-

rotmeister : Wspomnicie moje słowa

Czy Polska jest krainą przejściową?

Eugeniusz Romer, Czy Polska jest krainą przejściową? „Ziemia. Tygodnik krajoznawczy ilustrowany”, rok 1, nr. 16. Warszawa 16 kwietnia 1910 r.

Odpowiedź na wywody Hanslika.

Sławni geografowie renesansu, wymienię tylko nazwiska Botero'a i Cluverius'a, nie znali pojęcia Europy środkowej, nie znał też takiej dziedziny sławny Büsching, najgłośniejszy statystyk-geograf XVIII w. Trudno mi twierdzić na pewno, ale zdaje mi się, że po raz pierwszy pojawia się nazwa Europy Środkowej w olbrzymim, niemieckim dziele zbiorowym, wydawanym w drugim dziesiątku lat ubiegłego stulecia przez szkołę Cannabicha i Gaspariego, szkołę, z której wyszedł później Karol Ritter. W dziele tym zbyt jednak wyraźnie zaznaczono tylko formalną wartość tej nazwy i klasyfikacji dla celów opisowych geografii politycznej.

Nazwie tej, rozpowszechnionej później przez powódź silnie rozwadnianej geograficznej literatury niemieckiej, nadano treść: osią i sercem Europy miała być Europa Środkowa. Wszakże treść tego pojęcia nie była poparta ani znamionami fizycznymi lądu, ani cechami życia narodów Europy i nie zdołała nigdy zjednoczyć się z pojęciem jednostki geograficznej; Europa Środkowa błądziła po Europie, zacieśniała się w granicach politycznych Niemiec, bądź rozlewała się od ujść Renu do ujść Dunaju (Partsch: Mitteleuropa). Germańscy interpretatorzy Europy Środkowej zdołali zjednoczyć w pojęciu „najbardziej europejskich” dziedzin pola Waterloo, gdzie legł ten, co chciał całą Europę zrobić europejską, i pola Kosowskie, gdzie pod nawałą azjatycką zginął bujny kwiat słowiańskiej kultury, zdołali granice środka wytknąć do krawędzi, byle tylko nimi nie drasnąć dziedziny, która dziś jeszcze bodaj cień politycznie uznanej nazwy Polski dźwiga.

Pojęcie Europy Środkowej stało się dla Niemców hasłem politycznych apetytów, było wykwitem ich narodowego szowinizmu. Nic przeto dziwnego, że ten chorobliwy nowotwór, który wkradł się do nauki, stał się zaraźliwym. Już w r. 1829 pojawia się w Warszawie poważne studium naukowe, studium, którem nasi sąsiedzi naówczas pochlubić się nie mogli. Twórca dzieła, Jastrzębowski[1], nazywa je: „Carte climatologique de Varsovie, comme point centrale de l’Europe”. Oczywiste, że w tym jednym zdaniu więcej uzasadniono właściwości Polski, jako Europy Środkowej, aniżeli w rozległej literaturze niemieckiej, anektującej to pojęcie dla państwa niemieckiego. A jednak w tym naśladownictwie tkwiła zaraza, która szerzyła się dalej. W r. 1863 wydaje w Paryżu Dufour i Wrotnowski mapę Polski zatytułowaną: „Carte politique et routićre de 1’Europe Centrale, et principalement de pays, situćs entre la Baltique, l’Adriatiquc et la mer Noire”. W kilkadziesiąt lat później, gdy kulturalna twórczość Polski, przerywana kataklizmami, do nowego budzi się życia, pojawiają się znowu mapy ziem polskich z nazwą Europy Środkowej. I omawiając przed kilku laty te prace, ze wszech miar zasłużone, wykazałem, że w Europie „Europy Środkowej” nie ma i wyraziłem życzenie: nazywajmy swoją ziemię po imieniu, bo jej imię jest treścią.

W ostatnich latach dokonał się zwrot i w literaturze niemieckiej. Wykonał go E. Hanslik w pracach, znanych już czytelnikom „Ziemi”.

Hanslik wyróżnia Europę wschodnią i zachodnią, a dwie te połacie oddziela kraina przejściowa, ograniczona liniami: Gdańsk - Triest i Gdańsk - Odessa. Polska jest krainą przejściową. Rzeźba Polski jest zachodnio-europejska, klimat i życie organiczne są w Polsce wschodnio-europejskie. Granica etnograficzna Niemców i Polaków, linia Gdańsk - Triest jest miejscem najsilniejszego spadku kultury ku wschodowi. Potęgowanie się różnic pewnych znamion kulturalnych na linii Gdańsk-(Kraków)-Adriatyk nie ulega wątpliwości. Stan kultury rolnej, rozwój górnictwa i przemysłu, sieć dróg komunikacyjnych, administracja polityczna, ogółem wszystkie objawy dobrobytu, czy kultury materialnej doznają istotnie na linii, wskazanej w przybliżeniu przez Hanslika, znacznego przeskoku. Ale tym przeciwieństwom kultury materialnej nie towarzyszą analogiczne objawy kultury duchowej. Czyż można bowiem uważać stopień analfabetyzmu za miernik tej duchowej kultury - czyż tak powierzchowna i z góry narzucona tresura może dać jakiekolwiek wyobrażenie o duchowym napięciu społeczeństwa? Czyż nie siła i kierunki uczuć społecznych są najoczywistszą, jeśli nie jedyną miarą kultury duchowej? A stawiając tak kwestię, widzimy z jednej strony linii Hanslika społeczeństwo, którego uczucia państwowe, patriotyzm, są zmaterializowane do najwyższego stopnia - szukam jak najdelikatniejszych wyrażeń na określenie afektów z tamtej strony, z drugiej społeczeństwo, które do tego stopnia kierowało się uczuciami altruistycznymi, że w kataklizmach politycznych i społecznych, którym uległo, samo podkopało podstawy swej materialnej kultury, samo wytworzyło ten spadek dobrobytu wzdłuż linii, w której Hanslik się dopatruje fizjograficznej i antropogeograficznej cechy.

Spadek kultury materialnej, dziś znaczny na linii Hanslika, jest przecież tworem ostatnich dziesiątków lat, wykształconym na tle stosunków politycznych, na które społeczeństwo polskie nie zdoła wywrzeć żadnego wpływu rozstrzygającego.

To jeden zarzut, a drugi ważniejszy: czyż linia spadku kultury materialnej jest istotnie granicą etnograficzną? Zgoła nie! W obszarze polskim zaboru pruskiego, w którym brutalna siła administracji państwowej tłumiła wylew uczuć zbiorowych, nastąpił wprawdzie z jednej strony pewien zanik objawów polskiej kultury duchowej, ale w parze z tym szedł niezwykły rozwój kultury materialnej. Dobrobyt społeczeństwa polskiego w zaborze pruskim niczym się nie różni od dobrobytu niemieckiego, o ile nie wchodzą w grę czynniki przyrodzone (np. brak pokładów górniczych, gleby nieurodzajne itp.). Przeciętna produkcja zbożowa czysto polskich okręgów jest wyższa od wartości średnich dla całego państwa. A ten dobrobyt jest wyłącznym dziełem polskiego społeczeństwa, dziełem, zdobytym w warunkach najbardziej nierównej walki!

Najważniejszym wszakże faktem, który zupełnie obala politycznie zabarwioną hipotezę Hanslika o „przejściowości” ziem polskich, są właśnie stosunki fizjograficzne. Twierdzenie Hanslika, że klimat i świat organiczny Polski są wschodnio-europejskie, jest zupełnie bezpodstawne. Jak - ziemia, którą przecina na linii Królewiec-Chocim wschodnia granica buku i cisu, ziemia, której wschodnie dziedziny historyczne są opasane granicą grabu, ta ziemia ma fizjonomię florystyczną wschodnio-europejską?

Hanslik wspomina o klimacie, który na linii Gdańsk-Kraków przybiera cechy wschodnio-europejskie. Tak mdłą orograficznie linią nie przebiega żadna granica klimatyczna, twierdzenie to jest najoczywistszym dowodem, że w hipotezie Hanslika obserwacja i nauka nie odgrywały roli podstaw myślenia i wnioskowania.

Prawdą jest, że w szerokiej rynnie niżu dyluwialnego wpływy Atlantyku łamią się na nierównościach drobiazgowych orograficznie; prawdą jest, że niejedna krawędź, zaledwie występująca w monotonii niżu, odgrywa większą klimatycznie rolę, aniżeli niejeden wielki system górski, choćby Karpaty. Garby te i wzgórki, wyciągnięte w lekkie linie falowe niżu, biegną jednak w Europie zachodniej nie w kierunku południkowym: Gdańsk-Kraków, lecz są skierowane od południowy wschód ku północnemu zachodowi, tak jak biegła krawędź ostatniej czaszy lodowej, pod którą był niż zagrzebany, tak jak biegną grzędy moren końcowych ostatniej epoki lodowej. Bieg tych wyniosłości wskazuje karta, wpływ ich na klimat stwierdzają cyfry. Miarą kontynentalizmu klimatu jest różnica temperatury stycznia i lipca, czyli tzw. amplituda roczna temperatury. Różnica ta wzrasta od wybrzeży Atlantyku ku wnętrzu lądu, ale wzrasta niejednostajnie; pasy gwałtowniejszego jej wzrostu to granice klimatyczne.

Cyfry te nic wymagają dalej idących wyjaśnień. Wyznaczają one duże strefy przejściowe, dwa pasy silnych skoków klimatycznych. Jedna z nich idzie na zachód od Hamburga, Berlina i Raciborza, wyznaczają ją system Sudetów i linie wzgórz niżowych: Fläming i Luneburgskiego pustkowia po lewym brzegu dolnej Łaby; drugą, bardzo ostro zarysowaną granicę klimatyczną zakreśla wschodnia krawędź zadnieprzańskiej centralnej wyżyny rosyjskiej.

Ona to, znacząc granicę wschodnio-europejskiego klimatu, jest nie mniej niż 500 - 700 km. oddalona ku wschodowi od wschodniej linii Hanslika Gdańsk - Odessa. Granica ku zachodowi zwłaszcza do osi niżu (II szereg cyfr klimatycznych) jest zarysowana bardzo słabo, cała Polska ma klimat zachodnio-europejski, a słabe złagodzenie tego klimatu biegnie nie na linii Gdańsk - Kraków, lecz na linii biegnącej od źródeł Odry (Racibórz), a skierowanej ku ujściu Łaby.

Geograficzne twierdzenia Hanslika są pozbawione wszelkiej podstawy geograficznej.

Polska była w historii i jest w przyrodzie jednym z filarów Europy Zachodniej.

 

[1] Dzieło Jastrzębowskiego było oparte na 50 letnich obserwacjach meteorologicznych stacji warszawskiej.



tagi: rzeczpospolita  geopolityka  eugeniusz romer 

rotmeister
16 sierpnia 2019 16:20
10     1443    8 zaloguj sie by polubić
komentarze:
gabriel-maciejewski @rotmeister
16 sierpnia 2019 18:01

Zapomniałem, że mam gdzieś tego Romera i nie przeczytałem go

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @rotmeister
16 sierpnia 2019 18:08

A tak dziś Niemcy widzą Europę Środkową i polecają ten pogląd innym:

A tu, dla porównania, regiony florystyczne w Europie:

zaloguj się by móc komentować

chlor @rotmeister
16 sierpnia 2019 19:00

Chyba tylko te podziały klimatyczne i roślinne mają jakieś podstawy. Reszta to czysta dowolnosć.

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @gabriel-maciejewski 16 sierpnia 2019 18:01
16 sierpnia 2019 19:35

Pierwszy z Polaków który się na poważnie geopolityką zajmował. Trochę tych książek natrzaskał. 

zaloguj się by móc komentować


rotmeister @Stalagmit 16 sierpnia 2019 18:08
16 sierpnia 2019 19:37

Dzięki. Na zdjęciu Mitteleuropa jak się patrzy. Trochę ot co dzisiaj robią przypomina tę pierwotną koncepcję Mitteleuropy. 

zaloguj się by móc komentować

chlor @rotmeister 16 sierpnia 2019 19:36
16 sierpnia 2019 21:02

Reszta, czyli motywacje polityczno-ekonomiczne. Dowolną część Europy można sobie dowolnie nazwać jeśli to komuś ułatwia propagandę i rozbój.

Wolę trzymać się wskaźników obiektywnych. Klimat typowo "zachodni", czyli dosć ciepły i przewidywalny występuje na niewielkiej części Polski. Rejony lubuskie i wrocławskie. U mnie za blisko morza, więc klimat enerdowski. Nigdy nie wiadomo kiedy przyjdzie lato i na jak długo.

zaloguj się by móc komentować

porfirogeneta @rotmeister
17 sierpnia 2019 00:01

Jedyne za co szanuję ś.p. Lecha Kachyńskiego to objęcie patronatem Łużyczan.

zaloguj się by móc komentować

Eukaryota @rotmeister
17 sierpnia 2019 09:56

W 1910 i w polemice  z Hanslikiem, który widać był zadaniowany na odcinodcinku Geografii, Romer dowodzi przynależności ziem polskich do EZ. Chociaż robi to bazując na danych empirycznych to jednak czuje się w tym stanowisku tak samo geopolityczny sznyt jak zapewne w tezach Hanslika.

Jednak podobno po zakończeniu I WW Romer właśnie "przejsciowoscia" klimatyczną ziem polskich, dowodził podstaw ich wyodrębnienia do oddzielnego bytu państwowego. Inna sprawa że w pojęciu Polaka do tych ziem zalicza się Kresy i swoim dowodem je obejmował. Tak samo miał zadanie aby dopasować cechy klimatu do etnosu. 

Więc tan brak przejsciowosci w 1910 za 8 lat stał się podstawą to dowodzenia sensu bytu. A tak patrząc już na nasze obecne, "kompaktowe" terytorium, to z czegoś się bierze nasz narodowy biegun zimna, który trzeba zestawić z statystykach dla terytorium z temperaturami Dolnego Śląska  czy Jeleniej Góry. Jak przyjdzie Wyż kontynentalny z nad Rosji w zimę to jego wpływ za Łodzią już słabnie i do Odry nie dochodzi. Z drugiej strony jak idzie fala Niżu z deszczem znad Atlantyku to do Warszawy dochodzi reszta a wypada się do Łodzi.  Wg mnie już na terenie obecnej PL można dowodzić "przejsciowosci"  jako cechy przypisanej a cóż dopiero na terenach II RP. Ż tzw.  3. strony wielki Niż środkowo europejski,  pradolona wszystkich dolin rzecznych, ciągnie się od Niemiec po Białoruś  i jej osiowego wpływu na tereny między Bałtykiem a Karpatami nie da się  nie zauważyć.    

zaloguj się by móc komentować

JK @rotmeister
17 sierpnia 2019 19:50

Kiedyś czytałem zawziętą dyskusję pomiędzy Jospem Brodskim i Miłoszem o Mitteleuropie. Brodski reprezemtował pogląd, że takie zjawisko ja Mitteleuropa nie istnieje - oczywiście wyróżnikiem była kultura a nie geografia. Miłosz zaś z zawziętością czekisty bronił tej koncepcji jako obszaru innego niż Rosja - oczywiście równierz na bazie kultury.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować