-

rotmeister : Wspomnicie moje słowa

Deizm i deiści. Część 3.

Deizm i deiści.

Część 3.

 

Encyklopedia Kościelna podług teologicznej encyklopedii Wetzera i Weltego z licznymi jej dopełnieniami. Warszawa 1874. Tom IV, str. 106-116.

 

Z owych pięciu punktów, do których Cherbury wszystkie religie sprowadził, ostatnim była wiara w nagrodę za dobre i w karę za złe uczynki, w tym i w przyszłym życiu. Collins wszakże już zaczyna powątpiewać o nieśmiertelności duszy. W pierwszym z wyżej podanych dzieł rozwodzi się nad brakiem dowodów za niematerialnością duszy, a więc i za jej nieśmiertelnością. Jeżeli zaś odrzuci się nieśmiertelność duszy, doktryny deizmu tracą rację bytu, gdyż cnota pozbawioną zostanie rozumnego celu. Na co się przyda wtedy cnota? Cnotliwym tak ciężko żyć na tym świecie, tak rzadko nawet znajdują oni należne u świata uznanie, a czysta, bezcelowa cnota niektórych szkół filozoficznych jest wprawdzie równie jak śnieg biała, lecz podobnie jak śnieg zimna i bezpłodna. Nadto, Collins wątpi o moralnej wolności człowieka. Cnota zaś bez moralnej wolności jest złudzeniem. Gdzie nie masz wolności, tam mowy być nie może o tym, a więc upada znowu jeden z aksjomatów deizmu, że za grzechy żałować należy. Pozostaje tylko wiara w jednego Boga, lecz czym jest znowu ta wiara bez wolności woli, bez cnoty, bez nieśmiertelności duszy?! Deizm więc koniecznie dojść musiał do zaprzeczenia Boga i ubóstwienia świata. Collins nie wyprowadził wprawdzie ostatecznych wywodów, gdyż „wolnomyślni” czuli to bardzo dobrze, że można ignorować fakty i zasady, lecz że pomimo to istnieć one nie przestaną; że można targnąć się na niewzruszone podstawy wiary, lecz, że na korzyść niewiary poważnych dowodów przytoczyć niepodobna; że nawet prawdopodobieństwa nie masz na to, aby osobowe życie ze śmiercią fizyczną się kończyło, i że nie masz bezzasadniejszego twierdzenia, jak odrzucanie bytu Boga. Collins też przy śmierci, zapominając o swoich filozoficznych naukach, miał powiedzieć. „Ponieważ według sił moich starałem się jak najlepiej służyć Bogu, królowi i ojczyźnie, sądzę więc, że pójdę w to miejsce, które Bóg przeznaczył dla tych, co go miłują. Najwyższym przykazaniem powszechnej religii jest miłość Boga i bliźniego”.

Dalszy rozwój deizmu stwierdza tę prawdę, że upaść musi nawet wiara w Boga, jak tylko usuniemy pojęcie o Opatrzności z biegu spraw i losów ludzkich, Najlepiej nas o tym przekonują doktryny deisty Tomasza Chubb. Był on synem kupca stanowego, ur. w małej wiosce w okolicach Salisbury 1679 r. Z początku zajmował się rękawicznictwem, później handlował konopiami i wyrabiał świece. Umarł bezżennym 9 lutego 1747 r. w Salisbury. Nie otrzymał on właściwego wykształcenia naukowego, nie znał języków starożytnych i słabe tylko posiadał wiadomości z historii i geografii, lecz od przyrodzenia obdarzony zdolnościami, celował umiejętnością jasnego i pięknego meczy przedstawiania. Wynoszono takie jego uczciwość i skromność. Chubb założył małe stowarzyszenie, którego zadaniem było rozbieranie przedmiotów religijnych. Pierwsze jego dzieło traktowało o wyższości Ojca: „The supremacy of father aeserted on eight argument from Scripture” etc., Lond. 1715. Była to praca w duchu socyniańskim napisana. R. 1730 ogłosił „Zbiór traktatów o rozmaitych przedmiotach” (Collection of tracts written on varione subjects). Następnie wyraźnie wystąpił przeciwko religii chrześcijańskiej, w dziele: „Obrona prawdziwej Ewangelii, gdzie pokazano, co jest, a co nie jest tą ewangelią” (The true gospel of Jesus Christ asserted, wherein is shewn, what is and what is not that gospel etc., Lond. 1738). Dzieła Chubba wyszły po jego śmierci (The postkumes works of  T. Chubby Lond. 1748, 2 t.); zaczynają się one od „Uwag nad Biblią” a większą ich część zajmuje „Pożegnanie autora z czytelnikami, zawierające rozprawy o najważniejszych przedmiotach religijnych”.

Chubb w wywodach swoich doszedł do naturalizmu, tj. do ubóstwiania natury, a zaparcia się Boga. Według niego „Bóg jest takiego rodzaju istotą, która nic nie ma wspólnego z tym, co ludzie czynią dobrego lub złego”. „Opatrzność zupełnie się nie troszczy o to, jak ludzie między sobą żyją”. Opatrzność więc nie jest Opatrznością; nadzieja na pomoc Bożą w spełnianiu dobra jest złudzeniem, gdyż „nie posiadamy żadnego środka do odróżnienia Bożego wpływa od działania naszej duszy”. Takiego Boga więc, który obojętnie przygląda się zarówno dobrym jak złym postępkom ładzi, który żadnego wpływu na ich losy nie wywiera, niepodobna wyobrazić sobie jako świadomą siebie, sprawiedliwą istotę, jako Stwórcę miłującego swoje stworzenia. Takim Bogiem, jak go sobie Chubb wystawia, może być tylko życie wszechświata, życie natury, które samo w sobie świadomości i osobistości pozbawione, podnosi się do świadomości dopiero w zwierzęciu, a do osobistości w człowieku. To też w zupełnej zgodzie z tymi konsekwencjami pozostają inne zdania deisty. Logiczną jest z jego punktu widzenia uwaga, że Bóg nie okazuje ludziom pomocy w czynieniu dobrze. Życie wszechświata samo przez się spełnia dobro i cnotę w nas i przez nas, tak, że nie można odróżnić owego wpływu Bożego od działania własnej duszy człowieka, i w życiu wewnętrznym człowieka przejawia się działanie powszechnej istoty. Teoria ta nie dopuszcza istnienia jednostek jako osobistości, a zatem i wymiaru sprawiedliwości po śmierci. Chubb szydzi z chrześcijańskiej nauki o karach i nagrodach na tamtym świecie, i porównywa pod tym względem ludzi do koni, z których jedne dostały się w ręce dobrym, drugie zaś złym panom, nie troszcząc się i nie spodziewając sprawiedliwej wymiany w drugim życiu! W co więc zamieniły się owe pięć punktów, które patriarcha deistów angielskich podawał za istotę i treść wszystkich religii, szlachetniejszą i czystszą od Objawienia?

Lecz wewnętrzna konsekwencja i prosta logika musiały deistów doprowadzić do takich wniosków: kto bowiem występuje z Kościoła, prędzej lub później wyprzeć się musi wiary w Chrystusa. Czyż Chrystus mógłby być Synem Bożym, gdyby dzieło jego, podobnie jak wszystkie dzieła ludzkie, błędowi i zepsuciu ulegało? Jeżeli Bóg nie objawił się w Chrystusie, to nie objawił się wcale w przebiegu dziejów. Bóg, który od czasów, jak pamięć ludzka zasięgnąć może, żadnego świadectwa o swoim istnieniu nie złożył, nie istnieje dla nas. Do takich wniosków doktryna deistów zawsze dochodzić musi, choć nie chcą się oni wyraźnie do tego przyznać. Główne punkty ich nauki można sprowadzić do następujących kilku twierdzeń: świat jest odwieczny; całość rzeczy, świat ten składających, jest jednym życiem, które jest wszechświatem; cnota i występek, byt i niebyt, są w istocie swej jedno i to samo! Dotarłszy do tego punktu, błąd rozbija się o nieprzezwyciężoną zaporę dziejów ludzkości i o wewnętrzne przeświadczenie człowieka, a negując różnicę cnoty i występku, sam się moralnie zabija i sam sobie wymierza karę za odstępstwo od Tego, który jest źródłem wszelkiego istnienia. Stąd taka chwiejność i sprzeczność w wywodach samego Chubba, który np. w jednym miejscu powiada, że głównym jego zamiarem było należyte wyjaśnienie wielkich prawd, a mianowicie tej, „że Bóg karze lub nagradza ludzi w przyszłym życiu, w miarę ich postępowania na ziemi”. W końcu swego „Pożegnania z czytelnikami” wyraża nadzieję „współuczestniczenia z nimi w łaskach Bożych, w spokoju i szczęściu, które Bóg obiecał na tamtym świecie cnotliwym i wierzącym”. Jak wielka musi być potęga nauki chrześcijańskiej, jeżeli nawet wtedy nie można się jej wpływu pozbyć, kiedy się odrzuci niezbite jej dowody i nieuniknione konsekwencje! Lecz może deistom szło głównie o uwodzenie prostaczków pospolitymi frazesami? Pod tym względem, zdaje się, że sprawiedliwość im wymierzymy, twierdząc, że ludzie ci nie zdawali sobie dokładnego rachunku z teorii, jakie wygłaszali, i że ich zawziętość głównie przez upadek chrystianizmu w ich własnym kraju została wywołana. Chubb nie przyznaje się wyraźnie do tego; że człowiek tak samo kończy życie jak zwierzę, zwraca on tylko uwagę na brak dowodów na to, że dusza nie ginie razem z ciałem. Wiemy o tym dobrze, że życie fizyczne zamiera, lecz wiemy również dobrze, jak usprawiedliwionym jest przekonanie i wiara w osobową nieśmiertelność, skoro duch ludzki jest odmienną od natury cielesnej istotą, bezpośrednim i nieśmiertelnym tworem Boga. Objawienie w stanowczy sposób mówi o osobowym istnieniu po śmierci, lecz Objawienie w pismach Chubba występuje w tej zeszpeconej i skarłowaconej postaci, do jakiej je doprowadzili anglikańsko-protestanccy teologowie. Biblijne cuda znowu zjawiają się tu jako oazy na olbrzymiej pustyni siedemnastu wieków; sama Biblia staje się jakąś starożytną, przypadkowo powstałą księgą; jej osnowa jest niby obłok jasny, rozpływający się w niewyraźne kształty, z powodu zupełnego braku historycznego pojmowania religii chrześcijańskiej. W następujących wyrazach Chubb dobrze maluje ówczesne religijne pojęcia społeczeństwa angielskiego: „Całkiem niepewną jest rzeczą, co Chrystus chciał zwiastować świata i na czym właściwie chrześcijaństwo polega. Nauka chrześcijańska została tak niedbale i nieokreślenie wyłożoną, że od pierwszego jej ogłoszenia aż do obecnej chwili panują spory i zamieszanie. Księgi Nowego Testamentu nie tylko nie przyłożyły się do zmniejszenia tego zamieszania, lecz owszem je zwiększyły”.

Powstanie i wzrost deizmu łatwo dadzą się objaśnić reformacją i jej skutkami w życia religijnym społeczeństwa, wszakże napaści deistów na chrystianizm, nawet taki, o ile poznać go można z samej Biblii, wspierają się głównie na umyślnym przekręcaniu Pisma Świetego. Fałszywie pojmując Nowy Testament, odrzucono Stary, jako opowiadający o wielu wypadkach i zwyczajach nie mających, zdaniem deistów, żadnego związku z chrześcijaństwem, Ostatni zarzut stąd pochodzi, że nie chciano widzieć w księgach Starego Zakonu znamion zapowiedzi i przygotowania chrystianizmu, co znowu tym da się wytłumaczyć, że kościół anglikański spełnienie typów Starego Testamentu tylko ułamkowo i niezupełnie mógł wykazać. Ale i tak jeszcze wobec Biblii której wyraźnie nie odpychali od siebie, jak mogli utrzymywać deiści, że Bóg Abrahama, Izaaka i Jakuba, Pan wszechrzeczy, Stwórca nieba i ziemi, który wszystkim ludom rozkazuje, nie jest Najwyższą Istotą, że jest tylko podrzędnym bogiem, bogiem podług pogańskich wyobrażeń? Z oburzeniem tylko można czytać, jak Chubb przekręca najświętsze nauki chrystianizmu. Przykazanie np. miłości względem nieprzyjaciół uważa on jako „żądanie, abyśmy w skłonnościach naszego serca żadnej różnicy nie czynili między dobrymi i złymi ludźmi”. Chrześcijańska nauka upomina nas, abyśmy zdali ziemskie troski na naszego Wszechpotężnego Ojca i abyśmy przede wszystkim Królestwo Boże i jego sprawiedliwość mieli na widoku. Tym sposobem zmniejsza się bolesny ciężar życia i człowiek odzyskuje swobodę umysłu, nieodzowną do prawdziwie ludzkiej działalności; za wykonywaniem tego przepisu idą: roztropna pracowitość, umiarkowanie i wszystkie inne cnoty, o szczęściu naszym stanowiące; jego owocem więc jest mądrość, gdyż sprawiedliwości towarzyszy błogosławieństwo Boże, kiedy doczesna, zabiegliwość bez sprawiedliwości prowadzi zawsze do zguby. Deista wszakże o tej nauce Zbawiciela inaczej sądzi: „Chrystus, mówi Chubb, zabraniając pilności i przezorności, wychwala tym sposobem nieoględność i apatię!”. Takim przekręcaniem ducha i tekstu Pisma Świętego doktryny deistowskie same nad sobą sąd wydają. Toteż deizm nawet w Anglii nie puścił głębszych korzeni i, pomimo reformacji, chrystianizm był tam jeszcze zbyt silnym, aby ustąpić z pola przed tak słabym jak deizm przeciwnikiem. Dopiero pod koniec XVIII w. utworzyło, się w Londynie stowarzyszenie deistowskie, pod nazwą „przyjaciół moralności”, jednocześnie ze związkiem filantropów w Paryżu.

Deistyczne doktryny znalazły dobre przyjęcie we Francji. W Anglii deizm chciał stanąć na gruncie rozumu we Francji rozwijał się on przeważnie w sferze fantazji: poezja, drwiny i sarkazm były jego narzędziami, walka przeciwko chrystianizmowi zamieniła się w fanatyczną nienawiść nauki chrześcijańskiej; francuscy deiści otwarcie, świadomie i czelnie zaparli się Boga (zob. Encyklopedyści).

Z biegiem czasu deizm przeniósł się do Niemiec, gdzie przybrał formy uczonego „racjonalizmu”. Racjonalizm przerodził się później w systematyczny panteizm i ateizm, i w ten sposób negacja chrystianizmu przebiegła cykl stopniowego wzmagania się i własnej nad sobą krytyki.

Deizm i deiści. Część 1.

Deizm i deiści część 2.



tagi: deizm  deiści  cherbury 

rotmeister
31 grudnia 2018 10:49
0     394    6 zaloguj sie by polubić
komentarze:
zaloguj się by móc komentować