póki życia, oraz przyrzekam, że zawsze będę Waszej Wysokości całkowicie oddanym i to z prawdziwą radością. Niema bowiem pośród wszystkich książąt świata chrześcijańskiego drugiego, któremu bym chętniej oddał me usługi, jeśli cośkolwiek mogą być warte, i którego bym obrał za kierownika i opiekuna studiów moich, raczej aniżeli Waszą Wysokość.

2. Ks. Albrecht do Jana Kochanowskiego.

Szlachetny, szczerze nam miły! Otrzymałem twój list, w którym wypuszczasz swoje położenie, a w szczególności donosisz, że z powodu choroby oczu, która jak mówisz co dzień groźniej się objawia, nie możesz dłużej siedzieć w Królewcu, ale postanowiłeś wybrać się do Włoch. Wiadomość ta jest dla mnie bardzo przykra, ponieważ tobie i lepszego zdrowia i wszelkiej pomyślności życzę a cieszę się widokiem twoim i obecnością, że jednak wszystko ulegać musi czy Bogu czy przeznaczeniu, nie chcę hamować cię w tak koniecznym przedsięwzięciu, owszem życzę ci wszelkiego powodzenia w podjęciu i odbyciu podróży i na drogę przyznaję ci łaskawie 50 marek naszej pruskiej monety, o które zwróć się do naszego burgrabi w Królewcu, wręczając mu list tu dołączony. Nie wątpię, że chce nieobecny, zachowasz tę samą względem nas wierność i przywiązanie, które będąc przy nas okazywałeś. To będzie nam najmilsze i zasłuży na odpłatę naszej łaskawości. Dat. w Ragnecie 15 kwietnia 1556.

Widzieć w tym li tylko wymianę okolicznościowych zwrotów, życzeń, za pomocą szarej, towarzyskiej korespondencji, to twierdzić, że Stanisław Kot też fantazjował. Albo zmyślał. I wierzyć, że „nader hojne dobrodziejstwa” Albrechta ograniczały się do zwykłego „Guten tag” i pytań o zdrowie.

http://rotmeister.szkolanawigatorow.pl/wyzsza-szkoa-kompromitacji-czyli-jak-to-ebenezer-coryllusa-recenzowa



tagi: coryllus  gabriel maciejewski  ebenezer rojt  baśń jak niedźwiedź tom 2  polskie historie 

rotmeister
20 stycznia 2020 16:33
36     6441    20 zaloguj sie by polubić
komentarze:
Berdychowski @rotmeister
20 stycznia 2020 17:23

Pamiętam blogera przedstawiającego się jako Lech Stępniewski na przełomie wieku/ tysiąclecia/ , libertarianina, czytałem lecz z prawie każdego wpisu ? zalatywało mi pedofilią, chociaż jeżeli się nie mylę termin pedofilia nie był jeszcze w powszechnym użyciu.

zaloguj się by móc komentować

ewa-rembikowska @rotmeister
20 stycznia 2020 17:56

Dziwne, że ludzie bardziej wierzą człowiekowi bez życiorysu, kryjącego się pod jakimś dziwnym nickiem, niż człowiekowi z którym można się spotkać i porozmawiać, który jest dostępny i istnieje.

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @Berdychowski 20 stycznia 2020 17:23
20 stycznia 2020 18:05

Ja w ogóle nie znam człowieka. 

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @ewa-rembikowska 20 stycznia 2020 17:56
20 stycznia 2020 18:05

Krytyka jest zawsze potrzebna. Pytanie tylko czy jest z założenia uczciwa. 

zaloguj się by móc komentować

ewa-rembikowska @rotmeister 20 stycznia 2020 18:05
20 stycznia 2020 18:16

https://www.wykop.pl/wpis/16187379/czy-wiadomo-kim-jest-ebenezer-rojt-autor-niezwykle/

 

takie kwiatki z dyskusji

Tak, wiadomo kto to Ebenezer Rojt - to Lech Stępniewski.

Problem w tym, że nie wiadomo, kto to jest Lech Stępniewski - nikt go nie zna, nikt nie widział i nie potrafi wskazać dokonań poza pisaniną na zamówienie - człowiek widmo.
Podobno można u niego za flaszkę zamówić tekst obrabiający komuś d... ale ci co zamawiali nie chcą ujawnić jakie alkohole przyjmuje i gdzie je dostarczyć.

 

zaloguj się by móc komentować

cbrengland @rotmeister
20 stycznia 2020 19:01

Niech się wali ten kut...s. Naprawdę szkoda czasu się nim zajmować.

Jeżeli ktoś zapomniał, to przypomnę dzieło Gabriela Maciejewskiego Coryllusa, książki jego autorstwa, jak też wydane przez jego wydawnictwo Klinika Języka oraz sprzedawane przez jego księgarnię basnjakniedzwiedz.pl i to wcale nie jest komplet i proszę rozpowszechniać, obrazek mówi za 1000 słów

a tutaj może sobie poczytać, starczy mu do śmierci

http://cbrengland.szkolanawigatorow.pl/kopia-blogow-z-salon24pl-coryllusa-i-pink-panther

zaloguj się by móc komentować


rotmeister @cbrengland 20 stycznia 2020 19:01
20 stycznia 2020 19:22

To tak nie działa. Takimi trzeba się zajmować bo inaczej wszyscy pomyślą że gość jest nieomylny a to co napisał to sama prawda. 

zaloguj się by móc komentować

Wrotycz1 @rotmeister
20 stycznia 2020 19:23

Oprócz podszczypywania Ebenezerem, pojawił się pasożyt. Lichy bo lichy ale szeroko czerpiący z dorobku SN i Gospodarza, tak na moje wyczucie. W rozgłośni, która ma siedzibę na Czerskiej w Warszawie, jest dwóch cwaniaków prowadzących program Lechistan o 22 w niedzielę. Z tego, co wczoraj opowiadali, wynikało dla mnie, że obczytali się w materiałach SN, może nawet jakąś książkę kupili i audycję na 60 minut mają prawie za friko. Opowiadali o związkach RON z Anglią w XVI i XVII w. najkrótszej drodze do Turcji przez Polskę oraz emigracji Szkotów do Polski. Było to bardziej w stylu podręcznika dla liceum przetykanego ciekawostkami, bez głębszego wnikania w politykę i grę ówczesnych sił. Na to chyba jeszcze nie mają koncesji, a i po co powodować słuchaczom z Wilanowa takie turbulecje na zwojach. Rosja w ich wizji nie istniała. Zapowiedzieli, że bedą kontynuować "swoje" dzieło co tydzień.

Pewnie niedługo w TVP będzie program o gospodarce RON, czerwiu i przepędzaniu wołów, bo o eksporcie zboża wszyscy już wiedzą, a ktoś od Karnowskich z miną eksperta będzie nam prezentował nowe spojrzenie na gospodarkę i finanse Polski w XVI i XVII wieku. Może nawet Hipolit Korwin-Milewski doczeka się miłych słów, bo na pokazanie głównych źródeł przychodów Kozaków nie ma raczej co liczyć.

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @Wrotycz1 20 stycznia 2020 19:23
20 stycznia 2020 19:27

W sumie to w miarę dobrze. Gdyby nie Coryllus i SN pies z kulawą nogą by się tym nie zajął. A tak idzie w eter i może ktoś coś z Kliniki Języka kupi. 

zaloguj się by móc komentować

Pioter @Berdychowski 20 stycznia 2020 17:23
20 stycznia 2020 19:40

Lech Stępniewski działał na forum numizmatycznym TPZN (Towarzystwa Przyjaciół Złomu Numizmatycznego). Zajmował się tam wyszukiwaniem odmian monet rzymskich nienotowanych w RICu: http://www.notinric.lechstepniewski.info/

Ale... Monety starożytnego Rzymu są nagminnie fałszowane (głównie poprzez wymyślanie nienotowanych wcześniej odmian) i postarzane, a nawet "odkrywane" przez "archeologów". Nie gwarantuję więc jakości tego źródła informacji - tak jak nie gwarantuję jakości żadnego katalogu numizmatycznego.

Sprawa 2. Dzięki niemu akurat trafiłem tu i nie żałuję. Nie dlatego, że krytykował Corylusa, a dlatego, że do krytyki wybrał wydaną przeze mnie książkę i coś mi w całości recenzji nie pasowało. Zacząłem czytać, odpowiadać, a w końcu nawet pisać.

zaloguj się by móc komentować

atelin @ewa-rembikowska 20 stycznia 2020 18:16
20 stycznia 2020 20:00

Właśnie o tym pomyślałem,  o tym, o czym Coryllus często wspomina, o budżecie. Kto Rojtowi płaci i co z tego ma. 

zaloguj się by móc komentować

chlor @rotmeister
20 stycznia 2020 20:09

Dobrze dobrane, bo bardzo popularne nazwisko. Sam znam ze dwóch Lechów Stępniewskich. Jeden robi na taksówce w Berlinie, drugi zaraz po studiach poszedł do milicji.

zaloguj się by móc komentować

onyx @Wrotycz1 20 stycznia 2020 19:23
20 stycznia 2020 22:15

To jest tak wszystko żałosne że albo się wódki napić albo nabluzgać. Albo komplet. Może w ramach porozumień nowostołowych taki program historyczny w TVP poprowadzi aktor Karolak? Bawiąc uczy, ucząc bawi. Matrix 5.0

zaloguj się by móc komentować

olo @rotmeister 20 stycznia 2020 19:22
20 stycznia 2020 22:36

to proponowalbym w tytule "gute nacht"

zaloguj się by móc komentować

Brzoza @rotmeister 20 stycznia 2020 19:22
21 stycznia 2020 08:45

Dokładnie. Gdy kiedyś w luźnych rozmowach często nawiązywałem do pióra Pana Maciejewskiego z wielkimi informacjami to czasem otrzymywałem po jakimś czasie maila z linkiem do tego dyskredytującego tekstu "z samą prawdą ratującą błądzących".

zaloguj się by móc komentować

DYNAQ @rotmeister
21 stycznia 2020 09:08

Ebenezer Rojt-Szwanc.

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @rotmeister
21 stycznia 2020 09:16

Bardzo Ci dziękuję

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @Brzoza 21 stycznia 2020 08:45
21 stycznia 2020 09:33

Tak to działa niestety. Prawda sama nigdy się nie obroni. 

zaloguj się by móc komentować


Brzoza @rotmeister 21 stycznia 2020 09:33
21 stycznia 2020 09:44

Obroni "Się", ale "potrzebuje" bardzo dużo czasu bez świętych męczenników, to lepiej nie sprawdzać gdzie jest dno piekła już na ziemi i nie zostawiać "Jej" bez "obrony".

zaloguj się by móc komentować


betacool @rotmeister
21 stycznia 2020 12:24

A Marek Krajewski tak ładnie o ER pisze:

"Ostatnio zupełnym przypadkiem natrafiłem na wypowiedź blogera, który tropi wszelkie możliwe błędy w różnych literackich i naukowych wypowiedziach. Bloger ów, publikujący pod prawdziwym lub (najpewniej) pod przybranym nazwiskiem Ebenezer Rojt, chłoszcze mocno i boleśnie, o czym się mogą sami Państwo przekonać, czytając jego wpisy. Mnie także nie oszczędził. Trafił mnie celnie i to w bardzo czuły punkt – zarzucił mi bowiem (i słusznie!) brak logiki w pewnym fragmencie „Widm w mieście Breslau” (zob. http://kompromitacje.blogspot.com/…/marek-krajewski-o-stary…). Opisując wachmistrza kryminalnego Kurta Smolorza, dałem się ponieść Pegazowi i stwierdziłem, iż „małomówność [Smolorza] była odwrotnie proporcjonalna do rozmiarów [jego] ciała”. Ten mój bohater drugoplanowy jest mężczyzną dużej postury, a zatem jego małomówność (jako odwrotnie proporcjonalna) powinna być mała. Co to znaczy „mała małomówność”? Jeśli użyję przymiotnika „niewielki”, jako synonimu do „mały”, to otrzymam „niewielką małomówność”, co jest oczywistym odpowiednikiem frazy „wielką gadatliwość”. Tymczasem w całej powieści Smolorz jest właśnie małomówny i wcale nie gadatliwy! Mea culpa.

Krytyczne uwagi E. Rojta przeczytałem w pogodny wrześniowy wieczór, po wspaniałej katowickiej gali, na której przy dźwiękach kwartetu Apotheosis wręczono mi Śląski Wawrzyn Literacki. Po lekturze poczułem się jak rzymski triumfator, którego lud obrzuca wyzwiskami. Był to moment wewnętrznej walki. Urażona duma złorzeczyła blogerowi i określała go angielskim wyrazem nitpicker („wyciskacz gnid”), lecz intelekt mówił uparcie „on ma rację, a ponadto daje ci odtrutkę”.

Intelekt zwyciężył, rozdęte ego pękło. Polecam każdemu, kto choć przez chwilę poczuł się triumfatorem".

Wnioskuję, że ER nie przeszkadza tym, którzy choć przez chwilę czuli się triumfatorem. Chciałbym spróbować, tylko gdzie ja wawrzyn i kwartet znajdę.

zaloguj się by móc komentować

betacool @rotmeister
21 stycznia 2020 12:29

A tu jeszcze ładniej go pozycjonuje Kinga Dunin. Rozkoszniaczek:

"Wszystkie przykłady, których tu użyłam, łącznie z własnym, bledną przy absolutnym mistrzu czepialstwa, jakim jest Ebenezer Rojt i przy jego blogu Kompromitacje. Ebenezer wypatrzy każdy najmniejszy błąd. Znajdzie np. takie zdanie u Żiżka: „Na samym początku Eugeniusza Oniegina Puszkin przedstawia scenę z kobietami śpiewającymi podczas zbierania truskawek na polu” I skomentuje, że nie, „nie na samym początku, ale bliżej środka (3, XXXIX) – i nie ma tam mowy o żadnych truskawkach!”, a dalej dowiemy się, że były to jagody, ale Nabokov w komentarzu do swojego przekładu wspomina, że poeta brał pod uwagę agrest, maliny a nawet owoce berberysu.  Czyż to nie jest rozkoszne?


Zresztą imię też jest rozkoszne, Ebenezer kojarzy mi się ze Scrooge’em, czyli wiadomo, oraz z  Ebenezerem Cookiem, postacią co najmniej dziwaczną, bohaterem Bakunowego faktora, najlepszej powieści Bartha. Ale czepianie się imion jest wyjątkowo nieeleganckie, więc pozostałe skojarzenia zachowam dla siebie".  

https://krytykapolityczna.pl/felietony/kinga-dunin/o-czepialstwie/

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @betacool 21 stycznia 2020 12:24
21 stycznia 2020 12:45

Sam szyk i elegancja. Zęby mogą od tego popękać. Pretensjonalny dureń. Rojt jest od rozgrywania rynku. Ma wskazywać kto jest dobry, a kto zły i dyscyplinować tych durniów. 

zaloguj się by móc komentować

betacool @gabriel-maciejewski 21 stycznia 2020 12:45
21 stycznia 2020 13:10

Oni się go najzwyczajniej boją i maskują to bontonowym bełkotem.

zaloguj się by móc komentować


gabriel-maciejewski @betacool 21 stycznia 2020 13:10
21 stycznia 2020 13:59

Tak, boją się. To widać. 

zaloguj się by móc komentować

ewa-rembikowska @betacool 21 stycznia 2020 13:10
21 stycznia 2020 15:55

Dobra, jeszcze raz zapytam, czy oni go znają osobiście, czy rozmawiali z nim face to face, że tak przed nim drżą.

Czy ktoś wie, jak ten pan wygląda, ile ma lat, gdzie mieszka, kim jest z zawodu? czy Lech Stępniewski to jest jego prawdziwe nazwisko?

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @rotmeister
21 stycznia 2020 19:44

Duży PLUS za rozkminienie Ebenezera. To jest wszak strasznie czasochłonne. Mnie też na niego ręce świeżbiło, ale roboty tyle, że szkoda gadać.

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @betacool 21 stycznia 2020 12:29
21 stycznia 2020 19:46

Te typy tak mają. Muszą żerować na kimś.

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @Magazynier 21 stycznia 2020 19:44
21 stycznia 2020 20:40

Czasu zawsze brakuje żeby się za to wziąć dokładniej. 

zaloguj się by móc komentować


rotmeister @gabriel-maciejewski 21 stycznia 2020 22:20
22 stycznia 2020 08:35

Pan czy pani "Kasia zieba" to dowód na to że jednak takimi rzeczami trzeba się zajmować. To nie był/była fanka ebenezera tylko ktoś kto Coryllusa nie lubi. No i w ogóle bez wgłębiania się w tekst wkleja linka i po sprawie. A początku tegoż tekstu nie chciało się jej/jemu czytać w ogóle. 

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować