-

rotmeister : Wspomnicie moje słowa

Charyzmat kontra paradygmat, czyli o historii jako kosmicznych rozmiarów polu bitwy między Niebem i Piekłem.

W jednym z poprzednich wpisów zamieściłem tekst o deizmie. Kończył się takim fragmentem:

Deistyczne doktryny znalazły dobre przyjęcie we Francji. W Anglii deizm chciał stanąć na gruncie rozumu we Francji rozwijał się on przeważnie w sferze fantazji: poezja, drwiny i sarkazm były jego narzędziami, walka przeciwko chrystianizmowi zamieniła się w fanatyczną nienawiść nauki chrześcijańskiej; francuscy deiści otwarcie, świadomie i czelnie zaparli się Boga. Z biegiem czasu deizm przeniósł się do Niemiec, gdzie przybrał formy uczonego „racjonalizmu”. Racjonalizm przerodził się później w systematyczny panteizm i ateizm, i w ten sposób negacja chrystianizmu przebiegła cykl stopniowego wzmagania się i własnej nad sobą krytyki”.

Bez kozery powiem, że deistyczny paradygmat dominuje dziś w wielu dziedzinach życia, również w badaniach historycznych i w spojrzeniu na historię jako taką.

Deistami byli w większości (jeśli nie wszyscy) XVIII i XIX wieczni prezydenci USA. Bardzo celnie pisze o tym Christopher Ferrara w książce „Wolność. Bóg który zawiódł”.

Tenże dominujący deistyczno-agnostyczno-ateistyczny obraz to zawsze duża rola tzw. „przypadku” w dziejach. To również, rzekomo jedynie prawdziwe, zimne, wykalkulowane, nastawione na ziemski zysk działanie człowieka. Mieszko I nie mógł się po prostu nawrócić, za jego decyzją „musiał” stać cel polityczny.

Wojny i bitwy wygrywało się zawsze tylko i wyłącznie dzięki sile pancerza, donośności broni. No i oczywiście dzięki „przypadkowi”. „Przypadek” to jak wiadomo drugie imię Ducha Świętego. Bo jeśli nie, to czym właściwie ten przypadek jest?

Poniższy tekst będzie w jakiejś tam mierze przedstawieniem przyczyn, dlaczego tak a nie inaczej podchodzi się do historii, jej badania, wykładania i wyjaśniania.

A, że byli i są ludzie, którzy rozumieją Historię nie na sposób deistyczny, pokażę, podepierając się w kilku przypadkach cytatami.

Arcybiskup Henry Edward Manning (1808 - 1892) – były anglikanin, który został konwertytą na katolicyzm, zmieścił wg. mnie w jednym zdaniu całą prawdę o świecie. Tak, tak. Całą. Cóż powiedział? Mianowicie to:

Wszelkie rozbieżności ludzkich poglądów ostatecznie sprowadzają się do różnic o charakterze religijnym” (za: Christopher Ferrara „Wolność, bóg, który zawiódł”. Tom I).

I życie to potwierdza. Ateiści, nie wiadomo na jakiej podstawie, twierdzą, że przestrzeń publiczna powinna być neutralna. Neutralna jest, ale tylko dla nich. Bo nie jest neutralna, jest po prostu ateistyczna. Ateizm jest religią. Opiera się na wierze w nicość. Nawet nie na udowodnionej pewności, ale na wierze właśnie. Takie podejście dominuje też w badaniu historii.

Symbolem takiego podejścia jest (wśród wielu innych, podaję go tylko jako ilustrację) np. brytyjski filozof Robin George Collingwood. W artykule „Istota i cele filozofii historii”. Roczniki filozoficzne 66 (2018) napisał min. tak:

W drugim znaczeniu filozofia historii była pojmowana jako rozszyfrowywanie planu, który sam z siebie realizowany jest w procesie historycznym. Nie musimy rozumieć tu słowa „plan” dosłownie. Robiąc tak, zakładalibyśmy, że ktoś, przypuszczalnie Bóg, niech mi wolno będzie powiedzieć, napisał zawczasu sztukę, którą następnie inscenizuje w postaci historii świata. Tego typu jaskrawy teologiczny determinizm najprawdopodobniej nie znajdzie dziś zwolenników, dlatego też nie ma potrzeby poddawać go surowej krytyce”.

A co na polskim podwórku? Nie inaczej.

Iwona Kościesza, „Czy polski historyk przełomu XIX i XX wieku mógł być pozytywistą? O przypadku Władysława Smoleńskiego”.

„Historiografia polska w latach niewoli była ściśle związana z życiem kraju, nigdy jednak nie straciła kontaktu z nauką europejską. Na prace historyków miała wpływ nie tylko zmieniająca się sytuacja polityczna, ale również paradygmaty funkcjonujące w nauce historycznej.

Również Smoleński doceniał działalność Szkoły Głównej, w której zapoznawano młodzież z teoriami Comte’a, Taine’a i Darwina, oraz zrywano z „dogmatami katolicyzmu i szlachetczyzny podnosząc wysoko sztandar wolnomyślności i demokratyzmu”. Dla ówczesnej inteligencji bliski był antyklerykalizm, którego jednym ze źródeł było rozbudzone krytyczne myślenie i bunt religijny. Pozytywiści warszawscy poddawali krytyce znaczenie Kościoła katolickiego w dziejach Polski, oraz role religii w ówczesnej rzeczywistości. Obowiązkową lekturą były wówczas „Dzieje stosunku wiary do rozumu” J. W. Drapera, w której zwrócono szczególną uwagę na niezgodność pomiędzy poglądami naukowymi i religijnymi.

No i rodzi się pytanie kim był ów Drapper i co takiego pisał? Sprawdźmy zatem.

 

Jan Wilhelm Draper, „Dzieje stosunku wiary do rozumu”. Kraków 1903.

 

Rozdział IX. Spór o kierownictwie wszechświata.

„Dwa są sposoby tłumaczenia kierownictwa świata: albo ciągłem mieszaniem się bóstwa, albo działaniem niezmiennego prawa.

Do pierwszego zawsze się będzie skłaniać każde duchowieństwo, pragnie ono bowiem, aby uważane było za pośrednika pomiędzy modlitwą wiernego, a zrządzeniem opatrzności. Stanowisko to jeszcze się staje ważniejszym, gdy mu się udaje osiągnąć władzę orzekania, czym jest to zrządzenie. W religii przedchrześcijańskiej (rzymskiej), głównym obowiązkiem kapłanów było wróżenie przyszłych wypadków za pomocą wieszczb, znaków i oglądania wnętrzności zwierząt, oraz przez składanie ofiar na ułagodzenie bogów. W późniejszych, chrześcijańskich czasach, duchowieństwo objawiło wyższe roszczenia, dowodząc, że wdaniem się swoim może kierować biegiem rzeczy, usuwać niebezpieczeństwa, wyjednywać łaski, cuda czynić, a nawet zmieniać porządek przyrodzenia.

 Nie bez przyczyny tedy niechętnym okiem spogląda ono na teorię rządzenia światem przez niezmienne prawa; zdaje się mu ona poniżać godność i uszczuplać jego własne znaczenie. Dziwnym też mu się wydaje Bóg, którego nie można wzruszyć prośbami ludzkimi, bóg zimny i beznamiętny, a czymś strasznym fatalizm, przeznaczenie.

Od układu słonecznego zejdźmy do czegoś daleko drobniejszego, do cząstki jego - do naszej ziemi. W biegu czasów, doświadczyła ona znacznych przekształceń. Czy się odbywały one pod działaniem ciągłego wtrącania się Boga, czy też pod wpływem nieuniknionego prawa? Widok przyrody nieustannie się zmienia w naszych oczach; tym więcej i silniej odmieniał on się w epokach geologicznych. Lecz prawa, kierujące tymi zmianami, nie okazują najmniejszych zboczeń. Wśród olbrzymich przewrotów pozostają one niewzruszonymi. Obecny porządek rzeczy jest tylko jednym ogniwem długiego, nierozerwalnego łańcucha, sięgającego z jednej strony w niezmierzoną przeszłość, a z drugiej w przyszłość nieprzejrzaną.

Takie zapatrywanie się koniecznie prowadzi nas do wniosku, że organiczny postęp świata odbywał się pod działaniem niewzruszonego prawa. Naprowadza też ono nas na zasadę przekształcania się postaci jednych w drugie.

Chrześcijaństwo łacińskie w swej papieskiej postaci jest stanowczym zaprzeczeniem zasady panowania prawa. Dzieje tej gałęzi kościoła chrześcijańskiego są prawie kroniką cudów i wtrącań się nadprzyrodzonych. Można było przewidzieć, że nauka katolicka o cudowności mocno zachwiana zostanie za czasów reformacji, kiedy najwięksi teologowie bronili teorii przeznaczenia i wyboru, a niektóre większe kościoły protestanckie ją przyjęły. Kalwin z całą surowością stoika oświadcza: „Wybrani zostaliśmy przed wieki, przed początkiem świata, nie za własne zasługi, ale stosownie do zamiarów woli bożej”. Twierdząc to, Kalwin opierał się na wierze, iż Bóg przed wieki wieków przeznaczył, cokolwiek ma się wydarzyć. Tak więc, po wielu stuleciach, wynurzały się znowu na świat poglądy Bazydyan i Walentynian, sekt chrześcijańskich z drugiego wieku, których gnostycyzm przyczynił się do wszczepienia wspaniałej nauki o trójcy w chrześcijaństwo. Twierdzili oni, że wszystkie uczynki człowieka są konieczne, że nawet wiara jest darem przyrodzonym, do którego ludzie są z musu przeznaczeni i powinni być zbawieni, chociażby życie ich było najnieporządniejszym. Bo wszystkie rzeczy wynikły z Boga Najwyższego. Tak samo wystąpiły na świat i poglądy, rozwinięte przez Augustyna w piśmie jego „De dono perseverantiae”. Te zaś głosiły: że Bóg mocą swej woli wybrał niektóre osoby bez względu na to jaką by wiarę w przyszłości wyznawały i jakby postępowały; na nie postanowił nieodmiennie zlać wieczną szczęśliwość; innych zaś w taki sposób przeznaczył na wiekuiste potępienie. Sublapsarianie mniemali, że „Bóg dozwolił na upadek Adama”, Supralapsarianie zaś, że „nakazał to od wieków ze wszystkimi zgubnymi jego skutkami i że prarodzice nasi od początku, nie mieli wolności”. Tutaj ci sekciarze zapomnieli o zdaniu ś. Augustyna: „Nefas est Dicere Deum aliquid nisi bonum praedestinare” (Nie przystoi mówić inaczej o Bogu, jak tylko, że dobre rzeczy przeznaczył).

(…) W całej Europie reformowanej cuda ustały. Ale ze zniknięciem uzdrawiań za pomocą relikwii i relikwiarzy ustały i wszelkie zyski pieniężne. A właśnie, jak wiadomo, stanowiły one opłatę odpustów, które wywołały reformację, a które w gruncie rzeczy były pozwoleniem od Boga na popełnienie grzechu, zyskane przez wręczenie pewnej sumy duchownemu.

Z punktu filozoficznego reformacja zawierała w sobie protest przeciw teorii katolickiej nieustannego wtrącania się bóstwa w sprawy ludzkie za pośrednictwem duchowieństwa; ale protest ten nie wszystkie kościoły reformowane z równą siłą wypowiedziały. Wiele z nich z pewnym podejrzeniem, może nawet z niezadowoleniem przyjmuje dowody okazujące kierownictwo praw, dostarczane ostatnimi czasy przez naukę; wszelako to niedowierzanie musi nareszcie ustąpić, wobec co dzień wzrastającej wagi świadectw”.

O Draperze i jego widzeniu historii amerykańska wiki pisze min tak:

„Po nakreśleniu początków nauki w starożytnej filozofii greckiej Draper przedstawił rozwój chrześcijaństwa jako prowadzący do represji wobec nauki. Jego argument, skierowany przeciwko protestantom, zawierał retorykę antykatolicką , ale także powiedział, że owe „dwa rywalizujące podziały kościoła chrześcijańskiego” były „zgodne w jednym punkcie: nie tolerować żadnej nauki, z wyjątkiem tych, które uważałyby za zgodne z Pismem Świętym. Książka miała pięćdziesiąt wydań w samych Stanach Zjednoczonych i została przetłumaczona na dziesięć języków. Profesor Ronald Numbers wskazał na książkę Drapera jako źródło popularnych nieporozumień na temat historycznego konfliktu między nauką a religią, mówiąc, że była to „mniej beznamiętna historia, której nie było, niż elaborat przeciwko rzymskim katolikom” napisany z powodu osobistej animozji na zachowanie jego siostry, katolickiej zakonnicy, dotyczące śmierci jego syna”.

Tyle Draper, którego obowiązkową lekturą były wówczas „Dzieje stosunku wiary do rozumu”. W pewnym sensie są obowiązujące po dziś dzień.

Idźmy dalej. Pani Kościesza opisuje w artykule postać polskiego historyka, i to nie takiego bez znaczenia, ale takiego, który wyznaczał kierunki badań historycznych. Wacław Smoleński, bo o niego chodzi. Zobaczmy więc, co napisała o nim.

„Jego pasją były jednak studia historyczne, w których, jak wielu historyków jego pokolenia, był samoukiem. Pod wpływem lektur ukształtował się jego światopogląd pozytywistyczny. Z ideologią tą zetknął się już na Uniwersytecie w Warszawie, gdzie młodzież oddalała się od skostniałego katolicyzmu oraz szlachetczyzny, i głosiła hasła wolności i postępu. W swoim pamiętniku, pisanym na krótko przed śmiercią, Smoleński wskazał na skomplikowaną ideologie polskiego pozytywizmu (…).

Smoleński był również krytycznie nastawiony do Kościoła jako instytucji i do światopoglądu teologicznego, nie był jednak wrogiem katolicyzmu. Postawa antyklerykalna uwidoczniła się już we wczesnej jego rozprawie Mazowiecka szlachta w poddaństwie proboszczów płockich (1878), w której uznał duchowieństwo za potęgę polityczną i ekonomiczną, która straciwszy dawną silną pozycje, nie mogąc być w Rzeczpospolitej głową - woli w niej egzystować jako ułomny, lecz samodzielny organizm, niż jako zdrowy, choć służbie całości państwowej oddany członek.

Historyk był bardzo konsekwentny w krytyce światopoglądu teologicznego, o czym świadczą jego prace poświęcone Oświeceniu, w których pozytywnie oceniał początki kształtowania się myśli racjonalistycznej, i przedstawiał ten okres w opozycji do poprzedniego, określonego przez niego czasem „reakcji katolickiej”.

W narracji historyk wykorzystuje zabieg retoryczny w postaci porównania opartego na opozycji miedzy światopoglądem katolickim, który przedstawiony jest niekiedy ze sporą dawką ukrytej ironii (co ma służyć odwzniośleniu), a rodzącym się, pozytywnie ocenianym, myśleniem krytycznym

Już w szkole wdrażano w umysły młodzieży filozofie scholastyczną; zaszczepiano tez w uczniach dewocje i fanatyzm. W konsekwencji młoda osoba opuszczała szkołę z bardzo ograniczoną wiedzą, dlatego tez objaśniając zdarzenia, szukała dla nich źródeł nadprzyrodzonych. W opisach tej mentalności dostrzegalna jest u Smoleńskiego owa ironia, czego przykładem jest chociażby tego rodzaju cytat:

„Nie znając granicy wiedzy swojej, z łatwością objaśniał wszystko, odgadywał nawet tajemnice przyszłości. Przychodził mu z pomocą Pan Bóg, który najskrupulatniej uprzedzał ludzi o swej woli, czy to przez zaznaczenie takowej na kartach tajemniczej księgi przyrody, czy w formie objawień bezpośrednich”.

 

Tyle Iwona Kościesza. Możemy też oddać głos samemu zainteresowanemu.

Władysław Smoleński, Szkoły historyczne w Polsce (Główne kierunki poglądów na przeszłość). Warszawa 1887.

„Kierunek teologiczny, jaki w poglądach na wszystkie stosunki życia zapanował u nas w dobie reakcji katolickiej, i w zapatrywaniach na dzieje piętno swe odbił. Jeżeli fakty współczesne: urodzaje - wpływowi koronacji obrazu, zwycięstwa-łasce nadprzyrodzonej, a klęski przypisywano karze za grzechy - musiano i do wymiaru przyczyn zdarzeń zamierzchłych, oraz pochwycenia wątku całego procesu przeszłości narodu skali używać tej samej. Jakoż annaliści, pamiętnikarze i publicyści z XVII wieku, ile razy usiłują tłumaczyć fakt historyczny lub chaos wypadków nanizać na nić moralnego porządku, do teologicznego się niemal zawsze uciekają kryterium. Autor „Exorbitancji powszechnej” (z r. 1628) pomyślność królestw funduje „na czci Boga prawdziwego i sprawiedliwości między ludźmi“, a w klęskach narodu widzi „kaźń Pańską”. Najgłośniejszy z dziejopisów wieku XVII, Kochowski, wierzy w lata klimakteryczne i w opisywanych przez siebie czasach znajduje stwierdzenie przepowiedni astrologów o wznawiających się co rok siódmy nieszczęściach. Dębiński, według którego wolności polskie rozkwitać poczęły „za wniesieniem światła wiary chrześcijańskiej”, spostrzega w dziejach palec boży, określający narodom lata istnienia. „Kto się - powiada - historiom, a w nich upadającym państwom „reflexe” przypatrzy, jaśnie obaczy, że wszystkie, zwłaszcza znaczniejsze, miały „certos suae durationis terminos” i jakoby „fatales penodos”, które im albo znaczne lub „in peius” lub „in melius” odmiany, albo zgoła upadki przynosiły”.

Od Mieczysława zasługiwali sobie Polacy, oprócz chwały wiecznej, na korzyści doczesne, do których dopomagała im Najświętsza M. Panna i święci. Związkiem chrześcijańskiej miłości spojeni Litwini, Polacy i Rusini za grunt trwałości i szczęścia królestwa wzięli cnotę, pobożność i szacunek dla wiary; jedno było mówić: Polak i katolik - nie uznawali za synów ojczyzny, lecz za odrodków od wszystkiej poczciwości tych, którzy przeciwko starodawnej powstawali religii. Jagiełło i Witold wzgardzili koroną, którą ofiarował im naród, uporczywie utrzymujący kacerstwo Husa.

Wypędzili arian, upokorzyli kalwinów i lutrów. „I ta jest przyczyna, że tyle nad insze narody ze krwi swojej pozyskali świętych obrońców przed Bogiem: śś. Stanisława, Jadwigę, Salomeę, Kunegundę, Kazimierza, Jozafata Kuncewicza, Jacka, pięciu męczenników, dwóch pustelników, Stanisława Kostkę, Jana Kantego, Jana z Dukli, Szymona z Lipnicy, Władysława z Gielniowa i inszych”. Osobliwsza dla narodu naszego przychylność nieba, że Chrystus, że przeczysta Matka i Panna, że tylu świętych założyło sobie w Polsce szczególniejsze mieszkanie, że nas ratują, w wierze prawdziwej i w złotej utrzymują wolności.

Pisano współcześnie, zwłaszcza w pierwszej połowie wieku XVIII, o wielu sprawach rzeczypospolitej rozsądnie (Karwicki, Jabłonowski, Leszczyński, Stanisław Poniatowski), nie zdołano jednak krytyki istniejącego porządku oprzeć na szerszej podstawie historycznej, żaden bowiem z autorów całości dziejów ze stanowiska filozoficznego ogarnąć nie umiał. Wtenczas, kiedy Monteskiusz pomiędzy zdarzeniami dziejowymi przyczynowy znajdował związek, a Wolter, nie uznając wpływów nadprzyrodzonych, źródła dla wielu doniosłych faktów szukał w stanie psychicznym ludzi - pisarze nasi błąkali się po manowcach teologicznych majaczeń i po nad stanowisko Maichrowiczów skrzydeł nie wznieśli.

 

A jak jest w rzeczywistości? Skoro:

 

Na początku było Słowo,

a Słowo było u Boga,

i Bogiem było Słowo.

Ono było na początku u Boga.

Wszystko przez Nie się stało,

a bez Niego nic się nie stało,

z tego, co się stało.

W Nim było życie,

a życie było światłością ludzi,

a światłość w ciemności świeci

i ciemność jej nie ogarnęła (J 1,3-5).

 

Więc racji nie może mieć historyk Smoleński, a ma ją min. historyk Warren H. Carrol pisząc w pierwszym tomie swojej „Historia chrześcijaństwa” (str. 524).

„Historia jest kosmicznych rozmiarów polem bitwy między Niebem i Piekłem - to niemal niewyobrażalna sieć ludzkich działań i wzajemnych relacji, osadzona w matrycy czasu”.

Z kolei ks. prof. Andrzej Zwoliński w książce „Wierni Duchowi. Dary Ducha Świętego” umieszcza takie fragmenty:

Różne laicko-horyzontalne propozycje „nowej religii” są niczym innym jak filozoficzną formą herezji. Są to nieudane próby napisania nowej historii zbawienia człowieka wyrażone językiem polityki, ekonomii czy egocentryzmu. Jak słusznie zauważył znany badacz religii Mircea Eliade: „Nie można wykorzenić Absolutu, można go tylko gradować”.

Inna formą ataku na religię może być gorszące innych powątpiewanie w wierze - bluźnierczy osąd, pełen sceptycyzmu i cynizmu, jakby wiara czy prawdy wiary były niepewne. Nie dostrzega się wówczas wewnętrznej możliwości czy konieczności prawd objawionych, a Bogu odmawia się zgody na przyjęcie Go wiarą, własny rozum stawiająca wyżej niż świadectwo Bożego objawienia (…).

Prawdy wiary poznajemy w społeczności wierzących, którzy w dniu naszego chrztu św. wzięli odpowiedzialność za wychowanie nas w wierze. Wątpliwości i odpadanie od wiary zawsze mają społeczne odniesienie, zwłaszcza wobec tych, wśród których żyjemy, najbliższych, przyjaciół, znajomych. Postawa człowieka wierzącego ma swe bezpośrednie przeniesienie na siłę wiary innych członków Kościoła. Jak zauważył św. Paweł, nazywając Kościół nadprzyrodzonym Ciałem Chrystusa: „Jak więc, gdy cierpi jeden członek, współcierpią wszystkie inne członki (…)”.

(…) Tożsamość łaski z Duchem Świętym oznacza, że nie jest ona jeżynie czymś intencjonalnym, łaskawym nastawieniem, „dobrą wolą” Boga w stosunku do człowieka, ale czymś realnym. Łaska jest zdarzeniem, precyzyjnym aktem, osobistą interwencją Boga, porównywalną do pierwszej interwencji, jaką było stworzenie. Łaska nie jest czymś przypadkowym, co sprawia, że człowiek podoba się Bogu, ale jest aktem samego Boga, który człowieka usprawiedliwia, oczyszcza, upiększa.

(…) Wszystko w przestrzeni i czasie istnieje dzięki stwórczej mocy Boga. Materia nie jest wieczna; wszechświat ma za sobą inteligentną Osobowość, Architekta, Budowniczego, Tego, który podtrzymuje świat w istnieniu. Stworzenie jest dziełem Boga.

(…) Betlejem stało się ogniwem łączącym niebo i ziemię; Bóg i człowiek spotkali się tutaj i spojrzeli sobie prosto w oczy. W procesie przyjmowania ludzkiego ciała Ojciec je przygotował, Duch ukształtował a Syn je przybrał. Ten, który odwiecznie był zrodzony z Ojca, teraz miał doczesne narodziny w czasie. Ten, który narodził się w Betlejem, przyszedł, by narodzić się w sercach ludzi. Albowiem, jaki byłby zysk, gdyby narodził się tysiąc razy w Betlejem, a nie narodziłby się ponownie w człowieku?

Pomyśleć, ze Bóg nie działa we wszechświecie, to sugerować, że się nim nie interesuje. Ewolucja i naturalny rozwój rzeczywistości ani nie są wytłumaczalne same przez się, ani same nie funkcjonują. Nie są one ani poza Bogiem, ani Mu przeciwne. Po pierwszym stworzeniu Bóg nie rozpoczął stanu bezczynności. Ponieważ na świecie było zło, Duch; który unosił się nad bezkształtną materią, teraz musi zacząć poruszać się pośród ludzi.

W czasie tej mowy o świecie siedem razy użył Chrystus słowa „nienawidzić” - co było solennym świadectwem uporu tego świata i jego wrogości. Świat kocha to, co światowe; ale by zachować swoje kodeksy, praktyki i mody umysłowe, musi nienawidzić tego, co nie światowe, czyli Boga. Niech tylko apostołowie czy jacyś z Jego wyznawców przyłączą się do kultu słońca albo jakiejś orientalnej sekty, czy będą nienawidzeni? Nie, a to dlatego, że świat poznaje swoich. Niech będą jedno w Chrystusie, przestrzegając rygorystycznie Jego przykazań - czy będą w nienawiści? Tak, „bo Ja was wybrałem sobie ze świata”. W tamtej chwili apostołowie nie potrafili zrozumieć tej nienawiści; nawet po Jego Zmartwychwstaniu byli pozostawieni w spokoju i wolno im było wrócić do swoich sieci i łodzi.

Nienawiść Judasza do naszego błogosławionego Pana była wywołana kontrastem pomiędzy jego grzechem a cnotą Bożego Mistrza. Jago mówi o Cassio: „Gdyby się uchował Cassio, czekają go dni piękne, które czynią mnie brzydkim” . Obrzydzenie Judasza sobą zostało wyładowane na Tym, który swoją dobrocią sprawiał, że czuł się nieswojo. Nienawiść przeciwko Bogu nie zawsze jest wynikiem niewiary, ale bardzo często skutkiem antywiary. Sumienie, Chrystus i dar wiary sprawiają, że źli ludzie czują się nieswojo w swoich grzechach. Czują oni, że gdyby mogli wyrzucić Chrystusa z ziemi, byliby wolni od „zahamowań moralnych”. Zapominają, że to ich własna natura i sumienie sprawiają, że tak się czują. Nie mogąc usunąć Boga z niebios, chcą usunąć Jego ambasadorów z ziemi”.

Ksiądz profesor Zwoliński pisze współcześnie. To nie znaczy, że nie miał poprzedników. W przeglądzie Katolickim nr 29 z 1875 roku znajduje się min. artykuł pt. „Początki Chrystianizmu. Kilka słów o historiozofii”. Warto go przeczytać, jako przykład tego, ze nie wszyscy wyznawali paradygmat deistyczny w badaniach historycznych:

 

„T. W. Allies (prof, uniwersytetu dublińskiego, autor dzieła: „The formation of Christeadom”).W głośnym swojego czasu dziele „Pomysły do filozofii dziejów ludzkości” Herder mówi: „Już od dawna zajmowało umysł mój pytanie; jeżeli wszystko, co na świecie istnieje, swoją filozofię i naukę posiada, czyżby i to, co nas najbliżej obchodzi, a mianowicie historia ludzkość; w całości wzięta, nie miała własnej filozofii i w kształt ścisłej nauki ująć się nie dała. Rozmaite wprawdzie nastręczały się wątpliwości.... Lecz nie przestawałem szukać filozofii historii, gdzie tylko szukać jej można było. Czy zaś ją znalazłem, niechaj dzieło moje odpowie... Choćby karty jego wiatr rozwiał po święcie, choćby nawet rozwiały się kształty, w których widziałem ślady twoje, niewidzialny geniuszu rodzaju ludzkiego, myśli wszakże twoje pozostaną, coraz wyraźniej objawiać się i coraz wspanialsze formy przybierać będą. Szczęśliwym będę, jeżeli karty te utoną w zapomnieniu a jaśniejsze myśli w duszach ludzkich się zrodzą”. Lecz to, czego Herder jako nowości szuka, co majestatycznie geniuszem rodzaju ludzkiego nazywa, już od dawna istniało. Historia od dawna już posiadała swoją filozofię.

Kardynalne jej punkty podają wielkie prawdy wiary chrześcijańskiej, rozlewające światło na początek, przebieg i cel dziejów ludzkich. Tym światłem oświecony św. Augustyn napisał swoje dzieło o „Królestwie Bożym” a po nim cały szereg chrześcijańskich filozofów na tym polu pracował.

Lecz chrześcijańska prawda nie istniała dla Herdera, jak również nie istniały dla niego wielkie dzieła chrześcijańskich Wieków Średnich, pomnikowe ich utwory w sferze myśli i sztuki. Herder był synem racjonalistowskiego XVIII wieku, który odpychając Chrystianizm i całą przeszłość, marzył o stworzeniu nowej filozofii, nowej moralności, nowej religii. Zdawało mu się więc, że i on stanie się założycielem nowej nauki-filozofii historii, która już od dawna istniała. Pod pewnym względem wszakże celu swego dopiął i słusznie ojcem nowoczesnej historii może być nazwany. „Idee” bowiem Herdera są pierwszą próbą filozofii historii na podstawie nowoczesnego naturalizmu osnutej. Racjonalizm dotąd polemiczną tylko walkę z Chrystianizmem prowadził i rzadko w sferę historii wkraczał. Herder zaś przedstawiając dzieje jako rozwój ludzkości przyjmuje naturalizm za podstawę swojego systemu i nadaje mu takie znaczenie, do jakiego nigdy by nie doszedł drogą polemiki i krytyki. Pod tym względem „Idee” Herdera stanowią epokę w historii europejskiej nauki.

Nazywając „Idee” Herdera dziełem epokę stanowiącym, bynajmniej nie mamy na myśli istotnej ich wartości, gdyż ani zasady przez niego wypowiedziane, ani fakty podawane nie są jego własnością. Są to odpadki skądinąd wzięte, odpadki olśniewające czytelnika pięknością wykładu i poetycznym polotem wyobraźni.

Na tej samej podstawie co Szelling, lecz z większą od niego konsekwencją buduje Hegel swoją historiozofię. Logika i filozofia prawa podają mu normy do ocenienia rozwoju dziejowego. W logice Hegel stara się dowieść, że cała rzeczywistość, świat natury i ducha, jest dziełem rozwijającej się idei bezwzględnej, która dopiero po przejściu przez ciężką pracę dziejów natury i świata staje się wiedzącą o sobie ideą, absolutnym duchem.

O systemacie Hegla prawie już zapomniano, lecz owoce jego historiozofii, jej wpływ na moralność publiczną a nawet na kształtowanie się wypadków aż do obecnej chwili sięgają. O moralności mówić tu byłoby nonsensem. Kto dzieje uważa za proces natury, ten zamyka księgę, w której, jak powiada Platon, wielkimi zgłoskami sprawiedliwość jest wypisaną. Kto z historii usuwa sumienie, ten przykłada się do usunięcia sumienia z praktyki życia. W panteistycznym gmachu dziejowym tylko rezygnacja i używanie znajdą dla siebie miejsce i wytłumaczenie. Najciekawszą i najwięcej może pouczającą stroną historiozoficznego systemu Hegla jest jego wpływ na sferę polityki. Do niej bowiem da się zastosować, co niegdyś Cyceron o filozofii w ogóle powiedział: „że zakłada państwa i stanowi prawa”. Największe przewroty bieżącego stulecia z historiozoficznych teorii wzięły początek i w nich szukały sobie usprawiedliwienia. Filozoficzna teoria, podana jako prawo dziejowe, rozrywa traktaty, uwalnia od poprzysiężonych zobowiązań i usuwa wszelkie skrupuły sumienia tudzież roztropności.

Kto nie zna wielkiego frazesu, w imię którego nowoczesna Europa świętokradzką walkę toczy z Kościołem i prawami sumienia chrześcijańskiego? Komu co chwila nie odbijają się o uszy wyrazy: postęp, niezależność umysłu ludzkiego, walka cywilizacyjna? Ich źródło w filozofii historii. Najpierw przyzwyczajono się do fałszowania faktów i praw dziejowych, następnie zajęto się przeprowadzaniem w rzeczywistość mniemanych zdobyczy naukowych. Dość rzucić okiem po obecnym społeczeństwie europejskim, aby się przekonać, dokąd jego życie moralne teoretyczni i praktyczni, wielcy i mali historiozofowie doprowadzili.

Prawdziwa idea historii już od dziewiętnastu prawie stuleci została podaną ludzkości. Kluczem dziejów jest idea Chrystianizmu. Kto zna naukę Chrystusa, ten rozumie dzieje ludzkości, jak również kto zrozumie dzieje, ten pozna Chrystusa.

Myśl tę przeprowadza, TW. Allies, w wybornym dziele swoim: „Początki Chrystianizmu”. Istotnie pomnikowa to praca na polu obrony cywilizacji chrześcijańskiej, Allies łączy w sobie głęboką wiarę i niepospolitą naukę. Na wielkiej wyżynie stojąc, ogromny horyzont wzrokiem ducha obejmuje. Badając pierwiastki, z których powstał świat chrześcijański, rozwija przed czytelnikiem wielki obraz nowej społeczności, kształcącej się pod działaniem tajemnicy Odkupienia. I u kolebki chrześcijańskiej Europy pokazuje, jakimi drogami dokonywało się wielkie dzieło odrodzenia człowieka i ludzkości, obok zamierającej na wskroś zgniłej cywilizacji pogańskiej. W walce tej odsłania się zasadnicze prawo dziejów ludzkości. Wszystko, co było, cała przeszłość, jest przygotowaniem do niego; późniejsze dzieje Chrześcijaństwa są dalszym jego rozwinięciem.

Indukcja wszakże znajduje w duchu ludzkim trzy wielkie i powszechne fakty. Bez nich bieg rzeczy ludzkich wydawać się zawsze będzie ciemnym, rozpacznym a nawet niezrozumiałym. Pierwszym z tych wielkich faktów jest wiara w Boską Opatrzność, kierującą biegiem rzeczy ludzkich; drugim wolna wola człowieka, uświęcona przez Opatrzność, wspierającą się na podstawie moralnej jego istoty; trzecim z dopuszczenia Bożego bezustannie czynna moc złego, powszechną, ciągle uwodząca wolną wolę człowieka ku fałszywemu szczęściu. Umysł ludzki sam nic poznał wprawdzie tych trzech zasad własnymi siłami, lecz odkąd mu je Objawienie odkryło, odtąd w faktach znajdować on będzie niezliczone na nie dowody. Ignorowanie ich prowadzi do kłamstwa i fałszowania historii. I dlatego też filozofia historii dopiero wtedy powstała kiedy Objawienie wniosło nowe światło w dusze człowieka.

Innych, którzy na tym polu pracowali, pomijamy, gdyż nie idzie tu nam o literaturę przedmiotu, lecz o wykazanie, jakiemu źródłu właściwa filozofia historii początek swój zawdzięcza. Jej idea przez św. Augustyna wypowiedziana, przenika dzieje, chrześcijańskiej Europy przez całych tysiąc lat; potem następuje wielkie odszczepieństwo protestanckie i znaczna część ucywilizowanego świata odpada od Królestwa Bożego. Odtąd datują się systemata historyczne, odrzucające wszelką wiarę w owo Królestwo Boże albo szpecące jego naturę. Miejsce Boga i niezmiennego porządku moralnego mają zająć przekonania ludzkie. Fakt Odkupienia jest dla nich utworem podniesionej wyobraźni a pojmowanie historii coraz więcej przechodzi na grunt poganizmu. Nagromadzono mnóstwo faktów, nie tylko ze sfery natury lecz i z dziedziny ducha. Życie pojedynczego człowieka zdaje się być zbyt krótkim na dostateczne poznanie choćby drobnej części zebranych skarbów. Lecz nigdy może nie dawał się boleśniej uczuć brak wewnętrznej nici, wiążącej skupione szczegóły w jedną wielką całość nigdy większe niebezpieczeństwa nie zagrażały społeczeństwu od oświaty pozbawionej życia wewnętrznego.

Tylko badanie biegu spraw dziejowych w świetle nauki chrześcijańskiej otwiera przed umysłem ludzkim tajemnicę życia, tylko taka historia jest vitae magistra. Kto nie podziwiał mądrości Bożej w pszczołach, pracą swoją zajętych? Do życia pszczół, pod pewnym względem podobne jest życie ludzkości. Miejsce instynktu zajmują tu boskie dary ducha; każda jednostka posiada wolną wolę i swobodnie działać oraz wybierać może. A wszakże wszystkie te niezliczone miliony pracują nad spełnieniem celów bożych; pojedynczy człowiek idzie swoją drogą, rządzi się swoją wolą, lecz te ścieżki zlewają się w jeden wielki gościniec boży i wolna wola człowieka, narodów i ludzkości myśli boże wypełnia. Taką jest historia w świetle Ewangelii rozpatrywana”.

 

A jakie jest w tym wszystkim nasze miejsce? Celnie uchwycił to św. Jan Paweł II:

„Jest wprawdzie Chrystus odrzucany, odrzucany w ciągu całej historii, w różnych pokoleniach i społeczeństwach, jako „znak sprzeciwu” (por. Łk 2,34) - a jednak trwa w tej historii. Trwa w dziejach, kształtując ich najgłębszy rdzeń i pion - ten właśnie pion, poprzez który dzieje ludzkie - mimo wszystkich odstępstw i negacji - wznoszą się ku Bogu: do tych wiecznych przeznaczeń, jakie człowiek i ludzkość ma w Bogu i tylko w Bogu.

Wznosi się na podobieństwo świętej budowli. My wszyscy jesteśmy wezwani, aby stawać się „żywymi kamieniami” tej budowli.

„Żywe kamienie”: wszyscy, którzy mają życie z Chrystusa. Wszyscy, którzy życiem, jakie jest w Chrystusie, obdarowują innych”.



tagi: historia  historiozofia  charyzmat 

rotmeister
10 marca 2019 16:39
7     1293    9 zaloguj sie by polubić
komentarze:
Globalny @rotmeister
10 marca 2019 19:59

Temat gruby, tym bardziej warto drążyć. Według niektórych badaczy antykatolickie wyczyny literackie Drapera miały z założenia przykryć mordowanie Indian w Ameryce Północnej przez miłujących pokój ludzi oświeconych. Tudzież inne świństwa. Proszę zajrzeć na priv.

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @Globalny 10 marca 2019 19:59
10 marca 2019 20:33

To w ogóle jest przekręt. Choćby taką teoria ewolucji. Jest ciągle TEORIĄ. I zawsze nią będzie. Innymi słowy jedni wierzą że ludzi stworzył Bóg a inni WIERZĄ że pochodzą od małpy. No i matematyka. Prawdy matematyczne są odkrywane a nie konstruowane. A skoro są odkrywane to kto je stworzył? Galileusz mawiał że matematyka język którym przemawia do nas Pan Bóg. 

 

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @rotmeister
10 marca 2019 21:17

Racjonalizm jako zasadnicza podstawa oglądu tzw. realu, zawiera sprzeczność sama w sobie. Nie moze bowiem stanowic punktu odniesioenia cos tak watpliwej jakosci  jak rozum ludzki. Rozmum, który moze stopniowo odkrywać zjawiska świata realnego i strać sie je zrozumieć metoda najczęściej prób i błedów. A nastepnie je interpretować. Czyli także "racjionalizować". Tyle że racjonalizacvja obowiazująca w danym czasie historycznym, w innym czasie będzie zabobonem godnym wyszydzenia. Dlatego ratio nie może być z zasady żadnym wzorcem ("z Sevres").

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @rotmeister
10 marca 2019 21:23

Klasyczny anglosaski mądrala tamtej epoki.  Nienawiść do "papistów" wylewa się przez wszystkie rozdziały. A wszystko z tego, że uwierzył "w potęgę rozumu" bo udało mu się zrobić zdjęcie księżyca.

Ostatni rozdział tej książki jest bardzo znamienny: opisuje "straszne przestępstwa katolicyzmu jako systemu myślenia i działania". Np. matki i żony chodzące do kościoła to "agenci Watykanu szpiegujące własnych mężów i ojców".  I reszta w tym podobie.

Ale jak pisze @Globalny - ciężka cegła i bardzo cięzki temat. Trzeba przeczytać ze dwa razy, żeby oswoić się ze sposobem myślenia.

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @stanislaw-orda 10 marca 2019 21:17
10 marca 2019 23:14

"Nie moze bowiem stanowic punktu odniesioenia cos tak watpliwej jakosci  jak rozum ludzki"

Dlatego rozum deifikowano. Teraz też się to robi. Ciemny lud to kupi.

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @pink-panther 10 marca 2019 21:23
10 marca 2019 23:16

Ta ciężka cegła (i wiele innych) jest rozproszkowana w każdym podręczniku używanym w polskich i nie tylko polskich szkołach.

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @rotmeister 10 marca 2019 23:16
11 marca 2019 00:44

Jako "przyprawa" lub raczej "narkotyk". Taki "gwiezdny pył". Bardzo celne porównanie.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować