-

rotmeister : Wspomnicie moje słowa

Andrzej Nowak, Paweł Jasienica i 400 lat oddechu.

Mój tekst stary, wygrzebany z czeluści komputera. Wiem, że są tacy którzy krytykują prof. Nowaka, który potrafi pożenić dzieje polskiego Kościoła z polskimi rewolucjonistami. Ale jak dla mnie prof. Nowak jest jak najbardziej okay, mówiąc po sarmacku. Jasienica (bo jego też dotyczy notka) mimo swojego socjalizmu pisać umiał i też go czytam, chociaż już na to wszystko inaczej patrzę.

W numerze „Uważam Rze Historia” 4/2012 (26.07.2012) Maciej Rosalak przeprowadził ciekawy wywiad z profesorem Andrzejem Nowakiem. Cały numer poświęcony był polskim Kresom, wokół których toczy się również wyżej wzmiankowany wywiad. W rozmowie przejawiała się postać Pawła Jasienicy. Jakie poglądy na sprawę unii polsko-litewskiej miał Jasienica, wie każdy kto przeczytał choćby jeden z wielu jego esejów. Pod tym względem ciekawe są „Myśli o dawnej Polsce”. Jasienica pisze tam min:

 

„A na wschodzie? Zamiast raz przyjaznych, to znów obrażonych - lecz w zasadzie całkiem z Polską dobrze żyjących księstw ruskich - najazdy litewskie i groza tatarska. Mogli sobie nabożni mnisi z Ławry Peczerskiej wyobrażać, że szatan szczególnie lubi przystrajać się w szaty polskie - zawsze Kraków potrafił się dogadać z Kijowem, dopóki ten ostatni grał samodzielną rolę polityczną. W XIII wieku zaczęło być inaczej i źle. Takie położenie polityczne skłaniało do pilnego zastanawiania się nad przyszłością. Przede wszystkim jednak budziło z drzemki patriotyzm polski, który tak pięknie dał się poznać za Bolesławów. Naród o całkiem odrębnej kulturze i długiej tradycji historycznej, naród pamiętający wielkość epoki Chrobrego nie mógł się czuć dobrze w czasach słabości i poniżenia (…).

 

Streszczając się jak najbardziej, powiem tak: do unii Polska była tym właśnie, do czego tak bardzo tęsknił Stanisław Wyspiański – zwykłym, normalnym państwem europejskim. Po unii stanęła wobec zagadnień, o których nikomu się nie śniło. Twierdzenie, że już dzisiaj cały glob nauczył się podobne do naszych pounijnych problemy łatwo rozwiązywać, grzeszyłoby pewnie nadmiarem optymizmu”.

 

Symptomatyczny jest też fragment z „Myśli o dawnej Polsce” – mówiący o przyczynie takiej a nie innej interpretacji dziejów unii z Litwą, ale pokazującej także, dlaczego książki Jasienicy mogły być wydawane w okresie PRL (choć z przerwami):

 

„Wcale nie przeczę, ze moje poglądy ukształtowały się pod wpływem przeżyć kraju. Doświadczenie to każe z największą nieufnością traktować uroki tak zwanej myśli imperialnej. Mieliśmy okazję przyjrzeć się z się z bliska skutkom rozmaitych porywających zamierzeń. Widok był tego rodzaju, że skłonności do euforii powinny wygasnąć raz na zawsze, ustępując miejsca szacunkowi dla umiaru. Umiejętność rzetelnej oceny możliwości musi być uznana za najwyższą z cnót politycznych. Działacz, który jej nie posiada, przypomina fizyka nie uwzględniającego w rachunkach prawa tarcia”.

 

To, że myśl której głosicielem był min. Paweł Jasienica, miała i ma swoich naśladowców, widać było po latach w chociażby wypowiedzi Bartłomieja Sienkiewicza z 2011 roku dla „Tygodnika Solidarność”:

 

„Nasza naturalna kondycja to status biednego, peryferyjnego kraju, w którym, by użyć formuły Adama Smitha, produkuje się tylko rzeczy niezbędne do życia”.

 

Taka wizja Polski, jako kraju „biednego i peryferyjnego” odpowiadała również Maksymowi Litwinowowi, który w roku 1943 stwierdził:

 

„Polacy będą się musieli nauczyć żyć w granicach etnograficznych jako mały naród, porzucając myśl, że byli wielką potęgą. Byli pysznym narodem, który nie miał dość zdolności i siły, by urzeczywistnić swój wybujały nacjonalizm”.

(cyt. za: K. Kersten, Narodziny systemu władzy. Polska 1943-1948, Warszawa 1985, s. 30

 

Prof. Andrzej Nowak wyjaśniał w rozmowie z URze Historia dlaczego takie myślenie jest błędne:

 

Niektórzy historycy, zwłaszcza ci z tak zwanej szkoły krakowskiej, wielce ubolewali jednak nad unią z Litwą, twierdząc, że dużo straciliśmy, idąc na wschód. Że trzeba było wszystkie siły poświęcić dla tej mniejszej ojczyzny piastowskiej, a nie rozrzedzać ich na wschodzie.

 

Tę opinię utrwalił w świadomości naszego społeczeństwa, poza propagandą komunistyczną, głównie Paweł Jasienica. Wielu Polaków szczerze upatruje w zwrocie na wschód przyczyny trwałej utraty przez nas na 600 lat Śląska i Pomorza, a także rozluźnienia związków z cywilizacją łacińską. Czy więc Polska zyskała czy straciła na Kresach?

 

Przytoczę tu cytat z Józefa Szujskiego, mistrza szkoły krakowskiej, i mistrza Jasienicy o Polsce: „Im więcej w imię wolności zagarnęła surowych żywiołów, tym bardziej rozrzedzać się musiała ta siła rdzenna, zwyciężać indywidualność, wracać bezradność, nieorganiczność pierwotnej kupy słowiańskiej”.

 

Przez unię, przez otwarcie na wschód – twierdzą pogrobowcy stańczyków – wróciliśmy do „pierwotnej kupy słowiańskiej”, zamiast intensyfikować nasz rozwój tak, jak zaczął to skutecznie robić ostatni silny Piast Kazimierz Wielki. Tego rodzaju ostry osąd nie bierze jednak pod uwagę jednego czynnika: geopolitycznego. Historia to nie szachy, w których sąsiedzi czekają na nasz ruch. Nie, zanim zrobimy ten ruch, oni mogą zrobić 20. Gdybyśmy nie weszli na obszary wschodnie, one nie pozostałyby bezpańskie, ale nieuchronnie stałyby się częścią wielkiej potęgi wschodniosłowiańskiej. Moskwa miała program, wolę i siły, aby zjednoczyć ziemie dawnej Rusi i to czyniła.

 

Unia polsko-litewska opóźniła ten proces?

 

O cztery wieki. I dziś jej konsekwencje cywilizacyjne stoją temu procesowi nadal na przeszkodzie. Teraz wyobraźmy sobie, że już w XV wieku za naszą wschodnią granicą na Bugu stoi potężne państwo wschodniosłowiańskie. Czy pomaga nam to odzyskać Śląsk? Przecież Luksemburgowie, a potem Habsburgowie nie patrzyliby z założonymi rękami, jak odbieramy im najbogatszy kraj korony czeskiej, tylko w każdej chwili mogliby zawrzeć sojusz przeciwko Krakowowi z imperium wschodnioeuropejskim. I to imperium mogłoby uderzyć już w XV wieku znad Bugu, a nie znad górnej Wołgi…

 

Brzmi znajomo.

 

Polska leży między dwiema największymi, starszymi od niej i bez porównania potężniejszymi od niej – od samego początku naszych dziejów – wspólnotami etniczno-historycznymi w Europie: wschodniosłowiańską i germańską. Czy mała Polska wciśnięta między dwie potęgi – na wschodzie i na zachodzie – obroniłaby swoje miejsce na mapie, swoją odrębną ścieżkę w historii i kulturze europejskiej? Myślę, że dzięki unii z Litwą, dzięki wysiłkowi, jaki został włożony w próbę sprostania temu cywilizacyjnemu wezwaniu, zyskaliśmy olbrzymia przestrzeń nie tylko politycznego, ale także kulturalnego oddechu. Kiedy kultura polska wydaje swoje najwspanialsze owoce? W czasach unii lubelskiej, w czasach Kochanowskiego, Reja, Sępa-Szarzyńskiego, Skargi a potem w XIX wieku, w czasach Słowackiego, Mickiewicza, Moniuszki. Czy wydałaby je, gdyby już w XV wieku pogodziła się z miejscem ograniczonym do malutkiego aneksu zachodnich potęg Europy? Ten oddech pomógł Polsce przetrwać w najgorszym położeniu geopolitycznym na świecie. I nie tylko przetrwać. To, że między Rosją i Niemcami pojawiły się jeszcze Litwa, Białoruś i Ukraina zawdzięczamy właśnie podjęciu owej próby dziejowej – unii z Litwą. Próba powiodła się w tym przynajmniej sensie, że przyniosła trwale rezultaty cywilizacyjne, stworzony został odrębny wariant kultury europejskiej. W ciągu kilkuset lat od XIV do XVIII wieku rozwijał się ustrój specyficznej kultury politycznej, wspólnoty republikańskiej, wspólnoty wielu narodów. Pojawiło się coś odrębnego, coś, co daje nam autonomiczny charakter, co powoduje, że Polska nie jest małym krajem o małej historii i małej kulturze (…).

 

400 lat oddechu. Z prof. Andrzejem Nowakiem rozmawia Maciej Rosalak. Uważam Rze Historia nr 4, lipiec 2012

http://www.historia.uwazamrze.pl/artykul/911115

 



tagi: kresy  andrzej nowak  paweł jasienica 

rotmeister
14 grudnia 2017 21:59
7     994    5 zaloguj sie by polubić
komentarze:
MarekBielany @rotmeister
15 grudnia 2017 00:14

Dobrze jest, że nie wyrzuciłem telewizora. Wczoraj pokazali szympansa, który rozpoznaje z fotografii krewnego i w nagrodę dostaje - a jakże - owocebanana.

To nie jest reklama !!!

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @rotmeister
15 grudnia 2017 10:32

Piękny tekst, jak zawsze:).

Z Jasienicy korzystałam w LO... podawał sporo faktów i po prostu dzięki temu wiedziałam najwięcej w całej klasie...więc mile go wspominam..

Tych jego podtekstów, poglądów na Unię itd... nie czułam wtedy. Tym bardziej że równolegle w koło czytałam Trylogię:))) Polska z obszernymi płucami Kresów była mi bliska, normalna...

Taka jak miała być:).

.

 

zaloguj się by móc komentować

betacool @rotmeister
15 grudnia 2017 13:08

Ja bym tylko dorzucił, że oprócz graczy siedzących przy szachownicy, ogromną rolę odgrywali podpowiada ze posunięć.

Z powodu pewnych zobowiązań wracam teraz w czasy oświeceniowego mroku. Oj co się w tych  mrokach ukrywa to mało kto z nas wie, choć coraz większa grupa się domyśla.

Jak jest wielki przyśpieszacz hadronów, tak tam - wielki podpowiadacz posunięć.

 

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @betacool 15 grudnia 2017 13:08
15 grudnia 2017 13:26

Bardzo jestem tego ciekawa...to było kiedyś dawniej obiecane. 

.

 

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @betacool 15 grudnia 2017 13:08
15 grudnia 2017 20:40

Bo to jest ten czas. Jak hartowała się autentyczna demokracja. Przyspieszacz demokracji, w perukę szarpany.

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @rotmeister
15 grudnia 2017 20:50

Wielki Plus. Ale trzeba dodać do tej ogólnej wizji prof. Nowaka to co wynika z tekstów Coryllusa i Drobnego, co nawet sami rosyjscy propagandowcy, np. Andrej Biełyj przez ogródek w dobrej ale niemiłosiernie długiej powieści Petersburg1925 r., przyznają, że mianowicie wielka wspólnota wschodniosłowiańska nigdy nie była wspólnotą, podobną wspólnocie Mieszka, stała się organizacją polityczną w skutek najazdu mongolskiego, organizacją turańską pod zarządem mongolskim, a w XVI w. organizacją turańską pod zarządem brytyjskim. Biełyj akurat mówi o zarządzie niemieckim od XVIII w..

zaloguj się by móc komentować

marek-natusiewicz @Maryla-Sztajer 15 grudnia 2017 10:32
16 grudnia 2017 08:10

Z jasienicą to i wówczas była "krótka piłka" - facet od Łupaszki... i przeżył -> zatem musiał coś "zakontraktować". No i wyszło to, co napisał autor: wschód to był deficyt dla Korony... A Śląsk to było to... A komu to  zawdzięczamy?... Niech czytelnik sam dopowie. A jeśli jeszcz edo tego dorzuci wczasy zakładowe i zupę z wkładką, to ho, ho! Słowem ci "Oni" na prawdę byli nieźli. Na pewno lepsi niż ci "nasi", bo mieli wizję przyszłości, a nie tylko wizję dnia jutrzejszego.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować