-

rotmeister : Wspomnicie moje słowa

Fundacja Ostrołęcka taniego kredytu z roku 1577

 

Józef Rafacz (Warszawa)

Fundacja Ostrołęcka taniego kredytu z roku 1577.

Roczniki Dziejów Społecznych i Gospodarczych. 1937 T.6

Treść:

1. Osoba fundatora. (Le fondateur).

2. Powstanie fundacji i jej cele. (Création de la fondation et son but)

3. Zasady taniego kredytu. (Les principes du crédit favorable)

4. Przeznaczenie procentu od funduszu, (La deslination des intérëts du fonds).

5. Organa fundacji. (L'administration de la fondation).

Osoba fundatora.

W świetle aktu fundacyjnego i aktów mu towarzyszących, skoro odpowiednie zobowiązanie imieniem miasta Ostrołęki składają dwaj mieszczanie w charakterze plenipotentów, jak i jest specjalne zobowiązanie Sebastiana Białobrzeskiego w związku z domem przez niego kupionym, możemy częściowo odtworzyć osobę fundatora pożyczek w Ostrołęce (omówienie fundacji taniego kredytu księdza Białobrzeskiego choćby  dlatego ma znaczenie, iż wiadomo o zakładaniu banków pobożnych w poszczególnych miastach; specjalnie wiele mówi się o działalności księdza Piotra Skargi w tym względzie, która jednak przejawia się później od akcji księdza  Wawrzyńca Białobrzeskiego, skoro Skarga zakłada bank pobożny w Krakowie dopiero 1585 r. Następnie o takich bankach pobożnych słyszymy Warszawie (dwa), Łowiczu, Wilnie (Rutkowski Jan, Zarys gospodarczych dziejów Polski, Poznań, 1923, st. 224). Wiemy też o takim w Zamościu, a znamienne, iż bractwo św. Benona w Warszawie brało 7% (Rutkowski, L c. 224).

Jest nim ksiądz Wawrzyniec Białobrzeski, ówcześnie (w r. 1577) altarysta przy szpitalu św. Marcina w Warszawie. Ze wzmianek  w aktach wypadnie przyjąć, iż dłużej mieszkał (gniazdo rodzinne jego to Białobrzegi) w Ostrołęce, skoro to miasto specjalnym uczuciem otaczał. W tejże Ostrołęce mieszka - Białobrzeski Sebastian, będący tam radcą miejskim, który zakupił od fundatora dom w tym mieście, początkowo przeznaczony na szpital  ubogich, a są też w Ostrołęce i inni krewni fundatora, jak Stanisław siostrzan, który w danej chwili kieruje miejscowym szpitalem). Co więcej, w Ostrołęce mieszka i jego bratanek Stanisław, syn zmarłego już w tym czasie Wojciecha Białobrzeskiego, przy czym bratanek ten nawet ma zapewnione korzyści, skoro z procentu, jaki miał iść od ustalonej sumy na pożyczki, miał dostawać rocznie dwa złote a to nie tylko on w ciągu swego żywota, ale i jego sukcesorowie. Być może, iż do fundatora należały i inne osoby obdarowane czynszem, skoro czytamy o nadaniu dla Klemensa Łaskiego i Macieja Bartoszka), nasuwa się zaś wniosek; iż jakieś względy, najprawdopodobniej pokrewieństwa, kazały mu o nich pamiętać. O charakterze fundatora możemy wnosić, iż współczuł z dolą drobnych rzemieślników,  jak i z biedotą miejską, skoro dla nich stworzył fundacje a to nie tylko w Ostrołęce, ale i w Różanie.

Powstanie fundacji i jej cele.

Ofiarodawca, tworząc w Ostrołęce fundację pożyczkową r. 1577 w ostatecznej postaci, myślał o jej kreowaniu już dawniej i szedł do niej stopniami, powiększając ją i ulepszając. Już bowiem w r. 1571 na ten cel złożył w urzędzie miejskim 100 kóp groszy, a w r. 1573  powiększył jeszcze tę kwotę, składając 110 kóp groszy, którą przeznaczył na ubogich, jak przeznaczył też dom dla nich w Ostrołęce.  Specjalnie w r. 1573 ustalił, iż suma dana przez niego w pokład urzędowi miejskiemu miała być pożyczana a z dochodu od niej  mieli być utrzymywani ubodzy miejscy, przy czym jednak procent miał być pobierany w tym stosunku, iż od każdej kopy groszy pożyczający miał dawać cztery grosze. Choć bliżej nie znamy postanowień z tego roku, mając jednak na uwadze przepisy z roku 1577, możemy przyjąć, iż i tu ksiądz Wawrzyniec Białobrzeski procent ten traktował jako procent słały, który nie mógł być ani obniżony ani też podwyższony i że o takie pożyczki z tego funduszu należało się ubiegać, skoro i ten procent był niższy od normalnie pobieranego. Zapewne także i w tym wypadku urząd miejski w postaci burmistrza i rajców był powołany do udzielania pożyczek z tego tytułu, jak i on musiał przeznaczać dochód na biednych miasta, a może i na inne cele, oznaczone przez fundatora.

Okazuje się jednak, iż myśl fundatora nie została w całości  urzeczywistniona, skoro zamiast obrócić dom na mieszkania ubogich, sprzedaje się go, aby powiększyć fundusz pożyczkowy i zmienia się zarazem zasady nadawania pożyczek. Ta zmiana nastąpiła w r. 1577, kiedy to ksiądz Wawrzyniec Białobrzeski dodaje do 210 kóp groszy czyli do 420 florenów, jakie już dał dawniej urzędowi miejskiemu ostrołęckiemu, 80 florenów, które pochodziły ze sprzedaży domu, należącego do fundatora, a który kupił Sebastian Białobrzeski, rajca miejski ostrołęcki. Tym sposobem z połączenia tych wszystkich sum powstał ostatecznie fundusz pożyczkowy 500 florenów polskich (po 30 groszy), który wprawdzie w danej  chwili, kiedy powstawała fundacja nie był w całości w posiadaniu miasta; skoro Sebastian Białobrzeski nie zapłacił w całości za dom kupiony, jednak ostatecznie i on do czasu złożenia całej ceny kupna, miał płacić taki procent od niej, jaki mieli płacić inni dłużnicy, którzy z tego funduszu mieli zyskać pożyczkę.

Dla ustalenia fundacji ksiądz Białobrzeski wybrał tę formę  prawną, iż przekazał całą sumę 500 florenów w postaci wieczystego pokładu urzędowi miasta Ostrołęki, a więc burmistrzowi i rajcom miasta, ustalając zarazem warunki fundacji, które miasto przyjęło i obowiązało się dotrzymać po wieczne czasy (perpetuis temporibu  servaturos). Zapewne przyjęcie warunków fundacyjnych dokonało się najpierw w samym mieście na zgromadzeniu miejskim, następ nie zaś dla umocnienia zobowiązania miasta w stosunku do fundatora i jego organów, jakie zostawił po sobie, Ostrołęka przez  swych plenipotentów miała się zobowiązać, do przestrzegania postanowień ustalonych pod zakładem pieniężnym z odpowiednimi  udogodnieniami procesowymi na wypadek, gdyby trzeba było miasto pozwać o niewykonanie zobowiązania. Znamiennym tu jest,  iż sam fundator na ten przypadek postanowił zakład 200 florenów, a tymczasem miasto powiększyło samo zakład, skoro ten miał być równy funduszowi pożyczkowemu a więc miał wynosić  500 florenów. Umocnieniem też było, iż miasto miało ten zakład płacić w przypadku jakiegokolwiek obejścia warunków ustalonych przez  fundatora i zarazem tyle razy miało go składać, ile razy warunków nie dotrzymało. 

Do umocnień też trzeba zaliczyć udogodnienia procesowe dla organu pozywającego miasto o niedotrzymanie warunków. Miasto bowiem wyrzekło się prawa pozwania do sądu właściwego, a poddało się jakiemukolwiek sądowi grodzkiemu czy ziemskiemu a nawet urzędowi grodzkiemu, jak poddało się jakiemukolwiek sądowi świeckiemu czy duchownemu. Jednym słowem powód miał  prawo wyboru sądu, do którego miał miasto pozwać.

Nadto umocnieniem było, iż o niedotrzymanie mogło być pozwane tak miasto, jak i poszczególny mieszczanin, względnie kilku  z nich i wtedy każdy pozwany miał nie tylko płacić sumę zakładu, ale i wykonać odpowiedni punki postanowienia fundacyjnego,  o którego niedopełnienie został pozwany,

W samym procesie umocnienia polegały na zrzeczeniu się normalnych uprawnień procesowych, jakie przysługiwały stronie z mocy prawa. Tak więc już pierwszy termin miał być terminem zawitym dla pozwanego, a samo pozwanie mogło się dokonać tak pozwem piśmiennym jak i ustnym, przy czym w razie błędów  w pozwie nie miały mieć one znaczenia dla toku procesu. Nie były to jedyne zrzeczenia się udogodnień procesowych, przysługujących stronie z mocy prawa. Tak bowiem, zgodnie z praktyką ówczesną przy zaciąganiu zobowiązań, pozwane miasto czy jego obywatel,  nie miało posiadać prawa odroczenia procesu, posłużenia się rozmaitymi zarzutami, jakie mogło mieć miasto w toku procesu, a co więcej nie miało też miasto użyć nagany - mocji (mocja - odwołanie się do wyższej instancji) przy wydaniu wyroku, jak nie mogło wystąpić z apelacją. Co więcej zrzekło się miasto i protestów w razie niedopuszczenia go do mocji czy apelacji, jak również zrzekło się dla większego upewnienia fundatora nadzwyczajnych środków prawnych przeciw wyrokowi, z których wyraźnie wymieniono pozwanie ad prosequendam appellationem, ale zrzeczenie dotyczyło i innych, skoro czytamy: et universis in genere et beneficiis iuris abrenuntiando.

Umowa łącząca miasto i fundatora, ponieważ chodziło o sumę pieniężną, a więc o ruchomość, nie była potwierdzaną przez żadną władzę, jak np. przez króla czy sejm. Zbyteczną też była zgoda na fundację ze strony krewnych księdza Wawrzyńca Białobrzeskiego, choć ten wspomina, iż sprzeciwu nie było, a ubocznie należy stwierdzić, iż fundacja częściowo miała na względzie i dobro krewnych fundatora, skoro dawała im udział procencie, idącym od sumy pożyczkowej nie ulega wątpliwości, iż zapewnienie takie  dochodu stałego krewnym musiało ich choć częściowo dobrze  usposobić wobec woli fundatora. 

Zarazem licząc się z tym, iż akta miejskie nie dawały dostatecznego upewnienia co do przyszłej możliwości wykonania warunków umowy na drodze sądowej, stąd imieniem miasta odpowiednie zobowiązania składają przed urzędem grodzkim warszawskim, (który je następnie wpisuje do aktów) dwaj plenipotenci Ostrołęki; odpowiednio upełnomocnieni do tego aktu, a to Sebastian Białobrzeski i Maciej Bogusz.

Co więcej, przewidziano, iż zobowiązanie to w tej postaci, jaka była urzeczywistniona przed urzędem grodzkim warszawskim,  będzie przeniesione do aktów ziemskich ostrołęckich, przy czym jednak rzecz znamienna, iż nie ustalono — co często w innych  zobowiązaniach tej doby się spotyka — prawa fundatora wpisania  tego zobowiązania do aktów ostrołęckich, nawet w nieobecności delegatów Ostrołęki.

Stwarzając fundację ksiądz Białobrzeski miał dwa główne cele.  Jednym było stworzenie tańszego kredytu dla rzemieślników miasta Ostrołęki a w dalszej kolei powiększenie ich liczby, drugim zaś  zapewnienie pomocy ubogim miasta, skoro w znacznej części dochód od sumy funduszowej miał iść na ich potrzebę. Ubocznym celem było pamiętanie o własnej rodzinie, skoro krewnym określonym zapewnia pewien roczny dochód. co do rozpoczęcia działalności fundacji przewidział on rok 1578.

Zasady taniego kredytu.

Wedle ustalenia księdza Białobrzeskiego, tani kredyt polegać miał na postanowieniu niskiego procentu porównaniu z ówczesnym normalnym procentem, a cóż dopiero z procentem, jaki brali żydzi od swych dłużników. Uznanym bowiem procentem - płatem ogólnym, bo stosowały go sądy czy urzędy przy egzekucjach, był 10% od sta. Stąd to np. przy wwiązywaniu w łany osiadłe przez urząd grodzki, gdy przychodziło wwiązywać w 10 grzywien, to wwiązywano w taki obszar, z którego kmieć czy poddani płacili panu czynsz jednej  grzywny. Co do pożyczek branych u żydów, przy nich procent  był o wiele wyższy, bo ostatecznie zgodnie z zasadami, pochodzącymi jeszcze z średniowiecza, możliwym był płat ponad 100% (dopiero w r. 1670 ustalono 20%).

W tych warunkach procent płacony od sumy funduszowej  istotnie był niski, skoro od kopy groszy miał wynosić trzy  grosze w stosunku rocznym co dawało 5% od sta. Znamiennym  zaś było zaznaczenie fundatora, iż od tej sumy nie wolno pobrać  wyższego procentu, jak nie wolno też zgodzić się na niższy, lecz  iż od całej kwoty rocznie ma przychodzić 25 złotych. Procent  ten należało płacić przy końcu, jest w święto Oczyszczenia Najświętszej Panny Marii, kiedy to razem z długiem i procent się składało urzędowi  miejskiemu.

Wobec ustalenia niższego procentu, niż normalnie, jasną było rzeczą, iż na obszarze Ostrołęki musiało być wielu takich, którzy by się o tak tani kredyt ubiegali. Stąd fundator musiał ustalić  bliższe warunki, jakim miałyby podlegać osoby, otrzymujące kredyt z tej sumy. Kredyt ten więc miał być przeznaczony dla rzemieślników biednych, pracowitych, zapobiegliwych i pewnych, nie zaś dla rozrzutnych i nie umiejących używać pożytecznie pieniądza. Zarazem ustalił fundator, iż w zasadzie winno się dawać  pożyczki jedynie osobom osiadłym w mieście, nieosiadłym zaś  o tyle, o ile dały rękojmiów dostatecznych.

Jako dalszy warunek ustalono, iż najwyższą kwotę, jaką mogła otrzymać jedna osoba, było pięć kóp groszy, czyli 10 złotych (po 30 groszy). Jest to zrozumiałe, skoro niewielka suma funduszowa, a tani kredyt musiał pociągać wiele osób.

Ponieważ dla dłużnika tych warunkach tańszego kredytu najlepszą rzeczą byłoby możliwie najdłużej przetrzymać, u siebie pieniądze wypożyczone, stąd ustala fundator, iż pożycza się na jeden rok i że w przepisanym czasie tj, na święto Oczyszczenia Najświętszej Panny Marii należy oddać dług, a najdłużej już można przetrzymać płatność zobowiązania na dwa tygodnie po tym święcie, przy czym jednak możliwe było przedłużenie pożyczki temuż dłużnikowi na drugi rok.

Zarazem postanowiono, iż otrzymujący pożyczkę z funduszu   tego miał umieścić odpowiedni zapis księgach miejskich, a więc  dać odpowiednie umocnienia dla organu powołanego do pozywania  go o niedopełnienie zobowiązania, przy czym te umocnienia z natury rzeczy miały być takimi, jakie w danym czasie stosowano w praktyce,

Dając jednak takie umocnienia dłużnicy poza tanim procentem mieli jeszcze w myśl postanowienia księdza Białobrzeskiego jeszcze inne udogodnienia, które im częściowo także potaniały kredyt. Oto za odpowiednie zapisy w księgach nie miał od nich pisarz miejski pobierać żadnych opłat,  jak również nie miano  pobierać opłat od pokwitowań, które miało miasto wydawać przy wykonaniu zobowiązań. Fundator bowiem zapewnił z dochodu od sumy funduszowej pewną część na opłacenie rady miejskiej i pisarza miejskiego aby już nie wymagali specjalnych opłat związanych z fundacją. 

Przeznaczenie procentu od funduszu.

Ofiarodawca ustalił też przeznaczenie dochodu od sumy 500 zł., chodziło tu zaś o dochód 25 zł, rocznie, przy czym podziałem miało się zajmować kuratorium w czasie od lutego do Zielonych Swiątek. W największej kwocie w porównaniu z innymi uprawnionymi mieli  uczestniczyć ubodzy ostrołęccy, o których ksiądz Białobrzeski wspomniał dwa razy. Raz bowiem przeznaczył stale na ich cel - a to na ubranie ich - sumę ośmiu złotych, w innym zaś  punkcie swego postępowania ustalono dla nich sumę 72 groszy,  która to kwota miała iść na ich utrzymanie i na pogrzeby, przy czym, rzecz znamienna, ofiarodawca w tym ostatnim wypadku zastrzegł się, aby tej kwoty kuratorowie fundacji dla siebie nie przeznaczali, lecz bezwzględnie rozdzielali ją miedzy biednych.

Znamienne tu było, iż miasto Ostrołęka przez swych plenipotentów najbliższym czasie obowiązało się z tej sumy dawać 10 groszy do szpitala ostrołęckiego, a 60 groszy intendentowi tego szpitala Janowi Długołęckiemu, który, jak wiadomo, był siostrzanem  fundatora. Płacenie tej sumy Długołęckiemu tłumaczyło miasto i kosztami podróży, jakie musiał odbywać - zapewne w interesach  szpitala - a co więcej ta suma 60 groszy miała być dawana rocznie i jego następcom.

Po biednych stosunkowo „najwięcej dał fundator bractwu literackiemu Ostrołęki, skoro przeznaczył na jego cele dwa złote, które ono miało obrócić na opłacanie duchownego za msze w dni niedzielne i za cztery żałomsze, odprawiane co kwartał. Bractwo to jednak w przyszłości miało dostawać więcej, skoro ksiądz Białobrzeski, wyznaczając z tego dochodu na rzecz Macieja Bartoszka dożywotnio jeden zloty, zarazem zaznaczył, iż po śmierci Bartoszka suma ta miała być oddawaną bractwu literackiemu, względnie opłacać z niej miano tygodniowe kąpiele scholarów ostrołęckich. 

Uwzględniono i cele kościelne, skoro dwa złote miały iść na  kościół ostrołęcki (pro fabrica), a znowu 48 groszy miał dostawać kaznodzieja, który za to winien był na naukach wspominać i polecać modłom wiernych tak duszę swego fundatora, jak i jego rodziców.

Dalsze kwoty przeznaczył fundator jako wynagrodzenie określonym organom, jakie miały działać w zakresie fundacji, wykonując postanowienia ofiarodawcy. Tak więc urząd miejski za  trudy i za brak dochodu w związku z zapisami dłużnymi, miał  otrzymywać dwa złote, które miały iść do podziału między burmistrza, rajców i pisarza miejskiego. Wynagrodzenie mieli też otrzymywać kuratorowie fundacji, jednak jedynie kuratorowie  świeccy (stąd nie otrzymywał wynagrodzenia słały członek  kuratorium fundacyjnego, jakim był pleban ostrołęcki czy jego zastępca, wikariusz miejscowego kościoła), przy czym i tu wynagrodzenie miało wynosić rocznie sumę dwu złotych.

Ostatecznie pewna cześć dochodu od tej sumy 500 zł. miała iść na rzecz osób, z których jedne istotnie były krewnymi fundatora, inne zaś, jeżeli nie były do niego w stosunku pokrewieństwa, w każdym razie były z nim w stosunkach przyjaznych, skoro  o nich w akcie fundacyjnym pomyślał. Tak więc bratanek Stanisław, syn Wojciecha Białobrzeskiego, i jego sukcesorowie wieczyście mieli otrzymywać dwa złote rocznie, takąż kwotę dwu złotych miał dostawać Klemens Łaski. Mniejsza suma, bo tylko jeden złoty, miała się dostawać Maciejowi Bartoszkowi, a i tu jeszcze  z tym ograniczeniem, iż jedynie on miał ten dochód otrzymywać,  nie przechodził zaś na jego potomstwo.

Organa fundacji.

Takim organem był przede wszystkim u rząd miejski ostrołęcki, złożony z radców z burmistrzem na czele. On to bowiem miał wybierać osoby, które miały dostawać pożyczki, mając na uwadze polecenia fundatora, który przepisywał, iż mają to być rzemieślnicy ubodzy, pracowici itp. i że poszczególny najwyżej może na rok zyskać pożyczkę w wysokości pięciu kóp groszy. On też miał baczyć, aby, o ile pożyczający nie jest osiadłym, dał poręczycieli, przy czym winien pamiętać, aby  pożyczający złożyli i wpisali odpowiednie zobowiązanie do akt ostrołęckich. Ten też urząd winien był baczyć, aby to wypożyczanie odbywało się w terminie przewidzianym, a więc w święto  Oczyszczenia Najświętszej Panny Marii (2 lutego), jak znowu z drugiej strony winien był uważać, aby dłużnicy w tym samym czasie, a najdalej   do dwu tygodni od tego święta oddali sumę pożyczoną, przy czym urząd miejski winien był dać pokwitowanie. Z natury rzeczy w tym  czasie dłużnicy mieli oddawać nie tylko kapitał pożyczony ale i procent od niego w wymiarze przewidzianym trzech groszy od kopy.

Inną czynnością urzędu miejskiego w związku z fundacją było przekazanie procentu 25 zł., pobranego od dłużników, w ręce kuratorów fundacji. Oddanie takie miało się dokonywać w niedzielę, poprzedzającą święto „Petri ad cathedram” (wypadało to święto 22 lutego). Zarazem wtedy urząd miejski miał tymże kuratorom zdać rachunek z samej sumy, a więc komu została pożyczoną, po jakich kwotach itp. Zarazem urząd miejski winien zdać rachunek tak z sumy funduszowej, jak i z dochodu z niej przed specjalnym organem kontrolnym, złożonym z plebana ostrołęckiego względnie w nieobecności tego z wikariusza, wójta, ławników ostrołęckich, jak i cechmistrzów Ostrołęki, przy czym zdanie tej rachuby miało się dokonać w święto św. Stanisława, przypadające  w maju.

Mając takie obowiązki poddawania się kontroli, urząd miejski ze swej strony jest organem, przyjmującym sprawozdanie. Przed nim  to bowiem składali na św. Trójcę sprawozdanie kuratorowie fundacji, składali zaś je z sposobu rozdziału dochodu 25 florenów, chodziło  bowiem o to, czy istotnie postanowienie fundatora w sprawie rozdawnictwa było zachowane.

Drugim organem fundacji było kuratorium fundacyjne,  składające się z kilku członków, nazywanych też calculatores czy provisores. Należeć tu miał jako wieczysty kurator pleban ostrołęcki, w jego zaś nieobecności wikariusz, zajęty w tamtejszym  kościele. Jako drugi członek kuratorium był powołany przez fundatora Jan Długołęcki, siostrzan jego, po jego zaś zgonie jego sukcesorowie. Zarazem i miasto miało tu posiadać swych reprezentantów, przy czym jednak w danej chwili sam fundator ich powołał w osobach Sebastiana Białobrzeskiego rajcy (który jest i plenipotentem Ostrołęki przy zapisie w aktach grodzkich warszawskich) i Prokopa Goligrzędy z prawem - widać w ciągu życia substytucji innej osoby na swe miejsce.

W przyszłości jednak dwaj delegaci miasta mieli być corocznie wybierani przez wszystkie porządki  miejskie, skoro powołano do wyboru tak burmistrza z rajcami, jak ławników, cechmistrzów i pospólstwo miejskie. Znamiennym też jest w zakresie składu, iż fundator przypuszcza, iż Długołęcki czy jego następcy, mogą nie zasiadać w składzie kuratorium, skoro  pełną władzę decydowania przyznaje plebanowi z dwoma delegatami miasta.

Rola kuratorium przejawiała się w nadzorze nad urzędem  miejskim, skoro kuratorowie mieli baczyć, aby im zdał urząd miejski rachunek z rozpożyczania sumy funduszowej. Nadto kuratorowie otrzymywali od urzędu miejskiego dochód roczny, płacony przez pożyczających, który następnie rozdawali (w czasie od końca  lutego do Zielonych Swiątek) między osoby, które ustalił fundator w akcie ustawodawczym, przy czym swobodę wyborze osób  mieli jedynie przy ubogich. Zarazem gdyby urząd miejski 25 florenów nie wydał kuratorom w czasie przewidzianym (w niedzielę przed św. Piotrem ad cathedram), kuratorowie mieli pozwać urząd miejski do jakiegokolwiek sądu duchownego czy świeckiego o wydanie tego czynszu, jak i o zakład, przewidziany w akcie fundacyjnym   w wysokości 200 florenów.

Z drugiej strony wiadomo już, iż, kontrolując urząd miejski, sam musiał przed tymże urzędem zdać rachubę z dyspartycji 25 zł. pomiędzy osoby przewidziane w postanowieniach ofiarodawcy.

Ostatecznie jako organ fundacyjny występuje ciało zbiorowe, w którego skład wchodził każdorazowy pleban ostrołęcki (ewentualnie w zastępstwie wikariusz tego kościoła), wójt, ławnicy i cechmistrzowie ostrołęccy, skoro przed nimi to urząd miejski zdawać miał rachubę tak z sumy funduszowej 500 zł., jak i z repartycji dokonanej przez kuratorium.



tagi: banki pobożne  ostrołęka 1577  wawrzyniec białobrzeski 

rotmeister
1 czerwca 2017 23:10
5     492    7 zaloguj sie by polubić
komentarze:
gabriel-maciejewski @rotmeister
2 czerwca 2017 06:47

Jesteś wielki. Takie teksty są tu potrzebne. Potrzebna jest także dyskusja wokół nich

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @rotmeister
2 czerwca 2017 08:06

Trochę tego jest w sieci- w miejscach gdzie nikt nie zagląda a i bez odpowiedniego oprogramowania przeglądanie staje się uciążliwe (polskie biblioteki cyfrowe poszły po taniości i do takiego web archive to im daleko). Teraz do pracy muszę pędzić.

zaloguj się by móc komentować

elzbieta @rotmeister
2 czerwca 2017 16:38

Mozna podsumowac dzialnosc ks.Bialobrzeskiego (juz w roku 1577), tak jak w pamietnikach ks.Blizinskiego - dla ludzi  tak czynic, aby dac nieba i chleba. I to czynil ten" pazerny" katolicki duchowny!

zaloguj się by móc komentować

Wolfram @elzbieta 2 czerwca 2017 16:38
2 czerwca 2017 20:45

Ujmując to inaczej - pieniądze mają służyć czynieniu dobra, a nie być gromadzone w bankach. Banki nie mogą być świątyniami, których kapłani sprawują władztwo nad wspólnotą, oparte na dysproporcji posiadanych środków.

Tekst o Fundacji Ostrołęckiej jest dobrym zacznem do dyskusji o istocie banków. W doktrynie (i praktyce) liberalnej bank jest po to, by zarabiał pieniądze (bo jak ma ich ogromnie dużo, to jest rzekomo stabilny i budzi zaufanie). Prowadzi to do sytuacji, w której banki urastają do rozmiarów monstrualnych i są narzędziem lub same sprawują faktyczną władzę nad obywatelami, państwami i ogólnie nad światem.

Skłonny jestem postawić (kontrowersyjną zapewne dla wielu) tezę, że rolą banków nie jest ani to, by były duże, ani to, by były bogate, ani to by zarabiały. Zrabiać mają o tyle, o ile - a nie dużo, tzn. tyle, by pokrywać koszty i zwiększać swoje zasoby - ale nie na tyle, by być akumulatorami większości zasobów i pożytków z istnienia pieniądza. Przyznaję im rolę pomocniczą, a nie wiodąca.

Tak też wyobrażam sobie bankowość pobożną w dawnej Polsce. Zarówno przeznaczenie kredytu, jak i oprocentowanie służyć powinno ludziom, a nie sprowadzonemu do roli bożka zyskowi kredytodawcy.

Odróżnia to banki od przedsiębiorstw (w tym gospodarstw rolnych) - które to (przedsiębiorstwa) mają przynosić zysk, dokonywać akumulacji i powiększać swoje zasoby. Przedsiębiorstwa są tym składnikiem gospodarki, który wytwarza dobra zaspokajające potrzeby - natomiast bank jest, czy też być powinien tylko isntytucją o szczególnych uprawnieniach do regulowania ilości pieniądza w obiegu, jego kreacji - ale nie przedsiębiorstwem zarobkowym. Oprocentowanie jest tylko bonusem za fatygę, a nie wartością dodaną.

Zabraliśmy banki z rąk kapłanów - bo sami chcemy być kapłanami, mogliby powiedzieć bankierzy. Pytanie - jakiego kościoła, panowie?

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @rotmeister
2 czerwca 2017 23:05

W oczy rzuca się ten procent pobierany przez Żydów. 100%. O tym pisze zdaje się też Miszalski w swojej książce o Żydach. 100%. Tak samo jak dziś w przypadku kredytu mieszkaniowego.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować